To jedna z koalicyjnych partii politycznych, ale mało kto z biorących udział w marszu o tym wie. Nie liczy się partyjny sztandar – obecny zresztą tylko na przedzie marszu – a magia, która wiąże się z tysiącem świateł płynących z pochodni. Ryga tonie w morzu płomieni. Dusza Łotysza się cieszy. A narodowcy mają poczucie dobrej roboty społecznej. Niekoniecznie politycznej, bo jedno i drugie wciąż jeszcze potrafią oddzielić.
Marsz bez polityki?
Marsz z pochodniami – w Polsce może źle się kojarzący, ale w krajach Zachodu będący nagminnym zjawiskiem – odbywa się na Łotwie nie tylko 18 listopada, ale także tydzień wcześniej, w dzień Lāčplēsisa, gdy każde małe miasto ma swój lāpu gājiens. W tym roku maszerowano w Rydze – od cmentarza Brackie Mogiły do Nabrzeża 11 Listopada – ale także w Dyneburgu. Po całym marszu, w którym uczestniczyli także lokalni Rosjanie, pochodnie ustawiono na placu Jedności (Vienības laukums) w kontury graniczne Łotwy. Z lotu ptaka pięknie to wyglądało, Dyneburg jeszcze raz pokazał, że nie jest jakimś tam sobie russkojazycznym gorodem, a po prostu częścią niepodległej Łotwy.
Narodowcy maszerują w Rydze od 2003 roku, gdy zaczęli rosnąć w siłę polityczną jako młodzieżowa organizacja "Wszystko dla Łotwy!" ("Visu Latvijai!"). Kiedyś młodzi buntownicy, przeciwko liberalnemu establishmentowi i podtatusiałym narodowcom z TB/LNNK, z gołą piersią protestujący przeciwko oddaniu Rosji regionu Abrene (kto dziś jeszcze pamięta ten happening?), obecnie posłowie zasiadający w Sejmie pod krawatem. Duża zmiana. Początkowo marsz był niszowy i szedł wąskimi uliczkami starówki, później rozszerzał się coraz bardziej, aż w 2014 r. padł rekord: wieczorem w lāpu gājiens przeszło ok. 15 tys. uczestników. Jakoś tak to się zbiegło z sukcesem narodowców w wyborach do Sejmu, ale po prawdzie: o ile warszawski Marsz Niepodległości jest do bólu wszechpolski i oenerowski, to narodowcy łotewscy celowo unikają oklejania go swoimi sztandarami i znaczkami partyjnymi. Do tego stopnia, że większość osób nawet nie wie, że idzie w czymś, co ma jakikolwiek związek z polityką. - Było małe przemówienie naszego lidera Raivisa Dzintarsa w trakcie koncertu poprzedzającego marsz i tradycyjny śpiew "jesteśmy Łotyszami", ale staramy się, by ta impreza była bardziej apolityczna – mówi w rozmowie ze mną młody sekretarz narodowców Raivis Zeltīts. - Oczywiście slogan "Łotwa jest nasza" mówi wszystko – to jest narodowy obchód i impreza, w trakcie której pokazujemy, że Łotysze chcą być władcami własnego kraju, ale uznajemy to za nasz dar dla Łotwy, a nie polityczną platformę. W innym przypadku nie moglibyśmy przyciągnąć tak wielu osób – tłumaczy Raivis Zeltīts.
Polityki na marszu nie zauważył także Aleksander Rostocki, przedstawiciel polskiej korporacji Sarmatia, której członkowie odwiedzili Łotwę z okazji jej Święta Niepodległości i wzięli udział w marszu. - Jesteśmy apolityczną organizacją akademicką, z reguły nie bierzemy oficjalnego udziału w inicjatywach i demonstracjach politycznych. O tym, że marsz jest organizowany przez jedno z ugrupowań politycznych dowiedziałem się, prawdę mówiąc, od pana. Warto wspomnieć, że na marszu nieobecna była jakakolwiek symbolika partyjna. Poza flagami państwowymi nie było żadnych transparentów, nie wznoszono też żadnych haseł o charakterze politycznym – relacjonuje Rostocki. I ma rację. Z jednym sprostowaniem: w pewnym momencie na marszu widoczny był bardziej sztandar litewskich tautininków – braterskiej organizacji narodowców – niż partyjne logo VL!-TB/LNNK. Byli także Estończycy z narodowej partii EKRE.
Polityczny smród
Polityczne wpadki się czasem jednak zdarzają. W tym roku media trąbiły na parę dni przed marszem, że ma mieć on wydźwięk antyimigrancki. Partia narodowców – jako część rządu Laimdoty Straujumy – protestuje od paru miesięcy przeciwko przyjęciu paruset imigrantów z Bliskiego Wschodu, na co zgodziła się bardziej umiarkowana partia prawicowa Jedność (Vienotība). Rihards Kols, poseł narodowców na Sejm, absolwent brytyjskiej uczelni Westminster, przyjmuje mnie dwa dni po marszu w siedzibie partii na…
Prenumeruj, wspieraj i czytaj bez ograniczeń!
Dołącz do naszej społeczności. Dzięki prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.
Patron
17 zł miesięcznie
- Dostęp do 1190+ tekstów Premium
- 100 Monet na start i 15 co miesiąc
- 5% stałej zniżki w sklepie
- Udział w dyskusjach i proponowanie tematów
- Wspierasz niezależne dziennikarstwo!
Przyjaciel
27 zł miesięcznie
- Dostęp do 1190+ tekstów Premium
- 200 Monet na start i 30 co miesiąc
- 10% stałej zniżki i bezpłatna dostawa w sklepie
- Udział w dyskusjach i proponowanie tematów
- Dzięki Tobie możemy się rozwijać!
Roczna
149 zł rocznie
- Dostęp do 1190+ tekstów Premium
- 100 Monet na start i co roku
- 5% zniżki w sklepie
- Udział w dyskusjach i proponowanie tematów
- Wspierasz niezależne dziennikarstwo!
Na zawsze
799 zł jednorazowo
- Dożywotni dostęp do wszystkich tekstów Premium
- 500 Monet na start
- 5% zniżki w sklepie
- Udział w dyskusjach i proponowanie tematów
- Dzięki Tobie możemy się rozwijać!
Twoja organizacja potrzebuje jednego lub wielu dostępów?
Poznaj ofertę dla firm i instytucjiCzytelnicy o Przeglądzie Bałtyckim
Bardzo podoba mi się Wasza strona. Są na niej bardzo ciekawe artykuły o regionie, małych miastach i kulturze, którymi bardzo się interesuję. Pomaga mi ona również w nauce polskiego :) Dziękuję!
Z zainteresowaniem czytam Wasz portal - świetna robota!
Przegląd Bałtycki jest super. Jedno z niewielu sensownych mediów o krajach nadbałtyckich.
Robicie dobrą robotę, tylko się nie zniechęcajcie!


