Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Roberts Putnis: nasza partia opowiada się za federalną Europą

Unia Europejska jest i powinna być wspólnotą wartości. Tutaj nie chodzi tylko o przepływ kapitału czy ludzi, ale o coś więcej. Jarosław Kaczyński i Viktor Orbán nie pomagają w budowaniu wspólnej Europy, na dłuższą metę ich postawa nas osłabia. Polska jest oczywiście dla nas bardzo ważnym partnerem, jeśli chodzi o naszą obronność. To zresztą jedyne wytłumaczenie, dlaczego premierzy krajów bałtyckich milczą, nie komentują tego, co robi w Polsce PiS. Ja sądzę jednak, że nawet współpracując w dziedzinie obrony, musimy pamiętać o pewnych wartościach. Polityki narodowe nie mogą przesłonić tych kwestii, które są ważne w federalnej Europie. My jako „Postępowi” jesteśmy bowiem zwolennikami federalizacji kontynentu – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim przewodniczący partii Roberts Putnis.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Roberts Putnis urodził się w 1976 roku w Alūksnē. W przeszłości mieszkał w Niemczech, gdzie należał do lewicowej SPD i działał w lokalnej społeczności łotewskiej. W latach 2004-2008 sprawował funkcję przewodniczącego rady „Stowarzyszenia na Rzecz Otwartości DELNA”, które walczyło z korupcją na Łotwie. Od 2015 do 2017 r. stał na czele Wydziału Polityki Medialnej Ministerstwa Kultury Łotwy. W 2017 r. został sekretarzem generalnym lewicowej partii „Postępowi”, obecnie jest jej przewodniczącym. Jest pierwszym szefem partii politycznej na Łotwie należącym do społeczności LGBT.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Zacznijmy naszą rozmowę od Baltic Pride, w którym zarówno Pan, jak i Pana organizacja polityczna wzięła udział. Tak się składa, że tego samego dnia mieliśmy w Warszawie Paradę Równości, która zgromadziła 45 tysięcy uczestników. To był rekord. Baltic Pride nigdy nie był tak popularny, ale teraz także mieliśmy do czynienia z największą liczbą demonstrantów. Jakie są Pana wrażenia z tego dnia?

Roberts Putnis: Czuję się bardzo szczęśliwy. Jeszcze dzień przed Baltic Pride rozmawiałem z organizatorami i oni mi mówili, że oczekują 2-3 tysięcy uczestników. A przyszło trzy razy więcej. Według danych policji, która zawsze zaniża liczbę demonstrantów, bo działacze LGBT twierdzą, że osób mogło być więcej.

Większość uczestników była Łotyszami?

Wśród demonstrantów byli nasi sąsiedzi, Litwini i Estończycy, ale tak, sądzę, że większość to jednak byli Łotysze.

Przeczytaj także:  Tegoroczny marsz Baltic Pride rekordowo popularny

I nikogo z Socjaldemokratycznej Partii „Zgoda”, która teoretycznie ma bronić lewicowych wartości.

Dzień przed paradą zamieściłem wpis na Twitterze z pytaniem, gdzie podział się łotewski reprezentant „Rainbow Rose”, czyli organizacji skupiającej gejów i lesbijki, należących do którejś z organizacji zgrupowanej w Partii Europejskich Socjalistów. Także „Zgoda” teoretycznie ma taką organizację. Niestety nawet Boris Cilewicz, którego bardzo szanuję jako człowieka i który na Twitterze zazwyczaj odpowiada, nie był w stanie udzielić mi informacji.

Przeczytaj także:  Boris Cilewicz: Łotwa jest krajem, gdzie grupy etnicznie spokojnie koegzystują

Bo „Zgoda” nie chce się afiszować z poparciem dla osób LGBT.

Nie sądzę zatem, by w „Zgodzie” funkcjonowała jakaś grupa otwarta na osoby LGBT. Znam dobrze kulturę tej organizacji. Pytałem przez Baltic Pride działaczy młodzieżówki „Zgody”, czy będzie obecna na wydarzeniu. Odpowiedzieli w ten sposób, że pojedyncze osoby, na podstawie indywidualnej decyzji, może tak, ale cała organizacja nie pójdzie. „Zgoda” ma problem ze swoją tożsamością, co widoczne jest nie tylko przy sprawach LGBT, ale także prawach kobiet czy kwestiach społecznych. Obecnie na Łotwie toczy się dyskusja na temat reformy służby zdrowia, która wyklucza bardzo dużą grupę osób z korzystania z niej. Mówimy tutaj o liczbie od 100 do 300 tysięcy osób. Nie widziałem żadnej reakcji „Zgody”.

Do tej sprawy jeszcze wrócimy. Chciałem zapytać, jaki stosunek do kwestii LGBT ma wasza organizacja „Postępowi”. Są partie takie jak liberalna koalicja „Attīstībai/Par”, które opowiadają się za związkami partnerskimi, podobnie jak część polityków „Jedności”. Te dwie organizacje, w przypadku partii „Jedność” mam na myśli ich młodzieżówkę, były obecne na czerwcowym prajdzie. Jest to temat bardzo trudny na Łotwie. Czy wasza partia jest za związkami partnerskimi czy, jak to określają organizacje LGBT, „równością małżeńską”?

Ta druga opcja jest na Łotwie praktycznie niemożliwa. To nie jest temat debaty. Nasza organizacja podjęła już decyzję, że w naszej działalności opowiadamy się za związkami partnerskimi. To jest kluczowa sprawa dla osób LGBT.

Dlatego, że małżeństw homoseksualnych zakazuje znowelizowana w 2005 r. konstytucja. Ale konstytucję można zmienić.

Tak, to może nawet byłaby idealna opcja. Ale nawet teraz jest możliwe, by wprowadzić faktyczną równość związków między kobietą i mężczyzną a związkami osób tej samej płci bez zmiany konstytucji. Nie ma takiego klimatu politycznego, by zmienić ustawę zasadniczą. Swoją drogą takie rozwiązanie, czyli faktyczne zrównanie w prawach związków cywilnych z małżeństwami, do niedawna funkcjonowało w Niemczech, jeszcze zanim wprowadzono w 2017 r. instytucję małżeństw homoseksualnych.

Przeczytaj także:  Łotysze nie będą zawierać związków partnerskich

Nawet jednak w przypadku związków partnerskich wprowadzenie odpowiednich zmian będzie trudne, bo jedynie niektóre partia polityczne je popierają. Pokazało to głosowanie z marca. Z kolei trzy najważniejsze partie w sondażach, czyli „Zgoda”, Związek Zielonych i Rolników oraz narodowcy są przeciwko. Jak długo trwać będzie zatem walka o związki homoseksualne?

Niech Pan mi zada to pytanie dzień po wyborach, 7 października (śmiech). Sądzę, że na Łotwie jest potrzeba zmiany, ale trudno powiedzieć, jak się rozłożą głosy w Sejmie. Jeśli zostanie tak jak jest teraz, to przez najbliższe cztery lata nie ma szans dla związków partnerskich.

Teoretycznie możemy sobie wyobrazić dobry wynik prawicowej „Jedności” oraz liberalnej koalicji „Attīstībai Par” w wyborach do Sejmu. Ale bez akceptacji rosyjskiej „Zgody” oraz Związku Zielonych i Rolników nic się w tej sprawie nie zmieni.

Co do „Zgody” nie mam oczekiwań. Ale są inne opcje, takie jak Łotewskie Zjednoczenie Regionów czy skrajnie prawicowa partia KPV.LV (“Do kogo należy państwo?”) byłego showmana Artussa Kaimiņša. Jeśli zaś chodzi o Związek Zielonych i Rolników, to dużo zależy od tego, kto personalnie zostanie wybrany do Sejmu. To jest koalicja ludzi, którzy często się różnią między sobą, także w sprawach praw i wolności.

Chociażby szef Partii Zielonych w Rydze Valentīns Jeremejevs opowiadał się za tym, by zakazać Baltic Pride w tym roku.

To jest jedna osoba…

Partia populisty Kaimiņša zgodziłaby się na związki partnerskie?

Zależy co im się zaproponuje w trakcie negocjacji koalicyjnych. Oni nie są adwokatami tej sprawy, ale w zależności od tego, co by dostali, jakie ich postulaty zostałyby zrealizowane, mogą się zdecydować na poparcie takiej inicjatywy. Sprawy LGBT to dla nich na pewno nie jest żadna „czerwona linia”. Obecny kandydat KPV.LV na premiera prawnik Aldis Gobzems jest zresztą człowiekiem o całkiem liberalnych poglądach. Mieliśmy rozmowy z tym ugrupowaniem. Oni wtedy powiedzieli, że nie są partią, która ma jakieś ideologiczne umocowanie, bardziej są za rozwiązywaniem konkretnych problemów.

Czyli skrajnie prawicowa partia Artussa Kaimiņša jest bardziej pragmatyczna w tej dziedzinie niż centryści ze Związku Zielonych i Rolników…

… ale znowu, sądzę, że szef frakcji Związku Zielonych i Rolników w Sejmie, doświadczony polityk Augusts Brigmanis, nie miałby problemu ze związkami partnerskimi. Oczywiście nie mówimy o małżeństwach homoseksualnych.

Wróćmy do podstawowych spraw polityki krajowej. Przez Łotwę przetoczyła się dyskusja, czy małe partie powinny startować do wyborów sejmowych razem. Były nawet negocjacje na ten temat. Spekulowało się, że wasze ugrupowanie może pójść z socjalliberalną partią, która wyłoniła się z prawicowej Jedności. Mam na myśli tutaj ugrupowanie „Par!” Danielsa Pavļutsa. Ostatecznie idziecie sami.

Dlatego, że jesteśmy lewicowym ugrupowaniem, które istnieje już siedem lat. Mamy ściśle określony światopogląd. Widzimy szansę, by zagospodarować niszę, jaką jest na łotewskiej scenie politycznej lewa strona.

Przeczytaj także:  Daniels Pavļuts: Nasza partia jest zarówno probiznesowa, jak i wrażliwa społecznie

Czyli to była wasza decyzja, by startować samodzielnie?

Nie, to była decyzja „Par!” Danielsa Pavļutsa. Naszą propozycją była koalicja jedynie z partią „Par!”, z wyłączeniem liberalnej partii „Dla Rozwoju Łotwy”, która ma ścisłe związki z biznesem. Oferowali nam pomoc finansową w kampanii. To, czego im brakowało, to z kolei nowe, ale i sprawdzone twarze, reputacja. To dało im ugrupowanie „Par!” Danielsa Pavļutsa. My nie mogliśmy żyrować takiego sojuszu, bo nam jest jednak daleko do rynkowych liberałów, którzy tutaj na Łotwie są lobbystami biznesu. Mamy dużo wspólnych punktów z „Par”, ale oni są socjalliberalni. By dać przykład tego biznesowego lobbingu wspomnę o Baibie Fromane, która jest jednocześnie członkiem zarządu partii „Dla Rozwoju Łotwy” oraz organizacji lobbującej w dziedzinie budownictwa. Zapytaliśmy ich, czy zamierzają coś z tym zrobić, odpowiedzieli: „nie”. Nie mogliśmy zatem współpracować.

Przeczytaj także:  Juris Pūce: Liberalizm to nie tylko gospodarka, to także prawa człowieka

Jesteście małym ugrupowaniem, które ma nieco ponad jeden procent poparcia. Jak zamierzacie przekonać ludzi, np. tych, którzy wcześniej głosowali na „Zgodę”, żeby oddali na was głos?

Myślę, że uda nam się zdobyć jakiś procent ludzi, którzy byli wcześniej za „Zgodą”. Naszą jedynką w Rydze jest była działaczka tego środowiska Antoņina Ņenaševa. Ona brała udział w jednej z pierwszych kampanii Niła Uszakowa, przez długi czas była liderką młodzieżówki „Zgody” patrioti.lv. Ona rozumie elektorat rosyjskojęzyczny i może do nas przyciągnąć głosy pochodzące stamtąd. Ale nie sądzę, byśmy byli w stanie przyciągnąć większą część elektoratu „Zgody”, który skupia konserwatywnie nastawionych wyborców rosyjskojęzycznych, nawet jeśli partia używa etykiety socjaldemokratycznej. Nacjonalistyczny elektorat rosyjski nie jest naszą grupą targetową. Chodzi mi o stosunek do cerkwi prawosławnej, reżimu Putina, przejmowanie niektórych konstrukcji propagandowych z Rosji takich jak „Gejropa”.

Na jaki elektorat zatem liczycie?

Zastanawiamy się jak dotrzeć do byłego elektoratu „Od Serca dla Łotwy”, partii na czele której stała była kontroler państwowa Inguna Sudraba. To było ciekawe środowisko, które weszło do Sejmu XII kadencji, ale obecnie nie ma szans na powtórzenie tego sukcesu. W 2014 r. sondaże mówiły, że Sudrabę popiera taka sama liczba Łotyszy, jak i Rosjan. Była więc ona osobą, która przekraczała pewien podział etniczny, który występuje na łotewskiej scenie politycznej.

Co do innych segmentów elektoratu, to myślimy o wyborcach, którzy głosowali w 2014 r. na Łotewskie Zjednoczenie Regionów albo Jedność jako partię władzy.

Z listy tego ostatniego ugrupowania wchodził do Sejmu przez parę kadencji socjaldemokrata Atis Lejiņš.

Bardzo go szanuję, ale on nie był postrzegany jako lewicowiec, stracił wiele ze swojego socjaldemokratycznego profilu, stając się posłem prawicowej Jedności.

Przeczytaj także:  Atis Lejiņš: Nowy system podatkowy poprawi los najbiedniejszych

Waszą konkurencją po lewej stronie jest nie tylko „Zgoda”, ale także tradycyjna łotewska socjaldemokracja, LSDSP, która odwołuje się do przedwojennej tradycji…

… i chciała, by łotewski MSZ zareagował na to, że ambasady obcych krajów wywieszają w Rydze tęczowe flagi z okazji Pride (śmiech). Rozmawialiśmy także z nimi na temat stworzenia sojuszu wyborczego, ale okazało się, że to jest środowisko konserwatywne, nacjonalistyczne, antyeuropejskie.

Nie macie zatem szczęścia do lewicy. Wracając do kwestii reform. Chciałbym zapytać, jakie jest Wasze stanowisko w sprawie reformy ministra Šadurskisa dotyczącej szkół rosyjskich.

Obecny rząd podejmuje tyle różnych kwestii, że się w nich gubi. Weźmy choćby kwestię sześciolatków. Rząd nie jest przygotowany na to, by posyłać sześciolatków do szkół. Nikt z gabinetu premiera Kučinskisa nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nie możemy organizować edukacji szkolnej w przedszkolach. To byłoby chyba najłatwiejsze. Wracając jednak do szkół rosyjskich. Jest jasne, że propozycja Kārlisa Šadurskisa nie działa. Nie da się przekształcić szkół działających w jednym języku w szkoły funkcjonujące w innym języku. Nikt nie wie, jak to będzie działało. Z drugiej strony trzeba brać pod uwagę fakt, że rosyjscy nauczyciele na Łotwie wymierają. Oni stają się coraz starsi, a młodych nauczycieli rosyjskich nie widać. Jakość nauczania w języku rosyjskim spada mimo istnienia pewnych szkół elitarnych, które kształcą w języku rosyjskim. Zgadzam się zatem, że głównym językiem nauczania powinien być łotewski. Ale powinno to być robione z głową.

Przeczytaj także:  Reforma oświaty na Łotwie wejdzie w życie, polskie szkoły w Łatgalii i Rydze zostają

Natomiast jeśli chodzi o reformę zdrowia…

Uważamy, że w tym kraju nikt nie powinien umierać, tylko dlatego, że nie ma dostępu do służby zdrowia. Opowiadamy się za finansowaniem jej ze środków publicznych. Nie wiem, jak głęboko Pan śledzi sytuację na Łotwie, sądzę, że dość głęboko, to na pewno widział Pan reklamy ziedot.lv, gdzie można wpłacać pieniądze na leczenie dzieci albo młodych dorosłych. To wszystko ma iść ze środków prywatnych. Nie rozumiem, dlaczego ludzie chorzy na raka muszą jeździć na terapię do Estonii. Tak się jednak dzieje na Łotwie, dlatego, że jest potężny lobbing prywatnych ubezpieczycieli. Jeśli przejdzie Pan się kawałek Lāčplēša iela, to znajdzie Pan obok kasyn i aptek na każdym kroku jakieś laboratorium medyczne. Co dowodzi, że nasz system jest chory. Naszym celem politycznym jest jednak to, by na służbę zdrowia wydawać 8% PKB. Skoro na Łotwie wydawać się będzie 2% na obronę… Obecnie na służbę zdrowia wydaje się niestety o połowę mniej, ok. 3,7%.

Wracając do ludzi, którzy wykluczeni są z nowej reformy zdrowia…

… która jest powiązana z płaceniem podatku socjalnego. Jeśli go nie płacisz, nie będziesz objęty ubezpieczeniem. Nie chodzi tutaj tylko o ludzi, którzy unikają płacenia podatków czy freelancerów, ale także o ludzi biednych. Może tutaj także chodzić o pracowników sezonowych czy osoby niepełnosprawne. Podjęliśmy tę kwestię w listopadzie 2017 r. Poparły nas różne stowarzyszenia, a także Komisja Europejska. Minister zdrowia Anda Čakša nie była w stanie wtedy odpowiedzieć nam, ile osób może zostać wyjętych spod ubezpieczenia zdrowotnego. Parę miesięcy później również nie była w stanie tego określić. W międzyczasie pojawiły się liczby takie, że od 100 do 300 tysięcy ludzi może być poza systemem. A także okazało się, że Ministerstwo Zdrowia potrzebuje dwóch milionów euro na nowy system komputerowy, dzięki któremu będzie mogło sprawdzić, kto jest zarejestrowany, a kto nie. To wszystko jest chore.

Na waszej stronie internetowej widziałem, że jako partia chcecie przesunąć Łotwę w stronę Skandynawii. Czy chodzi tylko o podatek progresywny czy coś więcej?

To jest tylko część tego programu. Dzięki działalności naszego działacza Ansisa Dobelisa, byłego sekretarza generalnego LSDSP, idea podatku progresywnego stała się żywa i Łotwa wprowadza go dziś jako pierwszy kraj bałtycki. Nie jestem co prawda zadowolony z obecnej reformy, która jest mało przejrzysta i właściwie tylko zaciemnia ideę podatku progresywnego. Ale to, że w ogóle został on wprowadzony, w dużej mierze wynika z działalności naszej partii. Organizowaliśmy konferencje, sympozja, zbieranie podpisów pod manabalss.lv. Wreszcie coś zaskoczyło.

Wracając jednak do wartości nordyckich. Tak się składa, że socjaldemokracja to już jest część tożsamości tych państw. A są to kraje, które w wielu sprawach sobie dobrze radzą. Zawsze, gdy jest jakieś badanie, okazuje się, że któreś z państw skandynawskich jest na pierwszym miejscu w jakiejś dziedzinie. Więc jest to kierunek ewidentnie postępowy.

Jeśli mówimy o polityce zagranicznej to w krajach bałtyckich jest podział. Dania jest członkiem zarówno NATO, jak i Unii Europejskiej. Z kolei w Sojuszu Północnoatlantyckim jest jeszcze Norwegia, zaś w Unii Europejskiej Finlandia i Szwecja. Jakie stanowisko w sprawie polityki zagranicznej mają „Postępowi”?

Uważamy, że relacje transatlantyckie są podstawą naszego bezpieczeństwa. Z drugiej strony, obserwując to, co się dzieje teraz w USA, musimy mocniej stawiać na Europę, podobnie jak na współpracę bałtycko-nordycką. W sprawie polityki obronnej ważna jest także Polska, ale także Niemcy, które pełnią coraz większą rolę w Unii Europejskiej, zwłaszcza po Brexicie. To zresztą nasz tradycyjny partner. Swoją drogą „Postępowi” są jedynym środowiskiem politycznym na Łotwie, które opowiada się za federalizacją Europy. Wiem, że nie jest to model nordycki, ale wspieramy go (śmiech).

Przeczytaj także:  Sprūds: Łotysze wiedzą, że należy dzwonić do Jarosława Kaczyńskiego. Ale Międzymorza z nami nie będzie

Wracając do Niemiec, był Pan członkiem SPD przez długi czas. Większość obecnych polityków łotewskich ufa raczej Angeli Merkel…

Nie powiedziałbym tego. Mam takie wrażenie, że wśród łotewskich polityków i urzędników jest duża nieufność wobec polityki Niemiec. Jest za to duże skoncentrowanie na Waszyngtonie jako na niezawodnym partnerze…

SPD zawsze była bardziej prorosyjska niż CDU, która bardziej krytycznie odnosi się do Władimira Putina.

Ale jeśliby wziąć pod uwagę bawarską CSU i jej politykę wobec Rosji, to możemy dojść do innych wniosków. Myślę, że to nie jest kwestia partyjna, tylko ogólny stosunek Niemiec do Rosji. Oczywiście jest były kanclerz Gerhard Schröder, jego relacje z Nordstream. Ale z kolei Heiko Maas, który został teraz ministrem spraw zagranicznych, zachowuje trzeźwy stosunek do Rosji…

Jeśli chodzi o Polskę, to wasza partia była jedynym ugrupowaniem na Łotwie, które wyraziło zaniepokojenie łamaniem konstytucji i prawa w naszym kraju.

Unia Europejska jest i powinna być wspólnotą wartości. Tutaj nie chodzi tylko o przepływ kapitału czy ludzi, ale o coś więcej. Jarosław Kaczyński i Viktor Orbán nie pomagają w budowaniu wspólnej Europy, na dłuższą metę ich postawa nas osłabia. Polska jest oczywiście dla nas bardzo ważnym partnerem, jeśli chodzi o naszą obronność. To zresztą jedyne wytłumaczenie, dlaczego premierzy krajów bałtyckich milczą, nie komentują tego, co robi w Polsce PiS. Ja sądzę jednak, że nawet współpracując w dziedzinie obrony, musimy pamiętać o pewnych wyższych wartościach. Polityki narodowe nie mogą przesłonić tych kwestii, które są ważne w federalnej Europie.

Przeczytaj także:  Polityczna Ryga reaguje na zwycięstwo PiS w wyborach

Czy macie w Polsce jakichś partnerów?

Barbarę Nowacką, kocham ją (śmiech). Nie mamy jednak żadnych oficjalnych ram współpracy. Za to zacytowaliśmy Nowacką na naszej stronie, gdzie pisaliśmy o łamaniu prawa w Polsce. Chcieliśmy wtedy dodać otuchy lewicy w Polsce i pokazać, że nie wszyscy na Łotwie popierają PiS.

 

Zdjęcie tytułowe: Baltic Pride w Rydze, 2018 r. Zdj. Augustas Didžgalvis / LGL / Facebook.

Polub nas na Facebooku!