Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Historia z Szawli, którą przemilczano

Przodkowie pochodzili z Litwy, a zagłada Żydów miała miejsce pod drzwiami ich domu rodzinnego. Nigdy o tym nie mówili.

Siedzieliśmy w kuchni moich rodziców, parę dekad temu. Babcia była już bardzo stara, wydawało się, że jej wzrok odbiegał w dal, później przyszły łzy, których w ogóle przede mną nie ukrywała. Zapytałem ją czy sama postanowiła podjąć temat?

„Pewna żydowska kobieta prosiła mnie pewnego dnia, by pójść do obozu w Szawlach – nie wiem, czy to było getto czy obóz koncentracyjny – i by spróbować przekazać jej uwięzionemu mężowi list i chleb. Przez płot czy jakoś tak, nie pamiętam teraz dokładnie” – powiedziała. Nie zrobiła tego. Bała się o swoją własną rodzinę: co by się stało z jej dziećmi, gdyby Niemcy ich przyłapali? Babcia nosiła w sobie ten obrazek cały życie, obrazek proszącej, pełnej zwątpienia Żydówki i ten obrazek był bezsilny i bierny.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Właściwie to było moje pierwsze spotkanie z Litwą, krajem, który wtedy należał jeszcze do Związku Sowieckiego, o którym nic nie wiedziałem. Tylko to, że rodzina od strony matki stamtąd pochodziła. Niemiecka rodzina, której przodkowie przybyli stulecia wcześniej na daleką północ z okręgu Salzburgu.

Moja matka urodziła się w 1928 roku w Szawlach, czyli Šiauliai – tak miasto nazywało się po litewsku. Żyło się całkiem komfortowo w domu, który znajdował się na podwórku fabryki należącej do Żyda, który już zresztą dawno wyemigrował do Ameryki. Dziadek był majstrem, rodzina rosła. Są zdjęcia, na których widnieje siedząca na pięknym koszu w bujnym ogrodzie czy też zjednoczona wokół bogato nakrytego stołu obiadowego.

Żydzi byli częścią przedszkola mojej mamy. Miała żydowskie przyjaciółki. Żarty dziecięce, w których padało słowo „Icyk”, nie były antysemickie, raczej bezmyślne i lekkomyślne. Dziadek był mocno wierzący, metodysta, zabraniał poniżania innych religii. Jedna z kuzynek wie, że był on nawet często gościem w synagodze w Szawlach. A ja do tej pory mam w uszach język swojej babci, zlitewszczony niemiecki, przeplatany słowami z jidysz i wyrażeniami, dla których nigdy nie znajdowała niemieckiego odpowiednika.

Wszystko co wiedziałem?

Czy to rzeczywiście wszystko, co wiedziałem o kraju mojej matki? Rozmawiało się o szczęśliwych czasach, a przed nami, potomkami, przemilczało się to, co działo się poza wyizolowaną, chronioną rodziną. Ale, że coś się działo, musiał zauważyć każdy w stosunkowo małej miejscowości…

Na Litwie żyło w 1930 roku prawie 150 tysięcy Żydów. W Szawlach prawie co czwarty spośród 32 tysięcy mieszkańców był żydowskiej wiary. Na stronie fundacji „Pomnik dla pomordowanych Żydów Europy” („Denkmal für die ermordeten Juden Europas”) czytam to, czego moja matka i babcia nie opowiadały: „do sowieckiej okupacji Litwy w 1940 roku w mieście były liczne instytucje, które świadczyły o aktywnym żydowskim życiu. 26 czerwca 1941 roku jednostki niemieckiego Wehrmachtu zajęły miasto. Komisarz okręgu Szawle, Hans Gewecke, nakazał wszystkim Żydom z regionu, by przeprowadzili się do 15 sierpnia 1941 r. do nowo założonego getta. Na powierzchni ośmiu tysięcy metrów kwadratowych musiało zamieszkać tutaj do 5,5 tysiąca Żydów.

Żydzi i żołnierz Wehrmachtu. Litwa 1941 r. Zdj. United Archives.

Wielką część więźniów getta szawelskiego SS skierowało od września 1941 r. do pracy przymusowej w zakładach na terenie miasta i okolicy. Już w pierwszych tygodniach okupacji członkowie einsatzgrupy A oraz litewscy pomocnicy przeprowadzili masowe rozstrzeliwania.  Do połowy sierpnia 1941 roku ponad dwa tysiące Żydów z Szawli zostało zamordowanych w lasach koło Kužiai i dołach niedaleko Bubiai”.

Getto zostało później przekształcone w obóz koncentracyjny. W dniu wyzwolenia miasta przez Armię Czerwoną mieszkało tutaj jedynie 350 Żydów – wszyscy inni zostali zamordowani albo skierowani do obozów koncentracyjnych przez wycofujących się Niemców.

Od dawna już za późno na pytania

Kiedy rozegrała się scena między moją babcią a żydowską kobietą? Krótko przed 1941 rokiem albo później, w 1944 roku? Co zapamiętała moja matka? Ona już wtedy była prawie nastolatką, antysemickie ataki (także ze strony litewskiej ludności) dotykały jej żydowskie przyjaciółki: czy rozmawiało się o tym, czy to dziwiło, że jakaś dziewczynka znika z dnia na dzień? Rodzina przeprowadziła się w 1941 roku, przynajmniej pierwsze groźne oznaki tego, co ma przyjść, nie mogły być dla niej sekretem.

Istnieje „dokument nadania obywatelstwa” z kwietnia tego roku, wystawiony w mieście „Litzmannstadt”, jak nazywała się polska Łódź pod niemiecką okupacją. Jednak trzy lata później mój dziadek razem ze swoją żoną (i chyba bez dzieci) wrócił do Szawli. Wtedy musieli już w końcu widzieć, że nie ma nic do zobaczenia: żydowskie życie wymazano z mapy miasta. Fotografia portretowa z tamtego czasu pokazuje jednak dziadka (podobno jako członka paramilitarnej organizacji pracowniczej „Todt”) w cywilnym garniturze – na rewersie swastyka. Czyżby głęboko wierzący chrześcijanin przystąpił do partii? Dla bezpieczeństwa? On, który pracował „u Żyda” i nie miał żadnych strachów?

Adolf Hitler w Memlu 24 marca 1939 r. Zdj. Hulton Archive.

Takie pytania pojawiają się, nawet jeśli jest już od dawna za późno. Wcześniej temat omijało się z daleka: czarno-białe zdjęcia rodzinne nie pokazywały rzeczywistości, o tę nie pytało się. Były ciągle plany, by z matką pojechać pewnego dnia do jej rodzinnego miasta, ale się nie spełniły. Być może tak było lepiej: kiedy dziś ogląda się Szawle via Google Earth, widzi się miasto, na które składają się głównie nowe budynki. Stare Szawle zostały zniszczone w osiemdziesięciu procentach w czasie wojny: dziś już starsza kobieta nie potrafiłaby się tutaj odnaleźć.

Obcy kraj, a jednak Heimat

A jednak jest ta daleka Litwa kawałkiem małej ojczyzny, w żaden sposób nie politycznym, tylko rodzinnym. Czy to kwestia mentalności? Wciąż dziwię się, jak daleko na północ leży Litwa, prawie na poziomie Szwecji, tak blisko Finlandii. I dziwię się, że moja matka wyrosła w zasadzie niedaleko morza. Ale ta sama Litwa jest także krajem najstraszliwszych zbrodni na Żydach. Ludność miejscowa w kręgu  moich przodków wyjątkowo wcześniej brała udział w akcjach antysemickich, chętnie kolaborowała z Wehrmachtem i SS, a żaden Niemiec z Litwy nie zareagował, gdy doszło do pierwszych jawnych mordów. To wszystko się działo przed drzwiami domu moich dziadków.

Czytam w leksykonie: szef einsatzgruppy A uznał, że „czystki” w sierpniu 1941 roku idą zbyt wolno, bo nie uwzględniają „nowych możliwości rozwiązania kwestii żydowskiej”. Zaproponował „prawie stuprocentową, natychmiastową czystkę całego Ostlandu”, „zapobieżenie rozmnażaniu się Żydów” i gettoizację jako „znaczące ułatwienie późniejszego transportu zbiorczego do pozaeuropejskiego rezerwatu Żydów”. Faktycznie jednak niewiele później członkowie einsatzgruppy  rozpoczęli planową i masową eksterminację Żydów.

Kowieńskie getto między 1941 a 1945 r. Zdj. AP.

Moja rodzina była w środku tego, nie na zewnątrz. Babcia, wtedy w kuchni moich rodziców, poczuła się przyłapana – nie przeze mnie, ale przez siebie, przez swoje wspomnienia, przez swą bezradność? Możliwe, że także przez swoje tchórzostwo? Kto ma odwagę to ocenić? Ona płakała, gdy powtarzała zdanie, które powiedziała tej żydowskiej kobiecie: „nie mogę tego zrobić, mam rodzinę”.

Musimy zacząć od tego, że ani ta Żydówka, ani jej mąż, ani ich dzieci, nie przeżyły. Moja rodzina z Szawli – owszem. Ta Litwa, której nie odwiedziłem do tej pory, pozostanie dla mnie obcym krajem, nawet jeśli mogą tam się znajdować jakiejkolwiek (przecięte) gałęzie moich korzeni.

Co przemilczała rodzina

Rok po mojej matce w Afryce Południowej urodził się Dan Jacobson, późniejszy brytyjski literaturoznawca, który zmarł w 2014 r. Jego żydowska rodzina pochodziła z litewskich Worni, oddalonych tylko godzinę jazdy od Szawli, i jeszcze przed niemiecką okupacją mogła wyemigrować. Jacobson udał się w swojej książce „Heshels Königreich” w podróż śladami swoich przodków i znalazł więcej informacji o ich życiu. „Najsilniejsze emocje, które przypominam sobie sprzed jazdy na Litwę, to były smutek, zagłuszony smutek, którego nie czułem nigdy wcześniej, i prawie nieprzerwane uczucie poniżenia. Jak słaba była siła mojej wyobraźni! Jak ostrożnie ją osłaniałem lub pozwalałem jej chronić mnie przed bólem, który mógłby jej zagrozić. Jak bardzo się wstydziłem, że najpierw muszę odwiedzić ziemię, gdzie te rzeczy zostały uczynione i udać się do niektórych miejsc, w których miały miejsce morderstwa, by tak intensywnie czuć przerażenie!”.

Tutaj wreszcie powiedziano mi o drugiej, brakującej stronie mojej historii, która była przemilczana w mojej rodzinie.

Artykuł został pierwotnie opublikowany w lipcu 2018 r. w „Neue Zürcher Zeitung”. Tłumaczenie z języka niemieckiego, za zgodą autora, Tomasz Otocki. Tytuł pochodzi od redakcji Przeglądu Bałtyckiego, śródtytuły pozostawiono w formie pierwotnej.

 

Zdjęcie tytułowe: Rodzina Kuhr, przodkowie autora ze strony matki, obiad w Szawlach: jej matka Marta w środku, ojciec Emil po prawej stronie. Zdjęcie pochodzi z lat 30.

Polub nas na Facebooku!