Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Wesprzyj Fundację Bałtycką i Przegląd Bałtycki

Eugenijus Gentvilas: Alternatywą dla państwa kryminalistów nie jest państwo policyjne

Jeśli chodzi o partię rządzącą Litwą, to nie widzę żadnego spójnego programu, żadnej ideologii. Premier Skvernelis jest silną osobą, ale o to nietrudno, jak się ma takich ministrów. On przez paręnaście miesięcy jako polityk był na topie, był postacią pomnikową, dopiero ostatnio minister spraw zagranicznych Linas Linkevičius oceniany jest lepiej. Jako liberał jestem zły na premiera o jego slogan z lutego 2017 roku, gdy powiedział, że alternatywą dla państwa policyjnego może być jedynie państwo kryminalistów. Jako liberał uważam, że taką alternatywą jest po prostu demokracja – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Eugenijus Gentvilas, który w grudniu 2017 roku został wybrany na przewodniczącego Ruchu Liberałów.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Eugenijus Gentvilas. Zdj. Wikipedia / PD.

Eugenijus Gentvilas urodził się na Żmudzi w 1960 roku. W 1983 roku ukończył studia geograficzne na Wydziale Przyrodniczym Uniwersytetu Wileńskiego. Po ukończeniu studiów uzyskał zatrudnienie w Litewskiej Akademii Nauk.. Pod koniec lat osiemdziesiątych zaangażował się w działalność w Sąjūdisie. W 1990 roku wszedł w skład Rady Najwyższej Litwy Sowieckiej, był jednym z sygnatariuszy Aktu Niepodległości. W latach dziewięćdziesiątych zakładał Związek Liberałów, był jego wieloletnim przewodniczącym. Po przekształceniu się partii został w 2003 roku wiceprzewodniczącym Związku Liberałów i Centrum, zaś trzy lata później szefem kłajpedzkiego oddziału nowej partii pod nazwą Ruch Liberałów, który w 2008 r. wszedł w skład prawicowego rządu Andriusa Kubiliusa. W latach 1997–2004 Gentvilas pełnił funkcję radnego, a do 2001 jednocześnie sprawował urząd mera Kłajpedy. W 2001 roku przez krótki okres sprawował funkcję ministra gospodarki w rządzie Rolandasa Paksasa, a także przez dwa tygodnie pełnił obowiązki szefa rządu. W latach 2004-2009 zasiadał w Parlamencie Europejskim jako przedstawiciel liberałów, później został dyrektorem generalnym portu morskiego w Kłajpedzie. Od 2012 roku ponownie zasiada w Sejmie. W grudniu 2017 r. został nowym przewodniczącym Ruchu Liberałów, po tym jak dotychczasowy szef Remigijus Šimašius podał się do dymisji. Jest bratem polityk Virginiji Baltraitienė, działaczki Partii Pracy, w rządzie Algirdasa Butkevičiusa, minister rolnictwa.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Jest Pan jednym z najbardziej doświadczonych polityków litewskich. Działał Pan w ruchu Sąjūdis od samego jego początku, później zasiadał w Radzie Najwyższej, która uchwaliła w 1990 roku niepodległość Litwy, po czym wycofał się Pan z polityki ogólnokrajowej, zasiadając w radzie miasta Kłajpedy. Był Pan jeszcze później posłem do Parlamentu Europejskiego, zaś od pięciu lat znów zasiada Pan w parlamencie krajowym. Czy ubiegać się o funkcję przewodniczącego Ruchu Liberałów zdecydował się Pan z powodu tak bogatego życiorysu politycznego?

Eugenijus Gentvilas: Na pewno zadecydowały wartości liberalne, których jestem wyznawcą, a także troska o kierunek w jakim pójdzie nasza partia po kryzysie. Oczywiście swoją rolę odegrało także doświadczenie polityczne. W latach 1996-1999 byłem przewodniczącym Związku Liberałów, tę samą funkcję sprawowałem w okresie 2001-2003. Można więc powiedzieć, że łącznie przez pięć lat stałem na czele ruchu liberalnego na Litwie. Obecny Ruch Liberalny Republiki Litewskiej, czyli LRLS, jest w pewnym sensie kontynuacją wcześniejszych inicjatyw liberalnych na Litwie, myślę, że większość jego członków była wcześniej w Związku Liberałów. Już jako poseł miałem okazję zwiedzić bardzo wiele samorządów i spotkać się z lokalnymi działaczami LRLS. W każdym okręgu byłem chyba z piętnaście razy. Mam więc dobre rozumienie tego, czego potrzebuję członkowie naszej partii, jakie są ich marzenia. Może nie marzyłem o funkcji szefa partii, bo moja kariera polityczna zbliża się raczej do etapu końcowego, ale w 2016 roku, po tym jak wybuchł skandal z łapówką dla Masiulisa, zostałem postawiony na czele listy wyborczej, zostałem także pierwszym wiceprzewodniczącym partii. Teraz, gdy do dymisji podał się dotychczasowy prezes, mer Wilna Remigijus Šimašius, nadszedł czas, by wziąć odpowiedzialność.

Przeczytaj także:  Litewski Ruch Liberałów ma nowego przewodniczącego

Został Pan wybrany na przewodniczącego bardzo niewielką większością, większością jednego głosu. Jak zamierza Pan przekonać do siebie tych, którzy na Pana nie głosowali?

Ludzie, którzy głosowali na mojego konkurenta nie są moimi wrogami, tak samo jak nie są wrogami Ruchu Liberalnego. Podobnie ci, którzy w grudniu 2017 roku głosowali na mnie. Mimo, że wynik był fifty-fifty nie ma w partii rozłamu. Oczywiście są różnice zdań, co naturalne, w jakim kierunku powinien podążać LRLS. Ale nie ma żadnego konfliktu personalnego. Może po prostu dla niektórych członków mojej partii okazałem się za starą osobą, zbyt doświadczoną, zaś mój konkurent Vitalijus Gailius, dla moich zwolenników był zbyt młody, za mało lat spędził w naszej partii. Ale on także jest zadowolony z wyniku głosowania, mimo że przegrał. Powiedział: „zdobyłem tyle głosów”. Chyba był trochę zaskoczony.

Po skandalach związanych z poprzednim przewodniczącym Eligijusem Masiulisem i byłym ministrem oświaty Gintarasem Steponavičiusem, wiele osób zastanawiało się, czy nie rozwiązać partii i nie założyć nowego ugrupowania. Ostatecznie zdecydowaliście się walczyć o wasze dobre imię w ramach starej partii.

O dalszych losach partii dyskutowaliśmy bardzo demokratycznie. Zarówno w oddziałach, zarządzie partii, jak i jej radzie. Jak Pan wie jedynie dwie osoby opowiedziały się za utworzeniem nowego ugrupowania, zaś setka osób była za zachowaniem Ruchu Liberalnego. Na nas ciąży kredyt wyborczy, który zaciągnęliśmy w banku. Gdyby doszło do powstania nowej partii, nie musielibyśmy go spłacać. Ale wie Pan, co pomyśleliby ludzie? „Oni założyli nowe ugrupowanie, by uniknąć odpowiedzialności finansowej” – tak by mówiono.

W ostatnich sondażach Partia Centrum Naglisa Puteikisa ma lepsze sondaże niż Ruch Liberałów. Jak zamierzacie odbudować zaufanie ludzi?

W wyborach z jesieni 2016 roku zebraliśmy ponad dziewięć procent głosów. Nie wiem, czy Pan pamięta jakie mieliśmy sondaże na miesiąc przed wyborami. Trzy razy mniej. Teraz jest nawet nieco lepiej. Ale oczywiście musimy pracować. Natomiast co do Puteikisa – nie jesteśmy dla niego żadną konkurencją, podobnie jak on dla nas. To są dwa różne segmenty elektoratów. Może część naszego elektoratu pokrywa się z konserwatystami albo Zielonymi i Chłopami, ale nie z populistyczną Partią Centrum Puteikisa. Szczerze mówiąc nie obchodzi mnie ani to co on robi, ani jaki będzie jego sukces. Nawet jeśli go odniesie, nie będzie to nasza klęska, bo jesteśmy zupełnie z innej bajki. Jestem też przekonany, że jego sukces jest czasowy.

Od ponad roku działa na Litwie rząd Sauliusa Skvernelisa, wobec którego byliście jako liberałowie w opozycji. Ale parę dni temu został uchwalony nowy budżet, za którym głosowało aż trzech waszych posłów. Jaki był tego powód?

Od początku ustaliliśmy, że jesteśmy przeciwni budżetowi. Nasi koledzy zdecydowali inaczej. Ja tłumaczę to w ten sposób: oni są wybrani w okręgach jednomandatowych, każdy miał do załatwienia jakiś interes z rządem, np. jeden z nich budowę hali sportowej w swoim samorządzie, drugi odnowę budynków w mieście czy jakiegoś kościoła na wsi. Skvernelis się nad tym pochylił jako premier, a oni zagłosowali za budżetem.

Oni wszyscy są nowo wybranymi posłami i może jeszcze nie rozumieją reguł gry. Będę musiał z nimi porozmawiać, czy są reprezentantami swojego okręgu wyborczego czy są jednocześnie członkami naszej partii i naszego klubu, a wtedy obowiązują ich jakieś reguły. Oczywiście żadnych kar nie będzie, ale musi być poważna rozmowa.

Czyli wasza partia do końca kadencji pozostanie w opozycji?

Rozmawialiśmy parę miesięcy temu, czy powinniśmy wejść do układu rządzącego. Zdecydowaliśmy, że nie jest to nasze zadanie w tej kadencji. Mamy swoje kłopoty prawne, finansowe po skandalu z Masiulisem. Nie wiem, co byłoby lepsze dla naszej partii, czy być w rządzie czy poza nim, ale nie jest naszym celem przyłączać się do jakiejś koalicji.

Ale osobiście jak Pan ocenia rząd Sauliusa Skvernelisa?

Są oczywiście sukcesy, trzeba powiedzieć, że Litwa notuje wzrost gospodarczy. Ale mam bardzo mieszane uczucia, gdy mowa o rządzie. Tam nie ma wspólnej idei, wspólnej koncepcji. Jest premier, który miał już doświadczenie jako minister, paru ekspertów, którzy zdobywali doświadczenie poza rządem, ale większość polityków nie ma doświadczenia. Oni nie rozumieją tego, jak funkcjonuje państwo czy pewne procedury. Jako ministrowie dopiero uczą się polityki. Z wieloma politykami obecnego układu ciężko zresztą nawiązać jakiś kontakt. Wydaje się, że grają w piłkę nożną, ale nie znają do końca zasad i przechodzą na grę w rugby. Możliwe, że za parę lat będą doświadczonymi politykami. Ale ja bym chciał, żeby takimi byli już od początku.

Jeśli zaś chodzi o partię rządzącą, to nie widzę żadnego spójnego programu, żadnej ideologii. Premier jest silną osobą, ale o to nietrudno, jak się ma takich ministrów. On przez paręnaście miesięcy jako polityk był na topie, był postacią pomnikową, dopiero ostatnio minister spraw zagranicznych Linas Linkevičius oceniany jest lepiej.

Jako liberał jestem zły na premiera o jego slogan z lutego 2017 roku, gdy powiedział, że alternatywą dla państwa policyjnego może być jedynie państwo kryminalistów. Jako liberał uważam, że taką alternatywą jest po prostu demokracja.

On jest byłym policjantem…

…i widzimy, że rząd wprowadza wiele regulacji, które wzmacniają państwo policyjne. Na przykład, gdy kontroluje farmaceutów. Mam obawy, że Litwa idzie pod rządami Skvernelisa nie w kierunku otwartego społeczeństwa, ale państwa policyjnego. Nawet ta propozycja Ramūnasa Karbauskisa, co zrobić z ludźmi, którzy pojawiają się z piwem podczas imprez na świeżym powietrzu. Chodziło o to, by wykreować dla nich specjalne sektory, w którym można pić. W języku litewskim taka przestrzeń nazywa się gardas. To takie samo określenie jak dla zwierząt. Zwolennicy państwa policyjnego chcą nas traktować jak zwierzęta.

Czy w rządzie Skvernelisa widzi Pan jakichś ministrów, którzy pracują dobrze?

Na pewno minister spraw zagranicznych Linas Linkevičius, minister obrony Raimundas Karoblis, minister komunikacji Rokas Masiulis.

Przeczytaj także:  Litewski rynek energii jest niezależny – rozmowa z Rokasem Masiulisem

Ale to wszystko bezpartyjni ministrowie.

Związani z panią prezydent, zwłaszcza dwaj pierwsi. Trzeci zresztą także, pracował dla Klaipėdos nafta, spółki, która budowała terminal LNG. To wszystko było pod kuratelą Dalii Grybauskaitė.

Wspomniał Pan o prezydent Grybauskaitė. Jej zostało zaledwie półtora roku do końca kadencji. Czy widzi Pan jakieś osoby, które mogłyby ją zastąpić?

Bardzo popularny był Saulius Skvernelis, jako postać z monumentu, ale nie sądzę, by na długo zachował ten obrazek. Oczywiście jest bardzo poważnym kandydatem do prezydentury. Ale jest za wcześnie jeszcze mówić, co może się zdarzyć…

Są już jednak wstępni kandydaci, mówi się o takich nazwiskach jak były ambasador w USA Žygimantas Pavilionis, były minister spraw zagranicznych Vygaudas Ušackas czy obecny mer Kowna Visvaldas Matijošaitis. Widzi Pan szansę, by któryś z tych kandydatów uzyskał poparcie liberałów?

Vygaudas Ušackas był w latach dziewięćdziesiątych współzałożycielem Związku Liberałów. Wśród kandydatów na prezydenta są osoby, które można uznać za zbliżone do liberalnego światopoglądu, ale to jeszcze nie znaczy, że będą dla nas do zaakceptowania jako kandydaci. Zaczniemy procedurę wyboru kandydata już w nowym roku. Ważniejsze jednak dla liberałów są wybory lokalne, bo mają większy wpływ na wybory parlamentarne. My widzimy zresztą bezpośredni związek między naszym sukcesem w wyborach samorządowych w marcu 2015 roku, a późniejszymi wyborami do Sejmu, które udało nam się przetrwać właśnie dzięki naszej silnej pozycji w samorządach. Widzę korelację między naszymi merami a wynikami wyborów w okręgach jednomandatowych. Tam gdzie mamy merów, wygrywaliśmy w wyborach do Sejmu w 2016 roku.

Czy Remigijus Šimašius będzie waszym kandydatem na mera Wilna w 2019 roku?

Dyskutowaliśmy o tym w połowie 2017 roku. On chciałby kandydować na mera ponownie, ale rozważa także opcję kandydowania w wyborach prezydenckich.

Wtedy zrezygnowałby z funkcji mera?

Tak, ale on jednak preferuje zostać w Wilnie.

Przeczytaj także:  Wilno przyjazne mieszkańcom – rozmowa z merem Remigijusem Šimašiusem

Porozmawiajmy o Kłajpedzie. To zawsze było liberalne miasto podobnie jak Gdańsk w Polsce. Dlaczego liberałowie są tak silnie właśnie tam?

Mnie samego interesował ten fenomen, coś o tym pisałem. Kłajpeda w 1945 roku została całkowicie opróżniona jako miasto. Cała ludność wyjechała. Przyjechali ludzie z głębi Związku Sowieckiego, rosyjskojęzyczni, ale także z wszystkich regionów Litwy. Oni są wszyscy newcomers. A co to znaczy? Że nie są konserwatywni. Byli na tyle odważni, że zdecydowali się powiedzieć swojej wsi czy miastu „do widzenia” i szukać lepszego życia, swojego eldorado. Byli znacznie lepiej przygotowani do zmian niż ci, którzy urodzili się w jednej miejscowości, by zostać w niej do śmierci. Druga sprawa to marynarze. W czasach sowieckich na Litwie jedynie około 2-3 tysięcy ludzi mogło wyjeżdżać za granicę. Członkowie nomenklatury, komuniści, sportowcy, artyści. A w Kłajpedzie aż paręnaście tysięcy ludzi mogło wyjeżdżać, głównie marynarze. Widzieli życie w Europie. Lepiej niż inni Litwini rozumieli, jak żyje się w kapitalizmie i jak wielkim bagnem jest komunizm. Ich rodzice byli przygotowani do zmian, osiedlając się nad morzem, z kolei oni są także byli otwarci na zmiany, na reformy, które przyszły w latach dziewięćdziesiątych.

Przez lata politycznie pracował Pan w Kłajpedzie, pięć lat temu wrócił do Sejmu. W których z tych miejsc Pan się lepiej czuł?

Będąc w radzie miejskiej w Kłajpedzie miałem poważne obowiązki, bo kierowałem portem. Lepiej porównać okres, gdy byłem merem Kłajpedy. Oczywiście stanowisko mera Kłajpedy było dla mnie znacznie lepsze. Miałem okazję planować, kreować, zarządzać pieniędzmi, które przekładały się później na różne projekty wymierne dla mieszkańców. Drogi, ulice, nowe budynki. Siedząc w Sejmie, wpływam na legislację, ale niczego nie wprowadzam w życie, niczego nie kreuję. Tak więc stanowisko mera było dla mnie najciekawszym wydarzeniem życiowym.

W Kłajpedzie Ruch Liberałów współpracuje z Aliansem Rosjan. Uważa Pan, że to dobra koalicja?

W Kłajpedzie jest trochę inna sytuacja z Rosjanami. Mówimy często o Rosjanach w Wilnie, Wisagini. Tutaj silny był zawsze Związek Rosjan Litwy Dmitrijewów, bardziej radykalna organizacja. Ale w Kłajpedzie powstała nowa partia rosyjska, czyli Alians Rosjan. To są inni ludzie. Ale i tak Ruch Liberałów jest oskarżany, że współpracuje z Kremlem…

Przeczytaj także:  Kłajpeda à la russe

W Sejmie Alians Rosjan jest w koalicji z AWPL, a jego przedstawicielką jest Irina Rozowa. Macie zatem z AWPL wspólnego koalicjanta. Ale Waldemar Tomaszewski zawsze źle wypowiadał się o liberałach, a oni o AWPL. Teraz jesteście w koalicji w Wilnie…

Nie będę się wypowiadać, bo nie znam dobrze sytuacji wileńskiej.

To zapytam inaczej. Czy w przyszłości wyobraża sobie Pan koalicję z polską partią w Sejmie?

Jeśli pyta Pan o nasz krytycyzm wobec AWPL… Liberałowie zawsze krytycznie wypowiadali się o Waldemarze Tomaszewskim, ale nie o całej partii. Znam wielu członków AWPL. Nawet teraz ich nie krytykuję, gdy wspierają rząd Skvernelisa. Nie robią niczego złego, to nie ma nic wspólnego z kwestiami suwerenności, geopolityki czy obrony. Może więc się zdarzyć, że kiedyś wejdziemy w koalicję z AWPL. Ale to wymaga zmian w samej polskiej partii…

Dziękuję za rozmowę.

 

Zdjęcie tytułowe: Kongres Ruchu Liberałów w grudniu w Kownie, podczas którego na nowego przewodniczącego partii wybrano Eugenijusa Gentvilasa. Zdj. liberalai.lt.

Polub nas na Facebooku!