Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Andreas Kaju: Kaja Kallas pragmatycznie kieruje Partią Reform

W kwietniu tego roku Estońska Partia Reform wybrała Kaję Kallas na nową przewodniczącą. Jest ona trzecim liderem największej estońskiej partii opozycyjnej w ciągu trzech lat. Andreas Kaju, estoński analityk i doradca polityczny, wyjaśnia w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim przyczyny i następstwa zmiany w Partii Reform.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Andreas Kaju jest współzałożycielem (2009) estońskiej firmy doradztwa politycznego Meta Advisory Group, która w 2011 roku dołączyła do sieci Fipra, jako Fipra Estonia. Wcześniej pracował w Estońskiej Izbie Handlowo-Przemysłowej oraz jako doradca premiera Juhana Partsa, jako szef klubu parlamentarnego Res Publiki oraz jako doradca ministra obrony Jaaka Aaviksoo.

Rozmowa jest pierwszą częścią wywiadu z Andreasem Kaju dotyczącego estońskiej sceny politycznej. Część druga dostępna jest tutaj: „W rządzie Ratasa dobrze się pracuje, ale wdrażanie polityk nie wychodzi„.

Kazimierz Popławski, Przegląd Bałtycki: Rozpocznijmy od niedawnych zmian w estońskiej polityce. Kaja Kallas została wybrana przewodniczącą Partii Reform. Jakie są powody przedwczesnej zmiany lidera partii?

Andreas Kaju: Aby właściwie wyjaśnić tę zmianę należy cofnąć się do czasu, kiedy Andrus Ansip, premier Estonii w latach 2005-2014, zrezygnował ze swojego stanowiska, by przygotować swoją nominację do pracy w Komisji Europejskiej. Wydarzenie to stworzyło dużą próżnię władzy w Partii Reform. Ansip w czasie swoich rządów skonsolidował władzę, ale jednocześnie cieszył się szacunkiem jako silny przywódca, który był w stanie efektywnie zarządzać koalicjami i cieszył się szacunkiem także partnerów politycznych, bez względu czy była to Partia Centrum, Socjaldemokraci czy Ojczyzna. Nie był on uwielbiany jako osoba, ale był doceniany, traktowany jako lider będący uczciwym pośrednikiem, był w stanie zarządzać sporami w rządzie, prowadzić negocjacje, ale także przyjmować ogień krytyki w przypadku pojawienia się gorących tematów, był gotowy wystąpić przed kamerą i omawiać te sprawy. Ansip miał także silne zaplecze w partii, zanim trafił do polityki ogólnokrajowej był wieloletnim burmistrzem Tartu. Wraz z jego odejściem do Brukseli w partii uaktywniły się różne frakcje. Warto przypomnieć, że w 2012 roku partią wstrząsnął skandal, w którym głównym podejrzanym stał się Kristen Michal, wówczas minister sprawiedliwości, do dzisiaj jeden z liderów partii; w przeszłości był sekretarzem generalnym partii, był odpowiedzialny za kampanie wyborcze i finansowanie partii. Michal to silna i respektowana figura w partii. Związany z nim skandal wybuchł po tym jak jeden z mało liczących się członków partii (Silver Meikar, został wtedy wyrzucony z partii – przyp. red.) oskarżył w telewizji publicznej Michala o zaangażowanie w nielegalne finansowanie partii w połowie lat 2000., a więc ponad 10 lat temu. Oskarżenie polegało na tym, że on oraz jego partyjni koledzy mieli wówczas prywatnie przyjmować darowizny w gotówce i wpłacać na konto partii jako wpłaty jej członków, chociaż były to pieniądze przekazywane przez biznesmenów. Na podstawie tych oskarżeń wszczęto śledztwo, które zszargało reputację ministra sprawiedliwości. Dla rozsądnej osoby w takich okolicznościach szybka rezygnacja ze stanowiska byłaby najlepszym rozwiązaniem, skandal szybko by przycichł, polityk mógł wziąć urlop od polityki i wrócić przy kolejnych wyborach. Dzięki strukturom tallińskim, z których Michal wywodzi się – do których należą także tacy młodzi liderzy partyjni jak na przykład Taavi Rõivas, Keit Pentus – oraz ochronie Ansipa i lojalności wewnątrzpartyjnej Michal trwał na stanowisku, a partia zaczęła publicznie oskarżać Meikara o kłamstwo. Pomimo tego, że politycy mówili, że wszystko jest w porządku, to skandal zaczął podkopywać wyniki sondażowe partii. Trwało to osiem-dziewięć miesięcy, a Michal w końcu musiał zrezygnować ze stanowiska. Ta sytuacja doprowadziła do powstania w partii cichej opozycji wobec grupy tallińskich polityków; opozycji, która i tak nie lubiła młodych i silnych postaci w strukturach partii, którzy organizowali skuteczne kampanie, ale według wielu mieli oni wątpliwy system wartości lub działali niezgodnie z ideologią partii. Skandal doprowadził do umocnienia się tej grupy wewnątrz partii. Ta opozycja wewnętrzna przybierała różne kształty w ciągu ostatnim 4-5 lat, miała różnych liderów. Hanno Pevkur, były już przewodniczący, został wówczas jednym z tych liderów.

Hanno Pevkur stracił stanowisko zaledwie na półmetku dwuletniej kadencji. Grupa pociągająca za sznurki w partii musiała więc szybko odzyskać swoją pozycję.

Nie jest to tylko kwestiach pociągania za sznurki, jest tam inny problem. Po odejściu Ansipa i wszystkich wydarzeniach ostatnich lat, w Partii Reform jest kilku liderów, czego emanacją jest to, że partia ma trzeciego przewodniczącego w ciągu trzech lat – najpierw Taaviego Rõivasa, później Hanno Pevkura i teraz Kaję Kallas. Problemem z Taavim Rõivasem, a także z Hanno Pevkurem, było to, że nie mają oni własnego na tyle silnego zaplecza politycznego, by w pełni samodzielnie przewodniczyć partii, zależni są od innych sił wewnątrz partii.

A więc są oni tylko reprezentantami interesów…

Tak, interesów niektórych sił wewnątrzpartyjnych i umów wewnątrzpartyjnych. Ansip był liderem niezależnym. Hanno Pevkur, kiedy był wybierany na przewodniczącego partii, nie miał właściwie poparcia klubu parlamentarnego, większość parlamentarzystów partii zawsze była przeciwko niemu, nie miał wsparcia zarządu partii, ale wygrał wewnątrzpartyjne wybory, w których głosowali zwykli członkowie partii. Ten wybór reprezentował frustrację zwykłych członków biorącą się z polityki prowadzonej przez wspomnianą wcześniej grupę młodych polityków. Kiedy Pevkur stał się przewodniczącym partii, nie odwrócił niechęci klubu parlamentarnego i zarządu partii. Według mnie taką sytuację można przezwyciężyć, ale problemem Pevkura było to, że kiedy prowadził kampanię o stanowisko w partii przeciwko Kristenowi Michalowi, popełnił on poważne błędy, spalił on za sobą wiele mostów, tak prowadząc działania w partii, jak i przekazem głoszonym w mediach. Pevkur oskarżał Michala, nawet jeśli nie o nielegalne finansowanie partii przed laty, co według śledztwa nie było wówczas nielegalne, to o bycie obciążeniem dla partii. Najważniejsi politycy w partii, nawet jeśli nie popierali Kristena Michala, jak np. Andrus Ansip czy Siim Kallas, uważali, że to dziwne, że atakuje on byłego partyjnego sekretarza generalnego, który prowadził kampanie partii i dbał o jej finansowanie. Dlatego też Pevkur nie był w stanie skonsolidować partii wokół siebie, nie był w stanie przekonać członków partii, że kampania wewnątrzpartyjna to już przeszłość i należy razem walczyć o zwycięstwo w wyborach parlamentarnych. Druga frakcja nie była zainteresowana takimi hasłami, bo mosty zostały spalone, jego oskarżenia były zbyt personalne, co nie pozwoliło mu przekonać do siebie klubu parlamentarnego i zarządu partii.

Przeczytaj także:  Hanno Pevkur: Jesteśmy gotowi wziąć odpowiedzialność i wrócić do rządu

Czy to jest powód, dla którego Pevkur, by komunikować się z członkami własnej partii korzystał z listów publikowanych w mediach?

Dokładnie, próbował on korzystać z mediów, by konsolidować dla siebie poparcie w partii. Kiedy te listy zaczęły się ukazywać, stało się oczywiste, że to początek końca.

To wyjaśnia dlaczego Pevkur utracił poparcie. Kilka miesięcy temu w mediach pojawiały się informacje o spotkaniach Kai Kallas, która została przewodniczącą, Siima Kallasa i Kristena Michala, czy to oni są architektami zmiany przewodnictwa? Dlaczego na przewodniczącego wybrano Kaję Kallas, a nie Siima Kallasa lub Kristena Michala?

To są różne sprawy. W 2015 roku, Andrus Ansip i Siim Kallas zawarli między sobą porozumienie – pierwszy miał zostać komisarzem, drugi premierem. Kallas nie został premierem – zrozumiał on, że był z dala od estońskiej polityki tak długo, że nie ma zaplecza politycznego i że jest całkowicie zależny od ludzi w zarządzie partii. Po kilku dniach negocjacji, z partnerami koalicyjnymi i po rozmowach we własnej partii, zrozumiał, że nie jest w stanie niezależnie niczego postanowić odnośnie swojego przyszłego zespołu – znalazł się w sytuacji, w której musiałby zaakceptować skład swojego gabinetu, doradców politycznych itd. On nie jest osobą, która akceptuje takie sytuacje. To jak zrezygnował z tworzenia rządu także nie wyglądało dobrze, właściwie uciekł, wyglądało to okropnie w mediach, sprawiał wrażenie tchórza, chociaż na pewno nim nie jest, spekulowano nawet czy jest on psychicznie stabilny, czy jest w stanie znieść dużą presję polityczną. Natomiast zachowanie członków partii wobec zasłużonego dla ugrupowania polityka pokazuje pewne ówczesne oderwanie od rzeczywistości.

W przypadku Kai Kallas to inna historia. Uczestniczyła ona w kilku wyborach, zasiadała w parlamencie od 2007 roku, była przewodniczącą komisji spraw gospodarczych, później została europarlamentarzystką. Właściwie od kiedy weszła do świata polityki, toczyła się dyskusja, nie czy, ale kiedy będzie ubiegała się o przewodnictwo w partii.

Kaja Kallas jest członkinią Parlamentu Europejskiego od 2014 roku. Czy nie powtarza ona historii swojego ojca?

Jest takie ryzyko i ona to rozumie. Teoretycznie mierzy się ona z podobną sytuacją co Hanno Pevkur w przypadku relacji z klubem parlamentarnym, gdzie są osoby może nie wrogie, ale bardzo wobec niej sceptyczne, widzące w niej outsiderkę, która nie pracowała razem z nimi w parlamencie itd. To co odmienne w jej sytuacji to to, że ma ona za sobą wybory, udowodniła, że jest kandydatką z najwyższej ligi, miała bardzo dobre wyniki w okręgach Harju i Rapla. Wykonała także pewną brudną robotę, tj. kilka lat temu startując w wygranych partyjnych wyborach na przewodniczącą regionu, udowodniła, że jest w stanie się dostosowywać do linii partyjnej i przekonywać do siebie członków partii. To co odróżnia ją od jej ojca i Hanno Pevkura, to to, że nie spaliła ona za sobą żadnych mostów, nie obrzucała błotem swoich kolegów partyjnych.

Oznacza to, że jest niezależna. Ale czy ma poparcie wewnątrz partii, zwłaszcza jeśli wydaje się, że jej ojciec i Kristen Michal stoją za jej kandydaturą?

Jest inaczej. Jeśli przyjmiemy, że oni stoją za jej kandydaturą, oddawałoby to układ sił w partii, że wymagane jest poparcie różnych frakcji. Michal potrzebuje frakcji tallińskiej, zaplecze polityczne Kai Kallas jest w regionie Harju i w Rapli. Jest potrzebna zgoda różnych grup, które kontrolują głosy. Ale byłoby to niesprawiedliwe, żeby powiedzieć, że jest ona liderem tylko dzięki tym dwóm osobom.

Pozwolę sobie przeformułować pytanie, czy jest ona w stanie kierować tymi frakcjami?

Nie wiem, nikt tego nie wie, to jest pytanie otwarte. Oceniając jej pierwsze działania, jak manewruje między sprawami dzielącymi partię oraz jakie pozycje zajmuje, np. odnośnie przyszłości Hanno Pevkura, także kwestii ideologicznych, np. odnośnie polityki i relacji z Rosją, wykorzystania tego zagadnienia w kampanii, pokazuje, że potrafi działać zgodnie z linią partyjną, chociaż jej osobiste stanowisko jest prawdopodobnie inne. Pragmatyczne stanowiska, manewrowanie między własnymi liberalnymi poglądami a konserwatywnymi nastrojami w kraju pokazuje jej dojrzałość polityczną. To więcej niż niektórzy oczekiwali, myśląc, że będzie światopoglądowo naiwną dziewczyną z Brukseli, która będzie głosiła swoje liberalne poglądy, nie bacząc na konserwatywne nastroje w Estonii. Do tej pory nie popełniła żadnych błędów, ale nie oznacza to, że poradzi sobie z zarządzaniem frakcjami.

Partia Reform ma bardzo wysokie poparcie w sondażach, ale jeśli przyjrzeć się temu co się dzieje w partii, a więc sprawom takim jak zmiana lidera, wewnętrzne kłótnie między Pevkurem i Michalem, skandal z Rõivasem oraz problemy z finansami, wygląda na to, że to poparcie wcale nie jest efektem wysiłków partii.

Tak i nie. Tak w tym sensie, że ich wysokie poparcie jest odbiciem postawy społeczeństwa wobec rządu. Są liderem opozycji, więc tradycyjnie jeśli rząd nie radzi sobie zbyt dobrze, opozycja powinna nie robić nic i pozwolić niepopularności rządu karmić swoje poparcie. I to się dzieje. Z drugiej strony, ich poparcie jest zbieżne z poparciem, którym cieszą się od 2007 roku, od 11 lat są najpopularniejsza lub drugą najpopularniejszą partią, po Partii Centrum, zawsze najpopularniejszą wśród wyborców estońskojęzycznych. Ta druga partia jest zawsze bardzo popularna wśród wyborców rosyjskojęzycznych, w tej grupie utrzymują poparcie na poziomie 80%, a także jest bardziej popularna wśród starszych, gorzej sytuowanych wyborców – mając poparcie tej drugiej grupy wyprzedzają Partię Reform. To paradygmat ostatnich lat. Po części wynik Partii Reform jest efektem ich własnych starań. To poparcie odzwierciedla zrozumienie wśród większości estońskojęzycznych wyborców, że jest to partia, która wie jak zarządzać krajem, która nigdy w swojej historii nie popełniła bardzo poważnych błędów politycznych i na którą można liczyć w czasie kryzysu, w polityce zagranicznej, bezpieczeństwa i obronnej. Nawet dla osób nie podzielających wartości liberalnych, czy liberalno-konserwatywnych, Partia Reform ma najwięcej do zaoferowania. Od 2005 roku, jeśli pominąć Węgry w ostatniej dekadzie, Estonia była najbardziej stabilna politycznie w regionie, co w dużym stopniu było zasługą Partii Reform, która stanowiła kręgosłup poprzednich rządów.

Przeczytaj także:  Andreas Kaju: W rządzie Ratasa dobrze się pracuje, ale wdrażanie polityk nie wychodzi

 

Zdjęcie tytułowe: Kaja Kallas i Kert Valdaru. Zdj. Partia Reform / Facebook.

Polub nas na Facebooku!