Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Na straży nieuznanej granicy – recenzja książki „Na litewskiej rubieży”

Dla Litwinów była to tymczasowa linia administracyjna, dla Polaków – północna-wschodnia granica państwowa. Mimo braku wzajemnego uznania de iure rozdziału między terytoriami administrowanymi przez II Rzeczpospolitą i Republikę Litewską, życie na „granicy” wręcz wrzało. Szpiedzy, przemytnicy, rolnicy przekraczali oznaczoną wiechami granicznymi linię nawet kilka razy dziennie. Ani Litwini, ani Polacy nie mogli sobie pozwolić na samowolę na „dziwnej” granicy. O tym jak radzono sobie z przestępczością zorganizowaną, ale i o życiu codziennym żołnierzy KOP, można dowiedzieć się z wydanej przez IPN publikacji pt. Na litewskiej rubieży. Brygada Korpusu Ochrony Pogranicza „Grodno” (1929–1939). Na sześciuset stronach naukowej rozprawy Artur Ochał opisuję strukturę i zadania Korpusu Ochrony Pogranicza, który nie tylko patrolował knieje Suwalszczyzny i Wileńszczyzny, ale także często wyznaczał codzienny rytm życia pogranicza.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

W nocy z 10 na 11 marca 1938 roku na pograniczu polsko-litewskim doszło do strzelaniny. Żołnierz Korpusu Ochrony Pogranicza – strzelec Stanisław Serafin – ujrzał w pobliżu pasa granicznego dwie postacie nielegalnie przedostające się na stronę litewską. Ruszył w pościg. Doszło do strzelaniny, w wyniku której Serafin został śmiertelnie raniony przez znajdującego się po drugiej stronie policjanta litewskiego. Temu incydentowi poświęca się dziś wiele uwagi, czasem nawet zbyt wiele. Śmierć Serafina, nazywana z perspektywy czasu „incydentem”, zyskała rozgłos, ponieważ stała się argumentem dla władz w Warszawie do wystosowania noty ultymatywnej wobec Republiki Litewskiej. To wydarzenie wspomina się jako jeden z ważniejszych faktów w stosunkach polsko-litewskich dwudziestolecia międzywojennego. W rzeczywistości wydarzenie z marca 1938 roku nie było wcale „incydentem”, gdyż do podobnych sytuacji dochodziło już wcześniej. Tragiczne losy strzelca Serafina zapisały się krwawą kartą w  historii stosunków polsko-litewskich, które często sprowadzane są właśnie do „gorącego” konfliktu o Wilno u progu niepodległości, a następnie do nawiązania relacji w 1938 roku. Przy takim spojrzeniu z perspektywy „makro” relacje polsko-litewskie w tym okresie widzimy co najwyżej w formie tajnych rozmów międzyrządowych prowadzonych niemal przez całe lata 20. i 30. Ta perspektywa – opisująca „zimną wojnę” na górze – zaburza pełne spektrum zjawiska. Prawdziwe gorące relacje miały miejsce na „dole” – właśnie na pograniczu. Z tego punktu widzenia strzelec Serafin nie jest jedynym żołnierzem KOP, który wpłynął na relacje polsko-litewskie, a działalność całej brygady KOP „Grodno” była często erzacem poważnych stosunków bilateralnych.

Dyplomacja „sacharynowo-tytoniowa”

Brak normalnych stosunków dyplomatycznych i oficjalny brak wymiany towarowej, ludzkiej i duchowej między Litwą a Polską doprowadził do wzmożonej aktywności społeczności pogranicza. Substytutem tych stosunków stała się wymiana nielegalna, zarządzana przez grupy przestępcze pogranicza. Na pograniczu proces ten okazał się niezwykle łatwy. Wynikało to z braku naturalnych przeszkód terenowych (oprócz Niemna), wymieszania ludności po obu stronach granicy oraz wsparcia dla przemytu ze strony państwa litewskiego. Z terenów kontrolowanych przez Litwę na południe płynęły dobra monopolowe, kolonialne i spożywcze. Największą popularnością cieszyło się litewskie mięso, sól, przyprawy, tytoń i artykuły zapałczane. Wypełniało to naturalną potrzebę wymiany towarowej w regionie (niektóre produkty po prostu były tańsze na Litwie), o czym  świadczą między innymi sytuacje, w których miejscowa ludność chroniła przemytników przed żołnierzami KOP. Z drugiej strony przemyt był wspierany przez państwo litewskie, gdzie funkcjonowały hurtownie przemytnicze, które były akceptowane przez służby graniczne. Przemytnicy, zanim przekroczyli granice, musieli „oclić” towar przenoszony w specjalnych plecakach („noskach”). Polegało to na podaniu rodzaju i ilości towaru w specjalnych „punktach granicznych” po litewskiej stronie. Po wypełnieniu wszelkich formalności przemytnicy mogli nawet liczyć na ochronę ze strony służb litewskich. Dla rządu w Kownie wsparcie przemytników było opłacalne politycznie, ponieważ nadwyrężało, i tak słabszą, gospodarkę północno-wschodnich regionów II RP. Można powiedzieć, że wśród litewskich przemytników działali wręcz hurtownicy. Pokazuje to przytaczany w książce przypadek z marca 1932 roku. Litewscy „handlarze” na saniach prowadzonych przez zamarznięty Niemen usiłowali przemycić towar wart 18 tys. ówczesnych złotych.

Litewscy przemytnicy działali nie tylko na rzecz litewskiej gospodarki, byli również narzędziem w rękach krajowego wywiadu. Pozyskiwali informacje na terenie RP, działali jako kurierzy oraz prowadzili pracę polityczną wśród Litwinów mieszkających po stronie polskiej. Wywiad płytki KOP nie był bezsilny. Poza działaniami kontrwywiadowczymi, posiadał sieć swoich konfidentów po stronie litewskiej oraz korzystał z usług nielegalnych migrantów i uciekinierów.

Poza przemytem i działaniami wywiadowczymi, problemem na granicy była także „transgraniczna” gospodarka rolna chłopów zamieszkujących pogranicze. Powszechnym zjawiskiem był problem własności ziemi rolnej, która niejednokrotnie znajdowała się w pasie granicznym. KOP oraz litewscy pogranicznicy wystawiali specjalne przepustki. Na ich mocy rolnicy mogli przekraczać nieuznaną granicę w czasie sezonowych prac rolnych. Przepustki były również narzędziem „dziwnej” polsko-litewskiej dyplomacji. W okresach pogorszenia relacji w ramach retorsji, rolnikom litewskim uprawiającym ziemię po polskiej stronie nie wydawano przepustek (tak samo działało to w drugą stronę). Pogarszało to często i tak złą sytuację gospodarczą na północno-wschodnich ziemiach RP.

Nieszczelna ochrona granic

Czytając książkę Artura Ochała, poznajemy nieznany świat polsko-litewsko-wschodniopruskiego pogranicza. Jest to nie tylko opis tworzenia się, ustrukturyzowania i codziennej pracy Korpusu Ochrony Pogranicza na północno-wschodnich rubieżach II Rzeczpospolitej. Książka z jednej strony pokazuje część codziennego życia społeczno-polityczno-gospodarczego na pograniczu, a z drugiej w soczewce skupia pewien ułamek polityki zagranicznej trzech państw, których trójstyk granic leżał w odpowiedzialności służbowej Brygady KOP „Grodno”. Samą konstrukcję książki można podzielić na 3 części. Pierwsza – obejmująca 4 pierwsze rozdziały – opisuje funkcjonowanie samej formacji wojskowej, jaką był KOP. Dwa kolejne rozdziały mają mniej formalną strukturę i są opisem działalności politycznej i kulturalnej brygady. Ostatnia część jest rodzajem epilogu, który opowiada o zmaganiach grodzieńskiej brygady KOP na polach wojny obronnej 1939 roku.

W ujęciu ogólnym praca ta wypełnia lukę w badaniach historycznych związanych zarówno z historią wojskowości, jak i stosunkami polsko-litewskimi. Mimo, że jest opracowana skrupulatnie i z naukową dokładnością, nie uniknęła kilku potknięć. Dla dociekliwego odbiorcy proces czytania wydawać się może wyjątkowo niekomfortowy. Przypisy źródłowe i objaśniające znajdują się na końcu rozdziałów. Przy bardziej złożonych kwestiach czytelnik musi najpierw odnaleźć koniec rozdziału, w gąszczu przypisów wypatrzeć odpowiedni numer i dopiero wtedy może zapoznać się z trudniejszym pojęciem lub ze źródłem, na jakim autor opierał swoje tezy i w końcu wrócić do tekstu właściwego. Rozbija to proces równomiernego czytania i rozprasza uwagę odbiorcy skupionego na tekście właściwym. Kolejnym problemem jest niekonsekwentny zapis nazw litewskich w tekście: autor czasem używa polskich nazw toponimii, a czasem litewskich, aby chwilę później używać równolegle podwójnego nazewnictwa. Co warto zauważyć, nazewnictwo litewskie jest zapisywane błędnie (np. w litewskim zapisie sz używane jest zamiast š).

Na litewskiej rubieży… to książka oparta na bogatym materiale źródłowym. Niestety, niemal w stu procentach są to źródła polskie. Wiele przypadków aż woła o porównanie informacji z tymi zawartymi w litewskich źródłach lub opracowaniach.

W ostatecznym rozrachunku jednak niedociągnięcia edycyjne, czy brak litewskich źródeł nie przeważa nad mozolną pracą badawczą, jaką wykonał autor. Poza ogromem zawartej wiedzy, pracę wyróżnia bardzo przystępny język, jak na styl naukowy. Drugą zaletą pracy jest bogaty materiał fotograficzny, zebrany z archiwów prywatnych, jak i tych ogólnodostępnych. Znaczna ilość fotografii, które są dobrze dobrane merytorycznie i dobre technicznie, zdecydowanie rozbudza ciekawość i zachęca od spojrzenia na kolejną stronę.

Polub nas na Facebooku!