Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Mandarynki – recenzja filmu

"Mandarynki" (Estonia, Gruzja, 2013), reż. Zaza Urushadze.
play

Po ogłoszeniu nominacji do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny przyszedł czas na sprawdzenie z jakimi obrazami zmierzy się polski kandydat, „Ida”. W szranki z czarno-białym obrazem Pawła Pawlikowskiego stanie m.in. estońsko-gruziński film Zazy Urushadze „Mandarynki”.

Zaza Urushadze w „Mandarynkach” wraca do wojny w Abchazji na początku lat 90. XX w. Można powiedzieć, że to kolejny film poruszający temat wojny, który tak często gości na ekranach.  Jest to jednak obraz inny, bo jego akcja zamknięta w starej chacie i mandarynkowym sadzie zachwyca prostotą, zamyśleniem i mądrością.

Margus (Elmo Nüganen) pielęgnuje w sadzie mandarynki podczas gdy Iwo (Lembit Ulfsak) zbija skrzynki, w których owoce będą składane podczas zbiorów. Obaj są potomkami Estończyków, którzy przybywali do Abchazji w XIX w., obaj przeżyli całe swoje życie w ciepłych i słonecznych dolinach opartych o zbocza Kaukazu. Na początku lat 90. XX w. w Abchazji wybuchła wojna między Gruzinami i Abchazami, którzy chcieli wybić się na niepodległość. W konflikt włączyli się Rosjanie i czeczeńscy najemnicy z Północnego Kaukazu. Mniejsze narodowości stały się albo świadkami nienawiści i okrucieństw, jak choćby nasi bohaterowie, albo zostali ewakuowani do ojczyzny przodków, jak rodziny Iwo i Margusa.

Przeczytaj także:  To nie nasza wojna. Recenzja filmu „1944”

Iwo i Margus zostają w swojej osadzie nie zważając na zagrożenia i ignorując możliwość ewakuacji czekają na zbiór niemal już dojrzałych owoców. Mandarynki od zawsze dawały miejscowym możliwość zarobku, a w czasie wojny, kiedy kraj legł w gruzach, także przeżycia za zarobione pieniądze. To przez mandarynki Estończycy zostają w Abchazji, jakby wierząc, że jeśli je zbiorą podtrzymają normalne życie, że wojna odejdzie.

Wojna jednak nie daje za wygraną, wdziera się do małej ojczyzny bohaterów. Po jednej z potyczek między wrogimi oddziałami, Iwo znajduje ocalałego, rannego Czeczena, Ahmeda (Giorgi Nakashidze). Mężczyzna zabiera najemnika do swojego domu, a poległych wraca pogrzebać. Podczas przeszukiwania ciał mężczyźni odkrywają, że jeden z żołnierzy przeżył. Ocalały Gruzin o imieniu Nika (Mikheil Meskhi) trafia pod dach Iwo. Wrogowie pod opieką Estończyka nie szczędzą sobie cierpkich słów i gróźb śmierci. Jedyne co powstrzymuje ich od zadania sobie śmiertelnych ciosów to obietnica złożona gospodarzowi i świętość respektowana po obu stronach Kaukazu – dom i gościna.

Sytuacja, w której się znaleźli Nika i Ahmed, wymusza na nich zajęcie miejsc przy jednym stole. Widz obserwuje przemianę – od gróźb, przez zdawkowe rozmowy, po, chociaż początkowo trudne, nawiązanie porozumienia, które z czasem doprowadza do szorstkiej przyjaźni. Dzieje się to przy mediacji bezstronnego Iwo, którego srebrne włosy są symbolem życiowej mądrości.

Postać Iwo to również metafora tęsknoty za ludzką szlachetnością i dobrocią. Obraz Urushadze jest wyważony, a przy tym konflikt równoważony jest pięknymi krajobrazami i wspaniałą gruzińską muzyką w wykonaniu Niaza Diasamidze. Historia opowiadana jest bez pośpiechu, jakby sugerując, że szaleństwo wojny wymaga chwili opamiętania. Ta chwila natomiast, bez względu na konflikty religijne czy etniczne, łatwo może doprowadzić do zniwelowania dawnych podziałów, a nawet do przyjaźni dawnych wrogów.

Reżyser obdarowując jednego z bohaterów niemal zupełną szlachetnością i mądrością może sprowadzać na siebie oskarżenia o trywializację i odrealnienie opowiadanej historii. Ta pozorna naiwność pozwoliła Zazie Urushadze uwydatnić człowieczeństwo, które nawet w czasie wojny, jeśli znajdzie dla siebie warunki, może przezwyciężyć najgłębsze podziały.

„Mandarynki” to film niewątpliwie wyjątkowy, który zachwyca swoją prostotą i poetyckością. Obok „Idy” i „Lewiatana” jest to najpoważniejsza kandydatura do Oscara w swojej kategorii.

  • Wiktor Wysocki

    Po przeczytaniu recenzji jestem zaciekawiony filmem, miałem zamiar obejrzeć w najbliższym czasie ale wygląda na to że zobaczę go wcześniej.

    • Film jest piękny, polecamy gorąco!

      • Wiktor Wysocki

        „Lewiatan” też wygląda na ciekawą pozycję .

        • Lwiatan to chyba najtrafniejsza metafora współczesnej Rosji. Również polecamy. Być może uda nam się opublikować niedługo recenzję także tego filmu.

  • Andrzej

    Film widziałem w ramach warszawskiego festiwalu filmowego, godny polecenia!

Polub nas na Facebooku!