Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Wesprzyj Fundację Bałtycką i Przegląd Bałtycki

Kanadyjscy żołnierze na Łotwie. Walka bronią i PR-em

W łotewskiej bazie w Ādaži stacjonują kanadyjscy żołnierze w celu odstraszenia Moskwy. Codzienność w multikulturowym obozie NATO ma swe ukryte wady, ale walka z Rosją kręci się do dziś przede wszystkim wokół odpierania propagandy.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Agresja nastąpiła w deszczowy, szary dzień późnej jesieni. Z kierunku wschodniego i północnego maszerowały wojska wymyślonego kraju Botoria, przez Estonię do Łotwy. Zgodnie ze scenariuszem ćwiczeń NATO „Silver Arrow” łotewskim wojskom udało się wyprzeć wrogą armię w stronę regionu wokół bazy w Ādaži, dwadzieścia kilometrów na północ od Rygi. Tutaj czekają na nie, na nizinie, pierwszy i drugi batalion łotewskiej armii, a także grupa bojowa NATO. Czołgi jadą po gliniastej ziemi, artyleria dudni, piechota czołga się pod gradem kul, krztusi się od dymu strzałów. Wspólnymi siłami udaje się Łotyszom i ich aliantom wyprzeć agresorów.

Przeczytaj także:  Walka o duszę łotewskiego Rosjanina

Multi-kulti jak na obozie wakacyjnym

W poranek po ćwiczeniach kapitan do spraw łączności Greg Ritonja stoi w bazie Ādaži w spływającym deszczu obok całego szeregu pojazdów wojskowych. W ramach „Silver Arrow” Ritonja i jego telegrafiści mieli zadanie, by w okolicy miasta Alūksne niedaleko od estońskiej i rosyjskiej granicy zbudować w polu i zburzyć posterunek dowodzenia, a później pokonać 200 kilometrów w drodze do Ādaži. Teraz nakazał żołnierzom, by przygotowali samochody i uzbrojenie do następnych ćwiczeń. „Stoimy tutaj w wysokiej gotowości bojowej” – mówi Ritonja.

Dwudziestopięcioletni kapitan z Ottawy prowadzi przez obszar obozu wojskowego, który od czasu przybycia prawie tysiąca dwustu żołnierzy NATO w czerwcu 2017 roku stał się o wiele bardziej zamieszkany. O ile na początku zagraniczni żołnierze byli zakwaterowani w namiotach, teraz przeprowadzili się do uporządkowanych koszar, dalsze miejsca zakwaterowania są w budowie. Dzięki zagranicznym żołnierzom współczesna załoga obozu prawie podwoiła się w porównaniu z tą z czasów sowieckich, powstały miejsca odpoczynku z grami video i mały bar. Jesienią rząd kanadyjski przetransportował na Łotwę drogą morską centrum fitnessowe.

Żołnierze na wschodzie, wzrok skierowany na południe

Żołnierze NATO zmieniają się jednak co sześć lub dziewięć miesięcy. Z punktu widzenia sojuszu nie chodzi zatem o „stacjonowanie” żołnierzy na flance wschodniej, co stałoby w sprzeczności z pierwotnym założeniem porozumienia NATO-Rosja z 1997 roku. Jednak obecność wojsk w Łotwie jest obliczona na dłuższy okres. W lecie 2016 roku premierzy krajów NATO zdecydowali, by wysłać w celu odstraszania Rosji po jednym wielonarodowym batalionie do Polski i trzech krajów bałtyckich. Tak jak na Krymie czy na wschodzie Ukrainy, w krajach bałtyckich żyją także mniejszości rosyjskie – aneksja Krymu przez Moskwę postawiła Bałtów na nogi.

Obóz w Ādaži przypomina trochę wielokulturowy obóz kolonijny – spotyka się żołnierzy z Hiszpanii i Włoch, ale także z Polski, Słowenii czy Albanii. Największy kontyngent wystawia Kanada, wysyłając 455 żołnierzy. To że obok USA, Niemiec i Wielkiej Brytanii także Kanada występuje jako kraj ramowy jednego z czterech batalionów, nie jest wcale oczywistością. Początkowo w kwaterze głównej NATO w Brukseli próbowano namówić kraje europejskie do przejęcia odpowiedzialności za prowadzenie batalionów. Ale Francja i inne kraje ociągały się. Pewien sceptycyzm panował także w Kanadzie: kraj nie postrzega się jako światowego policjanta, a po zakończeniu zimnej wojny i zamknięciu bazy w Niemczech nie stacjonowały w Europie żadne kanadyjskie wojska. Teraz Ottawa przetransportowała do Łotwy drogą morską kompanię piechoty zmotoryzowanej, oddział zwiadowczy, czołgi, samochody wojskowe i transportery, elementy kwatery głównej i uzbrojenia. Kapitan Greg Ritonja cieszy się z “powrotu Kanady na scenę światowej polityki”. Jego pierwsza misja zagranicą jest być może mniej spektakularna niż udział w walkach, ale nie mniej ważna, jak sądzi: „jesteśmy w stabilnym kraju i naszą obecnością tutaj troszczymy się o to, by tak pozostało”. Nerwowość była do tej pory wyczuwalna tylko wtedy, gdy Rosja odbywała we wrześniu na granicy natowskiej swoje manewry „Zapad”. Nie doszło jednak do incydentów. „Koncentrowaliśmy się na naszych własnych ćwiczeniach i obserwowaliśmy wiadomości” – opowiada Ritonja.

Bazylia zamiast koperka

Stoły w skromnej kantynie wojskowej napełniają się, gwar staje się coraz bardziej słyszalny, a kolejka głodnych żołnierzy dłuższa. Jest krótko po południu, a sierżant Clifford Kentfield z kanadyjskiej prowincji Alberta czeka, aż przyjdzie jego kolej. Przed przyjazdem na Łotwę trzydziestodziewięciolatek, podoficer zwiadowczy, który ze swoją jednostką wysyła w powietrze małe drony w celu rekonesansu, stacjonował w Afganistanie. „W Kandaharze ciągle musiałem się liczyć z tym, że wysadzą mnie w powietrze” – mówi Kentfield sucho. „Tutaj w Ādaži jest luźniej. A Internet funkcjonuje tak dobrze, że codziennie mogę być na Skypie i rozmawiać z żoną i moimi dziećmi” – dodaje.

Kentfield musiał się jednak przyzwyczaić do łotewskiej kuchni z jej barszczem, grochem i czerwonymi burakami. Jeszcze większe wyzwanie przeżyli hiszpańscy i włoscy żołnierze. Kucharze w kantynie wojskowej zostali poproszeni, by dodać menu śródziemnomorskiej nuty – teraz jedzenie doprawia się okazyjnie także bazylią zamiast koperkiem. Do tego godziny otwarcia kantyny musiały zostać wydłużone. Inaczej niż Łotyszom i Kanadyjczykom, Hiszpanom i Włochom nigdy nie przyszłoby do głowy, by jeść kolację o osiemnastej.

Według Kentfielda współpraca z innymi żołnierzami przy misjach zagranicznych to oczywistość, ale kanadyjska armia do tej pory rutynowo współpracowała najczęściej z amerykańskimi i brytyjskimi siłami zbrojnymi. Narodowe smaczki są wyzwaniem nie tylko w kuchni. Na przykład w lecie batalion musiał walczyć z różnymi częstotliwościami albo z rozbieżnościami w procesie przesuwania jednostek w terenie.

Obecnie jednak pułkownik Ilmārs Lejiņš okazuje optymizm, gdy mowa o współpracy wielonarodowościowych żołnierzy. Łotewski oficer siedzi przy biurku z drewna, obok stoi łóżko polowe dla zmian nocnych. Podczas ćwiczeń „Silver Arrow” Lejiņš sprawował zwierzchnictwo nad dwoma batalionami łotewskiej piechoty i międzynarodową grupą bojową. Wyciąga z tego pozytywny bilans. „To jak szybko zbudowaliśmy tutaj naszą obecność i doprowadziliśmy do jej funkcjonowania, wywrze wrażenie na każdym możliwym przeciwniku”.

Odstraszanie Rosji. NATO buduje nową kwaterę główną

To, czy obecność prawie tysiąca dwustu żołnierzy NATO wystarczy do odstraszenia Moskwy, to zupełnie inna sprawa. W wypadku agresji rosyjskiej NATO według swoich planów wysłałoby w ciągu 48 godzin na Wschód grupę szybkiego reagowania, ale z powodu problemów logistycznych nie wiadomo, jak szybko żołnierze i uzbrojenie dotarłoby tutaj. W zachodnim dystrykcie wojskowym w Rosji stacjonuje sto tysięcy żołnierzy, batalion NATO mógłby w najlepszym razie opóźnić możliwą agresję. Z tego powodu Bałtowie życzyli sobie pierwotnie większej liczby żołnierzy NATO. Ale jak obecnie podkreśla pułkownik Lejiņš, obecność żołnierzy sojuszu sama w sobie jest ważniejsza niż siła wojskowa. Porównuje sytuację do Berlina Zachodniego w czasie zimnej wojny. „Alianci w wypadku wojny mogliby wytrzymać nie dłużej jak jeden dzień, ale agresja na Berlin Zachodni wywołałaby o wiele większy konflikt”.

Wśród ludności łotewskiej obecność NATO jest w większości przyjmowana pozytywnie. To, że żołnierze sojuszu zostaliby od początku uwikłani w konflikt z Rosją, zwiększa zaufanie ludności, że alianci rzeczywiście spełniliby swój obowiązek sojuszniczy. Prawie jedna czwarta ludności Łotwy jest rosyjskiego pochodzenia, niektórym z nich Łotwa nigdy nie dała obywatelstwa. „Powrót” Łotwy w granice Rosji mógłby zostać pozytywnie powitany co prawda przez mniejszą część z nich, ale niepewność szerzona przez rosyjskie media jest wielka.

Sprzeczna ocena sytuacji

Jako największe wyzwanie pułkownik Lejiņš wskazuje „bitwę narracji”, która szaleje między Moskwą a Zachodem. „Rosyjska wizja wygląda w ten sposób: NATO zbliża się i nam zagraża. My odpowiadamy: jak tysiąc żołnierzy NATO może stanowić zagrożenie w obliczu rosyjskiego mocarstwa?” Sprzeczne argumentacje toczą bój zarówno w opinii światowej, jak i w kontekście łotewskim. Na dezinformację NATO może reagować jedynie transparentnością, mówi komendant.

Według Lejiņša rosyjskie kampanie propagandowe są subtelniejsze niż na początku kryzysu ukraińskiego, gdy siły proeuropejskie były nazywane faszystami. Wojskowi eksperci od komunikacji zbadali dwa sposoby narracji o obecności wojsk NATO w Łotwie w kontrolowanych przez Rosję mediach. Z jednej stromy sugeruje się, że obecność żołnierzy NATO w Łotwie zwiększa ryzyko wojny. Z drugiej strony mnożą się informacje, że misja NATO to strata pieniędzy, które można by wykorzystać na emerytury czy na oświatę.

Niemiecka Bundeswehra, która sprawuje funkcję kierowniczą batalionu NATO na Litwie, została na początku 2017 roku celem agresywnej kampanii fake news, według której niemieccy żołnierze zgwałcili nieletnią. Przybyciu Kanadyjczyków na Łotwę towarzyszył złowrogi artykuł propagandowy, który pokazywał zdjęcia skazanego za morderstwo komendanta w damskich ciuchach i w którym utrzymywano, że wszyscy żołnierze kanadyjscy są homoseksualistami oraz wojskowym pośmiewiskiem. Od tego czasu Kanadyjczycy są szczególnie ostrożni: podczas pierwszych pięciu miesięcy żołnierze mogli się poruszać w ich czasie wolnym jedynie po Ādaži. Dopiero od niedawna są dozwolone wycieczki do Rygi, ale tylko pod surowymi warunkami, bo za wszelką cenę należy uniknąć nagłówków prasowych o pijanych sołdatach. „Próbujemy nie strzelać sobie PR-owych bramek” – mówi pułkownik Lejiņš.

Kanadyjczycy mają przed oczyma nie tylko rosyjskich trolli, ale muszą dbać także o wsparcie opinii publicznej u siebie w domu. W lecie telewizja publiczna wywołała sensację wiadomością, według której kanadyjscy żołnierze nie są mile widziani wśród lokalnej rosyjskiej ludności. Do tego misja, na którą podatnicy zapłacą do 2020 roku 500 milionów kanadyjskich dolarów, nie jest wcale tania.

Od prowincji Alberta, w której normalnie stacjonują kapitan Ritonja i sierżant Kentfield, Łotwa i jej granica z Rosją jest oddalona więcej niż siedem tysięcy kilometrów. Ale więź transatlantycka jest dla Ritonji czymś więcej niż tylko sloganem: „Moi dziadkowie wyemigrowali do Kanady ze Słowenii. Teraz są dumni, że angażuję się także po stronie Słoweńców”. Ritonja znalazł dużo wspólnego między Kanadą i Łotwą. Sroga zima, lasy czy pola przypominają mu południe Ontario. Do tego dochodzi namiętność do hokeja na lodzie, która nie ma granic ani w Kanadzie, ani na Łotwie.

Artykuł ukazał się pierwotnie w Neue Zürcher Zeitung. Przedruk za zgodą autora. Tłumaczenie z języka niemieckiego Tomasz Otocki.

 

Zdjęcie tytułowe: Ćwiczenia „Silver Arrow 2017” na poligonie Ādaži Łowie. Zdj. Ēriks Kukutis / Latvijas armija / Flickr / CC.

Polub nas na Facebooku!