Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Fala hejtu na gwiazdę. Łotewska artystka nie pojedzie na Krym?

,

Znana i lubiana na terenie dawnego Związku Radzieckiego łotewska piosenkarka Laima Vaikule swoją wypowiedzią o Krymie wywołała niemałe zamieszanie w Rosji. Podczas konferencji prasowej przed swoim występem w Odessie powiedziała, że nie pojedzie na Krym, niezależnie od tego, jak wysokie honorarium by jej proponowano. „My Europejczycy nie możemy”  zacytowały jej wypowiedź ukraińskie media. Vaikule powiedziała, że na Krymie może wystąpić dopiero wtedy, kiedy zostaną zniesione sankcje Unii Europejskiej wobec półwyspu.

Wszystkie treści w Przeglądzie Bałtyckim udostępniamy bezpłatnie. Wesprzyj nas - dzięki Twojej pomocy opublikujemy kolejne pogłębione artykuły dotyczące regionu Morza Bałtyckiego!

Wypowiedź piosenkarki na temat Krymu sąsiadowała z oceną rozpadu Związku Sowieckiego, który Władimir Putin nazwał kiedyś „największa tragedią XX wieku”. Vaikule powiedziała, że nie czuje nostalgii za dawnymi czasami, a przeciwnie, cieszy się, że Związek Sowiecki się rozpadł. Jednocześnie wypowiedziała się przeciwko wpisywaniu na listę sankcji artystów, niezależnie od ich postępowania. „Zawszę mówię, że artyści to dzieci. Dzieci mogą nabałaganić, artyści także. Oni do tego stopnia oddaleni od rzeczywistości. Nie należy dotykać dzieci i artystów. Oni przyjmują wszystko nieadekwatnie. I teraz włączać te dzieci w jakieś listy, po co?” – pytała publicznie Vaikule.

Przeczytaj także:  Dmitrij Sawwin: Zajęcie Krymu było antyrosyjskie

Mimo to artystka spotkała się w Rosji z falą hejtu. „Bardzo ją szanuję i nie spodziewałem się tego po niej. Dla mnie jest dziwne, że właśnie Laima dokonała takiej deklaracji, ona zawsze była apolityczna. Jeśli ktoś uważa Rosję za zły kraj, nie powinien tutaj przyjeżdżać, nie powinien zarabiać… Muzyka powinna jednoczyć ludzi, a nie ich dzielić. Jeśli ktoś robi taką deklarację, obraża dużą liczbę swoich fanów” – powiedział mediom jej rosyjski producent Josif Prigożin, który ma zakaz wjazdu na Ukrainę. W sprawie oświadczenia Vaikule wypowiedzieli się także rosyjscy politycy. Senator Franc Klincewicz stwierdził, że „faktycznie, [nie odczuwa] żadnej nostalgii. Laima Vaikule wstąpiła na ścieżkę Wachtanga Kikabidze [gruzińskiego piosenkarza, który surowo ocenił wywołaną przez Rosję wojnę na Ukrainie – przyp. red.]. Ale słowo to nie wróbel. Interesujące, ile teraz wyniesie jej honorarium, jeśli postanowi przyjechać na występy do Rosji” – zastanawiał się publicznie Klincewicz. Rosyjski dziennikarz i działacz Partii Narodowo-Bolszewickiej Zachar Prilepin oburzył się na użycie przez łotewską piosenkarką określenia „Europejczycy”: „w Europie nie ma żadnej Vaikule i nie będzie. Ale w azjatyckiej Rosji ona jest całkowicie u siebie, niezależnie od jakichkolwiek wypowiedzi, będzie tutaj przyjeżdżać. Tylko w naszej Azji słuchają kogoś takiego. I szybko wybaczają takie rzeczy [jak jej wypowiedź]. Pogadają sobie i pójdą na koncert „europejskiej piosenkarki” – powiedział Prilepin.

Przeczytaj także:  Igor Watolin: Miałem dość polityków, którzy chwalili aneksję Krymu

Później Laima Vaikule, doświadczywszy braku solidarności swoich kolegów po fachu, próbowała nieco łagodzić swoje stanowisko. „Nie idę w politykę” – asekurowała się w programie „60 minut” w rosyjskiej telewizji. „Jeśli zniosą sankcje, przyjadę na Krym z wielką przyjemnością, wystąpię bezpłatnie, bo sprawa zupełnie nie dotyczy pieniędzy” – powiedziała piosenkarka, która dała także surową ocenę rosyjskich mediów. „Szczerze mówiąc, chcę teraz o tym milczeć. Nie spodziewałam się, że ludzie są takimi zwierzętami. Mnie wydaje się, że zwariowali. Stali się zombie. Nawet nie słyszą, co mówią. Dziennikarze to prowokatorzy i kłamcy, takie mam wrażenie” – powiedziała Vaikule w rozmowie z radiem Baltkom.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

W Rosji pojawiły się jednak także bardziej pragmatyczne reakcje. W poniedziałek Aleksandr Rumiancew, producent „Nowej Fali”, festiwalu rosyjskiej piosenki, który został w 2014 r. przeniesiony z łotewskiej Jurmali do Soczi, zadeklarował, że wypowiedź Łotyszki, która od początku brała udział w „Nowej Fali” i była jej wielką gwiazdą, nie wpłynie na jej obecność na tejże imprezie w 2018 roku. „To dobra śpiewaczka, zapraszamy ją z powodu muzycznego repertuaru. To co ona sądzi o Krymie, mieszkając w innym kraju, to osobista sprawa. Laima ma takie zdanie, ja tak nie uważam” – rzucił Rumiancew.

Przeczytaj także:  Zbigniew Jedziński: Putin popełnił błąd, zajmując Krym

Laima Vaikule swoją karierę rozpoczęła w latach siedemdziesiątych w Łotwie Sowieckiej. Występowała w nieistniejącej już restauracji nadmorskiej „Jūras pērle” w Jurmali. W latach osiemdziesiątych rozpoczęła współpracę z wybitnym kompozytorem łotewskim i późniejszym politykiem Raimondsem Paulsem, który napisał jej najważniejsze szlagiery takie jak „Ночной костер” („Nocny ogień”), „Я за тебя молюсь” („Modlę się za Ciebie”), „Ах, вернисаж, ах, вернисаж!” („Ach wernisaż, ach wernisaż!”), „О чём играет пианист?” („Co gra pianista?)”, „Прибалтийский Роман” („Nadbałtycki romans”). Vaikule, popularna na wschód od Łotwy na równi z Ałłą Pugaczową, Sofiją Rotaru, Walentijem Leontiewem czy Borisem Mojsiejewem, była przyjmowana serdecznie jako jedna z tych Łotyszek, którym udało się zrobić karierę na wielkim rynku muzycznym w Federacji Rosyjskiej.

Od deklaracji politycznych zawsze stroniła. W 2011 r. została odznaczona przez prezydenta Dmitrija Miedwiediewa Orderem Przyjaźni.

 

Zdjęcie tytułowe: Laima Vaikule i Wierka Serdiuczka. Zdj. Laima.com.

Polub nas na Facebooku!