Siedzieliśmy w kuchni moich rodziców, parę dekad temu. Babcia była już bardzo stara, wydawało się, że jej wzrok odbiegał w dal, później przyszły łzy, których w ogóle przede mną nie ukrywała. Zapytałem ją czy sama postanowiła podjąć temat? „Pewna żydowska kobieta prosiła mnie pewnego dnia, by pójść do obozu w Szawlach – nie wiem, czy to było getto czy obóz koncentracyjny – i by spróbować przekazać jej uwięzionemu mężowi list i chleb. Przez płot czy jakoś tak, nie pamiętam teraz dokładnie” – powiedziała. Nie zrobiła tego. Bała się o swoją własną rodzinę: co by się stało z jej dziećmi, gdyby Niemcy ich przyłapali? Babcia nosiła w sobie ten obrazek cały życie, obrazek proszącej, pełnej zwątpienia Żydówki i ten obrazek był…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

