Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Wesprzyj Fundację Bałtycką i Przegląd Bałtycki

Juris Pūce: Liberalizm to nie tylko gospodarka, to także prawa człowieka

Na pewno liberalizm to nie tylko gospodarka, to także prawa człowieka. Jeśli nie uznajesz praw człowieka, to na pewno nie jesteś liberałem. Na Łotwie jest wiele osób, które chwalą gospodarkę rynkową, ale realnie są politykami konserwatywnymi, prawicowymi. Myślę, że taka integralnie liberalna agenda rozwija się powoli na Łotwie, bo są także pewne tendencje światowe. Jeszcze pięćdziesiąt lat temu liberałowie odwoływali się do idei wolnego rynku, ale byli bardzo oszczędni w popieraniu praw człowieka, mam tutaj na myśli np. ruch LGBT. Wystarczy spojrzeć na Irlandię. Czy wyobrażałby Pan sobie dwadzieścia lat temu, że Fianna Fáil, członek ALDE, będzie za małżeństwami gejowskimi i liberalizacją prawa aborcyjnego – pyta w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim przewodniczący liberalnej partii „Dla Rozwoju Łotwy” Juris Pūce.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Juris Pūce urodził się w 1980 r. w Rydze. Kształcił się w dziedzinie zarządzania na Uniwersytecie Łotewskim, uzyskał także stopień magistra prawa. W 2007 r. został wykładowcą zarządzania strategicznego na Uniwersytecie Łotewskim, w latach 2006-2010 sprawował funkcję członka władz Ryskiej Wyższej Szkoły Prawniczej. Doradzał wiceministrowi oświaty i nauki. W latach 2010–2013 sprawował funkcję sekretarza stanu w Ministerstwie Gospodarki. Był także wiceprzewodniczącym rady spółki „Latvijas Mobilais telefons” („Łotewski Telefon Komórkowy”). W 2013 r. przystąpił do liberalnej partii „Dla Rozwoju Łotwy”, zostając jej przewodniczącym. W 2016 r. ponownie wybrany na tę funkcję. W 2017 r. uzyskał mandat radnego Rygi. Został liderem frakcji partii „Dla Rozwoju Łotwy”. W wyborach do Sejmu w 2018 r. liberałowie łotewscy startują w koalicji z socjalliberałami z „Ruchu Za!” oraz partią „Izaugsme”. W sondażu z maja 2018 r. na koalicję chce głosować 3,0% wyborców, co oznacza, że mają szansę wejść do Sejmu XIII kadencji.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: W zeszłym roku w imieniu swojego ugrupowania „Dla Rozwoju Łotwy” wezwał Pan małe, centroprawicowe, proeuropejskie partie, by zwarły swoje szeregi w celu wspólnego startu w wyborach. Mowa była zarówno o Pańskim ugrupowaniu, ale także socjalliberalnej inicjatywie „Kustība Par!”, Jedności, Nowej Partii Konserwatywnej czy Łotewskim Zjednoczeniu Regionów. Ten pomysł nie wypalił. Dlaczego?

Juris Pūce: Mieliśmy rozmowy z partiami, o których Pan wspomniał. Niestety część z nich miało swoją agendę. Zdecydowały się, by startować na własną rękę. Część środowisk politycznych, takich jak np. Nowa Partia Konserwatywna, jest przekonana, że ma szansę nie tylko wejść do Sejmu, ale także odnieść całkiem spory sukces. Oni zresztą ostatnio zmienili swoją agendę z proeuropejskiej i demokratycznej na bardziej konserwatywną. Konkurują w tym segmencie elektoratu z tradycyjną partią Zjednoczenie Narodowe VL!-TB/LNNK. Ten ideologiczny background mógł być problemem w naszej współpracy, ale my nie mówiliśmy nie, chcieliśmy ich widzieć w szerszym aliansie. Spędziliśmy sporo na negocjacjach z Jednością i Łotewskim Zjednoczeniem Regionów, ale obie partie za warunek wejścia do sojuszu uważały chyba to, że będą nim kierować. A my nie chcieliśmy mieć w tej koalicji „starszego” i „młodszego brata”. Wiem, że ze strony elektoratu umiarkowanie prawicowego, proeuropejskiego jest oczekiwanie współpracy, ale w tych wyborach już jej nie będzie.

W majowym sondażu mamy taką sytuację, że do Sejmu na pewno wchodzą Związek Zielonych i Rolników, Socjaldemokratyczna Partia „Zgoda” oraz narodowcy. Trzy kolejne partie, takie jak Jedność, Nowa Partia Konserwatywna i wasze zjednoczenie „Dla Rozwoju Łotwy” i „Ruch Za!” są na granicy progu wyborczego, ale chyba wejdą. Łotewskie Zjednoczenie Regionów będzie prawdopodobnie poza parlamentem. Nie obawia się Pan, że te głosy się po prostu rozbiją podczas wyborów?

Na pewno głosy będą rozbite. Ale jest ciekawa rzecz. Około 40% elektoratu nie jest jeszcze zdecydowane na kogo głosować. Większa część tych ludzi wcześniej głosowała na Jedność, oni prawdopodobnie jesienią oddadzą głos na jedną z małych proeuropejskich partii. Nie wiem, jakie będzie podejście Jedności czy Nowej Partii Konserwatywnej do tego, ale my zaczęliśmy już tradycyjną, intensywną kampanię w mediach, jesteśmy coraz bardziej widoczni. Jeździmy po regionach. Ludzie wiedzą, że istniejemy i przyłączają się do nas. Najlepszym przykładem jest chociażby Artis Pabriks, do niedawna poseł Jedności do Parlamentu Europejskiego, który wsparł swoim autorytetem naszą liberalną koalicję.

Spodziewacie się wejścia do Sejmu? Na razie macie w sondażach 3% poparcia, co oznacza jedynie szansę znalezienia się w parlamencie, ale nie jest żadną gwarancją.

Mam takie poczucie, że wejdziemy do Sejmu z dobrym wynikiem. To samo mogę powiedzieć o Nowej Partii Konserwatywnej, która ma silną drużynę. Wypadli dobrze w wyborach samorządowych w Rydze w czerwcu 2017 r. Ich mocną osobowością jest była pracowniczka KNAB Juta Strīķe. Na tę partię będzie głosować elektorat protestu. Jeśli zaś chodzi o Jedność, to nie wiem, co się stanie. Oni podjęli trochę ryzykowną strategię, że ludzie będą głosować na mniejsze zło. Nie przepracowali okresu, w którym rządzili. O ile jeszcze w lutym, marcu mieli silne sondaże, to teraz znów zaczynają tracić. Stworzenie sojuszu pod nazwą „Nowa Jedność” niewiele pomogło.

Przeczytaj także:  Łotewska centroprawica przechodzi lifting

Patrzę na wasz manifest wyborczy i jest tam wiele słów przeciwko „padomiji” („sowieckie dziedzictwo” – przyp. red.) i „lembergiji” („lembergiada” – określenie to nawiązuje do wieloletniego, kontrowersyjnego mera Windawy Aivarsa Lembergsa, będącego nieformalnym patronem Związku Zielonych i Rolników, oskarżanego o korupcję i nepotyzm – przyp. red.). Ale Związek Zielonych i Rolników oraz Socjaldemokratyczna Partia „Zgoda” są bardzo mocne w sondażach. Nie da się stworzyć rządu bez którejś z tych partii.

Po pierwsze, zobaczmy, co przyniosą wybory. Nie sądzę, by te dwie partie zgarnęły większość w parlamencie. Na pewno będą dwoma największymi frakcjami w Sejmie XIII kadencji. Ale oni mają bardzo wierny elektorat, który jest już zdecydowany i ich popiera. Nie sądzę, by wiele osób, które nie podjęły jeszcze decyzji, miało zagłosować na Związek Zielonych i Rolników czy rosyjską „Zgodę”. Zawsze po wyborach jest na Łotwie taka sama sytuacja. Najpierw dogadują się partie, później ustalają sprawy personalne i programowe, zapisują priorytety w deklaracji rządowej, ale one mało się liczą. My chcemy, żeby nasze priorytety się liczyły, na pewno je wysuniemy, ale to będzie zależeć od tego, jak bardzo będzie silna nasza frakcja.

Czy wytyczyliście jakieś nieprzekraczalne granice jako koalicja?

Nie widzimy siebie w koalicji ze „Zgodą”. W tej czy innej sprawie w Sejmie możemy współpracować, ale zasiadam w radzie miejskiej Rygi, gdzie „Zgoda” ma większość i wiem, że ta partia nie funkcjonuje demokratycznie. Myślą, że mogą zrobić wszystko, bo mają większość. Nie konsultują, nie współpracują, nie są otwarci. Ich pomysł na administrację miejską jest zupełnie inny niż nasz. My chcemy więcej demokracji, więcej wolności, transparentności. Chcemy, żeby rada miejska Rygi była otwarta dla ryżan. Podejrzewam, że „Zgoda” będzie w stanie zgodzić się na wszystko na papierze, byleby wejść do rządu, ale będą pracować dokładnie tak jak pracują w radzie miejskiej stolicy: nietransparentnie, mało otwarcie.

Przeczytaj także:  Jānis Ikstens: mniejszość rosyjska, wchodząc do rządu, zadowoliłaby się trzema resortami

Jeśli zaś chodzi o Związek Zielonych i Rolników?

Oni nie mają programu, są oportunistami, którzy za wszelką cenę chcą pozostać u władzy. Z kolei dla naszej liberalnej koalicji priorytetem są reformy w dziedzinie gospodarki, życia społecznego czy administracji publicznej. Jeśli wejdziemy do Sejmu z małą frakcją, będziemy domagać się reform w obszarze oświaty czy rozwiązania spraw społeczno-liberalnych, jeśli będziemy mieli większy klub, to na pewno opowiemy się za szerokimi reformami. Mamy w końcu dobrych ludzi, którzy w dużej mierze są idealistami, mają swoje poglądy, czasem walą głową w mur, ale chcą coś zmienić. Nie osiadamy na laurach.

Chciałbym jeszcze zapytać o „Zgodę”. Oni mają teraz bardzo liberalnego kandydata na premiera, Vjačeslavsa Dombrovskisa, który był ministrem w centroprawicowych rządach tworzonych przez Jedność i Partię Reform Zatlersa. Teraz okazuje się, że jest on socjaldemokratą…

Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, że „Zgoda” nie jest partią lewicową. Oni są partią, na którą głosują etniczni Rosjanie. A że elektorat rosyjski w dużej mierze się starzeje, to postanowili podkreślać wątki socjalne, emerytury, zabezpieczenie społeczne. Mają swoje obietnice wobec tych ludzi. Co do Vjačeslavsa Dombrovskisa, to ja oceniam go całkiem wysoko. On jest dobrym ekspertem, choć w polityce rezultaty jego pracy na dwóch stanowiskach, ministra gospodarki czy ministra oświaty, nie są oszałamiające. Uważam jednak, że „Zgoda” zrobiła dobrze nominując go na stanowisko premiera. Chcą pokazać swoją europejską twarz. Oczywiście nie ma mowy, by ta partia kiedykolwiek uzyskała funkcję szefa rządu. Ale może „Zgoda” wreszcie się zmieni, chcę być w tej sprawie optymistą.

Czy uważa Pan, że istnieje niebezpieczeństwo koalicji „Zgody” ze Związkiem Zielonych i Rolników po wyborach do Sejmu XIII kadencji?

Nie sądzę. Problem nie leży po stronie „Zgody”, a Związku Zielonych i Rolników. Jak już wspomniałem oni są partią oportunistyczną, nie mają programu. Nie chcą się także dzielić swoją władzą. Jeśli będą mieli do wyboru silną „Zgodę” w rządzie albo słaby Sojusz Narodowy, to wybiorą ten drugi.

Jedność też po wyborach będzie słaba i bardziej będzie się nadawać do koalicji, którą zdominuje Związek Zielonych i Rolników…

Ona już teraz jest słaba. Nie chodzi o liczbę posłów, która jest duża, ale poziom poparcia w sondażach i sposób działania.

W waszym liberalnym programie widzę gwarancję podstawowej emerytury…

Chcemy odejść od systemu, który mamy teraz. Obecnie emerytura uzależniona jest od tego, co ktoś sobie wypracował przez cały okres życia. Człowiek dostaje emeryturę pierwszego stopnia. W dzisiejszych czasach ludzie pracują w wielu miejscach, a my chcemy, by na starość każdy miał jakąś podstawową kwotę, którą dostanie nie od ubezpieczyciela, ale od rządu. Tak więc emeryturę pierwszego stopnia chcemy zastąpić emeryturą podstawową. To oczywiście nie jest łatwe do wykonania, to jest perspektywa piętnastu lat, ale już teraz o tym myślimy.

Jesteście także jako koalicja za podatkiem progresywnym.

My jesteśmy szeroką liberalną koalicją. “Dla Rozwoju Łotwy” jest bardziej wolnorynkowe, z kolei „Ruch Za!” jest bardziej socjalliberalny. Ale zgadzamy się co do pewnych pryncypiów. Nasze dwie partie dogadały się co do tego, że istnieje potrzeba bardziej progresywnego opodatkowania na Łotwie. Nie chodzi nawet o podatek dochodowy, ale np. podatek od nieruchomości, który u nas ma charakter de facto regresywny. Mam na myśli także podatek od rejestracji pojazdu. On także powinien być progresywny. Problemem pozostaje także fakt, że na Łotwie bardzo dużo ludzi w ogóle nie płaci podatków. Funkcjonują w szarej strefie. A chcemy objąć podatkiem jak największą grupę obywateli.

Przeczytaj także:  Atis Lejiņš: Nowy system podatkowy poprawi los najbiedniejszych

Wasze ugrupowanie jest liberalne. W Litwie i Estonii istnieją silne partie liberalne, będące nawet ugrupowaniami rządzącymi przez lata. Na Łotwie liberalizm nigdy nie był popularny. Istniały pewne próby powołania liberalnych ugrupowań takich jak Łotewska Droga Ivarsa Godmanisa, która była częścią ALDE, czy Partii Reform Zatlersa…

De facto Łotewska Droga podążała taką samą drogą co Partia Reform w Estonii, to znaczy bardziej chodziło o same reformy niż szerszy liberalizm. Okazja powołania do życia ugrupowania liberalnego na Łotwie pojawiła się w związku z powstaniem Jedności w 2011 roku jako jednolitego ugrupowania prawicowego. Wtedy wiele osób zdecydowało się odejść, wśród nich były premier Einars Repše czy poseł Edgars Jaunups. Powodem był fakt, że w zasadzie jedyną rzeczą, która łączyła polityków Jedności był swego rodzaju program proeuropejski. Ale to nie były liberalne idee. Także „Dla Rozwoju Łotwy” początkowo miała problem z określeniem, do jakiej ideologii się odwołuje. Postawiliśmy jednak na liberalizm. To było już w 2014 r., po przegranych wyborach do Parlamentu Europejskiego i do Sejmu Łotwy. Później odnieśliśmy sukces w wyborach do rady miejskiej Rygi w czerwcu 2017 r. Teraz mamy nadzieję na jego powtórzenie z „Ruchem Za!”.

Który jest bardziej socjalliberalny. Wy jesteście zaś za liberalizmem integralnym.

Na pewno liberalizm to nie tylko gospodarka, to także prawa człowieka. Jeśli nie uznajesz praw człowieka, to na pewno nie jesteś liberałem. Na Łotwie jest wiele osób, które chwalą gospodarkę rynkową, ale realnie są politykami konserwatywnymi, prawicowymi. Myślę, że taka integralnie liberalna agenda rozwija się powoli na Łotwie, bo są także pewne tendencje światowe. Jeszcze pięćdziesiąt lat temu liberałowie odwoływali się do idei wolnego rynku, ale byli bardzo oszczędni w popieraniu praw człowieka, mam tutaj na myśli np. ruch LGBT. Wystarczy spojrzeć na Irlandię. Czy wyobrażałby Pan sobie dwadzieścia lat temu, że Fianna Fáil, członek ALDE, będzie za małżeństwami gejowskimi i liberalizacją prawa aborcyjnego (w rzeczywistości Fianna Fáil  jest w sprawie przerywania ciąży podzielona – przyp. red.)?

My jesteśmy partią XXI wieku, wierzymy w bardziej inkluzywne społeczeństwo, wierzymy, że pewne kwestie światopoglądowe zwyciężą kiedyś na Łotwie.

Dlaczego jednak do tej pory liberalizm miał tak ciężko na Łotwie?

W dużej mierze z tego powodu, że jesteśmy podzieleni etnicznie i na podstawie tego etnicznego podziału podejmujemy decyzje przy urnie. Dla nas priorytetem po 1990 roku była integracja w ramach Unii Europejskiej, ale myślę, że bardzo wielu politykom łotewskim nie chodziło o przyjęcie europejskich, liberalnych wartości, co po prostu ucieczkę od Rosji. Wtedy formowano bardzo szerokie proeuropejskie sojusze, ale w gruncie rzeczy o mało liberalnym charakterze. W każdej z prawicowych partii działających po 1990 roku byli liberałowie, mam na myśli Łotewską Drogę, Partię Ludową czy Jedność. Ale mieli oni swój liberalny program minimum i by go zrealizować potrzebowali minimalizować swój przekaz. To znaczy opowiadali się za gospodarką rynkową, reformami, ale unikali kwestii społecznych, światopoglądowych. Nie chcieli odstraszyć konserwatywnych wyborców. Teraz sytuacja jest trochę inna. Wydaje się, że jako społeczeństwo zmieniliśmy się i o pewnych sprawach, o których trudno było dyskutować dwadzieścia lat temu, jest nam teraz łatwiej mówić.

W ostatnich rankingu organizacji ILGA-Europe Łotwa jest jednak wciąż na ostatnim miejscu, jeśli chodzi o prawa gejów i lesbijek.

To bardzo przykre. Problem polega na tym, że wciąż mało która partia ma odwagę mówić o takich sprawach jak związki partnerskie czy konwencja stambulska chroniąca prawa kobiet. Nie sądzę np. by ta konwencja była problemem we Włoszech czy Hiszpanii. A na Łotwie czy na Litwie wciąż jest. Sytuację Łotwy komplikuje także sąsiedztwo Rosji, ze swoją agendą antyrównościową. Wiele osób jest zapatrzonych we Władimira Putina. Myślę też, że nasi politycy są znacznie bardziej konserwatywni, gdy mowa o prawach człowieka, niż przeciętni obywatele. Badania, które prowadzi co trzy lata pracownia TNS w Rydze, wskazują bowiem, że tolerancja dla grup LGBT na Łotwie wzrasta.

Przeczytaj także:  Tegoroczny marsz Baltic Pride rekordowo popularny

Jak długo Łotwa będzie musiała czekać na związki partnerskie?

Są dwie wersje. Jedna jest optymistyczna, druga pesymistyczna. Optymistyczna jest taka, że jeśli uzyskamy w nowym Sejmie od piętnastu do dwudziestu miejsc, to wpiszemy bardzo wysoko na swojej agendzie związki partnerskie. Uzależnimy nasze wejście do rządu od tego, czy one zostaną uchwalone czy nie.

Jedność może was poprze, ale nacjonaliści na pewno nie.

Walka będzie się toczyć o Związek Zielonych i Rolników. Oni prawdopodobnie będą bardzo chcieli mieć nas w rządzie…

Ale są konserwatywni, (mer Windawy Aivars – przyp. red.) Lembergs nie lubi gejów.

Nie nazwałbym ich konserwatystami. Myślę, że oni nie wyznają po prostu żadnej ideologii. A Lembergs dba głównie o własną kieszeń, a nie żadne poglądy. Natomiast, jak wspomniałem, jest jeszcze pesymistyczna opcja. Sądzę, że w ciągu pięciu, sześciu lat Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu nakaże Łotwie uznanie cywilnych związków partnerskich. Nawet ostatnio Trybunał Sprawiedliwości UE uznał w sprawie Rumunii, że pojęcie „współmałżonka” obejmuje także pary jednopłciowe. Oczywiście jako obywatel Łotwy, jako lokalny polityk, wolałbym, żeby taka zmiana została wprowadzona przez nasz parlament, a nie narzucana z zewnątrz.

W sprawie związków homoseksualnych trudno oczekiwać wsparcia ze strony Socjaldemokratycznej Partii „Zgoda”, choć formalnie należy ona do Partii Europejskich Socjalistów. Ale ich nie było na ryskim Prajdzie, widziałem tam tylko namiot waszej liberalnej koalicji, lewicowych „Postępowych” oraz młodzieżówkę prawicowej Jedności. Gdy w Sejmie była głosowana Pana inicjatywa, by wprowadzić związki partnerskie, jedynie paru posłów „Zgody” ją wsparło.

No cóż, powtarzam, że „Zgoda” nie jest partią socjaldemokratyczną, ona obsługuje elektorat rosyjski, działając w sposób oportunistyczny, patrząc na sondaże i nastroje społeczne. A trzeba pamiętać, że Rosjanie na Łotwie są o wiele bardziej konserwatywni w sprawach społeczności LGBT niż Łotysze. Wydaje mi się jednak, że jeśli „Zgoda” będzie chciała być dalej częścią Partii Europejskich Socjalistów, to musi popierać takie inicjatywy.

Dla Rozwoju Łotwy jest częścią europejskiej koalicji liberalnych partii ALDE, podobnie jak polska „Nowoczesna”. Która z liberalnych partii jest wam najbliższa?

Najbardziej współpracujemy z tymi partnerami, którzy są najbliżej nas, czyli z Partią Reform w Estonii oraz Ruchem Liberałów na Litwie. Estońscy liberałowie są partią bardzo okrzepłą, która rządziła krajem przez lata. Także liberałowie litewscy są silni, choć w ostatnim okresie mają problemy prawne. To co mi jednak u nich zaimponowało to fakt, że w grudniu 2017 r. mieli wybory na przewodniczącego Ruchu Liberałów. Eugenijus Gentvilas wygrał je jednym głosem. I co się stało potem? Nic, partia się nie rozpadła, trwa dalej. To mi bardzo imponuje.

Przeczytaj także:  Litewski Ruch Liberałów ma nowego przewodniczącego

Chciałbym Pana zapytać o Rygę, bo od 2017 r. zasiada Pan w radzie miejskiej stolicy. Czy uważa Pan, że to już jest ostatnia kadencja mera Niła Uszakowa?

Ostatnie wybory „Zgoda” wygrała znacznie mniejszą przewagą niż w 2013 r. W dodatku mają w radzie miejskiej dynamiczną opozycję. Myślę, że los Uszakowa zależy od dwóch spraw. Przede wszystkim od niego samego. Nie widzę w ciągu minionego roku, by chciał się zmienić i grać bardziej koncyliacyjnie, ale wciąż jest popularny jako polityk. Druga sprawa to opozycja. Nie wiemy, jak bardzo będzie aktywna w obecnej kadencji i jak ułożą się proporcje między partiami w wyborach w czerwcu 2021 r. Bo Uszakow traci swoją popularność, ale niekoniecznie popularność innych partii musi wzrastać. Pytanie, czy przeciwnicy Uszakowa za trzy lata będą mieli wolę walki. W wyborach z 2017 r. Związek Zielonych i Rolników takiej woli nie miał, gdyby dostał się do rady miejskiej, Uszakow straciłby większość i byłby inny mer.

Przeczytaj także:  Wybory na Łotwie. Niespodzianki i niewiadome

Myśli Pan, że w ciągu trzech lat opozycja będzie w stanie wystawić wspólnego kandydata, by pokonać Uszakowa?

Nie sądzę byśmy byli w stanie wystawić jedną listę opozycyjną w Rydze. My na pewno nie pójdziemy z Lembergsem. Nie zrobimy także tego z nacjonalistami. Nas łączy tylko to, że jesteśmy w opozycji, nic więcej. Myślę, że żeby wygrać z Uszakowem wcale nie musimy mieć jednej listy. Najlepiej niech będą cztery listy, konkurujące ze sobą, mające jasny program i wyrazistych, ciekawych liderów. Wtedy możemy mówić o pokonaniu obecnej władzy w Rydze.

Jest Pan już rok w radzie miejskiej w Rydze. Jakie są Pana największe rozczarowania? A może jest coś pozytywnego?

Uszakow tak prowadzi radę miejską, że jako członek opozycji nie mam dostępu do żadnych informacji. Nie wiem np. jak wydawane są pieniądze. To jest taka wiedza, którą powinni mieć nawet dziennikarze w każdym demokratycznym, normalnym kraju. Mój kolega z rady miejskiej Mārtiņš Bondars domaga się pewnych informacji od roku. Interesuje nas np. dlaczego miasto wydaje co roku dwa miliony euro na stronę internetową riga.lv. W styczniu 2018 r. otrzymaliśmy od rady miejskiej informację, że nie podadzą nam danych, bo jest to sprzeczne z RODO. Tylko, że RODO weszło w życie w maju. Użyli tego jako pretekstu. Później pisaliśmy jeszcze do władz miejskich, ale odpowiedzieli, że sposób wydatkowania pieniędzy na stronę riga.lv jest tajemnicą handlową. Ale rada miejska nie jest przecież spółką handlową.

Przeczytaj także:  Mārtiņš Bondars: chcę mieć w Rydze większość

Mamy więc ewidentne problemy z demokracją w radzie miejskiej, bo nie możemy uzyskać nawet takich informacji. A to jest norma w każdym kraju. Co do innych rzeczy nie jestem zaskoczony. Jest co prawda dziwne, że będąc w opozycji jesteś za każdym razem przegłosowywanym, a na czele komisji w radzie miejskiej stoją tylko politycy partii koalicyjnej, ale trudno. Natomiast dostęp do informacji rzeczywiście jest sprawą skandaliczną.

Ostatnie pytanie. Ile procent głosów uzyska jesienią koalicja liberalna „Dla Rozwoju Łotwy” i „Ruchu za!”?

Od dwunastu do piętnastu.

Optymistycznie. Dziękuję za rozmowę.

 

Zdjęcie tytułowe: „Dla Rozwoju Łotwy” / attistibai.lv.

Polub nas na Facebooku!