Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Wesprzyj Fundację Bałtycką i Przegląd Bałtycki

Historia o duszy. O filmie „Listopad”

play

Co może uczynić dziewczę, które kocha się w chłopcu, ale ten jest już zauroczony inną? Cóż, jeśli rzecz dzieje się w estońskiej wsi, w czasach gdy chrześcijaństwo jedynie muska pogańskie zwyczaje, sposób jest tylko jeden – magia. 

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Film „Listopad” („November”) Rainera Sarneta to adaptacja przeboju literatury estońskiej ostatnich lat, powieści „Rehepapp ehk november” Andrusa Kivirähka z 2000 roku. Dziewiętnastowieczna estońska prowincja. Młoda Liina (Rea Lest) darzy uczuciem Hansa (Jörgen Liik), sąsiada i przyjaciela z tej samej wsi. Ten jednak zakochuje się w przybyłej właśnie niemieckiej arystokratce (Jette Loona Hermenis), córce barona, który jest właścicielem okolicznych dóbr.

Kadr z filmu Listopad. Zdj. Homeless Bob Productions / Gabriela Liivamägi.

Młodzi starają się użyć wszelakich sposobów, aby zdobyć miłość swego życia. Miłość jednak nie jest najważniejsza w świecie, gdzie panuje ciemność, głód i nadciągająca zaraza. Odpychająca wyglądem i uczynkami społeczność wiejska, zmuszona do jedzenia kory z drzew i nietoperzy sąsiaduje z dworem, gdzie pożywienia ani bogactw nie brakuje. Niemiecki baron (znany choćby z „Króla Olch” Dieter Laser), inaczej niż zdążyły nas czy Estończyków przyzwyczaić przykłady z literatury i filmu, nie okazuje się tu ciemiężycielem, obcym wrogiem, który wykorzystuje chłopów. Jest uprzejmy, wręcz domaga się współczucia od widza. To Estończycy kradną jego majątek i oszukują. Oszukują zresztą nie tylko barona, ale także Chrystusa, diabła, zmarłych i samych siebie.

Skromna fabuła jest tylko asumptem do ukazania barwnego, mimo że pokazanego tu w czarno-białych kolorach, folkloru estońskiego. Bogatą galerię postaci ludzkich uzupełniają twory metafizyczne. Ważną rolę pełni kratt (inaczej puuk, vedaja), rodzaj domowego skrzata, mającego przynosić swojemu gospodarzowi pieniądze, jedzenie, wszystko co ma jakąkolwiek wartość. Kratta  zatrudniano także do wykonywania wszelkich prac, ale uwaga, gdy stawał się bezrobotny, mógł nawet zabić swego pana. Istotę tę można sporządzić ze zboża, narzędzi rolniczych lub kości zwierząt i tchnąć w nią duszę, dogadując się uprzednio z diabłem. Estończycy wierzyli, że kratt potrafi latać, przynosząc dobra swemu właścicielowi poprzez komin. Widywany był na niebie z iskrzącym się ogonem, stąd też jego inne nazwy ludowe takie jak pisuhänd czy tulihänd. Mart Taniel odpowiedzialny za zdjęcia w filmie opowiadał mi, że latający kratt stanowiłby problem do zrealizowania, więc zdecydowano się na jego „pieszą” wersję. Żartował, że nie chcieli robić filmu science-fiction z latającymi, święcącymi obiektami.

Kadr z filmu Listopad. Zdj. Homeless Bob Productions / Gabriela Liivamägi.

Film jest imponujący wizualnie. Szczególne wrażenie robi scena wizyty duchów zmarłych. W Estonii okres takich odwiedzin nazywany jest hingedeaeg. W zależności od regionu przypada od 29 września (Mihklipäev) aż do świąt Bożego Narodzenia. Tytułowy miesiąc to pora, kiedy najbardziej można było spodziewać się tych, którzy odeszli. Szczególnie ważne były pierwsze dni listopada, ale także 10 i 25 listopada, odpowiednio Mardipäev i Kadripäev. W estońskiej obrzędowości ludowej zapraszano dusze zmarłych do domu, częstowano je posiłkami, a także goszczono w saunach. We wspomnianych fragmentach filmu świetnie widać kunszt operatorski, który został zresztą doceniony nagrodą The Best Cinematography Award podczas ostatniego Festiwalu Tribeca w Nowym Jorku. Mart Taniel użył różnych kamer z modyfikacjami, zarówno tych filmowych jak i cyfrowych. W filmie znalazły się także zdjęcia w podczerwieni. Monochromatyczny obraz z wysokim kontrastem niezwykle oddaje atmosferę tej historii. Warto dodać, że bezpośrednią inspiracją dla takiego rodzaju zdjęć były dla Rainera Sarneta niemalże antropologiczne fotografie estońskich chłopów z XIX wieku autorstwa Johannesa Pääsuke.

„Listopad” jest koprodukcją estońsko-polsko-holenderską. Producentem z polskiej strony jest Łukasz Dzięcioł z Opus Film, firmy odpowiedzialnej m.in. za sukces „Idy”. Doznań w warstwie dźwiękowej dostarcza wspaniała muzyka Michała Jacaszka. Za montaż także odpowiedzialny był nasz rodak, Jarosław Kamiński.

Rainer Sarnet (reżyser), Mart Taniel (zdjęcia) i Jörgen Liik (główna rola męska) na planie filmu. Zdj. Homeless Bob Productions / Gabriela Liivamägi.

Po festiwalowych pokazach filmu na świecie, pojawiały się wielorakie opisy i definicje: mroczna baśń, folklor w gotyckim wydaniu, czarna komedia. Próbowano porównywać film do dzieł Bergmana, Gilliama czy Švankmajera. Od siebie dodałbym wczesnego Kolskiego i „Truposza” Jarmuscha. Sami twórcy natomiast opisują film jako historię o duszy. O tęsknocie za nią, o tym jak można ją sprzedać i jak bez niej żyć. Mimo, że film był współfinansowany przez Polski Instytut Sztuki Filmowej, nie ma na chwilę obecną informacji o tym, czy będzie u nas kiedykolwiek w oficjalnej dystrybucji kinowej. Szkoda, bo ten oryginalny z pewnością tytuł wchodzi właśnie na ekrany kin między innymi w Stanach Zjednoczonych czy Kanadzie. U nas na razie pozostają przeglądy i festiwale. Sytuacja być może odmieni się na początku 2018 roku, ponieważ „Listopad” jest estońskim kandydatem do Oscara.

 

Zdjęcie tytułowe: Kadr z filmu Listopad. Zdj. Homeless Bob Productions / Gabriela Liivamägi.

Polub nas na Facebooku!