Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Pamięć zachowuje wszystko. O książce Tomasa Venclovy i Ellen Hinsey „Magnetyczna Północ”

Pan na wiek wieków zachowuje w sobie
każdy świt, każdą rzekę, także wszystkie
atomy, każdą łzę i chleb zleżały,
który pochłania szybko więzień w zonie,
i każdą kulę z karabinu straży.

Tomas Venclova, „Po wykładzie”, 2001 (tłum.  Beata Kalęba)

Wszelka wartościowa literatura dostarcza czytelnikowi wzorców i wiedzy, co pozwala mu (…) sprzeciwiać się fałszywym doktrynom – mówi w rozmowie z Ellen Hinsey Tomas Venclova, jeden z najbardziej znanych litewskich poetów. – Zwłaszcza poezja w jakiś tajemniczy sposób łączy się z etyką, a poetycka dyscyplina z męstwem ducha. Wielu poetów łącznie ze Zbigniewem Herbertem i Achmatową – oraz jej protegowanym Josifem Brodskim – kładło nacisk na to, że nieuleganie złu jest przede wszystkim kwestią smaku. Ja też byłem tego zdania. O nieuleganiu złu i sprzeciwianiu się fałszywym doktrynom opowiada książka „Magnetyczna Północ” będąca wspólną podróżą obojga autorów po historii Litwy, jej kultury i literatury, ale także autobiograficzną opowieścią świadka i uczestnika tej historii.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Autorka książki Ellen Hinsey jest amerykańską eseistką, poetką i tłumaczką, od wielu lat podróżującą i pracującą w Europie, m.in. w Paryżu. Zdążyła dobrze poznać kraje Europy Środkowej i Wschodniej, w tym Polskę. Jej eseje i reportaże, poświęcone m.in. sytuacji w naszym kraju ukazały się w 2017 roku w zbiorze zatytułowanym „Mastering the Past. Contemporary Central and Eastern Europe and the Rise of Illiberalism”. Jej rozmowa z Tomasem Venclovą jest owocem znajomości zawartej kilkanaście lat temu w Szwajcarii: Tajemnicze powinowactwo, które wytłumaczyć może tylko to, że poeci są członkami jednej rozległej rodziny, sprawiło, że od razu poczuliśmy się ze sobą swobodnie i zaczęliśmy rozmowę o wierszach – wspomina autorka w przedmowie „Magnetycznej Północy”.

Ellen Hinsey nie zdecydowała się na napisanie biografii Venclovy, ale zamiast tego dała mu możliwość opowiedzenia o sobie samym – nawiązując do takich prac, jak choćby „pamiętnik mówiony” Aleksandra Wata „Mój wiek” spisany z pomocą Czesława Miłosza. I chociaż książka powstała w oparciu o prowadzoną między dwojgiem autorów korespondencję, to trudno się oprzeć wrażeniu, że w istocie przysłuchujemy się prawdziwej rozmowie. Ten kto kiedykolwiek miał możliwość spotkania z Tomasem Venclovą wie, że ten znakomity poeta i erudyta jest również świetnym gawędziarzem, obdarzonym przy tym poczuciem humoru, nierzadko autoironicznym. Anegdoty, którymi Venclova uzupełnia swoje wspomnienia z czasów bądź co bądź nie zawsze skłaniających do śmiechu są tego najlepszym potwierdzeniem.

Naznaczone pokolenie

Nie skłaniają do śmiechu także niektóre z pierwszych wspomnień z najwcześniejszego dzieciństwa przywołane przez Venclovę. Poeta przyszedł na świat w 1937 roku w Kłajpedzie, ale rodzina Venclovów musiała opuścić to portowe miasto zaledwie dwa lata później, gdy zostało zajęte przez nazistowskie Niemcy. Jedyna historia, którą mi matka opowiadała o tych latach, nie brzmi specjalnie przyjemnie – opowiada Venclova. – Zabrała mnie do parku razem z innym dzieckiem i jego matką, aktorką z trupy teatralnej. Kilku członków Hitlerjugend, słysząc, że rozmawiają po litewsku, wrzuciło piasek do naszych wózków. Ten krótki passus można traktować jako swoistą zapowiedź dalszej części książki, w której przez pryzmat osobistych doświadczeń Venclovy opowiedziane są nieraz bardzo skomplikowane (szczególnie dla zachodniego odbiorcy) dzieje Litwy w XX w.

W historii rodzinnej Venclovy splatają się losy nowo powstającej litewskiej inteligencji i wielokulturowy charakter ziem dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Dziadkowie ze strony ojca – Antanasa Venclovy, lewicującego poety, a na początku sowieckich rządów na Litwie ministra oświaty – byli pochodzenia chłopskiego. Jak to często bywa w chłopskich rodzinach, trudno jest mi odtworzyć genealogię: mój pradziadek nazywał się Martynas Venclova, ale to wszystko, co o nim wiem – mówi poeta. Tymczasem Merkelis Račkauskas, ojciec Elizy – matki Tomasa – wywodził się ze żmudzkiej szlachty. Jak wiele tamtejszych rodów, przodkowie Venclovy z czasem ulegli polonizacji i nosili nazwisko Raczkowski. Jednak wraz z postępującym odrodzeniem narodowym dziadek Venclovy postanowił opowiedzieć się za Litwą. W czasach niepodległości i później, w Litwie sowieckiej Merkelis Račkauskas był nauczycielem i wykładowcą filologii klasycznej.

Venclova należy do pokolenia szczególnie naznaczonego przez dramatyczne zdarzenia połowy ubiegłego stulecia. Jego dzieciństwo przypadło na czasy II wojny światowej, gdy Litwa zaznała okupacji sowieckiej (dwukrotnie) i niemieckiej, dziesiątki tysięcy ludzi dotknęła groza więzień i wywózek, a niemal cała społeczność żydowska Litwy została wymordowana przez nazistów i ich litewskich kolaborantów. W tym czasie mały Tomas musiał znieść rozłąkę z matką (krótko) i ojcem (znacznie dłużej). Z kolei jako młodzieniec był świadkiem postępującej stalinizacji Litwy. Odwilż i odwrót od stalinizmu zbiegły się natomiast z okresem studiów filologicznych (1954–1960) na Uniwersytecie Wileńskim.

Venclova nie ukrywa, że wchodząc w dorosłość był politycznie naiwny: Wiedziałem o deportacjach i o wielu innych brzydkich stronach systemu, ale wierzyłem, że generalnie jest dobry, propaguje równość, braterstwo między narodami i tym podobne. Wraz z dojrzewaniem, nowo zawartymi znajomościami z ludźmi pochodzącymi z innych niż on środowisk (na Litwie z jej dziedzictwem przedwojennej republiki nie brakowało wszak ludzi, którzy mniej lub bardziej skrycie opierali się oficjalnej ideologii) i wreszcie wraz z jego edukacją literacką narastał w Venclovie dystans do oficjalnej propagandy, w której dostrzegał coraz więcej zakłamania.

Antanas Venclova

Na tym tle skomplikowane relacje łączyły Tomasa z ojcem. Mimo swojego poparcia dla nowego systemu Antanas Venclova po wojnie nie pełnił żadnych oficjalnych stanowisk z wyjątkiem funkcji posła do Rady Najwyższej. Po śmierci jego bliskich przyjaciół, którzy również stanęli po stronie nowej władzy, Salomėji Neris i Petrasa Cvirki, którzy zmarli wkrótce po wojnie, stał się – jak zauważa Tomas – najbardziej eksponowanym litewskim autorem, choć nigdy nie był tak popularny ani tak utalentowany jak tamci dwoje. Zdaniem syna jego poparcie dla komunizmu nie wynikało ani ze strachu, ani koniunkturalizmu, choć oczywiście z każdym mijającym rokiem wymagało to coraz więcej samooszukiwania się.

Jednocześnie wychowanie w domu poety bez wątpienia wpłynęło na kształtowanie się młodego Tomasa jako przyszłego literata, ale także na jego postawę światopoglądową i etyczną, za sprawą której w pewnym sensie stanął w opozycji do ojca. Antanas Venclova nie cieszył się może szczególnymi przywilejami z tytułu zajmowanych stanowisk, mógł jednak w miarę swobodnie podróżować za granicę (choć tylko do krajów „obozu”), utrzymując liczne kontakty z tamtejszymi ludźmi pióra. Przyjaźnił się także z wieloma pisarzami rosyjskimi.

Antanas Venclova był również właścicielem prywatnego księgozbioru (syn szacuje jego objętość na ok. 3 tys. pozycji), w którym znalazły się najważniejsze dzieła literatury litewskiej i światowej: Kolekcja ojca zapełniała gabinet i z trzech stron otaczała jego biurko. Ojciec zaś, jak wspomina Venclova, nie zabraniał mu od najmłodszych lat szperać w bibliotece, a wręcz do tego zachęcał. W ten sposób na dobre rozpoczęła się literacka edukacja Tomasa Venclovy. Także poprzez lekturę wielu książek nieprawomyślnych w tamtym czasie autorów jak Vincas Krėvė-Mickevičius czy Kazys Boruta, którzy jednak powoli byli przywracani do oficjalnego obiegu wraz z poluzowaniem obostrzeń cenzuralnych.

Poezja radziecka tamtego czasu rozczarowywała Venclovę. O wiele bardziej fascynujący okazali się dla niego litewscy poeci emigracyjni, których poznawał poprzez wydawnictwa nielegalne (np. Henrikas Radauskas czy Alfonsas Nyka-Niliūnas), z czasem zaczął dla siebie odkrywać twórczość autorów angielskich (T. S. Eliot, W. H. Auden, Dylan Thomas) czy Czesława Miłosza, z którym później połączą go więzi bliskiej przyjaźni. Prawdziwym odkryciem i jak sam mówi największą miłością okazała się rosyjska poezja Srebrnego Wieku: Anna Achmatowa, Osip Mandelsztam, Marina Cwietajewa, Borys Pasternak. Poetyckiemu dojrzewaniu Venclovy towarzyszyło powstanie bliskiego kręgu towarzyskiego, do którego należeli m.in. Pranas Morkus, Ramūnas Katilius, Natasza Trauberg czy Virgilijus Čepaitis. Zawarte wtedy przez Venclovę przyjaźnie przetrwały długie dziesięciolecia.

Prywatna wojna z systemem

Przełomowy rok 1956 był dla Venclovy momentem zerwania z socjalizmem. Zaczęło się od wysłuchania na zebraniu uniwersyteckiej organizacji młodzieżowej odczytu tajnego referatu Chruszczowa potępiającego stalinizm. Z zainteresowaniem i nadzieją na zmiany na lepsze Venclova obserwował wydarzenia październikowe w Polsce i początek powstania na Węgrzech. Tymczasem – jak wspomina – sprawy wzięły jak najgorszy obrót: 4 listopada Sowieci wkroczyli na Węgry, powstanie zostało stłumione. Dla mnie i być może dla innych to był dzień nagłego przebudzenia – mówi Venclova. – W ułamku sekundy zrozumiałem, że nadal żyjemy w stalinowskim świecie i że wszelkie próby „naprawienia błędów” na drodze ewolucyjnych przemian są po prostu naiwne. Ten ustrój trzeba zdemontować i kropka.

W 1958 roku wydał w samizdacie swój pierwszy tomik wierszy „Pontos Axenos”: Ukazał się raptem w czterech czy pięciu egzemplarzach, z czego jeden lub dwa zostały szybko skonfiskowane przez KGB. Tomik, którego tytuł w klasycznej grece oznacza „niegościnne morze” (jak nazywano Morze Czarne) stanowił wyraz fascynacji młodego Venclovy światem klasycznym i śródziemnomorskim. Tak wspomina tamten moment i pierwsze poetyckie wybory: Moje pokolenie wierzyło, że ma zadanie do wykonania. Łańcuch pamięci kulturowej został zerwany i należało go odtworzyć. Dlatego musieliśmy wrócić do naszych fundamentów i je odbudować: to była najlepsza droga do przezwyciężenia fatalnego dziedzictwa radzieckich rządów.

W tym czasie zaczęła się też jego „prywatna wojna” z sowieckim systemem. Najpierw władze zatrzymały studencki almanach poetycki „Kūryba” („Twórczość”), do którego trafiło kilka wierszy Venclovy, uznanych przez cenzorów za „dekadenckie”. Sprawa almanachu posłużyła jako pretekst do represji wymierzonych w część kadry akademickiej Uniwersytetu Wileńskiego. Na początku 1959 roku na spotkaniu Litewskiego Związku Pisarzy Venclova został poddany krytyce za poparcie udzielone Borysowi Pasternakowi, któremu w międzyczasie uniemożliwiono odebranie Nagrody Nobla (Venclova wraz z przyjaciółmi wystosował list gratulacyjny do Pasternaka, później miał jeszcze okazję poznać go osobiście).

Piętno mowy

Po tych wydarzeniach droga do oficjalnego świata literackiego sowieckiej Litwy była dla Venclovy zamknięta. Po studiach poświęcił się tłumaczeniom, które przez kolejne lata zapewniały mu w miarę stabilną sytuację finansową i nie narażały na zgubne w sowieckiej rzeczywistości oskarżenie o społeczne pasożytnictwo. Pierwszą połowę lat 60. spędził w Moskwie, tam ożenił się z pierwszą żoną Mariną Kedrową, zawarł nowe przyjaźnie. Poznał też jedną ze swoich mistrzyń: Annę Achmatową. Po latach w poświęconym jej wierszu „Po wykładzie” włożył w jej usta słowa, które – jak uważa – mogłyby stanowić jej poetyckie credo. Słowa Deus conservat omnia – wyjaśnia w rozmowie z Ellen Hinsey – współbrzmią z głęboką wiarą Achmatowej w to, że pamięć jest wyższą formą sprawiedliwości, która odpłaca za wszystko – za dobro i zło. Pamięć była osią jej filozofii. Zdaniem Achmatowej zachowanie świata – lub choćby jego szczegółów – w poetyckich wersach czyni człowieka prawie równym Bogu.

Na pierwszy (i jedyny) wydany oficjalnie w sowieckiej Litwie tom swoich wierszy Venclova musiał czekać długo: „Piętno mowy” ukazało się w 1972 roku. Wcześniej poecie odmówiono członkostwa w Związku Pisarzy. Konieczność znalezienia oficjalnego zatrudnienia zmusiła go do przyjęcia posady kierownika literackiego w teatrze w Szawlach: To nie było najgorsze miejsce na świecie, nawet jeśli moja praca nie miała większego sensu. Pomagałem wybrać repertuar (…), miałem wykłady dla aktorów i piłem z nimi. W tamtym czasie Venclova – już w pełni ukształtowany przeciwnik systemu – coraz silniej angażował się w powstający w Związku Sowieckim ruch dysydencki. W 1976 roku wspólnie m.in. z Viktorasem Petkusem i Oną Lukauskaitė założył Litewską Grupę Helsińską.

Wkrótce jednak rozstał się z Litwą. Niechęć do panującego ustroju skłoniły go do napisania w 1975 roku listu otwartego do Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Litwy z żądaniem przyznania prawa do emigracji. Po długich biurokratycznych perturbacjach i przesłuchaniach Venclova opuścił (jak mu się wówczas wydawało na zawsze) Wilno na początku 1977 roku. W jego życiu otworzył się nowy rozdział. W odnalezieniu się w nowej rzeczywistości w Kalifornii, do której dotarł, pomógł mu Czesław Miłosz. Był to początek niezwykłej znajomości dwóch poetów z dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego, do których wkrótce potem dołączył Josif Brodski. Nasz triumwirat (Brodski, Venclova, ja) jak najbardziej działa i piękna to rzecz taka przyjaźń rosyjskiego, litewskiego i polskiego poety – pisał później Miłosz w liście do Jerzego Giedroycia.

O Brodskim Venclova po raz pierwszy usłyszał w dniu, w którym zmarł Pasternak. Osobiście poznali się 1966 roku w Wilnie, gdzie Brodski – prześladowany przez sowieckie władze – na pewien czas zamieszkał. Szybko się zaprzyjaźnili, choć nie raz spierali się o poezję. W ich rozmowach pojawił się też Miłosz. Tomas Venclova wspomina: To było w Leningradzie – dokładnie 19 lutego 1972 roku. Josif jeszcze nie wiedział, że za parę miesięcy wyjedzie. (…). Po jednym czy dwóch kieliszkach Josif zapytał mnie, kto jest moim zdaniem najlepszym współczesnym poetą polskim („Ja bym powiedział, że Zbigniew Herbert” – dodał). „Herbert jest dobry – odparłem – ale jest też Miłosz”. To dało nam okazję do porozmawiania o Miłoszu, którego poezję już znałem, a Josif nie. Na emigracji Brodski polecił „Piętno mowy” Miłoszowi, który interesował się młodymi litewskimi poetami.

Emigracja

Emigracja, która połączyła trzech wielkich poetów, choć oznaczała dla Venclovy rozłąkę z ukochaną Litwą i Wilnem, była też nową szansą. Na zaproszenie Miłosza wykładał na Uniwersytecie w Berkeley, a następnie na UCLA w Los Angeles. W 1980 roku otrzymał propozycję pracy na wydziale języków i literatur słowiańskich Uniwersytetu Yale. Tam pod kierunkiem prof. Victora Erlicha przygotował pracę doktorską poświęconą poezji rosyjskiej w oparciu o metodę Jurija Łotmana (w jego słynnej szkole semiotyki w Tartu Venclova studiował w drugiej połowie lat 60.). Doktorat umożliwił mu otrzymanie stanowiska adiunkta i stałą pracę.

Dzięki emigracji, choć wymuszonej, mógł spojrzeć na Litwę z innej perspektywy. Venclova zdecydowanie odrzuca przekonanie, że emigrant tracąc wyczucie kraju, pozbawia się też prawa do dyskutowania o jego teraźniejszości i przyszłości. Takie myślenie to zdaniem poety mit, podtrzymywany przez dyktatury. Wygnanie i poczucie dystansu mogą na wiele sposobów wpoić człowiekowi subtelną wiedzę o jego ojczyźnie, niekoniecznie osiągalną dla ludzi, którzy w niej mieszkają – mówi Venclova. – Byłoby absurdem twierdzić, że pisarz potrzebuje stałego kontaktu z ojczystą ziemią i usycha z dala od niej. To się czasem zdarza, ale twórczość Rosjan takich jak Cwietajewa, Nabokov i Brodski, Polaków jak Mickiewicz, Norwid, Miłosz i Gombrowicz, (…) dowodzi czegoś przeciwnego.

Przemiany na Litwie na przełomie lat 80. i 90. Venclova musiał śledzić z oddali, ale korzystał z możliwości odwiedzenia rodzinnego kraju, na ile to było możliwe. Wspierał litewskie dążenia niepodległościowe. Po rozpadzie Związku Sowieckiego nie zdecydował się jednak, by do Wilna powrócić na stałe, choć często je odwiedza, dzieląc swój czas także na pobyty w Krakowie czy w Czarnogórze. Po śmierci Brodskiego (w 1996 roku) i Miłosza (w 2004 roku) jest ostatnim żyjącym członkiem „triumwiratu poetów”, który stara się nieść dalej ideały pojednania i dialogu między Litwą, Polską i Rosją.

Prawda nie poniża

Ten dialog był wynikiem postawy Venclovy jako intelektualisty i patrioty, który patriotyzm rozumie nie jako zamknięcie się we własnej wspólnocie etnicznej, ale którego patriotyzm wynika z głębokiego zanurzenia w historii i kulturze narodu i kraju oraz przekonaniu o jego przynależności do kultury europejskiej i światowej. Patriotyzm Venclovy oznacza także gotowość do konfrontacji z grzechami własnych rodaków – jak w przypadku rozliczenia ze współudziału Litwinów w Holokauście. W połowie lat 70. Venclova poświęcił temu tematowi jeden ze swoich esejów i później wielokrotnie do tego tematu wracał. Także w rozmowie z Ellen Hinsey Venclova nie ucieka od tych kwestii: Skrucha nie poniża. Prawda nie poniża. Mówienie prawdy to jedyna właściwa droga do przywrócenia godności.

Zabieranie głosu w ważnych społecznie sprawach jest dla Venclovy powinnością intelektualisty. Nadal stoimy wobec niebezpieczeństwa powtarzania wzorców i postaw, które nieraz przyniosły katastrofę naszej części świata – mówi swojej rozmówczyni. – Udało nam się uciec z ogromnej klatki komunistycznego imperium, ale są ludzie i siły społeczne, które zamykają nas w mniejszych, lecz niekoniecznie lepszych klatkach narodowego egoizmu, samoizolacji i anachronicznych poglądów. Człowiek przyzwoity nie może się z tym pogodzić. Wyrazem tej postawy był opublikowany w 2010 roku w mediach litewskich (i przedrukowywany potem za granicą) esej pt. „Duszę się”, który mimo upływu lat nadal pozostaje aktualny.

Możecie nie zgadzać się z gejami, nawet ich nie lubić, ale nie można ich obrażać ani obrzucać kamieniami. Możecie agitować przeciw imigracji, ale nie wolno znieważać, bić ani brutalnie deportować imigrantów. Możecie realizować własną politykę, ale nie wolno nazywać jej przeciwników zdrajcami i odmawiać im miejsca na litewskiej ziemi. Wolno wam zabierać głos – ale nie będziemy kryć, że wasze opinie uważamy za błędne i anachroniczne. A jeżeli spróbujecie wprowadzać parafaszystowski, neototalitarny ład, będziecie mieć do czynienia nie tylko z niezadowoloną Brukselą, ale także ze społecznym oporem i obywatelskim nieposłuszeństwem – pisał wówczas Venclova („Gazeta Wyborcza”, 15 listopada 2010, tłum. Sergiusz Kowalski).

Niezłomna postawa etyczna, gotowość do odważnej krytyki narodowych wad i przemilczeń sprawia, że w ojczyźnie Venclova nie zaskarbił sobie powszechnego uwielbienia. Spóźnieni opozycjoniści i dekomunizatorzy atakują go, że nie odciął się od ojca-komunisty. I faktycznie, także w „Magnetycznej Północy”, Venclova nie potępia ani własnego ojca, ani nikogo z tych, którzy mogli mu kiedykolwiek zaszkodzić. Nawet jeśli jakiś czyn nie zasługuje na wybaczenie, to Venclovie bliższa jest postawa współczująca.  Jest w tym też jakieś echo jego światopoglądu filozoficzno-religijnego, o którym co prawda wspomina dość zdawkowo: Nazwałem ten system przekonań (…) „heroicznym agnostycyzmem”. Zgodnie z nim stoimy wobec absurdu i nicości, lecz mimo to trzeba się starać robić, co się da. Nawiasem mówiąc, jednym ze sposobów „robienia, co się da” było dla mnie pisanie.

***

Zainteresowani czytelnicy znajdą w książce Venclovy wiele uwag zarówno o samej naturze jego poezji, strukturze wierszy i pracy poety: W tamtych latach zwykle nie pisałem wierszy przy biurku, tylko chodząc godzinami po pustych uliczkach Wilna czy Moskwy. (…). Ponieważ idąc, zwykle nuciłem i mamrotałem, mogło to się przyczynić do mojej reputacji osoby „lekko szurniętej”; na szczęście po drodze spotykałem niewielu ludzi. Nie ma tu natomiast miejsca na modny dziś ekshibicjonizm w sprawach prywatnych. O swych relacjach Venclova wspomina oszczędnie, jak np. wtedy, gdy opowiada o spotkaniu ze swoją obecną żoną Tatianą, poznaną w 1967 roku w czasie wizyty w Wilnie Natalii Gorbaniewskiej (Pokazałem jej Wilno, którego nigdy nie widziała. Potem poszliśmy do kawiarni i zawarliśmy przygodną znajomość z dziewczyną, która znała rodzinę Aleksandra Ginzburga. Natychmiast się zakochałem – to było jak uderzenie pioruna).

„Magnetyczna Północ” jest publikacją przygotowaną w pierwszej kolejności z myślą o zachodnim czytelniku, który zazwyczaj nie zdaje sobie sprawy z wielu zawiłości, w które wplątane były dzieje naszej części Europy. Stąd też w książce Venclova tłumaczy kwestie, które dla czytelnika polskiego mogą być jasne i zrozumiałe. Jednak walor poznawczy lektury jest niezwykle cenny, bo dzięki rozmowie-wykładowi Venclovy otrzymujemy ogrom wiedzy nie tylko o litewskiej historii, ale także o życiu literackim Litwy czy Rosji, o życiu emigranckim, jak i o ukochanym mieście poety – Wilnie.

Książka jest swoistym hołdem i podziękowaniem Venclovy złożonym jego bliskim i przyjaciołom; ludziom, w których mógł znaleźć oparcie, którzy go ukształtowali jako poetę o niezłomnych zasadach etycznych, jego poetyckim przewodnikom: Annie Achmatowej, Nadieżdzie Mandelsztam, Borysowi Pasternakowi, przyjaciołom z „triumwiratu poetów”: Josifowi Brodskiemu i Czesławowi Miłoszowi oraz wielu, wielu innym. Jest też tu miejsce dla ludzi, którzy w brutalnych czasach, których świadkiem był Venclova, stali się ofiarami zbrodni i represji, doświadczyli więzienia czy – jak on sam – wygnania. Tym samym poeta składa hołd pamięci, w której zachowuje swoich przewodników i towarzyszy podróży. Pamięci, która zachowuje wszystko.

 

Tomas Venclova, Magnetyczna Północ, rozmawia Ellen Hinsey, tłum. Maryna Ochab, Zeszyty Literackie, Warszawa 2017

Polub nas na Facebooku!