Latem 1864 roku Michaił Murawjow zakazał drukowania w języku litewskim alfabetem łacińskim. Car owo ograniczenie wydał tylko ustnie, w 1866 roku. Zapoczątkowało to tak zwany okres zakazu druku, który trwał czterdzieści lat. Te decyzje generała‑gubernatora i cara można określić jako jedne z najbardziej przeciwskutecznych w historii Litwy, a może i świata: ani trochę nie pomogły w stabilizacji sytuacji w Rosji oraz w rusyfikowaniu Litwinów; wręcz odwrotnie – umocniły ich tożsamość, nauczyły walki politycznej i przysłużyły się do powstania nowoczesnej Litwy.
16 marca obchodzony jest na Litwie jako Dzień Książkonosza. Poniżej przedstawiamy poświęcony zakazowi druku oraz fenomenowi książkonoszy fragment książki Tomasa Venclovy „Litwa, ojczyzna moja” (tłum. Beata Kalęba), która ukazała się w 2024 roku w wydawnictwie Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie.
W okresie panowania Aleksandra II rusyfikacja była środkiem do osiągnięcia nadrzędnego celu – stabilności imperium. Tymczasem powstanie 1863 roku wywołało wśród rosyjskich elit silną falę antypolonizmu. Hercen stracił popularność, a nakład jego emigracyjnego czasopisma „Kołokoł” gwałtownie spadł. Zyskali natomiast słowianofile kierujący się filozofią nacjonalistyczną. Uważali oni, że Rosja ma cechy swoiste, odróżniające ją od Zachodu: jest w niej rzekomo więcej ducha, mądrości, jest bliższa Bogu i naturze. (Później podobnie zaczęli myśleć litewscy bałtofile, choć – rzecz jasna – w centrum ich uwagi była nie Rosja, lecz Litwa, i nie prawosławie, tylko pogaństwo). Z prezentowanej przez słowianofilów ideologii nacjonalizmu wyprowadzano wniosek, że wspólnota narodów słowiańskich (w tym Litwinów) musi się oprzeć na tradycjach rosyjskich i prawosławiu, Polacy‑katolicy zaś to odszczepieńcy i synowie marnotrawni, którzy powinni powrócić na łono Rosji. Słowianofile zgadzali się ze starym, istniejącym już za Katarzyny II poglądem, iż Wielkie Księstwo Litewskie było w istocie prawosławnym państwem ruskim, sprowadzonym przez Polaków na złą drogę. To przekonanie podzielał Michaił Murawjow [generał-gubernator wileński w latach 1863–1865 – przyp. red.], uważając, że należy stale i wszystkim tłumaczyć, że Kraj Północno‑Zachodni jest rosyjski i że żywioł polski jest tymczasowy, narzucony w dobie polskich rządów. Już w maju 1863 roku wspomniany Kraj (a więc również tereny etnicznie litewskie) został nazwany iskonno russkaja zemlia, czyli „odwiecznie rosyjskie ziemie”.
Język polski miał zniknąć ze szkół i z życia publicznego (mógł zostać w użyciu jedynie w kościołach i domach); planowano zakładanie rosyjskich szkół ludowych z rosyjskimi nauczycielami opłacanymi ze środków gminnych, a także wprowadzenie zakazów druku i dystrybucji książek w języku polskim oraz zajmowania stanowisk w służbach państwowych przez katolików (również Litwinów). Część z tych zamiarów wcielono w życie, choć nie od razu i niekoniecznie do końca skutecznie. W Wilnie zlikwidowano jedyną polską gazetę i polski teatr. W wielu miejscach pojawiły się tabliczki z napisem „Zabrania się mówić po polsku”. W gmachu Uniwersytetu Wileńskiego działało rosyjskie gimnazjum, uczyli się w nim obok Polaków, na przykład Józefa Piłsudskiego, znani Rosjanie (między innymi polityk Piotr Stołypin, filozof Michaił Bachtin i bolszewik polskiego pochodzenia Feliks Dzierżyński).
Kościół katolicki uważany za rozsadnik „polskiej zarazy”, czyli buntu i chaosu, był dyskryminowany na wszelkie możliwe sposoby. W latach 1863–1866 w guberniach litewsko‑białoruskich zamknięto 32 kościoły, 52 kaplice i 20 klasztorów (tych ostatnich zostało kilka). Księża nie mogli opuszczać parafii bez specjalnego zezwolenia, a biskupi dokonywać wizytacji probostw. Macieja Wołonczewskiego – bez porozumienia władz państwowych z papieżem – przeniesiono z Worń do Kowna, gdzie łatwiej było kontrolować jego posunięcia. Zakazano budowania nowych i remontowania starych kościołów, urządzania procesji i dróg krzyżowych w Kalwariach Wileńskiej i Żmudzkiej. Utrudniano stawianie krzyży katolickich przy drogach i na grobach oraz sprzedaż różańców i obrazków religijnych.

Po powstaniu przez siedem lat nie wolno było przyjmować do seminariów kleryków, później kandydaci musieli otrzymać zgodę gubernatora oraz obowiązkowo zdać egzaminy z języka rosyjskiego i historii Rosji. Głosić pozwalano wyłącznie kazania pochodzące z zatwierdzonych przez władze zbiorów takich tekstów. Carat próbował nawet wprowadzić wymóg mówienia po rosyjsku homilii, choć wycofał się z tego projektu w obawie, że ludność rosyjskojęzyczną mogłoby to zachęcić do zmiany wyznania. Prawosławnym zakazano dokonywania konwersji na katolicyzm (odwrotny proces był pożądany), a w rodzinach mieszanych dzieci miały być wychowywane w wierze prawosławnej. Za przejście na prawosławie przysługiwały różne ulgi. Do 1866 roku w Kraju Północno‑Zachodnim wyznanie to zostało przyjęte przez czterdzieści tysięcy katolików, a Cerkwi prawosławnej przekazano siedem parafii (na przykład podwileńskie Podbrzezie). Z czasem jednak ten proces ustał. Interesujące jest to, jak Litwa różni się od Łotwy i Estonii, w których do konwersji z luteranizmu na prawosławie dochodziło na skalę nieomal masową (prawosławnym był nawet prezydent Estonii w okresie międzywojennym Konstantin Päts, a i dzisiaj wśród Estończyków – także etnicznych – jest więcej prawosławnych niż luteranów; trzeba zresztą pamiętać, że dominują ateiści i agnostycy).
W czasie rządów Murawjowa w guberniach litewsko‑białoruskich postawiono 98 nowych cerkwi i wyświęcono na cerkwie 14 kościołów, wyremontowano wiele zaniedbanych świątyń prawosławnych (mimo że brakowało im parafian). Wśród tych ostatnich była na przykład niewielka cerkiew Świętej Paraskiewy w Wilnie, gdzie zgodnie z legendą Piotr I ochrzcił przodka Aleksandra Puszkina, Abisyńczyka Hannibala. Prawosławie zmieniło krajobraz największych litewskich miast – ponad Wilnem, na Górze Bouffałowej, do dziś stoi cerkiew Romanowska (wzniesiona w 1913 roku), a w Kownie perspektywę głównej ulicy, alei Wolności (Laisvės alėja), zamyka potężny były prawosławny sobór (zbudowany w 1893 roku; obecnie kościół katolicki). Poeta i gorący słowianofil Fiodor Tiutczew (jego kuzynka była żoną Murawjowa) po pobycie w Wilnie napisał:
Nad starodawnym ruskim Wilnem
Żar ojczystych krzyży się wznosi
I dźwięków prawosławnych spiżem
Wszem wokół swą przewagę głosi.
Cztery lata po powstaniu do Wilna przyjechał inny pisarz słowianofil, Fiodor Dostojewski. W czasie dwudniowego pobytu modlił się w dawnym kościele Świętego Kazimierza przemianowanym na sobór Świętego Mikołaja, by nie przypominał o królewiczu wyniesionym na ołtarze przez katolików. Odwiedził też kaplicę Świętego Aleksandra Newskiego, postawioną przez Murawjowa przy prospekcie Gieorgijewskim (dzisiaj prospekt Giedymina [Gedimino prospektas]) w celu upamiętnienia Rosjan tłumiących powstanie 1863 roku (w 1919 rozebrali ją bolszewicy). Zapiski w pamiętniku żony Dostojewskiego dają pojęcie o tym, jak źle czuł się on w mieście przesiąkniętym atmosferą nienawiści do obcej władzy: „[…] zabarykadował wszystkie drzwi walizkami i stołami. W nocy, za kwadrans druga, nawiedził go bardzo silny atak padaczki trwający piętnaście minut”.
Słowianofile (w tym też Murawjow) twierdzili, że Litwini to posługujący się dziwacznym narzeczem naród słowiański, który dał się zwieść Polakom i który powinien powrócić z polskiej niewoli na łono kultury rosyjskiej. Miało w tym pomóc zastąpienie alfabetu łacińskiego (to znaczy polskiego) alfabetem cyrylickim – grażdanką. Zdaniem rusyfikatorów włościanie dzięki nauce grażdanki powinni przyzwyczaić się do języka najeźdźców, a z czasem przyjąć go za swój i nie unikać dłużej prawosławia. Popularne były wówczas słowa Dmitrija Milutina o tym, że rosyjska litera musi zakończyć to, co rozpoczął rosyjski miecz.
Latem 1864 roku Murawjow zakazał drukowania w języku litewskim alfabetem łacińskim. Tę ustną decyzję generała‑gubernatora 6 września 1865 roku potwierdził na piśmie jego następca Konstantin von Kaufman. Rosyjski minister spraw wewnętrznych Piotr Wałujew rozszerzył zakaz druku i wwożenia wszelkich litewskojęzycznych tekstów zapisanych łacinką na terytorium całego Imperium Rosyjskiego (w 1872 roku restrykcjami zostały też objęte publikacje szwabachą, czyli między innymi pruskie). Car owo ograniczenie wydał tylko ustnie, w 1866 roku. Zapoczątkowało to tak zwany okres zakazu druku, który trwał czterdzieści lat. Te decyzje generała‑gubernatora i cara można określić jako jedne z najbardziej przeciwskutecznych w historii Litwy, a może i świata: ani trochę nie pomogły w stabilizacji sytuacji w Rosji oraz w rusyfikowaniu Litwinów; wręcz odwrotnie – umocniły ich tożsamość, nauczyły walki politycznej i przysłużyły się do powstania nowoczesnej Litwy. W ciągu wspomnianych czterech dekad pojawiły się znaczące dzieła literatury litewskiej oraz siły, które na początku XX wieku zaczęły wpływać na losy kraju.
Bez względu na to jeszcze wiosną 1864 roku Murawjow powołał komisję do spraw wydawania druków litewskich grażdanką. Jej pracom przewodniczył znający język litewski warszawianin, językoznawca Stanisław Mikucki. W komisji zasiadał również Wawrzyniec Iwiński. W tym samym roku wyszła pierwsza książka litewskojęzyczna grażdanką: Abėcėlė žemaitiškai‑lietuviška [Abecadło żmudzko‑litewskie]. Wszystkie wcześniejsze publikacje litewskojęzyczne zostały zakazane — wśród nich elementarze, modlitewniki, katechizmy, a także Būdas senovės lietuvių, kalnėnų ir žemaičių [Charakter starożytnych Litwinów z wyżyn i ze Żmudzi] Szymona Dowkonta, wspomniane Žemaičių vyskupystė Wołonczewskiego czy kalendarze Iwińskiego (ostatnie roczniki wydano już grażdanką). W latach 1866–1869 drukarze nie mogli mieć na stanie czcionek łacińskich. Później sytuację nieco złagodzono: generał‑gubernator Aleksandr Potapow w 1869 roku zezwolił na wyprzedanie litewskich książek zakazanych przez Murawjowa.
Kilka razy restrykcje udało się obejść. Akademik Jakow Grot dostał zgodę na druk łacinką książek do celów naukowych, z zastrzeżeniem, że nie będą rozpowszechniane na terenach zamieszkałych przez Litwinów — w Kraju Północno‑Zachodnim i w Zaniemeniu. Dzięki temu we współpracy z językoznawcą Janem Baudouinem de Courtenay w Kazaniu ujrzały światło dzienne obszerne antologie dajn zebranych przez braci Antanasa i Jonasa Jušków. Ukazały się także inne publikacje, ale w czysto akademickich oficynach. Działacz społeczny Petras Vileišis wydał w Petersburgu cztery książeczki. Te legalne druki mimo wszystkich przeszkód docierały na Litwę i oddziaływały na litewską inteligencję. Jednak większe znaczenie miały edycje nielegalne.
Ciekawe, że w roku 1859, a więc przed wybuchem powstania i wydaniem przez carat zarządzeń dotyczących druku, Antoni Baranowski napisał poemat Kelionė Petaburkan [Podróż do Petersburga], który w całości został opublikowany dopiero sto trzydzieści lat później, ale we fragmentach krążył już w XIX wieku. Warto pamiętać, że jedna z pieśni składających się na poemat, rozpoczynająca się słowami „Nu Lietuva, nu Dauguva” [O ty, Litwo, o ty, Dźwino] i mówiąca o miłości do ziemi ojczystej, stała się nieomal pierwszym litewskim hymnem; działacz litewskiego ruchu narodowego Juozas Tumas, używający pseudonimu Vaižgantas, nazywał ją „litewską Marsylianką”. W tymże poemacie znalazły się prorocze wersy:
Ani pisma, ani druku mieć nam nie pozwala:
„Niechaj Litwa ciemną będzie” – jest zdaniem moskala.
[…]
Nie doczekasz tego, serca nasze pełne mocy,
Zdawna już wyprobowane, tak, synu północy!
[…]
Nie pokonasz nas, na sercu noże twe się skruszą,
W piersi naszej lód stopnieje, ty sam zginiesz z duszą[1].
Działalność Macieja Wołonczewskiego po 1863 roku. Książkonosze
W ciągu czterdziestu lat zakazu druku łacinką wydano tylko 66 publikacji grażdanką – były to głównie elementarze, książeczki religijne, kalendarze i jedynie 7 pozycji beletrystycznych. Chłopi w szkołach musieli nauczyć się czytać cyrylicę i nie bez podstaw uważali, że obowiązek ten jest zamachem na katolicką tradycję i ich (powoli tworzącą się) tożsamość narodową.

Wołonczewski skierował do Murawjowa i jego następców apel o możliwość druku łacinką przynajmniej modlitewników; jego prośbę odrzucono, dlatego początkowo zgodził się na wydanie kilku publikacji grażdanką. Później jednak tłumaczył, że stosowanie obcego alfabetu przyczynia się do błędów psujących Pismo Święte, i zaczął za pośrednictwem księży zaszczepiać u wiernych myśl, że czytanie takich książek jest grzechem. Pozycje drukowane grażdanką spotkał bojkot, prawie nikt ich nie kupował – z tego powodu dziś są one prawdziwymi białymi krukami.
Władza twierdziła, że chce uchronić Litwinów przed spolszczeniem, dlatego Wołonczewski po powstaniu zaproponował utworzenie szkoły średniej z wykładowym językiem litewskim. Carski ekspert zupełnie logicznie oświadczył jednak, że „Rosji wcale nie będzie lżej od tego, że jej nowi zatwardziali wrogowie nie będą mówić po polsku, za to będą gotować spiski, wydawać proklamacje i podziemne instrukcje w żmudzkim narzeczu”. W Kownie pilnie obserwowano działalność biskupa Wołonczewskiego i utrudniano jego kontakty z parafiami. Mimo to był on gotowy zorganizować publikowanie nielegalnych druków czcionką łacińską. W tym celu skontaktował się z Janem Zabermannem, katolickim księdzem dziekanem w Tylży, i postarał się o środki finansowe, dzięki czemu od 1867 roku w Małej Litwie zaczęło ukazywać się wiele litewskojęzycznych książek — modlitewników i broszur antycarskich, wybrane z nich w nakładach sięgających dwudziestu tysięcy egzemplarzy.
Stopniowo powstała gęsta sieć przemytu i rozpowszechniania zakazanej literatury. Biskup utrzymywał kontakt z Zabermannem głównie za pośrednictwem Jurgisa Bielinisa, młodego chłopa z północnej Auksztoty znającego języki niemiecki, polski, rosyjski i łotewski. W położonej nieopodal Taurogów wsi Ropkojai, wówczas należącej do Prus, znajdował się kościół katolicki, wokół którego skupili się byli powstańcy, teraz trudniący się kontrabandą nielegalnych wydawnictw. Książki przez granicę przenosili chłopi, księża przebrani za chłopów, zakonnice, mieszczanie i Żydzi. Niemnem druki docierały do Jurborka, a stamtąd do Kowna i dalej. Wołonczewski wysyłał młodych księży do parafii na pograniczu rosyjsko‑pruskim i tworzył punkty przerzutu kontrabandy od Jurborka po Kretyngę i Połągę. Już w 1869 roku odbył się pierwszy proces książkonoszy. Zatrzymano wtedy i przewieziono do Wilna ośmiu księży, oprócz tego postawiono zarzuty kilku chłopom, chłopkom i rzemieślnikom. W 1870 roku doszło do przeszukania domu biskupa, ale niczego nie znaleziono – był dobrym konspiratorem. Jednak mimo że wziął on w obronę sześciu księży, zostali oni zesłani w głąb Rosji.
Chcąc przechytrzyć władze, Wołonczewski i wydawcy nielegalnych druków stosowali antydatowanie – jako czas publikacji podawali rok sprzed 1864. Podczas całego okresu zakazu używania łacinki rozprowadzono ponad osiemset antydatowanych pozycji.
Wołonczewskiego najbardziej interesowała literatura religijna, co jednak nie znaczy, że deprecjonował teksty świeckie, sam nawet takie tworzył. W 1868 roku w Tylży ukazała się jego Vaikų knygelė [Książeczka dla dzieci] – pierwsza ilustrowana publikacja dla dzieci po litewsku; w tym samym roku w Berlinie Paaugusių žmonių knygelė [Książeczka dla dorosłych], a w 1869 (z datą 1863) Palangos Juzę [Juzė z Połągi]. W 1890 roku, czyli już po śmierci autora, w Stanach Zjednoczonych wydano Pasakojimas Antano tretininko [Opowieść tercjarza Antanasa]. Wszystkie wymienione tytuły to proza dydaktyczna, ale napisana żywym, barwnym językiem, przedrukowywana do dzisiaj. Wołonczewski przemycał w niej podpowiedzi na temat obywatelskiego oporu wobec zaborcy; na przykład w jednym z opowiadań dla dzieci umieścił fragment o tym, jak rozmawiać z carskim szpiegiem:
Pan ruszył więc do miasta, a Vicentasa zostawił w gospodzie. Po półgodzinie podszedł do niego jakiś taki niby panek i zaczął go zagadywać. […] „Słyszałem, że tam u was ludzie powstali. To prawda?” Ten odpowiedział: „W rzeczy samej, jak tylko dnieje, to wszyscy ludzie wstają”. Na to gość: „A co robią ci, co powstali?”. „To, co nakazuje gospodarz: jeden idzie orać, drugi wypasa stado i tak dalej”. […] Na to gość znowu: „Widzę, że tak się nie dogadamy. Powiedz no mi, co myśli twój pan”. Odpowiedział Vicentas: „Myśli, żeby jutro jechać do domu”. Na to gość: „Powiedz jeszcze, nie najeżają się u was panowie ze szlachtą przeciw starszyźnie?”. „Bywa; tak na przykład mój pan, kiedy mu iść do starszyzny, czesze się porządnie i zaczesuje włosy tak, że aż mu się nad czołem jeżą”[2].
Maciej Wołonczewski zmarł w 1875 roku w Kownie i został pochowany w tamtejszej katedrze. Kontrabanda nielegalnych druków nie ustała po jego śmierci i przyczyniła się do rozwoju kultury litewskiej i kształtowania się nowoczesnego narodu litewskiego.
W okresie zakazu druku w Małej Litwie łacinką opublikowano 1830 litewskich tytułów (w sumie 6 milionów egzemplarzy), a w Ameryce 701 tytułów (wiele z nich docierało na Litwę). Druki grażdanką na tym tle mają znaczenie marginalne. W tamtym czasie powstały również litewskie periodyki, różne nurty polityczne oraz dojrzała poezja i proza, która zaczęła konkurować z literaturą polską, rosyjską i innych większych narodów. W 1904 roku, po odwołaniu carskiego zarządzenia, stało się jasne, że Litwa jest gotowa nie tylko na autonomię, lecz także na niepodległość.

Najsłynniejszym, legendarnym książkonoszem był wspomniany Jurgis Bielinis – w ciągu trzydziestu jeden lat sam bądź ze współpracownikami przeszmuglował przez granicę i rozprowadził po Litwie niemal połowę tytułów wydrukowanych w Prusach. Pięć razy wpadł w ręce żandarmów, ale potrafił wydostać się z opresji. Posługiwał się pseudonimem Baltasis Erelis [Biały Orzeł] i pod tymże tytułem wydał trzy numery własnej gazety. 16 marca – dzień urodzin Bielinisa – jest obchodzony w Litwie jako Dzień Książkonosza. Nie brakowało też innych organizatorów kontrabandy nielegalnych druków i osób trudniących się książkonosicielstwem. We wsi Sudargi, w pobliżu granicy z Prusami, działał ksiądz Martynas Sederevičius; w dworze w Powieżupie pod Kielmami – Vladas Putvinskis (późniejszy twórca Związku Strzelców Litewskich), Povilas Višinskis i Morta Zauniūtė; we wsi Griežionėlės niedaleko Onikszt – Stanislovas Didžiulis; w Olkienikach i innych miejscowościach na Wileńszczyźnie – ksiądz Silvestras Gimžauskas; w Rydze – Józef Milewski, który pracował tam zresztą jako carski policjant. W rezultacie nie było na ziemiach etnicznie litewskich miasteczka lub wsi z kościołem, gdzie nie docierałyby nielegalne druki.
Praca książkonoszy wymagała dużej siły fizycznej – bagaż ważył zwykle dwa pudy (trzydzieści dwa kilogramy). Szmuglerzy przekraczali granicę niemiecko‑rosyjską ukryci w sianie, między belami drewna, a nawet w trumnach. W podroży trzeba było zmieniać wozy i konie, w zależności od wybranego miejsca docelowego. Woluminy transportowano także w workach zarzuconych na plecy. Kolportażem druków często zajmowali się zakrystianie i przykościelni sprzedawcy dewocjonaliów. Zakupione litewskie publikacje na wszelki wypadek trafiały do szuflad z podwójnym dnem i w inne podobne miejsca (żandarmi mogli odebrać modlitewniki nawet ludziom idącym do kościoła). Z czasem działalność książkonoszy uległa nieomal mityzacji i znalazła szerokie odbicie w literaturze.

Trzeba powiedzieć, że kontrabanda druków była dochodowym zajęciem: jeśli w Małej Litwie za dany egzemplarz płaciło się – powiedzmy – dwadzieścia rosyjskich kopiejek, to w Wielkiej Litwie można było dostać za niego już jednego rubla. Wzbogacili się wtedy zwłaszcza drukarze z Tylży; najznaczniejszy z nich, Otto von Mauderode, na wydawaniu litewskich tytułów zarabiał osiemdziesiąt tysięcy rubli rocznie (warto wspomnieć, że założona przez niego oficyna istniała do 1944 roku, a więc niemal do momentu zajęcia Tylży przez Armię Czerwoną). Ale zwyczajni książkonosze bardzo ryzykowali; czyhali na nich zarówno niemieccy, jak i rosyjscy pogranicznicy. Żandarmi rosyjscy, którzy – jak pisał Vincas Kudirka – mieli łowit’ bumagu, bywali szczególnie wściekli, bo za przechwycone książki nie otrzymywali wynagrodzenia, chociaż przysługiwało ono za inną kontrabandę. Przekraczający nielegalnie granicę mogli zostać zabici, ciężko ranni lub ukarani, w tym więzieniem (zasądzano od roku do pięciu lat) i zsyłką: skazańców wywożono na Sybir albo do guberni smoleńskiej lub mohylewskiej. Wpadło może 3 tysiące książkonoszy, część z nich kilkukrotnie; cierpieli także kupujący nielegalne druki, ale ogólnie władze przechwyciły tylko około 10 procent kontrabandy. Był to ryzykowny ruch oporu, nieomal niewielka wojna partyzancka, z tą różnicą, że zazwyczaj bez przelewu krwi.
W dzisiejszej Litwie są dwa muzea upamiętniające książkonoszy (we wsi Ustronė pod Krakinowem oraz w parku dworskim w Bystrampolu niedaleko Poniewieża). UNESCO uznało litewską kontrabandę druków i książkonoszy za fenomeny na skalę światową. W Kownie na skwerze przed Muzeum Wojskowym stoi pomnik książkonosza dłuta Juozasa Zikarasa, otoczony nie mniejszym szacunkiem niż Grób Nieznanego Żołnierza.
Tomas Venclova, Litwa, ojczyzna moja, tłum. Beata Kalęba, Kraków: Międzynarodowe Centrum Kultury, 2024
Przypisy:
[1] Antoni Baranowski, Podróż do Petersburga, w: tegoż, Poezje litewskie z przed r. 1863, tłum. Stefania Jabłońska, Wilno 1921, s. 29, 31.
[2] Motiejus Valančius, Guvus Vencė, w: tegoż, Mikė Melagėlis, Vilnius 1976, s. 20, 22–23.
Zapisz się na newsletter!
Na Twoją skrzynkę e-mailową będę trafiały informacje o nowych publikacjach oraz o promocjach.
Litewski poeta, eseista, tłumacz literatury pięknej i publicysta. Studiował filologię litewską na Uniwersytecie Wileńskim. Naukowo zajmował się m.in. historią literatury. Jako poeta zadebiutował w 1957 roku. Jest autorem przekładów utworów m.in. T.S. Eliota, Osipa Mandelsztama, Anny Achmatowej i Borysa Pasternaka oraz poetów polskich. Od 1976 roku działał w Litewskiej Grupie Helsińskiej. Od 1977 roku na emigracji w USA, na Uniwersytecie w Yale wykładał literaturę rosyjską i polską. Od 1983 roku członek redakcji "Zeszytów Literackich". Przyjaciel Czesława Miłosza i Josifa Brodskiego. W 2001 roku otrzymał Litewską Nagrodę Państwową, a w 2013 roku został odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Zasługi RP.



