Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Konserwatyści nie spieszą się do lituanizacji polskich szkół

,

W drugiej połowie lipca trzech posłów opozycyjnego Związku Ojczyzny – Litewskich Chrześcijańskich Demokratów Laurynas Kasčiūnas, Audronius Ažubalis i Agnė Bilotaitė zgłosiło w Sejmie poprawki do ustawy o oświacie, które zwiększają procentowy udział zajęć w języku litewskim w szkołach mniejszości narodowych. Jest to nawiązanie do „wariantu łotewskiego”, gdzie od 2004 r. 60% przedmiotów jest uczonych w szkołach średnich w języku państwowym. Na razie takie rozwiązanie nie było nigdy praktykowane na Litwie, gdzie w szkołach mniejszości po litewsku wykłada się jedynie historię i geografię Litwy, a także wiedzę o społeczeństwie. Wprowadzenie zasady „łotewskiej” oznaczałoby de facto pełzającą likwidację szkolnictwa polskiego i rosyjskiego. Pomysł skrytykowała Akcja Wyborcza Polaków na Litwie, a także lider socjaldemokratów Gintautas Paluckas. Jak dowiedział się Przegląd Bałtycki także większość klubu konserwatystów nie jest entuzjastycznie nastawiona do pomysłu swoich kolegów.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Inicjatywa Kasčiūnasa, Ažubalisa i Bilotaitė jest ich prywatnym pomysłem, który nie był dyskutowany w partii. Jestem przeciwny wszystkim tego rodzaju inicjatywom, które dotykają spraw wrażliwych, a są ogłaszane bez odpowiednich konsultacji z ekspertami i kolegami partyjnymi – deklaruje w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim były premier i były przewodniczący konserwatystów Andrius Kubilius. – Jestem przeciwko zmianie ustawy o oświacie z 2011 r., która obiecywała mniejszościom okres przejściowy do 2020 r. Obietnice państwa wobec mniejszości narodowych powinny być traktowane poważnie. Jestem zwolennikiem poprawy jakości nauczania w szkołach mniejszości, umożliwienia ich uczniom jak najlepszych warunków w celu opanowania zarówno języka rodzimego, jak i państwowego. Moim zdaniem żadna zmiana prawna nie jest w tym przypadku potrzebna – mówi Kubilius, który dodaje, że zamiast zgłaszać takie inicjatywy politycy powinni zacząć bronić mniejszości narodowe przed propagandą putinowską poprzez zmiany na polu polityki informacyjnej. – Dlatego zaproponowałem, a rząd wprowadził z życie specjalny projekt. Ludzie na Wileńszczyźnie mają obecnie możliwość oglądania pięciu polskich kanałów – dodaje konserwatysta, który w wyborach z 2016 r. wystawił swoją kandydaturę w okręgu solecznickim.

Przeczytaj także:  Kubilius: Zrozumieliśmy, że sytuacja na Wileńszczyźnie jest naszym słabym punktem

Posłanka Ingrida Šimonytė zwraca uwagę, że we frakcji nie było żadnej dyskusji na temat propozycji Kasčiūnasa, Ažubalisa i Bilotaitė. – Za wcześnie jeszcze mówić, kto jak będzie głosować, bo nie wiadomo, czy ten projekt w ogóle wejdzie pod obrady Sejmu. Osobiście go nie popieram, ale nie jestem członkiem Związku Ojczyzny, a jedynie posłanką z jego listy, więc nie czuję się uprawniona do tego, by mówić coś więcej niż moje własne zdanie – powiedziała Przeglądowi Bałtyckiemu Šimonytė. Posłanka Monika Navickienė, wybrana w wielonarodowościowym okręgu Nowa Wilejka, także jest sceptyczna wobec projektu swoich kolegów. – Nowa Wilejka jest znana jako okręg wielonarodowy. Zgadzam się z tym, że integracja mniejszości narodowych jest ważnym celem, podczas swoich spotkań w okręgu słyszałam, że ludzie chcą mieć możliwość nauczenia się litewskiego. Zgadzam się z poglądem, że integracja musi iść przez edukację. Ale nie popieram propozycji zmiany prawa o oświacie w tym kształcie jaki został zaproponowany. Przed podjęciem takiej decyzji trzeba przeprowadzić konsultacje z ekspertami i lokalnymi społecznościami – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu Navickienė.

Przeczytaj także:  Žygimantas Pavilionis: dostrzegam pozytywne sygnały z Warszawy

Paulius Saudargas, członek bardziej prawicowej frakcji Związku Ojczyzny, nie chciał nam powiedzieć jak by zagłosował. – Nie było jeszcze dyskusji we frakcji, stanowisko zostanie wypracowane jesienią – deklaruje. Z kolei Žygimantas Pavilionis również związany z tak zwaną „frakcją chrześcijańską” w łonie partii w rozmowie z naszym portalem nie zajmuje żadnej pozycji w sprawie inicjatywy trzech posłów. – Żeby rozstrzygnąć tę kwestię, stawiam na dialog Wilna z Warszawą, który co prawda ostatnio posunął się do przodu, ale wciąż nie jest w pełni wznowiony. Niektóre zachowania rządzących Zielonych i Chłopów mu nawet szkodą. Rozwiązanie w sprawie polskich szkół może zostać znalezione w partnerskich rozmowach z Polską, powinniśmy nawiązywać tutaj do epoki Lecha Kaczyńskiego, który był człowiekiem dialogu – mówi Pavilionis. Poseł Emanuelis Zingeris przychyla się do opinii Andriusa Kubiliusa i pyta retorycznie Przegląd Bałtycki, w jakim celu trzech posłów wychodzi obecnie z inicjatywą zmiany prawa o oświacie. – Nie wiem jaka jest ich motywacja. Niedawno rozpoczęliśmy lepszy etap w stosunkach polsko-litewskich i nagle pojawia się ta propozycja– mówi Zingeris. – Mogę powiedzieć, że ja i premier Kubilius położyliśmy duże zasługi, by na Litwie pojawiła się polska telewizja. Bo liczy się to, by odciągać Polaków od propagandy kremlowskiej. Natomiast Litwę można kochać także po polsku, nie tylko po litewsku – komentuje inicjatywę kolegów partyjnych Zingeris, który parę lat temu był inicjatorem wprowadzenia na Litwie święta konstytucji 3 maja.

Przeczytaj także:  Reforma oświaty na Łotwie wejdzie w życie, polskie szkoły w Łatgalii i Rydze zostają

Politolog Mariusz Antonowicz w artykule dla „Lietuvos žinios” nazwał trzech konserwatystów, którzy proponują zmianę ustawy o oświacie „piąta kolumną Waldemara Tomaszewskiego”. Polski bloger Aleksander Radczenko pisze z kolei, że Kasčiūnas, Ažubalis i Bilotaitė po raz kolejny rzucają koło ratunkowe AWPL, której notowania ostatnio spadły. „Najpierw pojawia się po stronie litewskiej ktoś wzywający, pod płaszczykiem walki z zagrożeniami hybrydowymi, do kolejnej krucjaty przeciwko mniejszościom narodowym, do kolejnego historycznego zwycięstwa nad Polakami, wsadzający przysłowiowy kij w mrowisko za pomocą jakiejś idiotycznej reformy i natychmiast mobilizuje polityków i wyborców AWPL-ZChR do walki. Zaś po stronie polskiej odzywają natychmiast głosy np. o „Wilnie zawsze polskim” — i mobilizuje się taliban konserwatystów. I po raz kolejny do rad samorządowych, Sejmu, Parlamentu Europejskiego trafiają beneficjenci waśni na tle narodowościowym — kasčiūnasowie, ažubalisy, tomaszewscy, cytackie… Nie wiem, czy te sojusze litewskich i polskich radykałów, których celem jest sianie waśni i podsycanie konfliktów pomiędzy naszymi narodami, są koordynowane przez Kreml, czy wynikają z tzw. pożytecznego idiotyzmu ich twórców, ale że są Kremlowi na rękę — nie mam najmniejszych wątpliwości” – pisze Radczenko.

Przeczytaj także:  Noworoczna psychoza czy nostalgia za Związkiem Sowieckim?

W sprawie projektu konserwatystów nie wypowiedzieli się jeszcze Chłopi i Zieloni, od których stanowiska zależy czy projekt trafi w ogóle pod pierwsze czytanie. Poseł Mindaugas Puidokas obiecał w tej sprawie komentarz dla Przeglądu Bałtyckiego. Propozycję prawicy zdecydowanie skrytykował zaś Gintautas Paluckas, lider Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej, która zgłosiła ostatnio swój projekt ustawy o mniejszościach narodowych. „Patriotyzm i obywatelskość nie zależą od nauczania w konkretnym języku” – powiedział wicemer Wilna.

 

Zdjęcie tytułowe: Laurynas Kasčiūnas, Audronius Ažubalis. Zdj. Dž. G. Barysaitė / Kancelaria Sejmu Litwy.

Polub nas na Facebooku!