Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Estońska rewolucja teatralna. Recenzja spektaklu „NO34 Revolution”

Gdybym miała wskazać teatralny barometr, który najlepiej wyławia najciekawsze zjawiska współczesnego teatru, powiedziałabym, że taką rolę spełnia europejska nagroda Nowe Rzeczywistości Teatralne (New Theatrical Realities) – wręczana od 1990 roku twórcom kreującym nowy język teatru. Wśród siódemki laureatów „teatralnego Oscara” w 2017 roku znalazł się estoński awangardowy teatr NO99, który według Kapituły „łączy w sobie polityczne zaangażowanie z metodą pracy opartą na kreatywnej współpracy aktorów i reżysera”. Dla polskiej publiczności jego działalność to właściwie terra incognita – do tej pory w naszym kraju zaprezentował się tylko jeden raz. W listopadzie minionego roku na zaproszenie Teatru Powszechnego im. Zygmunta Hübnera w Warszawie pokazał swój najnowszy spektakl NO34 Revolution, któremu poświęcony jest ten tekst.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Grupa NO99 powstała w 2005 roku w Tallinnie z inicjatywy Tiita Ojasoo i Ene-Liis Semper. Tworzy ją ponadto dziesiątka aktorów (sześciu mężczyzn i cztery kobiety), którzy biorą udział w różnego rodzaju projektach: od klasycznych sztuk dramatycznych wystawianych na scenie teatru, przez performatywne akcje polityczno-społeczne, po filmy dokumentalne. W swoim repertuarze teatr ma zarówno sztuki Shakespeare’a czy Czechowa, jak również spektakle oparte na filmach Akiry Kurosawy i Andrieja Tarkowskiego. W czasie swojej 13-letniej działalności grupa zdobyła wiele nagród i wyróżnień na międzynarodowych festiwalach teatralnych, wystąpiła m.in. w Niemczech, Rosji, Szwajcarii, Finlandii, Polsce i na Litwie. Niedawno artyści wrócili z Rygi, na początku czerwca będzie ich można zobaczyć w Kłajpedzie.

Tytuły spektakli teatru NO99 zaczynają się podobnie, tzn. od słowa NO i dwucyfrowej liczby. Jest to autorski koncept, który członkowie grupy tłumaczą następująco: „Teatr NO99 to seryjne dzieło sztuki współczesnej. U jego początku tkwi idea, że biorąc pod uwagę skończoną naturę czasu i jego ostateczność, czas powinien być mierzony wstecz. Był to impuls dla pomysłu Tiita Ojasoo i Ene-Liis Semper na teatr, w którym powstanie tylko 99 przedstawień i które podążają w sekwencji liczb do zera, ku zapomnieniu, otchłani”[1]. Pojęcie tymczasowości, w tym tymczasowości teatru, jest dla członków grupy NO99 szczególnie istotne. Z tego względu w swojej twórczości poruszają przede wszystkim aktualne tematy społeczne i niekiedy polityczne, szukając dla nich jednak poetyckiej, bardziej uniwersalnej formy. „Teatr jest o chwili” – powiedziała Ene-Liis Semper w jednym z wywiadów[2].

To po części wyjaśnia tytuł najnowszego spektaklu grupy NO34 Revolution. Skąd jednak temat rewolucji? Z okazji przypadającego na 2018 roku stulecia niepodległości Estonii krajowe środowisko teatralne postanowiło podzielić historię swojej niepodległej ojczyzny na dekady, każdej z nich poświęcając osobny spektakl. Grupie NO99 przypadło pierwsze spośród branych pod uwagę dziesięcioleci (1910-1920), które dla członków grupy było jednoznaczne z rewolucją. A ponieważ w 2017 roku, kiedy odbyło się „losowanie dekad”, minęło również sto lat od Rewolucji Październikowej, decyzja odnośnie wyboru tematu okazała się oczywista. Jesienią 2017 roku powstał więc spektakl poświęcony gwałtownym zrywom narodowym, który nie ograniczył się wyłącznie do lokalnych ruchów niepodległościowych, ale podjął próbę opowiedzenia o rewolucji jako o pewnego rodzaju uniwersalnym zjawisku.

Jak wiadomo od mniej więcej stu lat, kolorem rewolucji w naszej części Europy jest czerwony. Od czerwieni zaczyna się również spektakl estońskiego teatru NO99. Długie płachty czerwonego materiału zwisają wokół sceny, na której ubrani w czerwone kostiumy aktorzy-tancerze poruszają się w wirowym ruchu. W takt rytmicznych uderzeń młotków o drewniane deski zaczynają wirować wokół własnej osi – najpierw powoli, potem coraz szybciej i szybciej. Dźwięk stopniowo przechodzi w melodię graną na organach. Wyrazy twarzy aktorów nie zmieniają się, jakby wpadli w prawdziwy trans – dokładnie taki, jakiemu w rytuale poddają się suficcy derwisze chcący za pomocą „medytacji w ruchu” doznać Prawdy Absolutnej i zjednoczyć się z Bogiem. Sceniczne wirowanie aktorów ma w sobie wiele z ich precyzji i skupienia, jednak prowadzi do zupełnie innego celu: zamiast okrzyku „Jestem Bogiem!” aktorzy w uniesieniu zaczynają powtarzać „Rewolucja!”. Kilkunastominutowy trans wprowadził ich w ruch, wibrację, która daje energię do dalszego działania. Podtrzymują ją cykliczne uderzenia gongu.

Zmęczone ciała powoli zwalniają rytm, jednak ruch całkowicie nie zanika. W drgawkach aktorzy zrzucają obrzędowe stroje, spod których wyłaniają się robotnicze kombinezony. Szóstka wykonawców zabiera się do stawiania na środku sceny drewnianej konstrukcji z desek. Działają bez słów, każdy doskonale wie, co ma robić, a jedyna komunikacja, jaka między nimi zachodzi, opiera się na spojrzeniach, gestach i pojedynczych mruknięciach. Praca przebiega z trudem – konstrukcja kilkakrotnie wali się, trzeba zaczynać wszystko od początku. Robotnicy jednak nie zniechęcają się i uparcie kontynuują budowę. Wysiłek w końcu się opłaca – na scenie powstaje imponujący drewniany łuk, który z jednej strony kojarzyć się może z Łukiem Triumfalnym, a z drugiej zaś przywołuje na myśl estradę na Błoniach festiwalowych (Lauluväljak) w Tallinnie. Skojarzenie to nie jest całkiem bezpodstawne – w tym miejscu odbywa się cykliczny Festiwal Pieśni Estońskiej, który w najnowszej historii kraju odegrał istotne znaczenie. W teatralnej scenie historia wykonuje skok: obraz robotniczej Rewolucji Październikowej 1917 roku przeistacza się w śpiewającą rewolucję, która na przełomie lat 80. i 90. przyniosła Estonii wolność i niepodległość. W czasach sowieckich wspólne śpiewanie pieśni ludowych było dla krajów bałtyckich (nie tylko Estonii) sposobem na zachowanie tożsamości narodowej oraz stawienie oporu komunistycznej indoktrynacji. To dla Estonii ważny znak – dla nas o tyle interesujący, że otwierający na różne oblicza rewolucji.

O tym bowiem jest ten spektakl – wychodząc od rodzimej historii, estońska grupa nie poprzestaje na niej. W pełnym metaforycznych obrazów i mitologicznych przypowieści spektaklu twórcy udają się w podróż po historycznych rewolucjach, a raczej ich różnorodnych formach i kształtach. W kolejnych scenach widzimy więc z jednej strony długie armatnie lufy, z drugiej kolorowe kwiaty, słyszymy dźwięki wojennych werbli oraz długie monologi wygłaszane patetycznym tonem do mikrofonów na wzór wiecowych przemówień. Ich treść odwołuje się do najróżniejszych źródeł mitycznych i mitologicznych, co zderzone zostaje z opowieściami o współczesnej codzienności. Poetycki w założeniu tekst wydaje się jednak momentami dość mętny, jakby wielka metafora rzeczywistości zbyt daleko odpłynęła od przedmiotu swojej uwagi. „Chmury i tak są wysokie i cały czas rosną” – rytmicznie skanduje jedna z aktorek. Kłęby słów unoszące się coraz intensywniej nad sceną coraz bardziej zaciemniają przekaz.

Na tym moim zdaniem polega słabość tego, skądinąd bardzo pięknego spektaklu. W wywiadzie udzielonym litewskiemu pismu „Teatro žurnalas” reżyserka spektaklu Ene-Liis Semper powiedziała, że jako grupa teatralna nie lubią być kojarzeni z tematyką polityczną i starają się być w połowie polityczni, w połowie poetyccy. Oglądając NO34 Revolution, miałam poczucie, że tej rzekomej poetyckości było za dużo, przez co zamieniła się w pozbawione treści majaczenie. Stworzone na scenie obrazy były na tyle sugestywne i otwierające, pokazujące rewolucję jako siłę napędową ludzkości, która buduje coś, aby za chwilę to zburzyć i na gruzach ponownie próbować coś wznosić, że tekst tylko ten przekaz osłabiał. Tym bardziej że nie są to właściwie żadne nowe myśli – i dlatego to wizualna forma jest tym, co najciekawsze w przedstawieniu.

Po obejrzeniu NO34 Revolution nie mam wątpliwości, że estoński teatr NO99 zasługuje na uwagę i ma pełne prawo do godnego reprezentowania swojego kraju na teatralnej arenie międzynarodowej. Przestrzegałabym jednak jego twórców przed zbytnią ufnością poetyckiemu słowu – to bowiem łatwo może sprowadzić na manowce. Estończycy mają znakomite wyczucie formy, umiejętnie operują poetyckim obrazem scenicznym, wtłaczając w niego maksimum treści. W NO34 Revolution jednak zwątpili w siłę tego przekazu – zupełnie niesłusznie. Mam nadzieję, że na nowo zawierzą mu w kolejnych produkcjach.

[1] http://no99.ee/about-us

[2] Akvilė Melkūnaitė, Teatras yra rizika, arba Apie paskutinio mūšio energiją. Pokalbis su Ene-Liis Semper ir Tiitu Ojasoo, „Teatro žurnalas” nr 8, s. 24.

 

Wszystkie zdjęcia to materiały teatru NO99.

Polub nas na Facebooku!