Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Ēriks Jēkabsons: Przed wojną między Polską a Łotwą panowała ostrożna przyjaźń

Odwołam się do określenia „ostrożna przyjaźń”. Łotysze przed wojną chcieli dobrych stosunków z Polską, ale obawiali się tego, że do rządów w Warszawie mogą dojść narodowcy. Dla Łotyszy było ważne, żeby istniało między Polską a Łotwą państwo litewskie, niechby nawet słabe. Rozumiano, że Polska jest gwarantem niepodległości Łotwy i „ostrożnym przyjacielem”, ale Łotyszom zależało, żeby była pewna równowaga w regionie, dlatego wsparcie dla Litwy Kowieńskiej. Oczywiście stosunki polsko-łotewskie nie były tak dobre jak polsko-estońskie. W Estonii nie było polskiej mniejszości, ponadto oba kraje nie miały wspólnej granicy – mówi prof. Ēriks Jēkabsons w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim.

Ēriks Jēkabsons. Zdj. © Toms Grīnbergs, Latvijas Universitātes Komunikācijas un Inovāciju departaments.

Ēriks Jēkabsons urodził się w 1965 r. w Rydze. Ukończył studia historyczne na Uniwersytecie Łotewskim, broniąc pracę magisterską pod tytułem „Walka Polski i Szwecji o Inflanty 1600–1629”. W 1990 r. został pracownikiem naukowym Instytutu Historii Akademii Nauk Łotwy, zaś trzy lata później Instytutu Historii Łotwy Uniwersytetu Łotewskiego. W 1995 r. obronił pracę doktorską pod tytułem „Stosunki łotewsko-polskie 1919–1920”. Współpracował także z Uniwersytetem Stradiņša w Rydze, a także Łotewskim Państwowym Archiwum Historycznym. Od 2006 r. jest profesorem Uniwersytetu Łotewskiego. Specjalizuje się w badaniu historii Łotwy okresu międzywojennego, ze szczególnym uwzględnieniem kwestii stosunków łotewsko-polsko-litewskich, historii mniejszości narodowych Łotwy, a także historii Europy Środkowo-Wschodniej. Jest autorem kilkunastu książek i kilkuset artykułów. Został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.

Wszystkie treści w Przeglądzie Bałtyckim udostępniamy bezpłatnie. Wesprzyj nas - dzięki Twojej pomocy opublikujemy kolejne pogłębione artykuły dotyczące regionu Morza Bałtyckiego!

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Mieliśmy rozmawiać o stosunkach polsko-łotewskich w XX wieku, ale cofnijmy się na moment do XIX stulecia. Okres po powstaniu styczniowym w 1863 r. to jest dość ciekawa cezura w relacjach polsko-litewskich. Zaczyna się litewskie odrodzenie narodowe. Basanavičius, Kudirka. Litwini chcą budować własną tożsamość. Jak wygląda sytuacja w Inflantach Polskich jeśli chodzi o relacje Polaków i Łotyszy po powstaniu styczniowym?

Ēriks Jēkabsons, Uniwersytet Łotewski: Łotysze różnią się od Litwinów. Ich przebudzenie narodowe, czyli „atmoda”, zaczęło się później niż na Litwie, choć w sumie można też mówić, że jednak trochę wcześniej. Trzeba pamiętać, że Łotysze byli narodem bardziej wykształconym niż Litwini, o rozbudzonym poczuciu narodowym. O odrodzeniu narodowym w Kurlandii i Semigalii, a także w byłych Inflantach Szwedzkich (obecnie Vidzeme) możemy mówić już w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XIX wieku. Z kolei w Inflantach Polskich, czyli w Łatgalii, to przebudzenie rozpoczyna się w tym samym okresie co na Litwie, czyli na przełomie XIX i XX wieku. Stosunki polsko-łotewskie są wtedy dwojakie. O ile w Kurlandii czy w Vidzeme stosunek do Polaków nacechowany jest przekonaniem, że „Polak to bohater”, który walczy o wolność, to w Łatgalii stosunek Łotyszy do polskiego ziemiaństwa jest prawie identyczny jak na Litwie, czyli wrogi. Będzie to widać także w dwudziestoleciu międzywojennym, gdy stosunek Łotyszy w Łatgalii do Polaków, do polskości, do polskiej inteligencji będzie bardzo zły. Jest identyczny do stosunku litewskich elit do Polaków.

Chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? Subskrybuj nasz newsletter!
Raz w miesiącu otrzymasz na swoją skrzynkę zestawienie najważniejszych artykułów.

Powiedział Pan, że w Kurlandii i Vidzeme wizerunek Polaka to jest „bohater”. Z czego to wynikało?

Rozpoczęło się wtedy przebudzenie narodowe na Łotwie i szukano jakichś przykładów do naśladowania. Przykład Polaków walczących o wolność w XIX wieku jest jednym z najbliższych. Pisze się o tym w prasie łotewskiej, zresztą to wtedy wychodzą powieści Henryka Sienkiewicza. Łotysze o polskim bohaterstwie wiedzieli już zresztą wcześniej. Choćby powstanie kościuszkowskie w 1794 r. objęło także Kurlandię i Semigalię, Łotysze widzieli jak Polacy walczą z armią carską o niepodległość swojego kraju. W XIX wieku o tym epizodzie w historii pamiętał zarówno lud łotewski, jak i elity narodowe. Także dalsze powstania takie jak pochód napoleoński na Rosję w 1812 r., powstanie listopadowe w latach 1830-1831 czy powstanie styczniowe w okresie 1863-1864 wpływają na ten wizerunek Polaka. O tym się na Łotwie mówiło.

Jakie były echa powstania styczniowego w prasie łotewskiej?

Trzeba pamiętać, że istniała cenzura. Oczywiście w prowincjach bałtyckich takich jak Kurlandia i Inflanty panował większy liberalizm, ale prasę cenzurowano. Można powiedzieć najogólniej, że Łotysze odnosili się do powstańców styczniowych ze skrytą sympatią.

Stwierdził Pan, że odrodzenie narodowe w Łatgalii nastąpiło później, wraz z odrodzeniem narodowym litewskim. Jaki był powód tego opóźnienia?

Było to związane z jednej strony z przeszłością, czyli władzą Rzeczypospolitej nad tymi terenami, jak również z polityką carską. Ziemiaństwo trzymało Łatgalię w opóźnieniu cywilizacyjnym, później uwolniono tam chłopów niż na innych terytoriach łotewskich. Jeśli spojrzymy na różnice cywilizacyjne między Vidzeme a Łatgalią to są one gigantyczne. W Vidzeme ponad 90% mieszkańców umiało czytać i pisać, z kolei w tej drugiej prowincji liczba ta wynosiła zaledwie 40-50%. Z kolei różnica religijna między Łatgalią a resztą Łotwy jest bardziej skutkiem tego zapóźnienia cywilizacyjnego niż przyczyną.

Kształtujące się elity łotewskie w Łatgalii miały wrogi stosunek do Polaków. Z historii relacji polsko-litewskich wiemy, że niezwykle niechętny stosunek do polskości mieli litewscy księża katoliccy. Jak to wyglądało to w dawnych Inflantach Polskich?

Prawie identycznie. Trzeba pamiętać o tym, że podobnie jak na Litwie, choć może w mniejszym stopniu, łotewskie elity narodowe w Łatgalii to są księża katoliccy. Odrodzeniem narodowym w Inflantach Polskich kierował kler katolicki. Stosunki między księżmi, którzy poczuwali się do polskości, a tymi którzy działali na rzecz odrodzenia narodowego łotewskiego, były wrogie. Podam jeden przykład, nie z Łatgalii, a z Rygi, z kościoła Matki Boskiej Bolesnej (łot. Sāpju Dievmātes Romas katoļu baznīca), który leżał obok zamku gubernatora ryskiego, obecnie jest to zamek prezydencki. Jest 1912 r. i do władzy dochodzi ksiądz litewski, który zastąpił księdza polskiego. Decyduje o zmianie godzin nabożeństw niedzielnych. Wcześniej msza litewska odbywała się o godzinie ósmej, polska o dziesiątej, zaś łotewska o dwunastej. Nowy ksiądz zarządza, że teraz Polacy mają się modlić o godzinie ósmej. To wywołało niechęć lokalnej społeczności polskiej. Ostatecznie Polacy przyszli do kościoła jak dawniej, czyli na dziesiątą. Zajęli miejsca w jednym ze skrzydeł. Gdy zaczęto śpiewać pieśni, oni śpiewali je po polsku. Obie strony, polska i litewska, próbowały się przekrzyczeć. Gdy wychodziły z kościoła, to zaczęły się przepychanki, a nawet bójki, tak relacjonowała łotewska prasa ryska. Ta sama prasa podała, że Łotysze czekający na swoją mszę na godzinę dwunastą, czynnie poparli Litwinów.

Czy to wynikało z faktu, że Łotyszom kulturowo było bliżej do Litwinów?

Przypuszczam, że nie, myślę, że zadecydowały kwestie subiektywne. Co ciekawe, podobne sceny wydarzyły się dwadzieścia lat później w Łatgalii i Semigalii, gdy Polacy wznosili swoje śpiewy na nabożeństwach łotewskich.

Wspomnieliśmy o Rydze. Ogół Polaków kojarzy mniejszość polską na Łotwie z Inflantami Polskim, ale na początku XX wieku Ryga była ważnym skupiskiem Polaków. Co dziesiąty ryżanin był Polakiem. Skąd się wzięła społeczność polska w przyszłej stolicy Łotwy?

Nawet więcej niż co dziesiąty. W drugiej połowie XIX wieku, gdy nastąpiła intensywna rusyfikacja guberni polskich i litewskich, wielu Polaków zaczęło przyjeżdżać na Łotwę, do Rygi, Mitawy czy Lipawy, w celu korzystania z edukacji, która tutaj była wolna od przymusu rusyfikacyjnego. Oczywiście druga połowa XIX wieku to także czas rozwoju przemysłu, w Rydze pojawiają się polscy robotnicy, podobnie jak zresztą litewscy. Ryga staje się centrum odrodzenia narodowego polskiego, litewskiego. Działa Ryska Politechnika, na której kształcą się Polacy. Powstają polskie gimnazja, ale to dopiero po rewolucji 1905 r. Wcześniej były polskie pensje prywatne.

Czy rewolucja 1905 r. zmienia sytuację Polaków na Łotwie?

Naturalnie. My na Łotwie mamy takie przekonanie, że rewolucja poniosła klęskę, ale to nieprawda. Rewolucja 1905 r. całkowicie zmieniła Rosję. O ile przed tą datą wszystkie szkoły w Rydze były rosyjskie, to teraz zaczynają się pojawiać szkoły niemieckie, polskie, litewskie. Było parę szkół polskich i litewskich. To jest bardzo dużo. Pojawiają się także polskie organizacje. Po rewolucji w Rydze działa od dziesięciu do dwunastu polskich organizacji, wśród nich takie jak „Auszra”, początkowo założona przed 1905 r.  przez Litwinów, dlatego nosząca taką nazwę, później zaś mająca charakter polski, czy Katolickie Towarzystwo Dobroczynności, w której działali zarówno Polacy, jak i Litwini.

Zresztą w Rydze Polacy i Litwini długo trzymali się razem, ale na tym małym obszarze możemy też zaobserwować, jak zaczynało się powolne, ale skuteczne wyodrębnianie społeczności litewskiej.

Litwini w Rydze to była wtedy ludność litewskojęzyczna?

A skąd. Działacze litewskiego przebudzenia narodowego na to narzekali. Najlepszym przykładem jest jeden z artykułów w prasie litewskiej, w którym pokazuje się, jak tragicznie wygląda sytuacja Litwinów właśnie na podstawie cmentarza w Rydze. Jeden z działaczy odrodzenia narodowego wybrał się na cmentarz odwiedzać groby litewskie i okazuje się, że wszystkie napisy na tych nagrobkach są po polsku. Później stwierdził, że to jest tragedia, że w Rydze jest taka sytuacja. Naturalnie tak było wszędzie, ale Ryga świetnie ilustruje to, co się działo w relacjach polsko-litewskich.

Pod koniec XIX wieku powstaje ruch socjalistyczny. Jak układają się relacje Polaków i Łotyszy w tym ruchu?

Polacy i Łotysze spotykali się na Politechnice Ryskiej. Skądinąd te kontakty socjalistów polskich i łotewskich miały miejsce nie tylko tam, ale także na emigracji, choćby w Londynie. Ruch lewicowy na Łotwie był silny z dwóch powodów. Z jednej strony to jest wykształcenie społeczeństwa, z drugiej uprzemysłowienie kraju. Inaczej niż na Litwie, która była rolnicza. Ruch socjalistyczny na Łotwie miał także barwę narodową, o czym nie wspominano w czasach sowieckich. Nie tak daleko jednak jak polski. Zachowało się dużo wspomnień działaczy łotewskich. Oni byli zaskoczeni, że polski ruch socjalistyczny jest tak bardzo nastawiony na niepodległość Polski. Łotysze nie wyobrażali sobie wtedy, że mogą mieć własne państwo, odrębne od Rosji. Przyznawali rację Polakom i ich dążeniom, ale nie wierzyli, że Łotwa może być niepodległa. To wyniknie dopiero później.

Przeczytaj także:  Pod czerwonym sztandarem. Łotewska socjaldemokracja przed wojną

Jaki stosunek do Polski miał Rainis, łotewski pisarz, dramaturg i dziennikarz, socjalista, w wolnej Łotwie minister oświaty, mąż wybitnej poetki i dramatopisarki Aspazji?

Dwojaki. Z jednej strony bardzo dobry. Ale na wiosnę 1920 r., gdy wracał ze Szwajcarii na Łotwę, zatrzymał się w Warszawie. Wtedy sześć gmin dawnej Semigalii znajdowało się pod polską okupacją. To było od kwietnia 1919 r. do lipca 1920 r., kiedy wojska polskie musiały się wycofać stamtąd. Wtedy do Rainisa przyszła delegacja Polskiej Partii Socjalistycznej, jeden z polskich towarzyszy powiedział: „musi Pan zaakceptować fakt, że te gminy w Semigalii należą teraz do Polski”. Reakcja Rainisa zaskoczyła polskich socjalistów. „To chcecie zabrać ziemię, na której się urodziłem?” – zapytał. Rainis urodził się bowiem w gminie Dunava w Semigalii. To było bardzo wymowne i to było zaskoczenie dla Polaków. Zresztą także później, gdy już mieszkał na Łotwie, Rainis wypowiadał się krytycznie na temat Polski z powodu tych sześciu gmin. Ostatecznie ten problem w stosunkach polsko-łotewskich rozwiązano na początku lat trzydziestych.

W 1918 r. powstaje państwo łotewskie. Jaki stosunek do niego mają Polacy mieszkający w Inflantach Polskich? Rozumiem, że mieli problem z zaakceptowaniem faktu, że Łotwa jest niepodległa?

Ale nie tak duży jak Niemcy, Żydzi czy Rosjanie. Nawet popierali niepodległość łotewską, ale do pewnego czasu. Rada Inflant Polskich, która powstała w 1917 r. i składała się z właścicieli ziemskich, próbowała uświadomić Łotyszom, że Polacy są ich sojusznikami jako tradycyjni wrogowie Niemiec. Polskie ziemiaństwo uważało Łotyszy za naród nie do końca rozwinięty, za chłopstwo, coś podobnego miało miejsce ze strony polskiej na Litwie Kowieńskiej. Polacy na Łotwie liczyli na dwie rzeczy: na zachowanie swoich majątków w Inflantach Polskich, a także przyznanie językowi polskiemu specjalnego statusu w Łatgalii. Pod tymi warunkami poparli niepodległość Łotwy. Łotysze nie mogli się na to zgodzić, bo to było wbrew ich wizji państwa narodowego. Wtedy Polacy zaczęli odnosić się niechętnie do państwa łotewskiego. Rada Inflant Polskich zaczęła działać w Polsce i miała wrogi stosunek do Łotwy, co także wpływało na polską opinię publiczną. Oni szli nawet dalej niż narodowa demokracja Romana Dmowskiego, który popierał włączenie części terenów łotewskich do Polski. Domagali się zachowania starej struktury własności polskiej na Wschodzie, co było sprzeczne z interesami Litwinów, Łotyszy, Białorusinów czy Ukraińców.

Gdy okazuje się, że nie będzie zachowania polskich majątków w Łatgalii, a także polskiego języka jako oficjalnego, pojawiają się pomysły, by odłączyć Inflanty Polskie od Łotwy?

Tak, już w 1919 r. Tak samo narodowa demokracja oskarżała Piłsudskiego, że zgodził się w zimie 1920 r. pomóc Łotwie (wtedy dochodzi do wspólnego polsko-łotewskiego wyzwolenia Łatgalii spod władzy bolszewików – przyp. red.) bez żadnych gwarancji zachowania polskich majątków czy korekty granicy polsko-łotewskiej. Polskie ziemiaństwo szło nawet dalej niż endecja.

Czy można zatem powiedzieć, że większość polskiego ziemiaństwa opowiedziała się za włączeniem Inflant Polskich do Polski?

Polskie ziemiaństwo na Łotwie nie było aż tak liczne jak na Litwie. Najgłośniejsi byli przedstawiciele jego elit. I oni, owszem, opowiadali się za tym, by oderwać Inflanty Polskie od Łotwy. Ale nie można powiedzieć, że ziemiaństwo polskie czy polska szlachta w większości była za włączeniem Inflant Polskich do Polski. To była pewna najgłośniejsza, najbardziej hałaśliwa grupa. Inna grupa opowiedziała się za pozostaniem w składzie Łotwy, ale z gwarancjami dla polskiej własności. Skądinąd Bolesław Limanowski, polski socjalista, ale także ziemianin z Łotwy, rozumiał, że w tym kształcie w jakim polskie majątki istniały do I wojny światowej, w wolnej Łotwie nie utrzymają się. Limanowski popierał niepodległość Łotwy.

Radykalna reforma rolna na Łotwie była nieunikniona ze względu na narodowy charakter państwa łotewskiego. Ale czy język polski w Łatgalii jako oficjalny był do wynegocjowania?

Nie, to nie było wtedy możliwe. Proszę sobie wyobrazić, co by było, gdyby w Kurlandii, Semigalii i Rydze wprowadzono język niemiecki jako urzędowy. Państwo łotewskie nie mogło sobie na to pozwolić. To samo tyczyło się języka polskiego w Łatgalii.

W latach dwudziestych Polacy na Łotwie zaczynają wprowadzać własnych posłów do Sejmu, byli to Jan Wierzbicki i Jarosław Wilpiszewski. O ile jednak na Litwie Polacy są zwalczani przez chrześcijańską demokrację i w 1926 r. wspierają rząd lewicowy, który nie był ksenofobicznie nastawiony do Polaków, to na Łotwie mniejszości narodowe wspierają nie lewicę, a partie prawicowe.

Częściowo tak, ale trzeba pamiętać, że w Łotewskiej Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej istnieje polska filia, do której należą polscy robotnicy. Później wydawana jest nawet polska gazeta lewicowa „Myśl Pracy”. Te dwie grupy, grupa burżuazyjna, narodowa i ta lewicowa są ze sobą mocno skłócone. Jeśli zaś chodzi o stosunek łotewskiej lewicy do polskości to jest on naznaczony negatywnym stosunkiem do ziemiaństwa. Po drugie, lewica jest negatywnie nastawiona do II Rzeczypospolitej. O ile większość elit łotewskich popiera „ostrożną przyjaźń” z Polską („piesardzīgā draudzība” – tytuł jednej z książek prof. Ēriksa Jēkabsonsa o stosunkach Warszawy z Rygą w dwudziestoleciu międzywojennym), to socjaldemokraci są temu przeciwni, uważają Polskę za kraj zacofany, reakcyjny. Choćby Felikss Cielēns, minister spraw zagranicznych Łotwy w latach 1926-1928, socjalista, który bardzo negatywnie odnosił się do Polski. Socjaldemokraci stawiają nie na przyjaźń polsko-łotewską, a na Związek Sowiecki, wierzą, że uda się uregulować stosunki Rygi z Moskwą. Oczywiście nie ma tutaj mowy o jakiejś podległości.

Bo to jeszcze było na długo przed 1940 rokiem. A jaki stosunek mają Łotysze do konfliktu polsko-litewskiego? W latach dwudziestych powstaje w Wilnie konsulat łotewski, którym kieruje Feliks Donass, czyli można by wysnuć wniosek, że Łotwa uznaje Wileńszczyznę za część Polski.

I tak było. Urzędowo Łotwa zachowywała oczywiście neutralność. Ale zorganizowała w Wilnie generalny konsulat honorowy. Honorowy, bo nie chciano drażnić Litwy. Specyfiką takich konsulatów jest to, że są utrzymywane przez samych konsulów. Jednak w Wilnie zawodowy dyplomata łotewski Feliks Donass otrzymywał pensję z Rygi. Była to chyba unikatowa sytuacja w Europie. Konsulat honorowy, ale utrzymywany przez państwo wysyłające. Chodziło o to, by zaspokoić i Polskę, i Litwę.

A były na Łotwie siły, które uważały Wilno za część Litwy?

Socjaldemokracja łotewska. Takie osoby były jednak także w innych partiach. Zresztą Łotwa starała się mieć dobre stosunki i z Polską, i z Litwą. Ale nie zawsze było to możliwe. Kiedy okresowo pogarszały się stosunki z Warszawą, to wtedy z Kownem było lepiej. I odwrotnie.

Wspomniał Pan, że socjaliści stawiali na Łotwie na Związek Sowiecki i Niemcy, zaś prawica była skłonna budować sojusz z Polską. Jak Łotysze odnosili się do idei budowy Międzymorza w Europie Środkowo-Wschodniej?

Na Łotwie nie mówiono tak wiele o Międzymorzu jak w Polsce. To był bardziej temat ciekawy dla Polski. Nawet w sensie samego słownictwa. Dla Łotyszów była ważna Ententa Bałtycka, ostatecznie powołana do życia w 1934 r. (sojusz Litwy, Łotwy i Estonii – przyp. red.), czy Związek Bałtycki z udziałem Polski, Litwy, Estonii, Finlandii czy Rumunii (porozumienie o Związku Bałtyckim podpisali w Warszawie w marcu 1922 r. ministrowie spraw zagranicznych Estonii Antoni Piip, Finlandii – Rudolf Holsti, Łotwy – Zigfrīds Anna Meierovics, a także Polski – Konstanty Skirmunt. Ostatecznie nie weszło w życie z powodu negatywnej opinii parlamentu fińskiego – przyp. red.). Lewica łotewska w ogóle była przeciwna sojuszowi z Polską, opowiadała się za współpracą z Estonią, Finlandią i Litwą. Polskę uważała, jak już wspomniałem, za państwo reakcyjne. Z kolei pozostałe partie łotewskie czy elity narodowe albo wojskowe do Międzymorza odnosiły się raczej pozytywnie, z tym zastrzeżeniem, że nie używano tego słowa. Szczególnie wojskowi, którzy obawiali się Związku Sowieckiego, chcieli współpracować z Polską.

Stosunki polsko-łotewskie przed wojną były dobre, choć może nie bezproblemowe, by wspomnieć kwestię sześciu gmin w Semigalii czy działalności polskiej mniejszości narodowej. W końcu przychodzi 1931 r. i kryzys w stosunkach obu krajów, gdy Ministerstwo Oświaty Łotwy zwolniło z pracy paru polskich nauczycieli za „działalność szkodliwą dla Łotwy”, zawieszono także polskie organizacje za rzekomą chęć polonizacji wschodniej Łotwy, podobnie jak gazetę „Dzwon” wychodzącą w Dyneburgu, zamknięto także parę polskich szkół. Co było przyczyną, czy była zła wolna po stronie Łotwy, nieporozumienie dwóch państw, czy pewne granice przekroczyła polska mniejszość?

Wszystko po trochu. Znów odwołam się tutaj do określenia „ostrożna przyjaźń”. Łotysze chcieli dobrych stosunków z Polską, ale obawiali się tego, że do rządów w Warszawie mogą dojść narodowcy. Dla Łotyszy było ważne, żeby istniało między Polską a Łotwą państwo litewskie, niechby nawet słabe. Rozumiano, że Polska jest gwarantem niepodległości Łotwy i „ostrożnym przyjacielem”, ale Łotyszom zależało, żeby była pewna równowaga w regionie, dlatego wsparcie dla Litwy Kowieńskiej. Oczywiście stosunki polsko-łotewskie nie były tak dobre jak polsko-estońskie. Dlaczego? W Estonii nie było polskiej mniejszości, ponadto oba kraje nie miały wspólnej granicy.

Wracając do 1931 r. i polskiej mniejszości to ona często rozumowała w podobnych kategoriach jak polscy ziemianie w Łatgalii. Że Łotwa jest krajem słabym, sezonowym, że to Polska jest wielka i znacząca. Władze łotewskie to irytowało, zwłaszcza, że istniały obiektywne czynniki sporu takie jak sześć gmin w Semigalii. W 1931 r. dochodzi do konfliktu o śpiewy polskie w kościołach na Łotwie. Z polecenia władz rozwiązuje się Związek Polaków w Łotwie. Gdy nie działa perswazja, państwo polskie decyduje się na parę miesięcy zawiesić stosunki z Łotwą. Odwołano wtedy polskiego posła z Rygi Mirosława Arciszewskiego, który wrócił do Warszawy. Wreszcie wiosną 1932 r. dochodzi do poprawy we wzajemnych relacjach, zaś Związek Polaków w Łotwie odradza się jako Polskie Zjednoczenie Narodowe.

W maju 1934 r. do władzy dochodzi Kārlis Ulmanis jako dyktator. Co zmienia się w stosunkach polsko-łotewskich?

Niewiele. Oczywiście Ulmanis starał się łotyszyzować wszystkie sfery życia. To odbijało się także na sytuacji mniejszości narodowych. Uderzyło to także w polską mniejszość, w polskie organizacje i szkoły. Kolejny kryzys w stosunkach polsko-łotewskich mieliśmy w 1935 r., gdy państwo polskie interweniowało w sprawie położenia polskiej mniejszości narodowej. Ale aż do 1939 r., dzięki działalności polskiego poselstwa w Rydze, status polskich szkół i organizacji na Łotwie utrzymał się. Oczywiście nie ma już polskiej działalności politycznej na Łotwie, polskich posłów do Sejmu itp. W 1939 r. z kolei reaktywuje się Związek Polaków w Łotwie, co wynika z dążenia Ulmanisa do centralizacji wszystkiego w państwie łotewskim.

Jest marzec 1938 r. i jak państwo łotewskie ustosunkowuje się do kryzysu polsko-litewskiego, haseł w stylu „wodzu, prowadź nas na Kowno!”?

Neutralnie. Łotysze oferują usługi pośredniczenia między Polską a Litwą, ale ostatecznie oba kraje korzystają z pomocy Estonii.

Przeczytaj także:  Od „zimnej wojny” do normalizacji – polskie ultimatum wobec Litwy w 1938 roku

Łotysze bali się, że Polska zajmie Litwę, a granica polsko-łotewska się przez to wydłuży?

Władze w Rydze nie wierzyły w taki scenariusz. Powtarzam, że Łotwie zależało przede wszystkim na tym, żeby Polacy i Litwini zaczęli ze sobą rozmawiać, uregulowali problemy, które były w relacjach polsko-litewskich.

Przychodzi 1939 r. i Łotwa ogłasza ponownie neutralność, podobnie jak Estonia. Wybucha wojna polsko-niemiecka, przez granicę polsko-łotewską przechodzą polscy uchodźcy. Z kolei władze w Rydze decydują się zamknąć polskie poselstwo. Wiele osób ma o to żal do Łotyszy…

To nie była decyzja Łotyszy, tylko ówczesnych władz.

Ale czy mogły się one zachować inaczej?

Myślę, że tak. Litwa i Estonia zachowały się inaczej, nie zamknęły polskich poselstw w Kownie i Tallinnie. 21 września 1939 r. minister spraw zagranicznych Łotwy Vilhelms Munters de facto powtarza słowa Wiaczesława Mołotowa, ludowego komisarza spraw zagranicznych, który w sierpniu 1939 r. podpisał pakt Ribbentrop-Mołotow. Munters mówi wtedy, że „polski rząd nie istnieje”, poselstwo polskie w Rydze nie ma z nim żadnego kontaktu, wobec tego władze łotewskie decydują o jego zamknięciu. Było to ogromne tchórzostwo ze strony Łotwy przed Związkiem Sowieckim, coś, czego nie zrobili ani Litwini, ani Estończycy.

To była osobista decyzja Ulmanisa?

Wspólna decyzja Ulmanisa i Muntersa, oni wtedy razem decydowali.

W 1939 r. pojawiają się polscy wojskowi na Łotwie, którzy zostają internowani w obozach, a także polscy uchodźcy. Jak traktuje ich Łotwa?

Ich warunki w obozach były dość dobre, panował swobodny reżim, dla oficerów, ale także dla innych wojskowych. Gdy następuje okupacja Łotwy latem 1940 r. oni zostają jeńcami sowieckimi. Później większość z nich trafia do Armii Andersa.

Jak Łotysze zareagowali na klęskę wrześniową Polski?

Z obawą, ale i skrytą sympatią do Polaków. Pojawił się niepokój o to, co będzie z Łotwą i krajami bałtyckimi. Już po paru miesiącach, w 1940 r. nastąpiła okupacja sowiecka Łotwy. Wtedy także Polacy zostaną poddani represjom. Mordowano choćby członków armii łotewskiej polskiego pochodzenia.

W 1941 r. zaczyna się okupacja niemiecka Łotwy. Pojawia się Armia Krajowa, z kolei niektórzy Polacy wstępują także do Legionu Łotewskiego.

Sporo Polaków było także w istniejących wcześniej Batalionach Policyjnych.

Które są odpowiedzialne za zbrodnie na ludności cywilnej.

Częściowo tak. Z kolei gdy w 1943 r. następowała mobilizacja do Legionu Łotewskiego, to Niemcy próbowali wmówić, że to jest formacja dobrowolna, co oczywiście nie było prawdą. Bardzo wielu Łotyszy wstąpiło jednak do Legionu, w związku z tym, że pamiętali co się działo podczas okupacji sowieckiej. Podobnie jak Polacy, których w Legionie mogło być w sumie kilkuset. Z całej Łotwy. Zresztą Legion to jest temat o którym musimy porozmawiać w oddzielnym wywiadzie.

Następuje koniec II wojny światowej, Łotwa dostaje się znów pod okupację Związku Sowieckiego. W 1949 r. zlikwidowane zostają ostatnie polskie szkoły, nie ma już polskich organizacji, prasy, oficjalnej działalności. Choć na Wileńszczyźnie polskie szkolnictwo przetrwa. To była osobista decyzja Stalina, by zlikwidować polskie szkoły?

Nie sądzę, by to była osobista decyzja Józefa Stalina. Należy wyjść od tego, że na Łotwie prowadzono wówczas intensywną politykę rusyfikacyjną, która także dotknęła Polaków.

Komunistom łotewskim nie zależało na tym, by mieć jakąkolwiek polskość na Łotwie?

Nie zależało im nawet na łotewskości Łatgalii. W regionach katolickich, gdzie przed wojną mieszkali Łotysze, Polacy i Białorusini powstały same rosyjskie szkoły, co zresztą trwa do dziś. W Dyneburgu, gdzie Łotysze stanowili po II wojnie światowej 40% ludności, istniała tylko jedna szkoła łotewska na pięćdziesiąt placówek rosyjskich. Dziś w Dyneburgu jest 15% Łotyszy, z czego połowa nie rozmawia po łotewsku.

Jaki był stosunek komunistów łotewskich do Polaków? Czy nie lubili ich ze względu na katolicyzm, światopogląd?

Częściowo też, ale trzeba pamiętać, że wielu Polaków walczyło także w partyzantce łotewskiej po 1945 r. Należy wspomnieć choćby o Stanisławie Zawadzkim, dowódcy jednego z dużych oddziałów, pracownika polskiego na przedwojennej Łotwie, który później przedostał się do Polski, gdzie zmarł.

Panuje przekonanie, że po 1945 r. nie było żadnych stosunków polsko-łotewskich, ale przecież były wymiany, tłumaczenie książek, poezji, partnerstwo miast, choćby Szczecina i Rygi.

Było Polskie Radio na Łotwie, polskie gazety można było kupić w kioskach. Moja matka prenumerowała „Przekrój”. W 1978 r. powstał „Polonez” w Rydze, jednak był on dość izolowaną grupą, o której mało kto wiedział. Wszędzie panował język rosyjski, a w mojej rodzinie, która ma polskie korzenie, nikt nie wiedział o tej polskiej działalności. To wszystko trwało aż do 1988 r.

Wtedy powstał Łotewski Front Narodowy, w którym działało także wielu Polaków. Najbardziej znana z nich to Ita Kozakiewicz, późniejsza posłanka do Rady Najwyższej Łotwy, która zagłosowała 4 maja 1990 r. za niepodległością kraju. Polacy poparli niepodległość Łotwy.

Ci Polacy, którzy mieli świadomość narodową, byli aktywni, wsparli Łotewski Front Narodowy i niepodległość Łotwy. Ale są także na Łotwie Polacy, którzy są Polakami tylko w paszporcie. Oni mieli do tego inny stosunek. To jest zresztą pozostałość czasów sowieckich, podobnie jak język rosyjski w kościołach katolickich w Łatgalii, gdzie przed wojną mówiło się po polsku. Dzisiaj ci ludzi są już w dużej części Rosjanami.

4 maja 1990 r. Łotwa zostaje niepodległa. Powstają polskie szkoły, organizacje. Jaki jest bilans tych 28 lat?

Bilans jest bardzo dobry. Polacy pozostają najbardziej aktywną mniejszością narodową na Łotwie. Są polskie szkoły i to jest dobre, choć niestety w tych szkołach na przerwach rozmawia się po rosyjsku. Choćby w Dyneburgu.

Nie da się jednak cofnąć 50 lat rusyfikacji… A jak Pan ocenia stosunki państwowe polsko-łotewskie?

Są w miarę dobre.

W miarę? Są jakieś braki? Mnie np. brakuje zainteresowania kulturą łotewską w Polsce, publikacji tłumaczeń książek łotewskich…

To już jest częściowo wina Łotyszy. Zresztą w Polsce znajomość Łotwy jest o wiele mniejsza niż Litwy. Tylko, że to jest zrozumiałe z powodów historycznych.

A jaka jest perspektywa stosunków polsko-łotewskich na najbliższe lata? Jesteśmy sojusznikami w ramach Unii Europejskiej, NATO…

No cóż, mamy wszelkie możliwości, żeby rozwijać nasze partnerstwo.

Dziękuję za rozmowę.

 

Zdjęcie tytułowe: Na międzywojennej granicy polsko-łotewskiej. Zdj. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Polub nas na Facebooku!