Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Rafał Wnuk: „Leśni bracia” odwoływali się do prostych haseł – naród, wolność, niepodległość

Antysowiecki opór zbrojny w krajach bałtyckich rozpoczął się już w momencie wkroczenia Armii Czerwonej na tereny Litwy, Łotwy i Estonii. O końcu zorganizowanego oporu można mówić w 1953 roku, chociaż ostatni ukrywający się partyzant został zabity w 1978 roku. O specyfice antykomunistycznej partyzantki w krajach bałtyckich opowiada w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim prof. Rafał Wnuk, autor wydanej niedawno książki Leśni bracia. Podziemie antykomunistyczne na Litwie, Łotwie i w Estonii 1944-1956.

Wszystkie treści w Przeglądzie Bałtyckim udostępniamy bezpłatnie. Wesprzyj nas - dzięki Twojej pomocy opublikujemy kolejne pogłębione artykuły dotyczące regionu Morza Bałtyckiego!

Rafał Wnuk. Zdj. Wikipedia / CC.

Rafał Wnuk jest historykiem, badaczem zbrojnego ruchu oporu w czasie II wojny światowej i w okresie powojennym w Polsce oraz krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Ukończył studia historyczne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie następnie się doktoryzował. Habilitację uzyskał w Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk. W 2017 roku otrzymał tytuł profesora. Jest kierownikiem Katedry Historii i Historiografii Europy Wschodniej w Instytucie Historii KUL. W przeszłości pracował w Instytucie Studiów Politycznych PAN, Instytucie Pamięci Narodowej oraz w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Autor i współautor książek, m.in.: Pany i Rezuny. Współpraca AK-WiN i UPA 1945-1947 (1997), Okręg Lublin AK-DSZ-WiN 1944-1947 (2000), Atlas podziemia niepodległościowego 1944-1956 (2007), Wojna po wojnie. Antysowieckie podziemie w Europie Środkowo-Wschodniej w latach 1944-1953 (2012), Leśni bracia. Podziemie antykomunistyczne na Litwie, Łotwie i w Estonii 1944-1956 (2018). 

Przez wiele lat zajmował się pan zbrojnym oporem w Polsce, ostatnio wydał pan książkę poświęconą antykomunistycznej partyzantce w krajach bałtyckich. Na czym polegała jej specyfika, jakie były podobieństwa i różnice między ruchem oporu w krajach bałtyckich, a w innych krajach regionu?

W swoich badaniach zajmowałem się polskim podziemiem w różnych okresach: antysowieckim w latach 1939-1941, antyniemieckim w czasie II wojny światowej, w końcu podziemiem powojennym. Zajmowałem się również podziemiem ukraińskim i białoruskim. Do całościowego obrazu brakowało mi właśnie państw bałtyckich. Jeśli porównujemy kraje bałtyckie i Polskę, to różnicą będzie sama geneza: polskie podziemie powojenne wywodzi się z podziemia wojennego, które swój szczyt rozwoju przeżywało w latach 1943-1944. Z tej perspektywy podziemie powojenne to okres wygaszania, a nie największej aktywności. W państwach bałtyckich organizacje konspiracyjne istniały co prawda w czasie II wojny światowej, ale największa aktywność zbrojna przypada na lata 1945-1946. Dla Polaków w latach 40. z punktu widzenia podziemia wrogiem nr 1 byli Niemcy, dla Litwinów, Łotyszy i Estończyków – Sowieci.

Przeczytaj także:  Odkrywając historię bałtyckich „Leśnych Braci”

Czy Bałtowie nie podejmowali wcześniej walki przeciwko okupacji niemieckiej?

Walki rozumianej jako walka zbrojna – nie. Nie było żadnego oddziału podziemia narodowego, który podjąłby działania zbrojne przeciwko Niemcom. Istniały organizacje konspiracyjne z różnymi programami politycznymi albo grupy wojskowe planujące włączenie się do walki pod koniec II wojny światowej, ale nic takiego się nie zdarzyło.

Wracając do różnic…

Potężną różnicą jest posiadanie przez państwo polskie rządu na uchodźstwie. Polskie podziemie miało poczucie reprezentowania państwa, które było stroną w wojnie. To zaś definiowało kwestię wrogów: będąc aliantem nie można było traktować Związku Radzieckiego jako głównego przeciwnika. Perspektywa Bałtów była odmienna: państwa bałtyckie nie były stroną w wojnie, zostały anektowane przez Sowietów, w efekcie czego ich mieszkańcy uznawali Związek Radziecki za wroga nr 1. To ułatwiało organizacjom konspiracyjnym kontakty z wywiadem niemieckim. Bałtowie nie mieli poczucia, że stają przeciwko interesom własnego państwa czy rządu związanego umowami z państwami alianckimi. 

Czy walka zbrojna była jedyną możliwą formą oporu?

Bałtowie budowali swoje podziemie wewnątrz Związku Radzieckiego, co oznaczało, że nie mieli wyboru. W Estonii, na Litwie i Łotwie nie było odpowiednika Polskiego Stronnictwa Ludowego, które mogło odgrywać rolę alternatywy dla ludzi niegodzących się na komunizm. Każdy, kto chciał się przeciwstawiać systemowi był więc skazany na uczestnictwo w podziemiu. W efekcie, jeśli przeliczymy aktywność zbrojną i liczebność podziemia na liczbę ludności, okaże się, że uczestnictwo w podziemiu na Litwie było wielokrotnie wyższe niż w Polsce, nieco wyższe na Łotwie, a jedynie w Estonii porównywalne z polskim.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Na czym jeszcze polegały różnice między oporem antykomunistycznym w Polsce i w krajach bałtyckich?

Kolejną będzie pomoc niemiecka. Polskie podziemie, oprócz niewielkiego wsparcia dla Narodowych Sił Zbrojnych, nie otrzymało żadnej pomocy od Niemców. Jeśli zaś mówimy o państwach bałtyckich, to będzie niemal 3 tys. ludzi przeszkolonych do działań partyzanckich na Łotwie, ok. 400 skoczków spadochronowych na Litwie czy pomoc udzielona przez Wehrmacht estońskiemu Omakaitse, które otrzymało broń w momencie wycofywania się Niemców w 1944 roku. To pozwalało Litwinom, Łotyszom i Estończykom rozwinąć dużą działalność bojową praktycznie z marszu.

Przeczytaj także:  Dlaczego Kreml bardziej wystraszył się krótkiego filmu NATO o leśnych braciach niż czołgów?

Zatem o początku ruchu oporu można mówić już w momencie wkroczenia Armii Czerwonej na teren państw bałtyckich?

Tak, lato 1944 roku, to moment kiedy powstały pierwsze oddziały partyzanckie, kiedy ujawniały się lub zaktywizowały się grupy konspiracyjne nieprowadzące działań zbrojnych. Istotnym elementem napędzającym ludzi do lasu było ogłoszenie poboru do Armii Czerwonej. W niektórych regionach ponad 80 proc. młodych ludzi uchyliło się od poboru, zaczęli się ukrywać, a część z nich trafiła następnie do oddziałów zbrojnych.

Co więcej można powiedzieć o ludziach, którzy wstępowali do oddziałów partyzanckich? Czy mieli oni jakieś doświadczenie w służbie wojskowej czy innych formacja uzbrojonych?

Bardzo wielu miało doświadczenie tego rodzaju. Mamy grupę byłych wojskowych, którzy służyli w armiach narodowych przed rokiem 1940. Mamy członków przedwojennych organizacji samoobrony, jak litewscy szaulisi czy członkowie „Żelaznego Wilka” albo łotewskich „Krzyżów Błyskawicy”. To byli ludzie obyci z bronią. W końcu mamy dużą i ważną  grupę osób, służących w latach 1941-1944 w niemieckich policyjnych formacjach pomocniczych. Wreszcie, na Łotwie, absolutnie pierwszorzędną rolę odgrywają byli żołnierze Waffen-SS. Tam nie ma organizacji antykomunistycznej, gdzie pierwszoplanowej roli nie odgrywaliby żołnierze łotewskiej Waffen-SS. Wielu z partyzantów, głównie Litwinów i Łotyszy, służyło wcześniej w jednostkach, które pacyfikowały opór na Ukrainie, Białorusi czy nawet w Polsce i uczestniczyły w zagładzie ludności żydowskiej.

Czy dla takich ludzi pójście do partyzantki nie było ucieczką od odpowiedzialności za zbrodnie popełnione w czasie okupacji niemieckiej?

Trudno dociekać, co kim powodowało. Gdybym jednak miał oceniać, to ująłbym to tak: specyfika państw bałtyckich polegała na tym, że można było być jednocześnie policjantem i członkiem antyniemieckiej organizacji konspiracyjnej. Niektórzy z tych ludzi mogli uciec razem z Niemcami, mogli się wycofać, a jednak zdecydowali się zostać i kontynuować działalność całkowicie nielegalnie. Sądzę, że motywacją tych, którzy jako pierwsi poszli do lasu nie była chęć ucieczki przed odpowiedzialnością, lecz chęć walki. Natomiast tymi, którzy pojawili się lesie nieco później, gdy zaczęły się prześladowania, kierowała często chęć ucieczki.

Jaka była skala zaangażowania w działania partyzanckie? Ilu ludzi liczyły oddziały leśne i jak ta liczebność się zmieniała w ciągu kolejnych lat?

Szczyt uczestnictwa to przełom 1944 i 1945 roku, kiedy na Litwie było to ponad 20 tys. ludzi. To olbrzymia liczba – dla porównania w ośmiokrotnie większej Polsce ilość partyzantów była podobna. Na skutek ujawnień, działań operacyjnych, zwalczania podziemia, aresztów, w 1946 roku liczebność spadła do 6 tys., a w 1949 roku to już nieco ponad 2 tys. ludzi. To nadal potężna skala, jak na takie państwo. Na Łotwie liczba partyzantów była trzykrotnie mniejsza, należy ją szacować na ok. 6-7 tys., a w Estonii na 3 tys. Same liczby jednak niewiele mówią. Dopiero, gdy spojrzymy na strukturę, stopień scentralizowania, umiejętności organizacyjne, wówczas okaże się, że na Litwie powstały okręgi partyzanckie z fachowym dowództwem, a podziemie konsekwentnie dążyło do zjednoczenia, co nastąpiło w 1949 roku. Na Łotwie powstały cztery organizacje, którym udało się prowadzić działalność na poziomie regionów i wypracować programy polityczne. W Estonii podziemie nie wyszło poza rozdrobniony ruch składający się z autonomicznych, niewielkich grup. W 1947 roku miała miejsce próba stworzenia centrali, ale nie w takiej skali, jak na Litwie. Największa organizacja w Estonii skupiała 300-400 członków, natomiast na Litwie partyzanckie okręgi zrzeszały kilkanaście tysięcy ludzi, podlegających sztabom, których oficerowie starali się koordynować działania i nadać organizacji charakter regularnego wojska.

Przeczytaj także:  Towarzysze broni: zapomniani partyzanci, którzy razem z Litwinami rzucili wyzwanie Kremlowi

Po jakie metody w walce przeciwko władzy sowieckiej sięgali partyzanci, na czym głównie polegały ich działania?

Metody te określiłbym mianem tradycyjnych: likwidowanie lokalnych centrów władzy w gminach, niekiedy próby opanowywania na parę godzin miejscowości powiatowych, likwidacja akt, które mogłyby stanowić zagrożenie dla podziemia, próby odbijania współtowarzyszy broni i wreszcie zabijanie zwolenników nowej władzy, członków partii, a także – co dużo trudniejsze – funkcjonariuszy NKWD i członków miejscowych istriebitielnych batalionów [bataliony „niszczycielskie”: pochodzące z poboru lub ochotnicze oddziały tworzone przez władze sowieckie wspierające Armię Czerwoną i organy bezpieczeństwa w zwalczaniu formacji podziemia – przyp. DW]. Krótko mówiąc – sprawienie, aby władza nie mogła być efektywnie wykonywana na tym terenie, do którego rościli sobie pretensje partyzanci. Czyli działania typowe dla wojen partyzanckich.

Czy dochodziło w ramach działań partyzanckich do jakichś większych starć czy bitew z oddziałami sowieckim?

Oczywiście, było kilka dużych starć na Litwie, choć nie należały one do reguły. Do jednego takiego starcia doszło także na Łotwie. Brało w nich udział po kilkuset ludzi z każdej strony. Niektóre kończyły się sukcesem partyzantów, jednak skutkiem większości było rozbicie większych zgrupowań partyzanckich. O ile jeszcze w pierwszej połowie 1945 roku napotykamy zgrupowania liczące kilkaset osób, czy nawet do tysiąca, to od lipca-sierpnia 1945 roku oddziały partyzanckie starają się nie operować w grupach większych niż 50-60 ludzi, a najczęściej 20-30. Czasem tylko te mniejsze grupy zbierały się, by wykonać jakąś pojedynczą akcję. Natomiast okres wielkich zgrupowań partyzanckich kończy się po maju 1945 roku, kiedy okazało się, że wymarzona III wojna światowa nie wybuchła i nie będzie bezpośredniego starcia między aliantami a Związkiem Radzieckim.

Czy rzeczywiście partyzanci liczyli wtedy na jakieś wsparcie ze strony Zachodu?

To był podstawowy motyw powtarzający się niemal we wszystkich wspomnieniach, ale również przesłuchaniach: głębokie przekonanie, że świat Zachodu nie może w dłuższej perspektywie trwać w kooperacji ze Związkiem Radzieckim, że okres koalicji musi przerodzić się w okres wojny. Nikt z nich nie miał jednak na tyle przenikliwości, aby domyślić się, że ta wojna okaże się nie wojną gorącą, ale zimną wojną.

A czy możemy cokolwiek powiedzieć o poglądach politycznych tych ludzi, którzy zaangażowali się w partyzantkę? W jaki sposób wyobrażali sobie to niepodległe państwo, o które walczą?

Przyznam, że często sobie zadawałem to pytanie pracując nad książką. Trzeba przyznać, że dominowało myślenie kategoriami wojskowymi: najpierw wywalczmy ojczyznę, państwo, a później będziemy się zastanawiać, jakie ono ma być. Wiele wyjaśnia analiza biografii ludzi, którzy w konspirację się angażowali. Wiele z nich, jeśli nie większość z nich to osoby o poglądach mocno narodowych, niekiedy nawet faszyzujących, mający też za sobą przeszłość w batalionach policji pomocniczej czy administracji kolaboracyjnej. Zdecydowana większość nie miała doświadczenia politycznego. Nie mieli oni skłonności do pisania programów politycznych i raczej odwoływali się do prostych haseł: naród, wolność, niepodległość. Do upadku Niemiec nie wygłaszali antyniemieckich programów, pozostawali konsekwentnie antysowieccy. W maju 1945 roku dotychczasowy kurs został skorygowany: antysowieckość pozostała najważniejsza, ale ster został przestawiony na otwarcie antyniemiecki i pojawił się wątek przynależności do demokracji zachodnich. Można sobie zadawać pytanie, na ile to było szczere, a na ile była to próba odnalezienia się w nowej rzeczywistości. Kiedy czyta się np. litewskie teksty z 1949 roku, kiedy podziemie zaczyna się jednoczyć, to wydaje się, że model demokratyczny został tam w pełni zaakceptowany i że podziemie można rzeczywiście uznać za prozachodnie. Niemniej hasła typu „Litwa dla Litwinów”, „Łotwa dla Łotyszy” itd. – rozumiana w kategoriach etnicznych – jest mocno obecny w języku bałtyckich konspiratorów. To zrozumiałe, choćby ze względu na coraz większy napływ Rosjan do republik bałtyckich

Przeczytaj także:  Splamione mundury – recenzja książki Piotra Zychowicza „Skazy na pancerzach”

Mówiliśmy o metodach walki, jakie stosowali partyzanci. A jakimi metodami władze sowieckie i organy bezpieczeństwa próbowały zwalczać podziemie?

NKWD-MWD i NKGB-MGB zastosowały cały wachlarz znany tym służbom. W pierwszym okresie, do wiosny 1945 roku, dominowały wielkie operacje przeczesujące, kiedy to całe powiaty czy kompleksy leśne były otaczane dużą ilością wojska i sił NKWD. Z czasem coraz ważniejsze stały się mobilne oddziały NKWD wyspecjalizowane w zwalczaniu jednostek partyzanckich. W momencie, kiedy taki oddział partyzancki stawał się uchwytny, wtedy ruszała za nim grupa pościgowa, mająca za zadanie nękać go aż do bezpośredniego kontaktu, kiedy inne grupy miały możliwość otoczyć i zlikwidować oddział. Jednocześnie rosła rola agentury: chodziło o ty, by mieć swojego agenta w oddziale lub jego otoczeniu, a następnie, żeby zwerbować możliwie jak najwięcej partyzantów, co umożliwiało różnego rodzaju gry operacyjne. Służyło to przejęciu kontroli nad daną grupą, a następnie inwigilację całej organizacji. Mamy tu niezwykle ciekawe historie, gdy np. w 1946 roku litewskie podziemie podjęło próbę scalenia okręgów, na czele tworzonego sztabu stanął agent Juozas Markulis „Erelis”, który doprowadził do schwytania i śmierci ponad 200 partyzantów, w tym wielu dowódców.

Jak wyglądały relacje między oddziałami partyzanckimi a ludnością cywilną? Czy mogli oni liczyć na jakieś oparcie w miejscowej ludności, możliwość schronienia, zaopatrzenia czy też dochodziło do jakichś konfliktów?

Mówimy o organizacjach, które przetrwały do początku lat 50. Przełomem był rok 1949, czyli kolektywizacja i wywózki. Bez pomocy ludności cywilnej przetrwanie grup podziemnych byłoby absolutnie niemożliwe. Dopóki istniała tradycyjna wieś, czyli do 1949 roku, to ten stopień oparcia był relatywnie duży. Dlaczego chłop pomaga partyzantom? Bo ma nadzieję, że partyzant uchroni go przed kolektywizacją, przed działaniami władzy. Las jest również miejscem, gdzie można się ukryć, przetrwać najgorsze. Ale w momencie, gdy najgorsze już się stało, kiedy ziemię rolnikom odebrano, gdy nastąpiły masowe deportacje, a partyzantka nie była w stanie temu przeciwdziałać – stała się zwyczajnie zbędna. To poparcie po 1949 roku stawało się coraz słabsze, niebezpieczeństwo powodowane kontaktem z „leśnymi” wielokrotnie większe niż wszelkie korzyści, które z takich kontaktów mogły wynikać. Wcześniej to poparcie było relatywnie wysokie, co nie znaczy, że absolutnie powszechne. Równie wielu miejscowych co w partyzantce było w istriebitielnych batalionach i od połowy 1945 roku najczęściej Litwin strzelał do Litwina, Łotysz do Łotysza, miejscowy do miejscowego.

A w którym momencie możemy mówić o końcu zbrojnego oporu? Czy podobnie jak w przypadku Polski, gdzie ostatni partyzant został zlikwidowany w 1963 roku, możemy wskazać ostatniego ukrywającego się „leśnego”?

To oczywiście Estończyk August Sabbe, zabity w 1978 roku. Byłbym jednak jak najdalszy od stwierdzenia, że zbrojny opór trwał do tego roku. Najdłużej istniejąca organizacja na Litwie przetrwała do 1953 roku. I to jest ostatni moment, kiedy możemy mówić o zorganizowanym oporze. Ostatnie grupki były wybijane w latach 1955-1956. Później byli to już wyłącznie pojedynczy ukrywający się ludzie, nie prowadzący tak naprawdę żadnej działalności zbrojnej, żadnej aktywności politycznej, nie wydający prasy. Przypadek Augusta Sabbego jest tak naprawdę błędem sprawozdawczości służb KGB. Na początku lat 50. zwłoki jednego z partyzantów zostały błędnie zidentyfikowane jako ciała Sabbego, nie był więc już poszukiwany. Z czasem dopiero zorientowano się, że ktoś jeszcze się ukrywa, zabrano się za tę sprawę i dopiero w 1978 roku udało się go wytropić.

Przeczytaj także:  Bohaterowie, złoczyńcy i racja stanu. Partyzanci i pamięć zbiorowa we współczesnej Litwie

Jak dzisiaj w krajach bałtyckich jest oceniana antykomunistyczna partyzantka? Jakie miejsce zajmuje w miejscowej pamięci?

W każdym kraju sytuacja jest inna. Na Łotwie wielką rolę w tworzeniu partyzantki miały służby niemieckie, wiele osób było zaangażowanych w Holokaust oraz służyło w Waffen-SS, a jednocześnie liczna jest ludność rosyjskojęzyczna. Z tego względu pamięć powojennego podziemia, chociaż istnieje, nie jest pamięcią głównego nurtu. Jest kultywowana przez organizacje społeczne, ale nie jest wykorzystywana jako kapitał polityczny przez partie. W Estonii prawa strona sceny politycznej, Mart Laar i jego partia Pro Patria [obecnie, po kolejnych fuzjach i przekształceniach: Związek Ojczyzny i Res Publiki – przyp. DW] zagospodarowuje ten język i odwołuje się do tej tradycji, a „leśni bracia” są zdecydowanie ważniejsi niż na Łotwie. Na Litwie jest to niezwykle ważny składnik oficjalnej narracji historycznej. Jeśli mówimy o pewnym micie litewskim, to opiera się on na pewnych filarach, jednym jest Litwa Giedymina, potem dwudziestolecie międzywojenne, a kolejnym ważnym elementem są właśnie „leśni bracia”. Interpretowani są oni jako ci bohaterscy bojownicy, którzy się nigdy nie poddali i starali się przenieść niezależną myśl litewską we współczesność. Trzeba też pamiętać, że Jonas Žemaitis „Vytautas”, czyli dowódca zjednoczonego podziemia jest uznawany za prezydenta Litwy. Zatem jest to absolutnie centralny element polityki historycznej współczesnej Litwy.

 

Zdjęcie tytułowe: Leśni bracia w Estonii. Zdj. Estońskie Muzeum Narodowe.

Polub nas na Facebooku!