Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Juris Viļums: Łotwa nie prowadzi polityki regionalnej

Nie mamy polityki regionalnej na szczeblu państwowym. Nasz rząd jej nie prowadzi, a powinien, bo wynika to z naszej konstytucji. Konstytucja z 1922 roku mówi, że Łotwa składa się z Kurlandii, Semigalii, Vidzeme i Łatgalii. Ale nie widzę działalności ze strony władz państwowych, by pobudzić rozwój regionów. Podam przykład. W zeszłym roku mieliśmy w Łatgalii powódź, która objęła Karsawę, objęła Balvi. I czekaliśmy aż dwadzieścia dni na to, aż rząd jakoś zareaguje na powódź. Uważam, że problemem jest to, że nie mamy na Łotwie regionów. Mamy 110 okręgów i dziewięć miast wydzielonych. Gdybyśmy mieli regiony, to problemy takie jak powódź w Łatgalii można by rozwiązywać na poziomie regionalnym, bez udziału Sejmu i rządu – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Juris Viļums, poseł na Sejm z listy Łotewskiego Zjednoczenia Regionów oraz działacz na rzecz Łatgalii.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Juris Viļums. Zdj. Valts Kleins / Wikipedia / CC.

Juris Viļums w młodości kształcił się w szkole średniej w miejscowości Ezernieki. W 2004 roku ukończył ekonomiczne studia licencjackie w Łotewskim Uniwersytecie Rolniczym w Jełgawie, zaś w 2007 magisterskie z dziedziny zarządzania na Uniwersytecie Łotewskim. Zaangażował się w działalność Łatgalskiego Centrum Studenckiego (Latgolys Studentu centrs) oraz Stowarzyszenia na rzecz Postępowych Przemian im. Meierovicsa (Meierovica biedrība par progresīvām pārmaiņām). W wyborach w 2009 roku został wybrany radnym okręgu Dagda. Dwa lata później po raz pierwszy uzyskał mandat posła na Sejm Republiki Łotewskiej z listy Partii Reform Zatlersa. W 2014 roku został wybrany do parlamentu jako reprezentant Łotewskiego Zjednoczenia Regionów. Od lat działa na rzecz regionalizacji Łotwy i wspiera kulturę łatgalską.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Zapytam o wynik Łotewskiego Zjednoczenia Regionów w wyborach samorządowych. Wypadliście dobrze w Rydze i Lipawie. W tej ostatniej jesteście partią współrządzącą miastem, a wasz radny Ģirts Kronbergs jest wiceburmistrzem.

Juris Viļums: Mieliśmy dobry wynik w tych dwóch miastach. W Łatgalii startowaliśmy po raz pierwszy, zdobyliśmy piętnaście mandatów. Mamy burmistrza w okręgu Dagda.

W tym roku Łatgalia obchodziła ważną rocznicę. Setną rocznicę Kongresu Łatgalskiego. Jak wyglądały obchody?

W tym roku mieliśmy wielki kongres w dniach 5-6 maja. Właściwie jest to część konferencji, którą organizuje się co pięć lat. Konferencję odwiedził prezydent Łotwy Raimonds Vējonis, premier naszego kraju Māris Kučinskis, a także przewodnicząca Sejmu Ināra Mūrniece. Oprócz tego byli liczni posłowie i działacze społeczni. W każdym samorządzie mieliśmy inne imprezy, różne konferencje, spotkania.

Uważa Pan, że przez tę rocznicę media łotewskie kierują większą uwagę w stronę Łatgalii?

Nie zauważyłem tego. Okej, może jest trochę więcej uwagi. Nawet do tego stopnia, że robi się programy o Łatgalii i nie mają kogo nowego zaprosić. Nasz region jest w końcu mały. Ja cieszę się, że są show czy programy poświęcone Łatgalii oraz językowi łatgalskiemu. Mamy teraz trochę więcej uwagi, zobaczymy co będzie w przyszłym roku.

W przyszłym roku mamy stulecie państwa łotewskiego i wszyscy się do tego przygotowują.

Obawiam się, że wtedy znów wszyscy zapomną o Łatgalii. W centrum uwagi będzie cała Łotwa. Będą wszędzie jednakowe imprezy z okazji 18 listopada.

Gdy spotkaliśmy się trzy lata temu był Pan krytyczny, gdy mówiliśmy o nastawieniu państwa łotewskiego wobec Łatgalii i języka łatgalskiego. Porównywaliśmy sytuację z sytuacją mniejszości rosyjskiej, która ma własne media, szkoły, partie polityczne. Teraz parę dni temu widziałem łatgalskie napisy w Lucynie, są takie napisy w Karsawie, ale nie wiem, czy można nazwać to postępem. Coś się zmieniło?

Wspomnieliśmy o mediach. Jest może więcej uwagi ze strony mediów. W ramach państwowego kanału radiowego powstało łatgalskie studio regionalne w Rzeżycy, które przygotowuje swoje materiały w trzech językach: po łotewsku, łatgalsku i rosyjsku. Powstała specjalna strefa ekonomiczna w Łatgalii, która ma przyciągać inwestorów. Ale wciąż powiedziałbym, że nie mamy polityki regionalnej na szczeblu państwowym. Nasz rząd jej nie prowadzi, a powinien, bo wynika to z naszej konstytucji. Konstytucja z 1922 roku mówi, że Łotwa składa się z Kurlandii, Semigalii, Vidzeme i Łatgalii. Ale nie widzę działalności ze strony władz państwowych, by pobudzić rozwój regionów. Podam przykład. W zeszłym roku mieliśmy w Łatgalii powódź, która objęła Karsawę, objęła Balvi. I czekaliśmy aż dwadzieścia dni na to, aż rząd jakoś zareaguje na powódź. Uważam, że problemem jest to, że nie mamy na Łotwie regionów. Mamy 110 okręgów i dziewięć miast wydzielonych. Gdybyśmy mieli regiony, to problemy takie jak powódź w Łatgalii można by rozwiązywać na poziomie regionalnym, bez udziału Sejmu i rządu.

Czy widzi Pan możliwość wprowadzenia reformy administracyjnej przez urzędującą koalicję, składającą się ze Związku Zielonych i Rolników, narodowców oraz Jedności?

Nie widzę takiej możliwości. Od razu powiem dlaczego. Jak wspomniałem Łotwa jest podzielona na 110 okręgów i dziewięć miast wydzielonych, takich jak Ryga, Lipawa, Windawa, Jełgawa, Jurmała, Valmiera, Jakubowo, Rzeżyca i Dyneburg. Merowie tych miejscowości, którzy podlegają bezpośrednio pod władzę państwową, nie chcą żadnej reformy administracyjnej, która uszczupliłaby ich kompetencje. Partie też nic nie chcą robić, bo ich wyborcy znajdują się głównie w tych dziewięciu wydzielonych miastach.

Uważam, że może coś się zmieni jesienią 2018 roku, gdy będziemy mieli kolejne wybory do Sejmu. Jako Łotewskie Zjednoczenie Regionów zawarliśmy w swoim programie program dla regionów. Nawet w rezolucji Kongresu Łatgalskiego z wiosny tego roku mamy informację, że polityka regionalna powinna być oparta na zapisach konstytucji, która przewiduje cztery regiony.

Jestem trochę zaskoczony tym, co Pan mówi. Związek Zielonych i Rolników jest bardzo mocny w regionach, zaś Jedność ma podpisane porozumienie z małymi partiami regionalnymi. Teoretycznie powinni więc wspierać politykę regionalną, ale tego nie robią.

Problem Jedności polega na tym, że ona ma podpisane porozumienie z partiami regionalnymi, ale tak naprawdę to nie są partie regionalne, tylko działające w określonych samorządach. Działacze tych partii boją się, że jeśli przekażemy władzę regionom, to wtedy oni stracą. Nie rozumieją, ze tworząc regiony część kompetencji do regionów zostanie przekazanych z ministerstw. Za tymi kompetencjami pójdą pieniądze. Dotyczy to służby zdrowia, transportu publicznego, infrastruktury, oświaty. Widzimy, że obecnie regiony mają problem z rozwojem. W czasie ostatnich parunastu lat Łatgalię opuściła jedna czwarta mieszkańców. Żaden region łotewski nie traci ludzi tak szybko jak wschodnia Łotwa.

W przyszłym roku mamy wybory na Łotwie. Czy Zjednoczenie Regionów za warunek wejścia do koalicji uzna powołanie regionów?

Właśnie nad tym dyskutujemy. Moja osobista pozycja jest taka, że wystarczy nam nawet jeden punkt w umowie koalicyjnej o wprowadzeniu regionów. Mogą być dwa regiony, może być ich pięć, ale powinniśmy je wprowadzić. Oczywiście, celem Zjednoczenia Regionów jest, by być w następnej koalicji. To jest właściwie cel każdej partii, poza rosyjską „Zgodą”, której chyba najwygodniej jest być w opozycji.

Jaki program dla Łatgalii ma wasza partia?

Właśnie nad tym pracujemy z kolegami w regionie. Oczywiście są ogólnie znane postulaty dotyczące języka i kultury łatgalskiej, które znalazły ujście w rezolucji Kongresu Łatgalskiego z wiosny tego roku. Generalnie chodzi nam o to, by “panowie w Rydze” zmienili swój stosunek do naszego regionu. Jeśli uda nam się rozwiązać w miarę proste sprawy regionu, to pewnie te trudniejsze, jak wprowadzenie regionów, staną się także łatwiejsze. Bez reformy regionalnej nie widzę sensu pozostawania w polityce. Problem Łotwy polega na tym, że my w ogóle nie mamy polityki regionalnej. Istnieje co prawda Ministerstwo Środowiska i Polityki Regionalnej, ale to jest tylko jeden minister. Nikt z rządu nie troszczy się o Łatgalię.

Na Łotwie istnieje Partia Łatgalska, którą kieruje były burmistrz Dyneburga Jānis Lāčplēsis. Ta partia odniosła sukces w wyborach samorządowych w Dyneburgu i Zilupe. Czy widzi Pan sojuszników w pozostałych partiach dla prowadzenia polityki regionalnej?

Myślę, że powinniśmy jako Łotewskie Zjednoczenie Regionów prowadzić rozmowy ze wszystkimi partiami. Nawet jeśli uzyskalibyśmy piętnaście głosów w Sejmie, to jest wciąż piętnaście głosów. A Sejm liczy stu posłów. Wierzę jednak, że wybory w przyszłym roku będą krokiem naprzód, jeśli chodzi o poznanie intencji pozostałych partii. Nie mamy bowiem w parlamencie prawdziwych konserwatystów, socjaldemokratów czy liberałów. Partie przed wyborami są agencjami reklamowymi, a po wyborach zapominają o wszystkich. Myślę, że obecna koalicja złożona ze Związku Zielonych i Rolników, Jedności i narodowców przegra wybory. Widzę, że są nowe partie takie jak Nowa Partia Konserwatywna i „Jesteśmy za!”, którym życzę wszystkiego najlepszego.

W Łatgalii bardzo mocna jest rosyjska „Zgoda”. Czy wyobraża sobie Pan współpracę z tą partią?

Staram się rozmawiać z każdym. Mamy sześć frakcji w Sejmie. W zeszłym roku zaprosiłem po jednym przedstawicielu każdej frakcji i poszliśmy wspólnie do samorządów, do Balvi, do Preili, do Dagdy, Rzeżycy, by wspólnie porozmawiać z samorządowcami. Właściwie to był pomysł, by zbliżyć do siebie przedstawicieli partii, żeby zaczęli myśleć regionalnie, a nie partyjnie. Wracając do rosyjskiej „Zgody”, myślę, że tam jest parę osób, które myślą w kategoriach interesu Łotwy, a nie interesu Moskwy i pieniędzy, które z Rosji dostają.

Uważa Pan, że państwo łotewskie powinno być odpowiedzialne za promocję łatgalskiej kultury i języka w sferze publicznej?

Myślę, że tak. Tak samo jak państwo jest odpowiedzialne za język łotewski. Powinniśmy to robić we współpracy z organizacjami czy szkołami. Język łotewski ma dwie gałęzie, bałtycką, czyli baltiešu izloksne i łatgalską, czyli latgaliešu izloksne. To wszystko jest język łotewski.

Uważa Pan, że łatgalski jest częścią łotewskiego?

Oczywiście. Nawet w rezolucji Kongresu Łatgalskiego z 1917 roku było wspomniane „my Łotysze z Łatgalii”.

Czyli łatgalski nie jest samodzielnym językiem?

Nie jestem lingwistą, ale uważam, że jest po prostu częścią łotewskiego. Zresztą często to sprawa polityczna, podobnie jak z językiem kaszubskim czy śląskim. Jak to mówią „język to dialekt z armią”. W 2009 roku chcieliśmy zrobić z języka łatgalskiego język regionalny. Ale zaraz posypały się na nas gromy. „Co robicie, jesteście separatystami”. Obecnie więc uważamy, że łatgalski jest częścią łotewskiego, a Łatgalczycy są Łotyszami. W naszym prawie mamy informację, że państwo jest odpowiedzialne za historyczny język łatgalski, który jest językiem pisanym. Ale nie potrzebujemy dla łatgalskiego statusu regionalnego, bo obecnie można go używać wszędzie. Także w parlamencie, gdzie dwa razy złożyłem przysięgę w języku łatgalskim…

Ale przewodnicząca Sejmu Solvita Āboltiņa nie zaakceptowała tego.

Ale kim jest Solvita Āboltiņa? To tylko jedna osoba. Zresztą to było w 2011 roku. Trzy lata później znów złożyłem przysięgę po łatgalsku. Początkowo ona jej nie zaakceptowała, ale sprawa powędrowała do Komisji Etyki i Mandatów, która większością głosów zdecydowała, że moja przysięga jest zgodna z konstytucją.

Przeczytaj także:  Łotewska prawica pozbywa się byłej liderki

Czy próbował Pan później przemawiać po łatgalsku w Sejmie?

Właściwie od czasów tej przysięgi nie rozmawiam w Sejmie po łatgalsku. Jest dużo stereotypów. Ludzie mówią, że nie rozumieją tej mowy, a może po prostu udają, że nie rozumieją. Zresztą dla sprawy, o którą walczę, czyli dla powołania do życia regionów, lepiej rozmawiać po łotewsku. Ale wierzę, że jeszcze kiedyś przemówię z trybuny po łatgalsku. Albo jak nie będę posłem, zrobię to gdziekolwiek.

Jak obecnie wygląda używanie łatgalskiego w regionie?

Możliwe jest nawet podczas posiedzenia rady okręgowej czy rady miejskiej. Bo co nie jest zabronione w prawie, jest dozwolone. Mamy dwujęzyczne nazwy ulic w Karsawie. Początkowo Centrum Języka Państwowego przeciwko temu protestowało, że to niby jest sprzeczne z prawem. Powiedziałem do ludzi w Karsawie, żeby znaleźli konkretny punkt w prawie, który został złamany. Nie byli w stanie tego zrobić, dwujęzyczne nazwy ulic w Karsawie zostały.

Ale żaden z innych samorządów nie poszedł tą drogą, poza Lucynem, gdzie gdzieniegdzie znajdują się tabliczki w łatgalskim.

No cóż, nie na co dzień zmienia się tabliczki z nazwami ulic. Mieliśmy teraz inny problem. W Rzeżycy odsłoniliśmy pomnik, na którym jest napis tylko w łatgalskim. Centrum Języka Państwowego także protestowało, ale nie mieli argumentów. Mamy jedno NGO, które nazywa się Latgolys Saeima. Ich status spisany jest w standardowym, bałtyckim języku łotewskim. Ale obecnie chcę dostarczyć statut w języku łatgalskim do centralnego rejestru stowarzyszeń i organizacji pozarządowych. Zobaczymy, co powiedzą.

W przyszłym roku wybory. Na jaki wynik Pan czeka?

W 2014 roku Łotewskie Zjednoczenie Regionów uzyskało ośmiu posłów. Chciałbym, żebyśmy teraz dostali lepszy wynik. Liczę, że uda się powołać koalicję bez rosyjskiej “Zgody”. Byłoby dobrze, gdybyśmy obeszli się także bez Związku Zielonych i Rolników oraz narodowców, ale wiem, że to niemożliwe.

Będzie Pan prowadził kampanię po łatgalsku?

Tak było już wcześniej. Miałem ulotki po łatgalsku. Nawet jak występowałem w telewizji, starałem się mówić po łatgalsku. Było dla mnie ważne, żeby ludzie mnie rozumieli.

Staram się kolekcjonować ulotki wyborcze, które są w łatgalskim. Szczerze mówiąc wydaje je każda partia i z roku na rok to stają się coraz bardziej popularne.

 

Zdjęcie tytułowe: Koncert w czasie Kongresu Łatgalskiego (2017). Zdj. Reinis Inkēns / Saeima / Flickr / CC.

Polub nas na Facebooku!