Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Atis Lejiņš: Nowy system podatkowy poprawi los najbiedniejszych

Jest wiele grup społecznych, które skorzystają na reformie podatkowej gabinetu Mārisa Kučinskisa. Moja żona jest lekarką. Ona dostanie 700 euro po opodatkowaniu. Oczywiście są osoby, które są wściekłe, to ci najbogatsi. Ale oni dostaną tylko trochę mniej, ale za to znacznie polepszy się los tych najbiedniejszych – powiedział w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim poseł centroprawicowej Jedności na Sejm Republiki Łotewskiej Atis Lejiņš, w przeszłości działacz socjaldemokratyczny.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Atis Lejiņš. Zdj. Saeima.

Atis Lejiņš urodził się w 1942 roku w Jełgawie. Ukończył szkołę średnią w Australii. W 1968 uzyskał stopień magistra historii na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles. W latach osiemdziesiątych kształcił się na studiach doktoranckich z dziedziny historii na Uniwersytecie Sztokholmskim. Pod koniec lat osiemdziesiątych zaangażował się w działalność w Łotewskim Froncie Narodowym, stając na czele jego oddziału w Szwecji oraz sekcji zagranicznej Frontu. W 1992 roku założył prestiżowy Łotewski Instytut Polityki Zagranicznej, na czele którego stoi dzisiaj znany łotewski politolog Andris Sprūds. Po powrocie na Łotwę działał także w historycznej Łotewskiej Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej. W 2010 roku uzyskał mandat posła z ramienia prawicowej koalicji Jedność, później był jeszcze dwa razy wybierany do Sejmu z listy Jedności. Pracuje w Komisji Spraw Zagranicznych, Komisji Spraw Europejskich, jest delegatem do Zgromadzenia Bałtyckiego, grupującego posłów z Litwy, Łotwy i Estonii, a także szefem grup parlamentarnej współpracy z Indiami, Australią i Rumunią.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Jak Pan czuje się jako socjaldemokrata przed wyborami w Niemczech (rozmowa została przeprowadzona we wrześniu – przyp. red.)?

Atis Lejiņš: Porozmawiajmy lepiej o polityce wewnętrznej Łotwy. Jestem dumny z tego, że właśnie wprowadzamy w życie socjaldemokratyczną ideę podatku progresywnego (od 2018 roku na Łotwie mają obowiązywać trzy stawki podatku od osób fizycznych: 20%, 23% i 34,1% zamiast dotychczasowej jednej – 23% – przyp. red.). To dotychczas było tabu w krajach bałtyckich, gdzie czciliśmy podatek liniowy.

Do tego jeszcze wrócimy.

Jeśli chodzi o Niemcy to dla mnie kluczowe jest w jaki sposób reaguje się na agresję rosyjską na Ukrainę. Putin złamał wszystkie zasady porządku międzynarodowego, który kształtowaliśmy jeszcze od czasów Paktu Brianda-Kelloga poprzez Helsinki w latach siedemdziesiątych. Ze strony niemieckiej lewicy słyszałem głosy, że jeśli Rosja wypełni część zobowiązań z Porozumienia Mińskiego, to wtedy może należy znieść albo złagodzić sankcje. To droga donikąd. Bardzo źle na socjaldemokratach odbił się fakt, że ich były lider i kanclerz Niemiec Gerhard Schröder zaakceptował propozycję ze strony Rosnieftu. Wcześniej ten sam polityk podjął decyzję o budowie Nord Streamu. Obie te decyzje są wymierzone w politykę Europy Zachodniej wobec Rosji. Rosnieft jest spółką kontrolowaną przez państwo rosyjskie, jest na liście sankcji. Schröder przyjmując tę propozycję, prowadzi także politykę wymierzoną w Łotwę.

Przeczytaj także:  Ojārs Ēriks Kalniņš: nie róbmy koncesji wobec Rosji

Znam dobrze wiele socjaldemokratów w Niemczech, wśród nich wiceburmistrz Hamburga. Zauważyłem także, że Martin Schulz skrytykował Schrödera. Ale w związku z tym co się dzieje, jako polityk łotewski, w wyborach stoję po stronie Angeli Merkel.

Przeczytaj także:  Meklemburgia spogląda w prawo

Tak jak Pańska partia, która jest stowarzyszona z CDU w ramach Europejskiej Partii Ludowej. Zauważyłem zresztą, że większość łotewskich polityków stoi w tych wyborach po stronie Merkel. Z wyjątkiem Socjaldemokratycznej Partii “Zgoda”, która ma porozumienie z europejskimi socjalistami.

Oni nie są formalnie członkami Partii Europejskich Socjalistów. Podobnie jak Międzynarodówki Socjalistycznej. Wiem o tym, że Schulz powiedział, że Uszakow jest jego przyjacielem. Ale musimy spojrzeć na to, co “Zgoda” robi na poziomie europejskim. Poseł do Parlamentu Europejskiego Andriej Mamykin jest całkowicie instrumentem w rękach Kremla. Jest jego naśladowcą. Początkowo myśleliśmy, że Mamykin będzie niezależny, bo wcześniej był dziennikarzem. Niestety tak się nie stało, a w Parlamencie Europejskim robi okropne rzeczy, np. jeździ do Assada.

Przeczytaj także:  Boris Cilewicz: Łotwa jest krajem, gdzie grupy etnicznie spokojnie koegzystują

Podobnie jak posłanki Yana Toom i Tatiana Żdanok. Jest Pan członkiem Komisji Spraw Zagranicznych oraz Komisji Spraw Europejskich w Sejmie Łotwy. Ale zasiada Pan także w Zgromadzeniu Bałtyckim. Jak wyglądają obecnie stosunki Łotwy z dwoma pozostałymi krajami bałtyckimi? Niby są dobre, ale wciąż są problemy takie jak Rail Baltica…

Bardzo śledzę sprawę Rail Baltica. Bardzo się za tym wstawiałem będąc na Litwie i w Estonii. Litwini jeszcze nie ratyfikowali umowy, sądzę, że zrobią to we wrześniu (Sejm Litwy ratyfikował umowę w październiku – przyp. red.). Litwini stracili wiele lat na dyskusję czy Rail Baltica ma przechodzić przez Wilno czy przez Kowno. Tak czy inaczej to jest sprawa nie tylko transportowa, ale geopolityczna dla wszystkich krajów bałtyckich. Nie będziemy już dłużej peryferiami, ale zostaniemy połączeni z systemem kolejowym całej Europy. Rosjanie dążą do tego, by wszystkie dobra transportować do Primorska. My musimy coś temu przeciwstawić. Rail Baltica można używać do celów cywilnych, ale także do celów militarnych. Zresztą celem Unii Europejskiej jest w ogóle to, żebyśmy przesiedli się z samochodów do pociągów. Cieszę się, że dzięki Rail Baltica będziemy mieli także połączenie z Helsinkami. W ogóle wyobrażam sobie nawet, że moglibyśmy tą koleją jeździć do Petersburga. Dlaczego nie?

Jak wyglądają obecnie relacje litewsko-łotewskie? W obu krajach rządzi partia chłopska…

Nie patrzmy na partie polityczne. Patrzmy na to, co się dzieje realnie w naszych stosunkach. Jesteśmy pragmatyczni. Czekamy na ratyfikację Rail Baltica, która powinna nastąpić jesienią. Jeśli chodzi o sprawy Unii Europejskiej, NATO czy Rosji to mamy podobne poglądy. Liczymy na współpracę z Litwą, jeśli chodzi o następną perspektywę budżetową Unii Europejskiej. Mnie osobiście ciekawi, jak reforma podatkowa na Łotwie, wprowadzająca progresję, wpłynie na nasze stosunki z Litwą i Estonią.

Macie jednak poważny problem z Litwą, jeśli chodzi o odcinek kolejowy Możejki- Reņģe, który Litwa rozebrała w 2010 roku.

Wiem o tym. Unia Europejska już zdecydowała, że Litwini powinni odbudować ten odcinek. Zresztą jak tylko prezydent Łotwy jeździ na Litwę, to porusza ten temat. To jest śmieszne, że nie możemy rozwiązać od lat tego problemu. To nie powinien być dla Litwinów wielki koszt.

Od siedmiu lat stoi Pan na czele grupy łotewsko-indyjskiej w Sejmie. Od dwóch lat macie nową ambasadę w New Delhi. Jak układają się relacje gospodarcze między dwoma krajami?

Myślę, że gospodarczo mogłoby być lepiej. Indie są wielkim rynkiem. Przyjeżdżają do nas biznesmeni indyjscy. Ale oni nie są zainteresowani małym rynkiem łotewskim, bardziej wolnym portem w Rydze, przez który mogliby dystrybuować towary do Skandynawii i do Rosji. Hindusi są bardzo dobrymi handlowcami. Jako Łotwa zauważamy, że w Azji są obecnie dwa ważne rynki, czyli chiński i indyjski. W przyszłości Indie będą odgrywać coraz większą rolę. Ale problemem w naszych stosunkach jest fakt, że Indie mają ambasadę w Sztokholmie, a nie w Rydze. Mogę to zrozumieć. Szwecja jest dziesięciomilionowym krajem, bardzo zaawansowanym technologicznie. Ale chcielibyśmy, żeby ambasada była także w Rydze, bo to by pomogło w rozwinięciu naszych stosunków.

Stosunki polsko-łotewskie przez lata były bardzo dobre. Mieliśmy skomplikowane relacje z Litwą, ale z Łotwą wszystko układało się znakomicie. Czy coś się zmieniło po tym, jak w Polsce władzę objął nowy rząd Beaty Szydło?

Mamy tradycyjnie dobre stosunki z Polską. Na wiele spraw patrzymy tak samo. Cieszę się, że polscy żołnierze są obecni na Łotwie. Natomiast jest coś, o czym chciałbym wspomnieć, odwołując się do historii. Zarówno Polska, jak i Łotwa przed wojną miały autorytarne reżimy. Teraz mam wrażenie, że jesteśmy w takiej epoce, że coś zaczyna do nas wracać. Jest jakiś Zeitgeist (duch czasu, pojęcie z Hegla – przyp. red.). Widzimy to także na Łotwie z naszymi oligarchami. Krytykujemy od lat Aivarsa Lembergsa, burmistrza Windawy. Ale ludzie odpowiadają: to jest silny człowiek, sam kradnie, ale pozwala żyć miastu, zostawcie go w spokoju. Myślę, że Łotwa tak łatwo straciła w 1940 roku niepodległość, bo przez sześć lat nie miała demokracji. Wracając do sędziów. Ja siedzę w Sejmie siódmy rok i doskonale zdaję sobie sprawę, że na Łotwie wiele można sędziom zarzucić, że zdarzają się bardzo źli sędziowie. Ale nie możemy jako władza ustawodawcza czy wykonawcza usuwać sędziów. Chyba, że zostaną skazani przez sąd. Mieliśmy przypadek sędziny, która wzięła łapówkę, później przekazała ją dalej, to była jakaś akrobacja. I nasz parlament zdecydował o jej zwolnieniu. Ale wiedzieliśmy, że przyjęła nielegalnie pieniądze.

To co się dzieje w Polsce, trochę mnie martwi, bo znam okres przedwojenny, gdy funkcjonowały autorytarne reżimy. Każda demokracja jest lepsza niż nawet dobry autorytarny reżim.

Przeczytaj także:  Polityczna Ryga reaguje na zwycięstwo PiS w wyborach

Ale czy te wszystkie zmiany w Polsce mogą wpłynąć na relacje z Łotwą?

Właśnie o tym mówię. Obawiam się krążącego po Europie Zeitgeist. Że zatoczymy koło i wrócimy do Ulmanisa, Piłsudskiego.

Wróćmy do spraw wewnętrznych Łotwy. Jedność, z ramienia której sprawuje Pan mandat posła na Sejm jest w kryzysie. Powstają za to nowe ugrupowania, centrolewicowa partia “Jesteśmy za!” oraz jawnie lewicowa Partia Postępowa, z którą są związani Pańscy asystenci Ansis Dobelis i Jānis Džerijs Šterns. Jest także “Zgoda”, ale chyba nie jest ona lewicową partią…

To jest partia rosyjska, partia Władimira Putina. Wracając do tych wszystkich nowych ugrupowań. Zamierzam o tym napisać. Na Łotwie mamy do czynienia z epidemią powoływania do życia nowych partii. Wynika to z niedojrzałości politycznej. A spowodowane jest to ambicjami ludzkimi. Ja nie rozumiem czym się różni ugrupowanie „Jesteśmy za!” od Jedności. To było parę osób, które w niektórych sprawach myślały trochę inaczej. Ale to już był błąd partii, że nie potrafiła ich wszystkich zatrzymać. W Niemczech socjaldemokracja czy chadecja mają różne skrzydła, ale żadna z tych partii się nie rozpada. Obserwowałem podobną sytuację w Szwecji za czasów Olofa Palme. On potrafił umiejętnie manewrować między różnymi skrzydłami. Tak więc z kolegami, którzy powołali do życia “Mēs esam par!” siedzimy w tej samej frakcji, głosujemy tak samo, ale mamy dwie różne partie. To absurd. Sądzę, że może dostaną jakieś poparcie w Rydze, ale w pozostałej części Łotwy niekoniecznie.

Przeczytaj także:  Daniels Pavļuts: Nasza partia jest zarówno probiznesowa, jak i wrażliwa społecznie

A Jedność…

Natomiast Jedność wciąż ma szansę, bo mamy swoich ministrów w rządzie i możemy teraz mówić, że byliśmy jednym z autorów reformy podatkowej, która wprowadza progresję. O mało co z tego powodu nie rozpadła się koalicja rządząca. To czego nie udało się wprowadzić przez lata, zrobiliśmy w tym roku.

Jest wiele grup społecznych, które na tym skorzystają. Na przykład moja żona, która jest lekarką. Ona dostanie 700 euro po opodatkowaniu. Kto to tego doprowadził? Ja (śmiech). Oczywiście są osoby, które są wściekłe, ci najbogatsi. Ale oni dostaną tylko trochę mniej, ale za to znacznie polepszy się los tych najbiedniejszych.

Myśli Pan, że Arvils Ašeradens będzie dobrym liderem Jedności?

On jest bardzo stabilną, opanowaną osobą tak jak Valdis Dombrovskis, trochę bez emocji. Nasz premier także tak ma. Łotysze nie zawsze to lubią. Ale jako minister gospodarki Ašeradens ma bardzo duże zasługi w wywalczeniu reformy podatkowej.

Przeczytaj także:  Łotewska prawica wybrała nowego lidera

Czy nie żal Panu, jako osobie, która przez lata działała w emigracyjnej łotewskiej socjaldemokracji, mieszkała w socjalistycznej Szwecji, że nie istnieje obecnie żadna licząca się partia lewicowa na Łotwie?

Szkoda, że tak się stało. W to miejsce weszła prokremlowska “Zgoda”. Staraliśmy się zablokować ich wejście do Międzynarodówki Socjalistycznej czy do Partii Europejskich Socjalistów. Myślę, że rolę lewicy na Łotwie może przejąć Partia Postępowa, która złożona jest z młodych ludzi. Ale nie wiem, czy mają szansę wejść do Sejmu. Przed wojną Łotwa miała najsilniejszą socjaldemokrację w regionie. Wygrywaliśmy wszystkie wybory do Sejmu. Mieliśmy marszałków Sejmu Frīdrihsa Vesmanisa i Paulsa Kalniņša. Napisaliśmy konstytucję. Rewolucja 1905 roku na Łotwie była zrobiona rękami łotewskiej lewicy. Także po 1945 roku łotewska socjaldemokracja była najsilniejszą partią emigracyjną, litewscy i estońscy socjaliści mogli się wiele od nas uczyć.

Przeczytaj także:  Pod czerwonym sztandarem. Łotewska socjaldemokracja przed wojną

Jedyna rzecz, która udała się łotewskiej lewicy po 1990 roku, poza wejściem do rady miejskiej Rygi na parę kadencji i jedną kadencją w Sejmie, to zastopowanie prywatyzacji spółki energetycznej Latvenergo w referendum. Czasem myślę, że łotewskich oligarchom po prostu zależało na tym, żeby w naszym kraju nie było lewicy.

Wspomniał Pan na początku rozmowy o tym, że sklepy na Łotwie powinny być zamknięte w niedzielę.

To może być moja ostatnia inicjatywa w Sejmie, zanim odejdę z aktywnej polityki. Nie widzę sensu, by sklepy były otwarte przez cały tydzień. Można zakupy zrobić w tygodniu, a w niedzielę wybrać się z rodziną do zoo, restauracji czy na plażę. A jak ktoś jest wierzący może pójść do kościoła.

A jakie są szanse na przyjęcie takiego prawa?

Wyobraża sobie Pan lobby właścicieli sklepów, które to zaakceptuje?

Więc to taka piękna utopia.

Chrupki można sobie kupić na stacji benzynowej (śmiech).

 

Zdjęcie tytułowe: Ryga – widok na Dźwinę i Bibliotekę Narodową. Zdj. Delphinidaesy / Flickr / CC.

Polub nas na Facebooku!