Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Jānis Bordāns: wystąpimy z mocnym programem antykorupcyjnym

Po jesiennych wyborach do Sejmu wystąpimy z bardzo mocnym programem antykorupcyjnym. Chodzi o zmiany w wymiarze sprawiedliwości, co z kolei pozwoli na wprowadzenie lepszego klimatu dla biznesu na Łotwie. Na świecie jest wiele kapitału, który krąży, ale jakoś nie przychodzi on do naszego kraju, z tych powodów, o których mówiłem w pierwszej części naszej rozmowy. Dla światowego biznesu równie ważne co tania siła robocza są bowiem także przejrzyste regulacje i brak korupcji. Jeśli wygramy, ci biznesmeni przyjadą na Łotwę. A dzięki pieniądzom pozostawionym przez nich w naszym budżecie, sfinansujemy hojne wydatki socjalne, o którym rozmawialiśmy – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim były minister sprawiedliwości, przewodniczący Nowej Partii Konserwatywnej Jānis Bordāns.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Jānis Bordāns urodził się w 1967 roku w Łatgalii. Od 1989 r. współpracował z Łotewskim Frontem Narodowym. Już w wolnej Łotwie ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Łotewskim w Rydze. W latach 1994–1995 z ramienia Łotewskiej Drogi sprawował mandat posła na Sejm V kadencji. Po odejściu z parlamentu przez krótki okres pracował w telewizji, zaś później zaczął prowadzić prywatną praktykę adwokacką. W lipcu 2012 r. objął urząd ministra sprawiedliwości w centroprawicowym gabinecie Valdisa Dombrovskisa – z ramienia narodowców. W rządzie pozostał do jego końca, czyli do stycznia 2014 r. Po odejściu z rządu powrócił do praktyki adwokackiej. W maju 2014 r. stanął na czele Nowej Partii Konserwatywnej, z ramienia której uzyskał mandat radnego Rygi wiosną 2017 r.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Widziałem Pański wpis na twitterze, w którym narzekał Pan, że tak niewiele pisze się na Łotwie o wizycie prezydenta Andrzeja Dudy.

Jānis Bordāns: To prawda, napisałem coś takiego. Myślę, że gdyby przyjechał do nas król Niderlandów albo prezydent Malty, wiadomości w mediach byłoby więcej. Oczywiście nie mam nic przeciwko tym krajom, ale nie mamy z nimi tylu związków historycznych. Polska i Łotwa są jednak ważnymi sąsiadami, w sensie wspólnej przeszłości, ale także w wymiarze geopolitycznym czy biznesowym. Wydało mi się zatem dziwne, że nasi komentatorzy w mediach czy analitycy tak niewiele uwagi poświęcili wizycie prezydenta waszego kraju.

Przeczytaj także:  Prezydent Andrzej Duda z pierwszą wizytą w Estonii

Uważa Pan, że stosunki polsko-łotewskie powinny być bardziej intensywne?

Bezwzględnie. Nie tylko w wymiarze bezpieczeństwa państwa czy obrony, ale także gospodarczo. Łotysze wiedzą, że Rosja jest ich wielkim sąsiadem, ale nie zauważają Polski, która ma duże PKB i silną pozycję gospodarczą. Chciałbym, żebyśmy mieli również silne związki kulturalne. Moja rodzina także ma korzenie polskie. Urodziłem się w Łatgalii, mam polskich krewnych. Nazwisko mojego dziadka brzmiało Bykowski. Z kolei moja teściowa jest także Polką. Reasumując, nasze stosunki są ważne nie tylko z powodów historycznych, ale chciałbym także widzieć wspólną przyszłość polsko-łotewską.

Chciałbym zapytać o Nową Partię Konserwatywną, która powstała w 2014 r., ale aż do zeszłego roku, gdy przebojem weszliście do paru samorządów, w tym w Rydze i Jurmali, nie odnosiła sukcesów. Pan był ministrem sprawiedliwości z ramienia Zjednoczenia Narodowego VL!-TB/LNNK w ostatnim rządzie Valdisa Dombrovskisa. Potem zdecydował się Pan założyć własną partię. Jaka była tego przyczyna? Na Łotwie jest wiele środowisk, które określają się jako konserwatywne czy prawicowe.

Nowa Partia Konserwatywna powstała w 2014 r., kiedy wiele z obecnych ugrupowań prawicowych nie istniało. Myślę, że zachęciliśmy swoim powstaniem wiele środowisk do tego, by założyli własne ugrupowania. My w momencie, kiedy zakładaliśmy Nową Partię Konserwatywną, czuliśmy, że na Łotwie idą zmiany, że pojawia się nowe pokolenie, na co trzeba odpowiedzieć nową inicjatywą polityczną. Czuliśmy zresztą, że pod rządami tamtej koalicji, która tworzyła rząd Valdisa Dombrovskisa, następuje stagnacja polityczna. A świat idzie do przodu, rozwija się gospodarka, chcieliśmy zrobić coś, by tej stagnacji zaradzić. Gdy mówiliśmy o tym, że coś wprowadzono ciekawego w Estonii, jakieś rozwiązanie, to zwykle słyszeliśmy: „ale to jest Estonia, to nie Łotwa”. Tak jakby Estonia leżała na innym kontynencie. W pewnym momencie mieliśmy poczucie, że zaczynamy uprawiać na Łotwie politykę „przegranych” albo „frajerów”. Kolejną przyczyną powołania do życia Nowej Partii Konserwatywnej była korupcja panująca na Łotwie. Mieliśmy poczucie, że gdyby partie same chciały się oczyścić, to zajęłoby wiele lat. Dziś za naszym programem podążają „Par”, Nowa Jedność czy „Postępowi”, ale to my mówiliśmy o korupcji jako pierwsi. Innym powodem stworzenia partii było to, że nie mieliśmy do tej pory na Łotwie żadnego środowiska, które wyznawałoby jasne i te same wartości. Mieliśmy np. Związek Zielonych i Rolników, ale jaką ideologię oni w zasadzie wyznają? Chcieliśmy, by na Łotwie pojawiła się normalna socjaldemokracja, normalny ruch liberalny czy konserwatywny. To ostatnie byliśmy w stanie zaoferować sami.

Przeczytaj także:  Juris Pūce: Liberalizm to nie tylko gospodarka, to także prawa człowieka

Wspomniał Pan o korupcji w innych partiach. Wasze ugrupowanie zasilili ludzie związani ze służbą antykorupcyjną KNAB.

Ale nie było to od razu. W 2014 r. założyliśmy naszą partię, ale Juta Strīķe i Juris Jurašs byli wciąż pracownikami KNAB. Udało nam się jednak stworzyć taką platformę, o takiej wiarygodności, że zarówno Strīķe, jak i Jurašs uznali, że mogą należeć tylko do naszego środowiska, a nie do żadnego innego. My nie mieliśmy powiązań z różnymi grupami biznesowymi, które istnieją na Łotwie. Juta Strīķe i Juris Jurašs wiedzieli już w pewnym momencie, że będą musieli opuścić KNAB, spotkaliśmy się w trójkę i ustaliliśmy, że mogą przyłączyć się do prac Nowej Partii Konserwatywnej.

A później „zrobili” bardzo dobry wynik waszego ugrupowania w wyborach do rady miejskiej Rygi w 2017 r. Wróćmy jednak do Zjednoczenia Narodowego, do którego Pan należał. Między waszymi ugrupowaniami pojawiły się ostatnio poważne oskarżenia. Pan oskarża Raivisa Dzintarsa o bliskie związki z Aigarsem Lūsisem, byłym sekretarzem generalnym VL!-TB/LNNK, na którym ciążą teraz mocne oskarżenia.

Aigars Lūsis i Raivis Dzintars zawsze uważali siebie za przyjaciół. Przed 2010 r. istniało ugrupowanie „Wszystko dla Łotwy!” założone przez młodych nacjonalistów, w zasadzie to wtedy byli nastolatkowie albo naprawdę bardzo młodzi ludzie. Kompletnie bez pieniędzy. Z kolei Aigars Lūsis był wtedy administratorem ds. bankructw, wcześniej miał związki z naszym oligarchą i byłym premierem Andrisem Šķēle. Wśród tych młodych nacjonalistów znalazła się taka osoba jak późniejszy poseł Imants Parādnieks, znany nie tylko z posiadania paru żon, ale także ogromnych długów w wysokości pół miliona. Wtedy postać administratora ds. bankructw, który wkrótce stał się sekretarzem generalnym partii, okazała się bardzo pomocna. Taki administrator może powiem zrobić wszystko z daną spółką. Od pewnego momentu to środowisko młodych nacjonalistów stało się bardzo bogate, stali się czymś w rodzaju „nowych oligarchów”, albo może lepiej powiedzieć „przykrywką” dla różnych złych rzeczy. Oczywiście wszystko to podlewali sosem patriotycznym i narodowym.

Przeczytaj także:  Raivis Zeltīts: Narodowcy zbliżyliby Łotwę do Grupy Wyszehradzkiej

A teraz oskarżają waszą partię o związki z Moskwą.

To tylko dowód na to, jak prymitywnie myślą. Nie byli w stanie na nas nic znaleźć. Rozumieją, że wraz z powstaniem naszej partii zaczynają tracić poparcie wśród osób o nastawieniu patriotycznym czy konserwatywnym. Najlepszym dowodem jest ich przegrana w wyborach do rady miejskiej Rygi w 2017 r. Ludzie przechodzą do naszej partii.

Wraz z kandydatem Jedności na premiera, europosłem Krišjānisem Kariņšem, pracował Pan nad wspólną deklaracją „partii łotewskich”, by nie wchodzić po wyborach z 2018 r. w koalicję z Socjaldemokratyczną Partią „Zgoda”, którą oskarża się o promoskiewskość. Pan nie wyobraża sobie współpracy z nacjonalistami, „Zgodą”…

Naszym idealnym rządem byłby rząd jednopartyjny, ale to jest niemożliwe. Dlatego optymalna koalicja to taka, gdzie nie będzie „Zgody” ani Związku Zielonych i Rolników.

Ale to nie jest możliwe, któraś z tych partii będzie musiała być w rządzie, to dwa najsilniejsze ugrupowania w sondażach.

Nie powiedziałbym tego, zależy o jakich sondażach mówimy. Według niektórych Zieloni i Rolnicy, narodowcy czy koalicja liberalna mają takie samo poparcie. Jeśli do Sejmu wejdzie Jedność, to jest możliwe stworzenie rządu bez „Zgody” i ZZS. Nie sądzę, by te dwie partie uzyskały większość.

Ale za to z narodowcami już wyobraża sobie Pan współpracę?

Tak, będziemy musieli mieć ich jednak na oku.

Rozmawiałem z liderem liberalnej partii „Dla Rozwoju Łotwy”, Jurisem Pūce, i on powiedział, że nie wyklucza wspólnego rządu ze Związkiem Zielonych i Rolników, nawet jeśli ich partię oskarża się o wspieranie „lembergiji” („lembergizmu” – odniesienie do oskarżanego o korupcję i nepotyzm mera Windawy Aivarsa Lembergsa – przyp. red.) i „padomiji” („sowieckości” – przyp. red.). Dlaczego Pańska partia nie chce koalicji z partią Mārisa Kučinskisa?

Bo zarówno „Zgoda”, jak i Związek Zielonych i Rolników są partiami skorumpowanymi, będącymi pod wpływem oligarchów. „Zgoda” więcej kradnie w samorządzie ryskim, z kolei ZZS w całej Łotwie.

Przeczytaj także:  Afera u Zielonych i Rolników z Jurmałą w tle

Szczególnie w Windawie

Nie tylko tam, bo także w Rydze Związek Zielonych i Rolników ma swoje wpływy. Na przykład Lembergs ma dużo do powiedzenia, jeśli chodzi o Wolny Port Ryski. Te dwie partie po prostu podzieliły swoje wpływy, jak gangsterzy. „Zgoda” odwołuje się do mniejszości rosyjskiej, z kolei partia Kučinskisa do elektoratu łotewskiego. Niech Pan zauważy jedną rzecz. Związek Zielonych i Rolników nie ma swojej reprezentacji w radzie miejskiej Rygi. Wybory z 2017 r. były pod tym względem ciekawe. Oni nie zainwestowali dosłownie nic w to, by dostać się do rady miejskiej.

Mimo faktu, że na ich listach widniało nazwisko byłego prezydenta Łotwy Andrisa Bērziņša.

Bardzo dziwnego prezydenta swoją drogą. Myślę, że Związek Zielonych i Rolników po prostu pomógł „Zgodzie” uzyskać większość w radzie miejskiej. Zdobyli bowiem parę procent głosów, nie wchodząc do rady. Gdyby te głosy poszły na inne partie łotewskie, Uszakow straciłby władzę.

Przeczytaj także:  Emerytowany prezydent kandyduje do rady miejskiej Rygi

Gdyby zaś Związek Zielonych i Rolników lepiej poprowadził kampanię, to wszedłby do rady miejskiej, a to także oznaczałoby przegraną „Zgody”.

To prawda. Uważam zresztą, jak już mówiłem wcześniej, że jest to dowód na to, że Lembergs i Uszakow podzielili wpływy na Łotwie. Ryga ma należeć w całości do „Zgody”, zaś Windawa być pod wpływem partii Lembergsa.

W Windawie „Zgoda” przegrała i nie ma swojej reprezentacji w radzie miejskiej. Na Łotwie wszyscy ludzie narzekają na korupcję. Jak Pan zatem wytłumaczy fakt, że Aivars Lembergs pozostaje jednym z najbardziej popularnych polityków w kraju, był wiele razy kandydatem na premiera, zaś w Windawie w każdych wyborach samorządowych uzyskuje bardzo dużą większość głosów.

Lembergs jest po prostu gangsterem, który odpala ludziom jakieś ochłapy. To jest taka polityka gangsterska. Ale w dużej mierze ta popularność Lembergsa jest oparta na sfałszowanych sondażach, na nieprawdziwych informacjach. Zarówno Aivars Lembergs, jak i mer Rygi Nił Uszakow, mają swoje media. Samorząd miasta Rygi wydaje ogromne pieniądze na propagandę w mediach. To idzie w tysiące euro. Z kolei Lembergs jest wprost właścicielem wielu tytułów. Z drugiej strony popularność Lembergsa wynika z sowieckiej mentalności. Ludzie myślą, że jeśli się często pokazuje jakiegoś polityka w telewizji, to znaczy, że jest dobry, że trzeba na niego głosować, bo jest w jakimś sensie „swój”.

Przeczytaj także:  Mer, któremu trudno powiedzieć nie

Jest Pan członkiem rady miejskiej Rygi. Czy korupcja i nepotyzm są takim samym problemem w stolicy Łotwy, jak w Windawie?

To jest w stu procentach to samo. Plusem miasta Rygi jest tylko to, że Nił Uszakow ma o wiele silniejszą opozycję wobec siebie niż Aivars Lembergs, która jest w stanie zastopować niektóre projekty „Zgody”, co jest niemożliwe w Windawie.

Co jest dziś największym problemem samorządu Rygi, poza korupcją i nepotyzmem? Sposób zarządzania? Opozycja nie ma przewodniczącego żadnej ważnej komisji miejskiej…

To jest dokładnie to samo co w Windawie i wynika z sowieckiego sposobu myślenia. Wspomniałbym nie tylko o tym, że opozycja nie ma szefów komisji, ale także o problemie z dostępem do informacji publicznej. Czasem pieniądze inwestowane są w dziwny sposób tak jak chociażby w przypadku strony riga.lv czy projektu „Live Riga”. O tym mówimy już od dziewięciu lat. Przez te lata władza Uszakowa zdobyła bardzo dużo praktyki, jak opłacać ogłoszenia w prasie, jak wyprowadzać pieniądze do różnych organizacji. Podam przykład. Jest taka spółka miejska jak „Rīgas meži”, czyli „Lasy Rygi”. Oni płacą siedemset tysięcy euro prawnikom, którzy kiedyś pracowali jako prawnicy „Rīgas meži”, za różne usługi. Te same zarzuty o złe zarządzanie i korupcję odnoszą się do innych spółek miejskich takich jak „Rīgas satiksme” (odpowiedzialna za transport miejski – przyp. red.) czy „Rīgas namu pārvaldnieks” (odpowiedzialna za utrzymanie budownictwa komunalnego – przyp. red.). Szefów tych spółek nie możemy się doprosić, by przyszli na posiedzenie rady miejskiej. Gdyby Ryga miała odpowiednie instytucje, które przeciwdziałałyby korupcji, to coś takiego byłoby po prostu niemożliwe. Żaden normalny mer miasta nie pozwoliłby, by do tego stopnia wyprowadzać pieniądze z kasy miejskiej. Ale u nas jest to praktyką, a Ryga przypomina biedne miasto w Federacji Rosyjskiej.

Pańska partia zaczęła kampanię w Rydze odnoszącą się do hazardu. Jesteście za tym, by go całkowicie zakazać. Jak duży to problem dla stolicy?

To jest problem ogólnołotewski. Żartuję, że gdy idziemy przez ulice Rygi, to widzimy banki, które trzymają pieniądze nierezydentów z Federacji Rosyjskiej, zaraz potem bardzo dużo „laimētavas”, czyli miejsc, gdzie można wygrać albo stracić duże pieniądze. A my jesteśmy za małym krajem, by nasi obywatele mogli sobie na coś takiego pozwolić. Najczęściej w hazard wchodzą biedni mieszkańcy przedmieść, którzy zostawiają w tych ośrodkach swoje ledwo zarobione pieniądze czy pieniądze rodzinne. To jest groźne dla rodzin, ale także dla małych biznesów. Później ci ludzie nie mają niczego, są w długach albo po prostu opuszczają Łotwę. Jest to groźne dla całego społeczeństwa.

Czy ludzie nie powinni mieć jednak wolnego wyboru, czy chcą chodzić do takich przybytków?

Ale tutaj mówimy już o pewnym uzależnieniu. Ja sądzę, że przyszłością Łotwy nie jest hazard na przedmieściach Rygi, a wysokie technologie, dobry biznes czy dobra bankowość.

Czy jednak „hazard na przedmieściach” tak szybko da się zamienić na „wysokie technologie”?

W końcu jesteśmy partią konserwatywną i musimy bronić konserwatywnych wartości. Myślę, że hazard do nich nie należy.

Jesteście za zakazem hazardu tylko w Rydze czy także innych miastach?

Mówimy o tym także w Smiltene. Sądzę, że po wyborach do Sejmu jesienią 2018 r. wrócimy do tematu i będziemy za tym, by hazardu zakazać na całej Łotwie.

Jednym z postulatów waszej partii w wyborach samorządowych w 2017 r. było wprowadzenie w życie bezpłatnego transportu w stolicy, dokładnie jak ma to miejsce w Tallinnie. Czy uważa Pan, że Ryga jest w stanie pozwolić sobie na coś takiego?

Myślę, że tak. I nie mówimy tutaj tylko o darmowym transporcie, ale także o innych sprawach, takich jak system Park and Ride. Bardzo dużo ryżan przeprowadziło się ostatnio na przedmieścia. Uszakow twierdzi, że to po prostu ich wybór, że tak chcą żyć. Ale ci ludzie mają swoje potrzeby w centrum, chcą tam zawozić swoje dzieci do przedszkola czy do szkoły. Lepiej, żeby robili to bezpłatnym transportem. Ja uważam centrum Rygi za bardzo przyjemne miejsce do mieszkania, bardzo zielone, więc może lepiej ograniczyć liczbę samochodów. Nie widzę jednak troski o tę część miasta ze strony władz miejskich. Robi się w Rydze coś w rodzaju potiomkinowskich wiosek, jak ma to miejsce w Rosji. Odmalowuje się jeden czy drugi dom, ale infrastruktura wciąż jest na niskim poziomie, nie mówię już nawet o remontach ulic, które są tragiczne.

Przeczytaj także:  Od wiosny darmowy transport w Jurmali

Wróćmy do wyborów krajowych. Patrzę na wasza ulotkę i widzę wasze priorytety, wśród których znajdują się wartości konserwatywne, czyli przedwojenna republika, której obecna Łotwa jest kontynuacją, naród mówiący w języku łotewskim, rodzina i dzieci, demokracja i praworządność, welfare state oraz geopolityczna przynależność do świata Zachodu. Wszystkie te wartości są podzielane przez inne partie prawicowe na Łotwie.

Niekoniecznie. Zjednoczenie Narodowe chyba nie bardzo ceni demokrację i praworządność, w dodatku oni są socjalistami, jeśli chodzi o gospodarkę. Mówią, choć chcę to podkreślić, głównie mówią, o nacjonalizacji, o wpływach rządu w gospodarce. Jednak prawdziwym problemem jest to, że mając ministra odpowiedzialnego za energetykę, nie robią nic, by uniezależnić nas od Rosji. Z kolei gdy mowa o Jedności, to ona do tej pory skupiała w sobie bardzo różne poglądy, zarówno konserwatywne, liberalne jak i socjaldemokratyczne. To był jeden z powodów rozłamu w partii w 2017 r. Nie wiem, co z nimi będzie dalej.

Uważa Pan, że łotewski konserwatyzm jest inny od europejskiego?

Może jest nam bliżej do konserwatyzmu amerykańskiego, w każdym razie do brytyjskiego? Nie wiem, chciałbym wiedzieć także więcej o tym, co się dzieje w polskim konserwatyzmie…

Czy planujecie jako Nowa Partia Konserwatywna związać się z jakąś partią polityczną w Europie, jak zrobiła to np. Jedność?

Na razie nie mamy takich związków, nie wykluczamy przyłączenia się do Europejskiej Partii Ludowej, ale myślimy o współpracy z Macronem, który organizuje ogólnoeuropejski ruch. Jest nam blisko do tego konserwatyzmu, który on sobą reprezentuje.

Na waszej ulotce wyborczej widzę program „3 razy 500 euro”, czyli, że od przyszłego roku płaca minimalna na Łotwie ma wynieść 500 euro (obecnie wynosi 430 euro), minimum nieopodatkowane dla pensji i emerytur wyniesie 500 euro (obecnie 200 euro dla pensji i 250 euro dla emerytur). Skąd weźmiecie pieniądze na tak ambitne zadanie?

Jest kalkulacja, że to będzie kosztować 300 milionów z budżetu. Obecny rząd realizuje program elektryfikacji kolei na linii Ryga-Dyneburg, z nadzieją, że w przyszłości będzie tutaj tranzyt rosyjski czy białoruski do łotewskich portów. Dla nas to jest absolutne marnowanie pieniędzy, bo ten projekt ma kosztować miliard euro. A jeśli rząd jest w stanie wydać miliard na projekt, który zupełnie nie ma sensu, to lepiej zainwestować te pieniądze w programy socjalne, które proponuje Nowa Partia Konserwatywna. My co prawda jesteśmy partią prorynkową, ale dla nas projekty społeczne także mają sens. Chodzi o to, by pieniądze poszły do kieszeni ludzi, a nie zostały zmarnowane. Bo może dzięki temu ci ludzie zostaną w kraju i nie opuszczą Łotwy. Nie chcemy robić tego, co robi Lembergs, który przez każdymi wyborami daje ludziom po 50 euro i ci z zadowoleniem na niego głosują.

W waszym programie widzę także 300 euro na trójkę dzieci. Obecnie jest 67 euro.

Jeśli tego nie zrobimy, stracimy Łotwę.

Więc dużo jest elementów socjalnych.

To prawda, ale opowiadamy się także za odchudzeniem administracji, za likwidacją biurokracji, stworzeniem lepszych warunków dla biznesu.

Tego na Łotwie chce każdy.

Ale w odróżnieniu od Związku Zielonych i Rolników i narodowców zaczniemy jeszcze inną rzecz po wyborach. Wystąpimy z bardzo mocnym programem antykorupcyjnym. Chodzi o zmiany w wymiarze sprawiedliwości, co z kolei pozwoli na wprowadzenie lepszego klimatu dla biznesu na Łotwie. Na świecie jest wiele kapitału, który krąży, ale jakoś nie przychodzi on do naszego kraju, z tych powodów, o których mówiłem w pierwszej części naszej rozmowy. Dla światowego biznesu równie ważne co tania siła robocza, są bowiem także przejrzyste regulacje i brak korupcji. Jeśli wygramy, ci biznesmeni przyjadą na Łotwę. A dzięki pieniądzom pozostawionym przez nich w naszym budżecie, sfinansujemy wydatki socjalne, o którym rozmawialiśmy.

A jak wygracie, co stanie się z Aivarsem Lembergsem?

Czeka go trudny, ale sprawiedliwy proces. Musimy oczyścić atmosferę w Sądzie Najwyższym, w prokuraturze. Tam wszędzie są ludzie Lembergsa. Naszym zadaniem będzie taka reforma sądownictwa, by pozbyć się tych osób. Ale jak mówiłem, proces Lembergsa musi być sprawiedliwy i uczciwy.

 

Zdjęcie tytułowe: Most nad Dźwiną w Rydze. Zdj. Kārlis Dambrāns / Flickr / CC.

Polub nas na Facebooku!