Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Niełatwe dzieje Łatgalii. Na marginesie rozważań o tożsamości łatgalskiej

Z Bohdanem Cywińskim, autorem książki „Tożsamość, która wymaga wysiłku. O Łatgalii i Łatgalach” zetknąłem się już dużo wcześniej. Wspomnienie o jego „Ogniem próbowane. Z dziejów najnowszych Kościoła katolickiego w Europie środkowo-wschodniej” zwiastowało nową lekturę sprawiającą intelektualną przygodę. Po książkę o Łatgalii warto sięgnąć. Nie dlatego, że na każdą publikację o tej tematyce w języku polskim trzeba chuchać i dmuchać, że w ogóle jest, ale dlatego, że jest wypełniona interesującą treścią.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Zaskoczył mnie Autor dogłębną lekturą Pieśni sobie śpiewanych Benisławskiej i gruntowną znajomością „Rubona”. Po Tożsamości oczekiwałem raczej globalizujących analiz socjo-kulturowych łatgalskiego fenomenu, za to wśród narracji na temat tożsamości łotewsko-łatgalskiej otrzymałem między innymi uwagi na temat poezji wybitnej polsko-inflanckiej poetki. Zresztą, nie wiedzieć czemu, Autor z wyraźną rezerwą korzysta z przymiotnika „inflancki”. Nawet w kontekstach, wydawać by się mogło, utartych – inflancki jest określany jako łatgalski. A przecież to nie to samo. Geograficznie Łatgalia odpowiada w zasadzie terytorium Inflant Polskich. Jednak ja będę się upierał przy rozróżnieniu „łatgalskości” od „inflanckości”.

Zresztą toponomastycznych niekonsekwencji w książce jest, niestety, więcej. Już pominąć można zapomnienie polskich nazw różnych łotewskich miejscowości. Warto przypomnieć, że Jēkabpils to dawny Jakobsztadt, choć brzmi z niemiecka, ale jednak jest to nazwa od dawna przyjęta w języku polskim. Większa niefrasobliwość doprowadziła do nazewniczego galimatiasu polsko-łotewskiego, na przykład: „między Łotyszami z Kurlandii, Rygi i Vidzeme”. Jeśli już trzymać się konsekwentnie nazw polskich, winno być: „Kurlandii, Rygi i Inflant Szwedzkich” lub wersji łotewskiej: „Kurzeme, Rygi i Vidzeme”. W innym miejscu Autor tak pisał o powstaniu zamków polsko-inflanckich (łatgalskich): „w Marienhauzen (Vilaka) w 1293, w Ludzy (Lucynie) – dopiero w 1399”. Tutaj dowolnie zapisano wersje polskie raz w nawiasie, raz w tekście głównym. Warto zwrócić uwagę, że na mapach zawartych w publikacji, autorstwa Marka Gędka, pojawiają się zazwyczaj obie nazwy lub nazwy wyłącznie polskie.

Powyższe uwagi krytyczne nie zmieniają jednak ogólnej oceny książki jako wartościowej. Autor sięgnął bowiem do źródeł zarówno polskich, jak i łotewskich. Chociaż w książce brak spisu bibliograficznego, to między wierszami można odnaleźć trop autorskich lektur. Bohdan Cywiński najpierw zarysowuje sytuację we współczesnej Łatgalii, by później zanurzyć się w głąb skomplikowanych dziejów tej krainy. Ciekawe, że mimo ponad stu lat od śmierci Gustawa Manteuffla badacze Inflant Polskich wciąż opowieść o nich osadzają na solidnym fundamencie historycznym, jak gdyby nie wierząc (być może całkiem słusznie) w to, że czytelnicy mogą mieć jakąkolwiek orientację w łatgalskich wydarzeniach historycznych. Zresztą nie jest to wyłącznie przypadek Autora Tożsamości.

Gdy już poznamy lub przypomnimy sobie najdawniejsze dzieje Łatgalii, które niewątpliwie wpłynęły na ukształtowanie się tożsamości mieszkańców tamtych terenów, Autor przeniesie nas w czasy Konstancji z Ryków, przez Cywińskiego konsekwentnie zapisywanej jako „Konstancja z von Rücków Benisławska”. Czemu ma służyć zabieg germanizowania jej panieńskiego nazwiska, skoro jej rodzina musiała spolonizować się już wcześniej, nie mam pojęcia. Warto jednak pamiętać, że na pierwszym, wileńskim wydaniu Pieśni sobie śpiewanych rodowe nazwisko Benisławskiej pojawia się w wersji spolszczonej.

Autor kilkakrotnie podkreślał, że Łatgalia to katolicki klin wciśnięty między protestancką Kurlandię a prawosławną Rosję. W zasadzie to religia – rzymski-katolicyzm, język, odmienny od „klasycznego” łotewskiego – łatgalski oraz odmienne realia historyczno-polityczne, są głównymi wyróżnikami łatgalskości. Ten drugi aspekt nie został zbyt szeroko omówiony, co nie może dziwić. Czy w Polsce mamy wielu zawodowych, akademickich filologów znających łatgalski? Bohdan Cywiński w czasie swoich podróży do Łatgalii korzysta z języka rosyjskiego. Za to jak ryba w wodzie czuje się Autor, kiedy omawia fenomen katolickości Łatgalów (lub Łatgalczyków).

Preludium do opowieści o wierze ludu Łatgalii stanowią natchnione utwory Benisławskiej. Okres porozbiorowy, a więc włączenia interesującego nas terytorium do Imperium Rosyjskiego, był czasem zmagania się z różnymi represjami zaborców. Przede wszystkim w procesie formowania łatgalskiej tożsamości istotny był opór religijny. Zastanawia jednak dlaczego, opisując powstanie styczniowe w Inflantach, Autor skupił się na działalności polskich insurgentów, zaś milcząco zbył postępowanie łatgalskiego ludu, które jak wiadomo w pamięci polskich ziemian zapisało się jak najgorzej. Wystarczy sięgnąć do artykułu Doroty Samborskiej-Kukuć na temat styczniowego zrywu by przekonać się, że „katolickie oświecenie” ludu nie przeszkadzało łatgalskiemu chłopstwu rabować szlacheckich majątków. Zresztą konflikt nie miał podłoża etnicznego czy religijnego, lecz ekonomiczne.

Jakby niezrażeni postępowaniem Łatgalów, do działań uświadamiających i oświecających przystąpili pierwsi „budziciele”. Jednym z najważniejszych był, według Autora, Gustaw Manteuffel. Przy opisie jego sylwetki najbardziej zastanawia sformułowanie, że „został wychowany po polsku”. Stoi to w jawnej sprzeczności ze słowami samego Manteuffla wyrażonymi w jednym z listów do Józefa Ignacego Kraszewskiego, w którym inflancki baron pisał, że otrzymał typowe, niemieckie wychowanie. Jednak trzeba przy tym zauważyć, że wielu autorów pisząc o polonizacji rodu Manteufflów posługuje się obiegowymi kliszami. Warto wobec tego zwrócić uwagę na różne poziomy polonizacji. Jeżeli mowa o XVII czy XVIII-wiecznym spolszczeniu tego rodu, to chodziło wyłącznie o polonizację polityczną, czy światopoglądową, ale jeszcze nie kulturową, lub religijną. Te przyszły znacznie później, ponieważ dopiero około połowy XIX wieku. Obok Manteuffla Bohdan Cywiński wspominał jeszcze „budzicielską” działalności Celiny Plater i Stefanii Ulanowskiej.

Przeczytaj także:  Gustaw Manteuffel – historyk i etnolog Inflant Polskich

Prócz Polaków i Polek zaangażowanych w rozbudzanie tożsamości Łatgalów Autor nie zapomniał o „budzicielach” wywodzących się ze wsi łatgalskiej: trzech braciach Skryndach, Kempsie, Trasunsie czy Rancansie. Co ciekawe, czterech spośród wymienionych było duchownymi rzymsko-katolickimi. W zasadzie odtąd, według mnie, zaczyna się właściwa treść książki o łatgalskiej tożsamości. Wcześniejsze rozdziały stanowiły jakby rozbudowany wstęp historyczno-kulturowy, opisujący łatgalskie realia w różnych epokach. Jednak to na koniec XIX i początek XX wieku przypadał okres kształtowania się tożsamości etnicznej Łatgalów.

Wydaje się, że dwa wydarzenia historyczne przeważyły szalę na stronę odrębnej samoidentyfikacji mieszkańców Łatgalii. Pierwsze z nich – rewolucja 1905 r., a w zasadzie pewna odwilż w polityce wewnątrzrosyjskiej po zakończeniu rozruchów, spowodowała, że łatwiej było o utworzenie organizacji, zrzeszeń, stowarzyszeń także Łatgalom. Różne mniejszości narodowe carskiego imperium uzyskały prawo do publikacji czasopism w swoich językach. Oczywiście ten karnawał wolności nie trwał zbyt długo, jednak na tyle długo, że było to wystarczające dla znacznego rozpropagowania łatgalskich idei narodowych. Drugie wydarzenie historyczne to I wojna światowa. Czas samookreślenia i walk narodowowyzwoleńczych wcześniej uciemiężonych dużych grup społeczeństwa rosyjskiego. W ogniu walki wykuwała się i doskonaliła również tożsamość Łatgalów, którzy zapragnęli niezależności od Rosji. Zanim jednak dojdzie do ogłoszenia niepodległości przez Łotyszy, kraj jest przez długi czas przedzielony linią frontu wschodniego między Rosjanami a Niemcami. Nawet jednak po deklaracji suwerenności młode państwo łotewskie nie mogło czuć się całkowicie bezpiecznie, z bolszewikami u bram i niemiecką armią, która jeszcze nie wróciła nad Szprewę. Można w tym upatrywać podobieństwa z sytuacją odradzającej się w tym samym czasie Rzeczypospolitej.

Od 1921 r., po zakończeniu konfliktów zbrojnych w tej części świata przyszedł dla Łatgalii, czy w ogóle dla Łotwy, czas żmudnego budowania państwowości. Bohdan Cywiński twierdzi, że łatgalskość rozwijała się swobodnie aż do 1934 r., gdy do władzy doszedł Kārlis Ulmanis. Później było tylko gorzej: pakt Ribbentrop-Mołotow, agresja sowiecka, agresja hitlerowska, ponowna dominacja Związku Sowieckiego… Przez kilkadziesiąt lat łatgalskość musiała trwać w skrajnie niesprzyjających warunkach. Dla Autora to religia Łatgalów, po raz kolejny, zadecydowała o ich przetrwaniu. Mimo oficjalnej propagandy ateistycznej i represjonowania różnych religii Łatgale mieli zachować pamięć o katolickiej podstawie ich tożsamości. Ciekawy fenomen odnotowany przez Cywińskiego dotyczy kształcenia katolickich misjonarzy dla całego ZSRS w ryskim seminarium duchownym. Warto przypomnieć, że oprócz ryskiego w Kraju Rad funkcjonowało jeszcze tylko jedno seminarium: w litewskim Kownie. Książka kończy się rzutem oka na dzisiejszą sytuację polityczno-społeczno-kulturową Łatgalii oraz refleksjami Autora na temat możliwego przyszłego rozwoju tych ziem.

Publikacja Tożsamość, która wymaga wysiłku. O Łatgalii i Łatgalach jest warta polecenia. Mimo kilku niekonsekwencji, które wszak nie mają zbyt wielkiego wpływu na odbiór książki, Autor przedstawił ciekawą wizję powstawania tożsamości łatgalskiej. Wiele miejsca poświęcił Bohdan Cywiński na zarysowanie historycznego tła dla kształtowania się jednej z środkowo-wschodnio-europejskich samoidentyfikacji, w tym zasługom polsko-inflanckich elit, których wierzenia zostały zaszczepione innym warstwom społecznym. Według Autora, to właśnie katolicyzm jest głównym kluczem do zrozumienia Łatgalów. Głównym, ale nie jedynym, gdyż aby spróbować rozwikłać sekrety łatgalskiej duszy, trzeba wziąć pod uwagę i język, i odmienną od reszty dzisiejszej Łotwy sytuację polityczno-prawną Łatgalii w przeszłości (np. włączenie Łatgalii do guberni witebskiej). Bohdan Cywiński nie podjął jednak równie istotnych, jak się wydaje, trudnych momentów historii Łatgalów, jak choćby ich postępowania w czasie powstania 1863 r. Być może dlatego wersja osiągania, dojrzewania tożsamości zaprezentowana w książce wydaje się być nieco uładzona, mimo podkreślenia w tytule, że „wymaga wysiłku”. Nie znaczy to, bynajmniej, aby dzieje Łatgalów były w ogóle łatwe i przyjemne, bo tak oczywiście nie było, o czym można się przekonać, biorąc do ręki omawianą książkę.

Bohdan Cywiński, Tożsamość, która wymaga wysiłku. O Łatgalii i Łatgalach, Centrum Europejskie Natolin, Warszawa 2017, s. 242 (w tym 7 map). Składamy serdeczne podziękowania Centrum Europejskiemu NATOLIN za udostępnienie książki do recenzji.

 

Zdjęcie tytułowe: Obchody Święta Łatgalii. Zdj. Toms Norde, Valsts kanceleja / Flickr / CC.

Polub nas na Facebooku!