Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Wesprzyj Fundację Bałtycką i Przegląd Bałtycki

Dlaczego Litwa powinna uczcić 150. rocznicę urodzin Józefa Piłsudskiego?

Dlaczego powinna? Czy powinna? Zarówno nasza historia spisana na papierze, jak i fizyczne doświadczenia, wyryte przez chłopskie nacjonalizmy na naszych czołach, krzyczą z całych sił: nie powinna! Zagrabił Wilno! Nawet ktoś, kto nie jest nacjonalistą, odpowiedziałby na to pytanie, cytując Gombrowicza: był lewicowcem, bandytą napadającym na pociągi pocztowe, uzurpatorem. Po co go upamiętniać?

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Tymczasem istnieje przynajmniej sześć powodów, dla których Litwa powinna uczcić 150. rocznicę urodzin Józefa Piłsudskiego.

1. Dlatego, że w XX wieku Piłsudski był jedną z najważniejszych postaci w Europie. Także dlatego, że postać ta jest częścią naszej historii. Nie historii Polski, a Litwy. Piłsudski należał do Polski nawet krócej niż do Litwy – jeśli nie do współczesnej Litwy, to bez żadnych wątpliwości do Wielkiego Księstwa Litewskiego.

I nawet wówczas, gdy Piłsudski należał już tylko do Polski, wciąż marzył o federacji Wielkiego Księstwa i Polski. Nie tylko Litwini, którzy nie chcieli nawet słyszeć o odtworzeniu unii, w której z pewnością dominowałaby większa Polska, ale i najbliższe otoczenie Piłsudskiego, uważali jego marzenia za brednie.

Jakkolwiek niepoważne byłyby te brednie i ich następstwa, które ułatwiły sowieckiej Rosji wbić klin między broniących Europę Środkową od bolszewizmu, porównując marszałka z dzisiejszymi politykami, możemy przyznać, że był to czas, gdy istnieli politycy potrafiący marzyć.

Przeczytaj także:  „Ale Łotwa będzie silniejsza”. Józef Piłsudski a stosunki Warszawy z Rygą

2. Dlatego, że przodkowie Piłsudskiego należeli do szlachty Wielkiego Księstwa Litewskiego. Rodzina Piłsudskiego wywodziła się z jednego z najstarszych żmudzkich rodów, pochodzącego od wspominanego w źródłach już w XV wieku Giniotasa. Walczący z marszałkiem polscy politycy atutowali go wzbudzającą emocje zarówno w Polsce, jak i na Litwie, kartą krzyżacką – po unii w Krewie z 1385 roku Giniotasowie nie przestali spiskować przeciw Jagielle. Tak jak książę Witold, który potem zresztą do Krzyżaków zbiegł.

Matka Piłsudskiego, Maria Billewiczówna, także była żmudzką szlachcianką – urodziła się w Adamowie w rejonie szyłelskim. Przyszły marszałek przyszedł na świat 5 grudnia 1867 roku w Zułowie w rejonie święciańskim.

3. Dlatego, że Piłsudski, choć inaczej niż my, kochał Litwę. Być może czynił to nawet w bardziej romantyczny sposób niż nasi romantycy epoki odrodzenia, a przeszłość Wielkiego Księstwa cenił wręcz zbyt romantycznie, ale mimo to kochał. Niewielu Litwinów o tym wie, ale Piłsudski o Litwie mówił tylko z miłością i szacunkiem.

Jakkolwiek dziwnie dziś to brzmi, Piłsudski był wrogiem polskiego nacjonalizmu i szowinizmu, a już zupełnie dwuznaczny jest fakt, że sam Piłsudski uważał siebie za Litwina. Marszałek zawsze podkreślał, że jest Litwinem, a na Warszawę czy Poznań patrzył jak na obce kraje.

Przez to nie był rozumiany zarówno na Litwie, jak i w Polsce. Narodowcy obu państw odrzucili jego przesiąknięte XIX-wiecznym romantyzmem marzenia, a federalistyczne idee nie spotkały poparcia nawet w jego najbliższym otoczeniu. Dlatego umierając, czuł się przegrany, ponieważ nie udało mu się zrealizować swojego głównego życiowego celu.

Na wykładzie o marszałku, który odbył się tej jesieni w Wilnie, Adam Michnik powiedział, że dla Piłsudskiego Polska bez Wilna była niczym Izrael bez Jerozolimy dla Żydów. To było poza granicami jego wyobraźni. Marszałek nie mógł pojąć, że niemal takie samo znaczenie Wilno ma także dla Litwinów – z tego powodu konflikt o Wilno był nierozwiązywalny, ponieważ miasto to było świętym miejscem zarówno dla Polaków, jak i Litwinów.

W 1920 roku potępione zostały jakiekolwiek próby znalezienia kompromisu pomiędzy dwoma narodami, które przez parę stuleci ramię w ramię wspólnie stawiały opór wrogom podczas wojen i powstań.

Niektórzy polscy historycy (Piotr Zychowicz) twierdzą, że tworzenie się państw w oparciu o etniczność zadecydowało o katastrofie z lat 1939-1940, odnoszącej się do Polski i państw bałtyckich. „Sytuacja ta po części powtarza się także dziś, a obserwując szaleństwa Putina pojedyncze państwa powinny zrozumieć, że tylko wspólnie podejmowane działania są zgodne z ich interesami” – mówił niedawno w Wilnie Zychowicz.

4. Dlatego, że bez Piłsudskiego i wykreowanego przez niego „Cudu nad Wisłą”, nie byłoby nie tylko smetonowskiej, ale możliwe, że i dzisiejszej Litwy. Sowieci zajęliby Litwę i od razu zaczęliby ją sowietyzować, jeśli w sierpniu 1920 roku nie doświadczyliby miażdżącej klęski pod Warszawą.

5. Upamiętnienie 150. rocznicy urodzin Józefa Piłsudskiego byłoby miłym gestem, rekompensującym pomijany po cichu przez naszych historyków fakt, że w 1920 roku w wojnie polsko-bolszewickiej wojsko litewskie de facto walczyło po stronie Armii Czerwonej dowodzonej przez Tuchaczewskiego i Stalina.

Ówcześni litewscy politycy, oślepieni rzekomą przychylnością bolszewików w kwestii zwrotu Wilna Litwie, nie rozumieli, jak bardzo nierozważnym posunięciem było przystąpienie do bolszewików w wojnie przeciw Polakom, którzy byli dla nich ostatnią przeszkodą w niesieniu krwawego sztandaru światowej rewolucji w kierunku Europy Zachodniej.

Wysłanie swoich pułków przeciw wycofującej się polskiej armii było ruchem niestosownym, za który przyszło nam boleśnie zapłacić. Po zwycięstwie w Bitwie Warszawskiej Polacy pod Augustowem i Sejnami otoczyli i rozbili litewskie wojsko, które uważali za sojusznika sowieckiej Rosji.

6. Dlatego, że od odzyskania Wilna minęło już 78 lat. Nawet w najbardziej zapalczywych umysłach skończą się kiedyś wojny, które toczyliśmy sto lat temu. Dlaczego nie uczynić tego teraz? Tym bardziej, że Polska, choćby nie wiadomo jak skomplikowana była historia naszych wzajemnych stosunków w ostatnim stuleciu, czy nawet dziesięcioleciu, jest obok USA naszym najważniejszym wojskowym sojusznikiem.

Po drugie, trzeba zgodzić się z Michnikiem, który powiedział, że w stosunkach Polski i Litwy nie możemy kierować się historią. I nawet z Zychowiczem, twierdzącym, że polityka historyczna w ogóle nie powinna istnieć: „Jeśli człowiek nie może być jednocześnie wysoki i niski czy gruby i chudy, to nie może także być miejsca dla polityki historycznej, ponieważ historia jest próbą ustalenia, jak było naprawdę, a polityka jest sztuką kłamania w celu zebrania jak największej ilości głosów, więc połączenie historii i polityki jest w swej istocie błędne”.

Kim był Piłsudski?

Romantykiem deklamującym Słowackiego? Brutalnym, łamiącym zasady demokracji wojskowym, który stał się dyktatorem? Marszałkiem upokarzającym swoich przeciwników? Władczym i zuchwałym wobec narodu wodzem? Starej daty Litwinem, z szacunkiem wypowiadającym się o Litwinach i Litwie, a jednocześnie także Polakiem, odbierającym Wilno Litwinom i głoszącym romantyczne brednie, wedle których zagrabiona litewska stolica pomoże zbliżyć Litwę do Polski?

Wszystkim w jednym – złożonym produktem szlacheckiej Litwy XVIII i XIX wieku, próbującym do ówczesnych nacjonalizmów przystosować sfatygowaną i nadpaloną przez wrogów pompatyczność Rzeczpospolitej Obojga Narodów oraz powstańczy heroizm.

„Nie lubiłem Piłsudskiego – może trochę ze względu na fakt, że był lewicowcem, a moje środowisko było konserwatywne i nie ufało masonowi, jak go nazywano. Poza tym, w trakcie rewolucji 1905 roku organizował napady na pociągi pocztowe! Raziła mnie tworzona dla niego propaganda, górnolotne przymiotniki, wszystkie te patetyczne i jednocześnie naiwne przemowy jego zwolenników” – pisze Gombrowicz w wydanej niedawno w języku litewskim książce „Wspomnienia Polskie”.

Według niego, Piłsudski był pierwszą ofiarą swojej legendy, ponieważ nikomu nie imponował bardziej niż samemu sobie.

„Piłsudski nigdy nie będzie litewskim bohaterem – jest to po prostu nikomu niepotrzebne. Czego tymczasem potrzeba? Bardzo niewiele. Zrozumienia i spokojnego przyjęcia faktu, że dla Polaków, włączając w to także litewskich Polaków, Piłsudski był i jest bohaterem. Trzeba poszerzyć swój historyczny horyzont, który to, jest tak rozległy, że czasem wydaje się wręcz przerażający, gdy uświadamiamy sobie, jak wiele ważnych dla innych krajów historycznych postaci wyrosło z litewskiej ziemi”.

Tu należy zgodzić się z Piłsudskim: ziemia ta jest wyjątkowa. I po usłyszeniu zachęty do uczczenia 150. rocznicy urodzin marszałka nie musi przeistoczyć się w ruchome piaski, wciągające w codzienne kłótnie podobnie, jak te pomiędzy zwolennikami konia i partyzanckiego pagórka[1]. Stać się zalanymi krwią oczami.

Przy okazji odsłonięcia pomnika poświęconego braciom Piłsudskim w Zułowie, historyk Antanas Kulakauskas powiedział: „Ziemia ta wydała ludzi, których na Litwie nie ma wielu. I nie warto tu przedstawiać awanturników. Litwini wciąż nie przestali odzyskiwać Wilna i litewskości to na pewno nie służy. Ci Litwini, którzy porównują Piłsudskiego z Hitlerem czy Stalinem, sami nie wiedzą, co mówią”.

Artykuł oryginalnie ukazał się na portalu Delfi 3 grudnia 2017 r., dwa dni przed 150. rocznicą urodzin Józefa Piłsudskiego. Przedruk w Przeglądzie Bałtyckim za zgodą autora. Tłumaczenie z języka litewskiego Sonia Gabryszewska.

 

[1] Autor nawiązuje do rozstrzygniętego przed paroma tygodniami konkursu na zagospodarowanie Placu Łukiskiego w Wilnie, w którym zwyciężył projekt przewidujący zbudowanie na placu pomnika, przypominającego w formie bunkier partyzantów antykomunistycznych. Na drugim miejscu znalazł się projekt przedstawiający Pogoń – przyp. tłum.

 

Zdjęcie tytułowe: Marszałek Józef Piłsudski na werandzie domu swojej siostry Zofii Kadenacowej przy ulicy Belmont 44 w Wilnie. Zdj. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Polub nas na Facebooku!