Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Wilno dla Białorusinów, a my – dla Rosjan

Na spotkaniach z cudzoziemcami, podczas których należy przybliżyć nieco najnowszą historię Litwy, często powtarzam zdanie, że Litwie w XX wieku trzykrotnie bardzo się poszczęściło. W 1918 roku Litwini niemal cudem odzyskali niepodległość. Taki sam cud powtórzył się także 11 marca 1990 roku. Litwa jest także – obok Rosji – jednym z dwóch krajów na świecie, które po II wojnie światowej powiększyły przedwojenne terytorium.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Wilno i Kłajpeda po raz pierwszy jednocześnie weszły w skład Litwy dopiero po wojnie. Z samego faktu, że możemy uważać się za zwycięzców w II wojnie światowej zaczęto zdawać sobie sprawę dopiero wtedy, gdy Litwa znów stała się niepodległym państwem.

Gdy spoglądamy w przeszłość z dzisiejszej perspektywy, często wydaje się ona bardzo logiczna. Ale rzeczywistą złożoność historii zaczyna się wyraźniej dostrzegać dopiero wtedy, gdy weźmiemy się za rozpatrywanie rozmaitych scenariuszy tego, co by było, gdyby.

Po rozważeniu różnych scenariuszy przeszłości, staje się oczywiste, że Litwie bardzo poszczęściło się w przypadku Wilna. Wszyscy dobrze wiemy, że po zawarciu paktu Hitler-Stalin w 1939 roku dwaj dyktatorzy podzielili się Europą Środkową i Wschodnią. Realizując ustalenia tajnego protokołu do paktu, Stalin na samym początku wymusił na Litwie przyjęcie sowieckich wojsk, a w 1940 roku nasz kraj okupował i anektował.

Co prawda, przedtem przypodobał się on Litwinom, oddając im Wileńszczyznę. Współcześni dosyć szybko zrozumieli, jaka była cena tego podarunku. Wkrótce po okupacji Litwy powstało popularne powiedzenie: „Wilno dla nas, a my – dla Rosjan” (oryg. „Vilnius mūsų, o mes rusų” – przyp. tłum.). Jak dotąd nigdzie nie znalazło się miejsce na rozważania, że bardzo realny był i inny scenariusz: „Wilno dla Białorusinów, a my – dla Rosjan”. A wszystko to w tym samym 1939 roku.

Gdy mowa o tym decydującym dla Litwy roku, w literaturze popularnej często zapomina się o tym, że o sowieckiej okupacji Litwy nie zadecydowało zawarte 23 sierpnia 1939 roku porozumienie dwóch tyranów, ale jego korekta, dokonana 28 września tego samego roku. Zgodnie z pierwotnym wariantem umowy w skład sowieckiej strefy wpływów oprócz innych terytoriów weszły tylko Łotwa i Estonia, podczas gdy Litwa została oddana III Rzeszy. O pewnych korektach zdecydowano po rozpoczęciu II wojny światowej, kapitulacji Polski i… bezczynności samej Litwy.

Hitler, jak można odgadnąć z jego działań po podpisaniu paktu, nie zamierzał od razu okupować Litwy. Jak pokazują nieco późniejsze zdarzenia, jego plan był bardziej wyrafinowany: podstawowym celem III Rzeszy, jak się wydaje, było wciągnięcie Litwy w wir II wojny światowej przez uczynienie z niej niemieckiej marionetki. Taki scenariusz mogły sugerować konkretne działania Niemiec po ich agresji na Polskę.

9 września 1939 roku minister spraw zagranicznych Niemiec za pośrednictwem niemieckiego posła w Kownie Ericha Zechlina zaproponował rządowi Litwy oderwanie własnymi siłami Wileńszczyzny od Polski. Chcąc ośmielić Litwinów, Niemcy udostępnili informacje wywiadowcze o obecnych w regionie siłach polskiego wojska. Z przekazanych przez nich danych wynikało jasno, że na Wileńszczyźnie Polska nie posiada sił zdolnych do tego, by poważnie przeciwstawić się marszowi litewskiego wojska na Wilno.

Niemniej jednak strona litewska takim wielokrotnym namowom Niemiec nie uległa. Rozczarowane litewską bezczynnością niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych 16 września poleciło swojemu posłowi w Kownie „porzucić temat Wilna”, a po 12 dniach przekazała Litwę do sowieckiej strefy wpływów, uzyskując w zamian za to niemałą część terytorium podbitej już Polski.

Badania historyków pokazują, że władze Litwy rozważały przeprowadzenie zajęcia Wilna na drodze działań militarnych. Chociaż duża część najwyższych elit politycznych, wśród nich także Antanas Smetona (prezydent Litwy 1926-1940 – przyp. tłum.), taką możliwość odrzucała, to niektórzy wpływowi członkowie Partii Narodowców i litewski poseł w Berlinie Kazys Škirpa byli aktywnymi zwolennikami takiego scenariusza odzyskania Wilna. Już po zakończeniu wojny ten człowiek próbował wszędzie przedstawiać siebie jako najważniejszego „wyzwoliciela Wilna”, mimo że jego zasługi w tej sprawie wcale nie były znaczące.

Przeczytaj także:  Duet Antanasa i Zofii Smetonów

Opublikowane wspomnienia Kazysa Škirpy dotyczące tamtych wydarzeń, jak zauważył niejeden badacz, są nie tylko tendencyjne, ale i pokazują, że nie był on istotną postacią w stosunkach litewsko-niemieckich. W sprawie Wilna w 1939 roku powierzono mu zaledwie drugoplanową rolę. Niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych swoim głównym negocjatorem w sprawie ewentualnego litewskiego marszu na Wilno uczyniło swojego posła w Kownie, a Kazysa Škirpę o takich propozycjach nawet nie raczyło poinformować. Jego informatorem w sprawie niemieckich ofert składanych Litwie został Bruno Kleist, pracujący wówczas na stanowisku referenta w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Niemiec. Zresztą właśnie ta osoba była głównym partnerem Škirpy także później, gdy zakładał on Litewski Front Aktywistów i przygotowywał powstanie na Litwie w czerwcu 1941 roku.

We wrześniu 1939 roku Litwa odmówiła zajęcia Wileńszczyzny siłą. Do dziś historycy dyskutują o tym, czy taki krok byłby usprawiedliwiony. Rozważając, co mogło się wydarzyć, z dzisiejszej perspektywy można wskazać co najmniej kilka pozytywnych następstw takiego kroku:

1) Litwa pozostałaby samodzielna i bez pomocy Stalina odzyskałaby wymarzoną stolicę;

2) Litwa, będąc niemiecką marionetką, być może mogłaby zachować nawet własną państwowość i uniknąć sowieckiej okupacji w 1940 roku.

Tak sytuacja wygląda w krótkiej perspektywie. Gdy przeanalizuje się możliwe długofalowe konsekwencje takiego kroku, perspektywy Litwy nie wyglądają już tak pięknie.

W przededniu II wojny światowej i w czasie jej trwania nie tylko Niemcy, ale i inne państwa wykorzystywały zaistniałą sytuację. Niektóre z nich poszerzyły swoje terytoria kosztem sąsiednich państw. W taki sposób Polska w 1938 roku zajęła należący do Czechosłowacji obszar Zaolzia. Swoje terytorium, kosztem Rumunii i Czechosłowacji, poszerzyły Węgry. Rumunia, która nieco później dołączyła do koalicji hitlerowskiej, nie tylko uczestniczyła w wojnie Niemiec przeciwko Związkowi Sowieckiemu, ale i odzyskała terytoria oderwane w 1940 roku przez ZSRS, zajmując część dzisiejszego terytorium Ukrainy. Podobnie postąpiły będące sojusznikiem Hitlera Włochy.

Chociaż niektóre takie akty agresji zostały zatwierdzone na mocy porozumień międzynarodowych (Pierwszy i drugi arbitraż wiedeński w latach 1938 i 1940), to jednak los wszystkich tych podbitych terytoriów po zakończeniu II wojny światowej był identyczny. Polska zmuszona była zwrócić Cieszyn Czechosłowacji, a terytoria rumuńskie i czechosłowackie anektowane przez Węgry, decyzją konferencji pokojowej w Paryżu w 1946 roku zostały zwrócone poprzednim właścicielom.

W świetle tych faktów można prognozować, jaki byłby los Wileńszczyzny, gdyby w 1939 roku została odzyskana siłą przez Litwę.

Z podjętej w 1939 roku przez Stalina decyzji o przekazaniu Wileńszczyzny Litwie niezadowoleni byli niektórzy komuniści białoruscy. Nie można odrzucić możliwości, że po zakończeniu II wojny światowej ich głos mógł zostać wysłuchany. W kontekście układów jałtańskich i powojennych przekształceń bardzo wiarygodne jest, że Litwa nie zachowałaby niepodległości. Zatem najpewniej mielibyśmy sytuację: „Wilno dla Białorusinów, a my – dla Rosjan”.

Antanas Smetona krytykowany jest za to, że w ostatnim roku litewskiej niepodległości stracił kręgosłup. Jednak może to, że wówczas nie zdecydował się na przeprowadzenie akcji przyłączenia Wilna do Litwy przesądziło o tym, że dziś możemy uważać się za zwycięzców II wojny światowej. Tego na pewno nie można powiedzieć o Kazysie Škirpie. Jego działań nie da się usprawiedliwić nie tylko ze względu na to, że wprost nawoływał do rozprawienia się z obywatelami Litwy żydowskiego pochodzenia. Jego nierozsądne wezwania w 1939 roku, by pomaszerować na Wilno mogły po wsze czasy przekreślić starania Litwinów, by odzyskać drogie dla nich miasto. Paradoksalnie jednak, w dzisiejszej stolicy Litwy jego imieniem nazwana jest jedna z ulic. Na takie uhonorowanie ten dyplomata na pewno nie zasłużył.

 

Artykuł oryginalnie został opublikowany na portalu 15min.lt. Przedruk w Przeglądzie Bałtyckim dzięki uprzejmości autora. Tłumaczenie z języka litewskiego Dominik Wilczewski.

 

Zdjęcie tytułowe: Armia Czerwona wchodzi do Wilna 19 września 1939 roku. Zdj. Wikipedia.

Polub nas na Facebooku!