Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Życie po wielkiej tragedii. Żydowska Ryga

Przed wojną Ryga była jednym z ważnych centrów życia żydowskiego w Europie Wschodniej. Funkcjonowało tutaj około sześćdziesięciu synagog, żydowskie szkoły, a także liczne organizacje, zaczynając od charytatywnych, a kończąc na sportowych. Ikoną łotewskich Żydów był historyk Szymon Dubnow, który jest obecnie patronem żydowskiej szkoły w mieście, parlamentarzysta Mordechaj Nurok, będący nawet kandydatem żydowskiej frakcji w Sejmie na premiera, a także rabin Mordechaj Dubin, przyjaciel Ulmanisa, dzięki któremu do Łotwy sprowadzono emigrantów z III Rzeszy. W wyniku Holocaustu i wyjazdów z lat sześćdziesiątych dziś w kraju mieszka jedynie sześć tysięcy Żydów, działa zaledwie jedna synagoga na ryskiej starówce. Jednak po transformacji życie żydowskie na Łotwie odrodziło się. Nie tylko religijne, ale także społeczne. Żydzi mają swoje organizacje, swoją audycję w łotewskim radio, a także dwie szkoły, jedną świecką, drugą religijną. Funkcjonują dwa muzea związane z historią Żydów. Regularnie odbywają się nabożeństwa w ryskiej synagodze, która działa nieprzerwanie od 1945 roku. Można dostać koszerne jedzenie. Zapraszamy na podróż po żydowskim życiu w Rydze.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Czeskie ofiary Holocaustu w Rydze.

Mogę powiedzieć o sobie, że jestem Żydem o korzeniach tutaj, na Łotwie. Co prawda urodziłem się w Samarkandzie, gdzie w czasie wojny uciekli moi rodzice, ale mając paręnaście miesięcy trafiłem na Łotwę Sowiecką – rozpoczyna opowieść o sobie przewodniczący zarządu Muzeum Ryskiego Getta i Holocaustu na Łotwie rabin Menahems Barkahans, który wywodzi się ze społeczności Chabad-Lubawicz i jest synem byłego głównego rabina Łotwy Natansa Barkahansa. Rodzina miała szczęście, bo nie każdemu władza sowiecka pozwalała wrócić do kraju. Rabin Barkahans wyjechał z Łotwy Sowieckiej pod koniec lat sześćdziesiątych, gdy zaczęła w kraju narastać atmosfera antysemicka, większą część swojego życia spędził w Izraelu. Do Rygi wrócił dopiero w 2003 roku za prośbą ojca, który na Łotwie mieszkał już paręnaście lat. Ojciec prosił, by syn dokończył jego wielkie dzieło pod tytułem „Rabini i synagogi Łotwy”. Misją rabina Menahemsa stało się upamiętnienie żydowskich ofiar II wojny światowej. Na ten temat wydano w wolnej Łotwie parę książek. Ale głównym wydarzeniem było otwarcie w 2010 roku Muzeum Getta Ryskiego i Holocaustu. – Moim celem jest to, by to co stało się w czasie II wojny światowej nigdy się nie powtórzyło – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu rabin. To jeden z dwóch celów. Kolejnym było założenie Międzynarodowego Centrum Tolerancji działającego przy muzeum. Centrum przewiduje różne aktywności, które mają doprowadzić do pojednania między narodami. Przy muzeum działa chociażby pracownia ceramiczna, do której przychodzą dzieci.

Przeczytaj także:  Żydowska tragedia i łotewska wina. Śladami przeszłości w Rydze

Historia Żydów na Łotwie

Rabin Menahems Barkahans

Gdy zaczynała się I wojna światowa na Łotwie żyło 175 tysięcy Żydów. Dużą część z nich deportowano na Wschód. – Dla Żydów deportacja nie jest czymś zupełnie nieznanym – uśmiecha się rabin Barkahans. W czasie walk o niepodległość kraju mnóstwo Żydów walczyło po stronie łotewskiej. Rabin sięga ręką na półkę i pokazuje mi książkę Ēriksa Jēkabsonsa „Aizmirstie karavīri – ebreji Latvijas armijā” („Zapomniani żołnierze – Żydzi w łotewskiej armii”). W niepodległej Łotwie Żydzi uzyskali wszelkie prawa, byli obecni w samorządach, we wszystkich parlamentach wolnej Łotwy. Reprezentowali partie zarówno ortodoksyjne, jak i postępowe takie jak Bund. To na Łotwie Bund miał swojego deputowanego do Sejmu. Tego typu sukcesu nie mogła osiągnąć jego polska organizacja. – Jeśli jakieś ograniczenia wobec Żydów były, to wynikały one nie z antysemityzmu, ale z polityki wspierania narodowości głównej, czyli Łotyszy. Na tym cierpieli nie tylko Żydzi, ale także Niemcy, Polacy czy Rosjanie – mówi rabin Barkahans. Zaznacza, że na Łotwie powstał protoplasta rządzącej partii Likud w Izraelu, czyli Bejtar. Życie za czasów dyktatury Ulmanisa stało się cięższe, rabin podkreśla jednak, że za jedną rzecz temu politykowi trzeba być wdzięcznym. – W latach trzydziestych, po tym jak do władzy w Niemczech i Austrii doszli naziści, wielu Żydów trafiło na Łotwę. Wśród nich był znany historyk Szymon Dubnow, który zginie w getcie ryskim w czasie wojny. Wielu Żydów wyjechało jednak do krajów anglosaskich i dzięki temu ocaleli. Reżim Ulmanisa ratował także Żydów ze Związku Sowieckiego.

Przeczytaj także:  "Pati swego miasta nie przeklnie". 120 lat Bundu na Litwie

W 1940 roku zaczęła się okupacja sowiecka. Rok później wywieziono na Wschód 15 tysięcy obywateli łotewskich, z których, jak podkreśla rabin, co ósma osoba była żydowskiego pochodzenia. To więcej niż Żydzi stanowili procentowo wśród mieszkańców Łotwy. Paręnaście dni później do Rygi wkroczyli Niemcy, zaczęło się palenie synagog, niszczenie mienia, utworzono trzy getta, w Rydze, Lipawie i Dyneburgu. Z 93 tysięcy Żydów łotewskich w czasie wojny zabito 70 tys. Ci, którzy ocaleli, ocaleli dzięki ucieczce do Związku Sowieckiego. – Gdy w październiku 1944 roku do Rygi wkraczały wojska sowieckie, było tutaj 185 Żydów – mówi rabin. Powoli zaczęto jednak organizować życie żydowskie. W 1945 roku zaczęła działać ryska synagoga, jedyna z ocalałych ponad dwustu synagog z przedwojennej Łotwy. W przedwojennej Łotwie co trzecia bóżnica funkcjonowała w stolicy.

Rabin jest z przekonania antykomunistą i gorącym patriotą niepodległej Łotwy. – Nie należy bać się słowa okupacja sowiecka, bo tak właśnie wyglądała historia Łotwy. W wyniku paktu Ribbentrop-Mołotow kraj został zajęty przez Sowietów. Dzisiejsze państwo jest prostym przedłużeniem, tego, które powstało w 1918 roku. Trzeba to dobrze rozumieć. Jestem wdzięczny sowieckiej armii, że wyzwoliła od nazistów, ale oni zapomnieli wyjść – podkreśla. – Jeśli mówimy o łotewskim nacjonalizmie, to trzeba wspomnieć także o sowieckim antysemityzmie, który funkcjonował tutaj od czasów Stalina. W latach sześćdziesiątych ryscy Żydzi chodzili jednak uczyć się hebrajskiego. Liczba osób uczęszczających do synagogi była niewielka, ale wszyscy trzymali się w kupie. Pod koniec lat sześćdziesiątych w wyniku polityki państwowej wyjechało z Łotwy paręnaście tysięcy Żydów. Ten upust krwi zadecydował o tym, że dziś życie żydowskie w kraju jest niewielkie. Według spisu sprzed sześciu lat na Łotwie mieszka dziś niewiele ponad sześć tysięcy Żydów. Jedynie mała część tej społeczności to potomkowie tych, którzy żyli tutaj do 1940 roku. Do wybitnych przedstawicieli tej grupy należeli działacze na rzecz niepodległości Łotwy Mavriks Vulfsons czy Ruta Marjaša, a także Valentīna Freimane, autorka bestsellera o II wojnie światowej pod tytułem „Atlantydo, żegnaj!”. Żydem z korzeniami łotewskimi jest także znany przedsiębiorca i jeden z najbogatszych ludzi na Łotwie Kirovs Lipmans.

Rabin nie widzi obecnie śladu antysemityzmu na Łotwie. Od lokalnych narodowców otrzymał dyplom za wsparcie dla języka łotewskiego jako jedynego języka państwowego. Bo rabin uważa, że rosyjski nie powinien być równouprawniony z mową Łotyszy. Pytam o marsz legionistów SS, który odbywa się tutaj co roku w marcu. – Znam narodowców, którzy chodzą na marsz legionu w marcu, a później w lipcu idą na Marsz Żywych upamiętniający Holocaust na Łotwie. To się nie wyklucza – mówi rabin. Na ścianie wiszę zdjęcie z przewodniczącą Sejmu Łotwy, Inārą Mūrniece, która reprezentuje właśnie narodowców.

Pamiętać trzeba o wszystkim

Muzeum Getta Ryskiego koncentruje się nie tylko na Holocauście, ale także na innych słynnych zbrodniach XX wieku. Gdy odwiedzam Rygę, mam okazję oglądać wystawę poświęconą wymordowaniu Romów, którą przywieźli na Łotwę Finowie, a także ekspozycję na temat ludobójstwa Ormian. – Nie wchodzimy w politykę, w sprawy turecko-ormiańskie, ale warto wspomnieć słowa Hitlera, które padły na tydzień przed agresją na Polskę. “Kto dziś pamięta o ludobójstwie Ormian”. To dla wszystkich przestroga – mówi rabin.

Włodzimierz Reszetow pokazuje na wagon prowadzący do Rumbuli.

– Muzeum powstało z inicjatywy rabina Menahemsa Barkahansa oraz Georgsa Lancmanisa, radnego Rygi, który miał żydowskie korzenie – zaczyna opowieść Włodzimierz Reszetow, Polak z Łotwy, który od lat zatrudniony jest w Muzeum. Z Reszetowem spotykamy się koło muzeum na Moskiewskim Przedmieściu i idziemy na długi spacer śladami Żydów i getta ryskiego. Podziwiamy stare, rozwalające się domy, nadające tej dzielnicy specyficzny charakter. W końcu docieramy do ruin wielkiej Synagogi Chóralnej przy ul. Gogola, która została spalona w lipcu 1941 roku przez nazistów i ich pomocników. W środku znajdowali się ludzie, wśród nich uciekinierzy z Litwy. Obecnie na miejscu synagogi znajduje się pomnik, który odwiedzają co roku łotewscy politycy, dyplomaci z całego świata, chcący oddać cześć ryskim Żydom. Co roku na Łotwie odbywa się bowiem Marsz Żywych, którego idea została zaczerpnięta z Polski. Oficjalnie jest to Dzień Pamięci Ofiar Holocaustu. Trasa przemarszu wiedzie od starego cmentarza żydowskiego, w latach sześćdziesiątych zamienionego w park, przez teren byłego getta aż do miejsca po synagodze chóralnej przy ul. Gogola. Regularnie uczestniczą w tym marszu prezydenci Łotwy.

Miejsce po Synagodze Chóralnej.

– Muzeum Getta Ryskiego dostało od miasta Rygi teren na dziesięć lat. Istniejemy od siedmiu lat, w tym czasie odwiedziło nas już około 100 tysięcy osób. Przyjeżdżają nawet ludzie z Australii i Korei Południowej – opowiada Reszetow. Zanim powstało muzeum na jego terenie mieściła się myjnia samochodów. Obecnie miasto nie wspomaga placówki, która utrzymuje się samodzielnie. Co ciekawe, wstęp jest jednak bezpłatny. Z Reszetowem rozmawiamy o Żydach łotewskich i Żydach sowieckich. – W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych z Łotwy wyjechało paręnaście tysięcy Żydów, najczęściej łotewskich. Na ich miejsce przyjechało dużo Żydów z Białorusi, z Rosji, którzy nie czują tutaj swoich korzeni. Oni nawet w czasach Związku Sowieckiego nie uważali się za Żydów, byli jedynie Żydami „paszportowymi” – opowiada Reszetow. Wśród Żydów rosyjskich znajduje się wielu takich, którzy mają na pieńku z obecną władzą łotewską. Ale żadnej reguły nie ma, bo np. działacze prorosyjscy tacy jak Jakow Pliner czy Josif Koren mają korzenie w przedwojennej Łotwie. Wielu z rosyjskich czy ukraińskich Żydów stało się zaś prawdziwymi patriotami wolnej Łotwy.

Muzeum przy Szkolnej

Muzeum Getta Ryskiego i Holocaustu nie jest jedynym muzeum upamiętniającym ryskich Żydów. Inicjatorem powstania konkurencyjnej placówki był ocalały z Holocaustu łotewski Żyd, z wykształcenia historyk, Marģers Vestermanis. Przez długie lata był jego dyrektorem. – Muzeum zaczęto organizować pod koniec lat osiemdziesiątych, wraz z łotewskim odrodzeniem narodowym, gdy zaczęły się także odradzać małe narodowe wspólnoty – opowiada obecny dyrektor Iļja Ļenskis. – Początkowo muzeum nie miało żadnych pieniędzy, było prywatną inicjatywą Marģersa Vestermanisa i mieściło się na czwartym piętrze budynku przy ul. Szkolnej – dodaje. Muzeum miało początkowo opowiadać o Holocauście, ale organizatorzy uznali, że Łotyszom trzeba przedstawić całą historię społeczności żydowskiej, która żyła tutaj aż do wybuchu II wojny światowej. – Nie koncentrujemy się na religii, a bardziej na świeckim życiu społecznym Żydów na Łotwie – mówi Ļenskis, trzydziestoparoletni absolwent historii na Uniwersytecie Łotewskim.

Rodzina Ļenskisa wywodzi się z łotewskich Żydów, z Łatgalii. Mieszka na Łotwie od około dwustu lat. W czasie wojny ocaleli, bo uciekli w głąb Związku Sowieckiego. Po wojnie wrócili do Rygi. Rozmawiamy o życiu żydowskim w powojennej Łotwie. – Nie możemy powiedzieć, że jego w ogóle nie było. W siedzibie ryskiej filharmonii działał mały teatr żydowski, który grał w jidysz. Jidyszowy teatr amatorski funkcjonował w Dyneburgu do końca lat sześćdziesiątych. Synagogi w Lucynie i Rzeżycy istniały do późnych lat siedemdziesiątych. Działała także synagoga na ryskiej starówce, która jest własnością społeczności żydowskiej do dziś – wylicza Ļenskis. Opowiada także o tym, co legalne nie było. Ryga wyrosła w Związku Sowieckim na centrum żydowskiego życia narodowego. Były publikowane samizdaty.

– Fifty fifty – mówi Lenskis, gdy pytam go, jak duża część Żydów w powojennej Łotwie miała korzenie łotewskie, a jaka część sowieckie. – Po wojnie na Łotwie pojawili się nie tylko Żydzi sowieccy, ale także rodziny tych Żydów, którzy wyemigrowali z Łotwy w czasie I wojny światowej, a po 1920 roku nie wrócili do kraju objaśnia Lenskis. Taką historią ma chociażby rodzina Cylewiczów, której przedstawicielem jest jeden z najbardziej znanych polityków na Łotwie.

Przeczytaj także:  Boris Cilewicz: Łotwa jest krajem, gdzie grupy etnicznie spokojnie koegzystują

– W 1989 roku nie było w żydowskiej społeczności podziału, czy popierać, czy nie popierać niepodległą Łotwę. Ludzie zastanawiali się raczej, czy zostać tutaj, czy emigrować. Wielu obawiało się, że Sowieci zduszą Łotewski Front Narodowy i granica ponownie zostanie zamknięta – mówi dyrektor muzeum. W maju 1990 roku trzech członków społeczności żydowskiej – Mavriks Vulfsons, Vladlens Dozorcevs i Ruta Marjaša – głosuje jednak w Radzie Najwyższej za niepodległą Łotwą.

Szkoła żydowska im. Szymona Dubnowa.

Pytam o język jidysz na Łotwie. Dziś już niewiele osób w nim mówi, a audycja żydowska jest w radiu po rosyjsku. – Jednym z powodów jest to, że gdy w Związku Sowieckim szalała kampania antysemicka, ludzi oskarżano o żydowski burżuazyjny nacjonalizm. Wtedy jednym z elementów było to, że posługiwali się jidysz. Został wtedy oskarżony znany żydowski filozof z Łotwy Maksis Šacs-Aņins, ojciec Ruty Marjašy. Później łotewscy Żydzi bali się przekazywać swój język następnym pokoleniom.

– W porównaniu z Polską czy Węgrami antysemityzm nie jest na Łotwie problemem – dodaje na odchodne Lenskis, potwierdzając to co wcześniej powiedział rabin. – Od czasu do czasu ktoś coś napisze w gazecie albo w Internecie, ale to nie jest tylko problem Żydów.

***

Przedwojenne plakaty w Muzeum Żydów na Łotwie.

W muzeum przy ul. Szkolnej możemy zobaczyć mnóstwo dokumentów żydowskiego życia społecznego, wśród nich plakaty żydowskich organizacji politycznych, sportowych czy kulturalnych. Są tablice i plansze przedstawiające Holocaust na Łotwie, wśród nich mapa z punktami, gdzie odbywała się Zagłada w czasie II wojny światowej, a także plansze informujące o getcie w Rydze i Dyneburgu. Możemy zapoznać się z historią Żydów walczących w szeregach armii sowieckiej, a także historią sprawiedliwego wśród narodów świata, niemieckiego polityka działającego na Łotwie, Paula Schiemanna, który w czasie okupacji uratował żydowską dziewczynę, wspomnianą już wcześniej Valentīnę Freimane. Uwagę przyciągają jednak przede wszystkim przedwojenne eksponaty. Zdjęcie łotewskiego wieszcza narodowego Rainisa i jego żony Aspazji z rodziną Engelsonów w Majori, zrobione na dziesięć lat przed wybuchem II wojny światowej. Gdyby tylko wiedzieli…

Nie każdy wie, że Żydzi mieli przed wojną swoje korporacje akademickie, wśród nich korporację Hasmonea. W muzeum przy Skolas iela można sobie obejrzeć czapeczkę żydowskiego korporanta z przedwojnia.

Żydowska szkoła Dubnowa

Wnętrze szkoły żydowskiej w Rydze.

Z dyrektorką żydowskiej szkoły średniej im. Szymona Dubnowa Karīną Brikmane spotykam się w jej gabinecie. Jest zapracowana i ma dla mnie niewiele czasu. Pani dyrektor zaczyna opowiadać historię swojego miejsca pracy. – Szkoła Dubnowa powstała w 1989 roku jako pierwsza szkoła narodowościowa na terenie Związku Sowieckiego – mówi Brikmane. Wtedy uczyło się w szkole około 300 uczniów o korzeniach żydowskich, dziś ta liczba wynosi właściwie tyle samo. Wykładano jidysz i hebrajski, ale językiem nauczania był rosyjski. Szkoła początkowo mieściła się w różnych miejscach, od siedmiu lat ma za swoją siedzibę budynek przy hipsterskiej Miera iela. Szkoła realizuje program państwowy, ale także narodowy. W ramach tego drugiego dzieci od pierwszej do dwunastej klasy uczą się hebrajskiego, jest także historia narodu i kultury żydowskiej, a także podstawy judaizmu. Szkoła pracuje na zasadach bilingwalnych, część przedmiotów wykłada się po rosyjsku, część po łotewsku. – Można powiedzieć, że proporcja między dziećmi żydowskimi i nieżydowskimi jest pół na pół, ale po prawdzie nikt tego nie liczy. Jeśli przychodzą do nas rodzice Łotysze i mówią, że chcą by dziecko nauczyło się żydowskiej kultury czy wartości, nie mamy prawa odmówić. Jesteśmy szkołą państwową – wyjaśnia Brikmane, która sama parę lat temu odkryła u siebie żydowskie korzenie. Jej brat cioteczny wywodzi się z polskich Żydów.

W szkole jest stołówka, która oferuje obiady w kosher style. W szkole pracuje regularnie dwóch nauczycieli z Izraela, którzy nauczają hebrajskiego. Są zatrudnieni na mocy porozumienia między Ministerstwem Oświaty Izraela a Ministerstwem Oświaty i Nauki Łotwy.

***

Aleksander Wudinski, nauczyciel hebrajskiego w Rydze.

Z dyrektorką szkoły zwiedzamy poszczególne sale, bibliotekę, gabinet języka hebrajskiego. Natrafiamy na prace dzieci żydowskich z okazji dnia niepodległości Łotwy. – Gabinet języka hebrajskiego pracuje w systemie tal-am, gdzie wykorzystuje się elementy online. Generalnie język hebrajski wykładamy cztery raz w tygodniu. Jeśli chodzi o naszych absolwentów, to ci, którzy mają talent do języków, już mogą w średniej szkole mówić i pisać po hebrajsku. Nie wszyscy są wybitni, ale języka można się u nas nauczyć – mówi nauczyciel języka hebrajskiego Aleksandr Wudinski, który na Łotwę przyjechał z żoną, również nauczającą hebrajskiego. Urodził się w Kijowie na Ukrainie. – Szkoła Dubnowa ma taki program, że co roku wozimy naszych uczniów po miejscach związanych z Holocaustem. Byliśmy na terenie warszawskiego getta, w Krakowie, w Oświęcimiu. Widzieliśmy, jak odradza się żydowskie życie w Polsce – mówi Wudinski.

***

Dyrektor szkoły Karīna Brikmane.

– Imię Dubnowa jest dla nas ważne, on mieszkał tutaj, tutaj zginął w ryskim getcie, był wybitnym historykiem opowiada Karīna Brikmane. – W każdy szabat poświęcamy mu choć trochę czasu, czytamy fragmenty jego dzieł – dodaje. Dubnow urodził się w 1860 roku na Białorusi, działał na terenie imperium carskiego. Pisywał do czołowego żydowsko-rosyjskiego magazynu Woschod. Postulował modernizację żydowskiej oświaty, wzywał do przyznania Żydom pełni praw. Był przeciwnikiem asymilacji oraz syjonizmu. W Sankt Petersburgu założył Żydowskie Towarzystwo Historyczno-Etnograficzne, później także Żydowską Partię Ludową, fołkistów, domagających się stworzenia żydowskiej autonomii narodowo-kulturalnej na terenie Rosji. W dwudziestoleciu międzywojennym zamieszkał w Niemczech, gdzie wyszło jego dziesięć tomów Historii narodu żydowskiego. Po dojściu Hitlera do władzy wyemigrował na Łotwę, gdzie zginął w 1941 roku w getcie ryskim. Po zajęciu miasta przez nazistów zwykł mawiać do ludzi Jidn, szrajbt un farszrajbt (jid. Żydzi, piszcie i zapisujcie.).

Synagoga na Peitavas iela i cmentarz Šmerlī

Koncert w synagodze.

W Rydze nieprzerwanie od 1945 roku działa bóżnica na starówce. W czasach sowieckich była jedną z czterech działających synagog na terenie wielkiego imperium. Pozostałe funkcjonowały w Moskwie, Leningradzie i Baku. Z panią Irēną Lieģeniece, działaczką polonijną, autorką polskiej audycji w Radiu Łotewskim, trafiamy na uroczysty koncert z udziałem „Rīgas Vīru Kapela” („Ryska Kapela Męska”), młodych Łotyszy śpiewających żydowskie pieśni. Wśród przebojów “Bulbes”, “Szalom alejchem”, “Rebe Elimelech”. W przerwie częstują nas hamantaszn i dobrą chałką, które przygotowała działająca przy synagodze koszerna kawiarnia.

Vlads Šuļmans

Koncert zorganizował znany żydowski śpiewak, pedagog i działacz kulturalny Vlads Šuļmans, który jest także członkiem Asocjacji Łotewskich Towarzystw Narodowo-Kulturalnych, skupiających mniejszości narodowe na Łotwie. Był kantorem w ryskiej synagodze, później organizował żydowskie projekty kulturalne. Poza muzyką Šuļmans interesuje się szachami, cztery razy był mistrzem Rygi w tej dyscyplinie sportu. – Synagoga na Peitavas iela działa wciąż dlatego, że niedaleko, przy ulicy Mārstaļu był kościół ewangelicki, tamtejszy ksiądz uratował zwitki Tory. On także powiedział Niemcom, że jeśli spali się synagogę na Peitavas, wtedy ucierpią sąsiednie budynki, w tym kościół – opowiada Šuļmans. – Minian w synagodze jest, modły odbywają się codziennie – mówi Šuļmans. – Są synagogi w Lucynie, Rzeżycy i Dyneburgu, ale tam zaledwie jedna osoba umie się modlić. Życie religijne koncentruje się w Rydze – dodaje. W Rydze jest także możliwość zamówienia koszernego jedzenia. Nadzór nad koszernością sprawuje rabin Kalev Krelin.

***

Pomnik Żydów bojowników o wolność Łotwy.

Kończę już powoli swój pobyt w Rydze. Za mną zwiedzanie Muzeum Memoriału Jānisa Lipke. Ostatnie swe kroki kieruję na cmentarz Šmerlī. Jest to nowy cmentarz żydowski, stary funkcjonował na Moskiewskim Przedmieściu, ale w czasach sowieckich został przekształcony w Park Brygad Komunistycznych. Šmerlī powstało na początku XX wieku według projektu znanego żydowskiego architekta Paulsa Mandelštamsa. Gdy Ulmanis przeprowadzał swój zamach stanu w maju 1934 roku, na cmentarzu odsłonięto właśnie pomnik 37 żołnierzy żydowskich, którzy walczyli o niepodległość Łotwy. W 1941 roku Niemcy spalili kaplicę przedpogrzebową razem ze znajdującymi się tam ludźmi. Po wojnie na cmentarzu Šmerlī chowano Żydów, którzy ocaleli z Holocaustu i po wojnie wrócili na Łotwę. W 1990 roku żydowska wspólnota postawiła na cmentarzu kamień pamiątkowy na cześć Jānisa Lipke i jego żony Johanny, którzy w czasie wojny ratowali Żydów.

Cmentarz wywołuje dobre wrażenie, jest uporządkowany, czysty, zupełnie nie przypomina starych zarośniętych cmentarzy żydowskich w tej części Europy. Widać, że wciąż przychodzą na niego ludzie, którzy się troszczą o nagrobki bliskich. Napisy na nagrobkach są po rosyjsku, hebrajski, w jidysz i po łotewsku. Wielojęzyczność Šmerlī przypomina o wielokulturowości Łotwy, której kres położyli naziści i stalinowcy.

Zamiast zakończenia

Żydowskie życie na Łotwie jest zaledwie cieniem tego, co istniało tutaj podczas przedwojennej niepodległości. Dziś zaledwie nieco ponad sześć tysięcy ludzi przyznaje się w Łotwie do narodowości żydowskiej. Trochę więcej ludzi ma korzenie żydowskie. Działają na Łotwie politycy żydowskiego pochodzenia, aktywiści sportowi, kulturalni czy przedsiębiorcy. Antysemityzmu jest mniej niż w Polsce, jednak także mniej realnego zainteresowania kulturą żydowską. O ile u nas pasja do kultury jidyszkajt rozkwita, to Łotwa nie może się wciąż tym pochwalić, nie ma tu miłośników języka jidysz, teatru żydowskiego, koncertów klezmerskich, czasopism w rodzaju Cwiszn, nie wychodzi także żadna żydowska gazeta porównywalna z Dos jidisze wort. Łotwa ma zaledwie jedną działającą synagogę. Ale muzea funkcjonujące w Rydze, odnowione niedawno żydowskie bóżnice w Rzeżycy i Lucynie, czy żydowska audycja w kanale czwartym Radia Łotewskiego, świadczą o tym, że kultura żydowska do końca tu nie zginęła. Przekonać mogą się o tym także polscy turyści, jeśli pójdą nie oklepanym szlakiem starówki czy secesyjnych kwartałów, a udadzą się na Moskiewskie Przedmieście czy Skolas iela, by zwiedzić Muzeum Żydowskie.

 

Zdjęcie tytułowe: Synagoga w Rydze, w czasie uroczystości zapalania świec Hannukah (2016). Zdj. Jews.lv.

Polub nas na Facebooku!