Europride, który miał miejsce w połowie czerwca w Rydze, pokazuje jak bardzo Łotwa zmieniła się przez ostatnich 10 lat. W 2005 roku, gdy przedstawiciele środowiska LGBT, przemaszerowali pierwszy raz przez centrum stolicy, zostali obrzuceni jajkami i pomidorami. Maszerowało jedynie 50 osób, zaś parę tysięcy ryżan wzięło udział w brutalnej kontrdemonstracji. Do dziś dla wielu osób jest to traumatyczne przeżycie, o którym woleliby prędko zapomnieć. W tym roku do Rygi przyjechało 5 tys. osób i choć łotewski Europride był – w porównaniu z analogicznymi imprezami w Rzymie czy Madrycie – mikroskopijny, to trzeba przyznać, że Łotwa się zmienia. W 2014 roku Edgars Rinkēvičs, minister spraw zagranicznych tego kraju, dokonał publicznego coming outu na Twitterze, a deputowany prawicowej partii Vienotība (Jedność) Veiko Spolītis rozpoczął pracę nad prawem o wspólnym pożyciu, które umożliwiałoby parom LGBT zarejestrowanie swego związku. Na stronie manabalss.lv zbierane są dziś podpisy pod ustawą o związkach partnerskich. Łotwie daleko jednak do miana kraju gay-friendly, a słabość lokalnego ruchu homoseksualnego pokazał także Europride. Większość Łotyszy, nawet tych młodych, woli cicho „siedzieć w szafie”... Ci, którzy z tej „szafy” wychodzą, mają trochę większą przestrzeń wolności niż jeszcze parę lat temu.
Niepozorny dom
Ryga jest pierwszym miastem posowieckim, w którym odbywa się Europride. Trwa od 15 czerwca, przez sześć dni. W programie koncerty, projekcje filmów, wystawa o LGBT na Łotwie. Przyjechali uczestnicy z całej Europy. Po wylądowaniu na lotnisku w Rydze to, między Bogiem a prawdą, ciężko się domyślić, że w stolicy Łotwy ma miejsce jakieś wydarzenie dla homoseksualistów. Zero informacji na ulicach, w autobusach, zero reklam czy ogłoszeń. Telewizja też milczy. Posłowie zaczęli interweniować w Radzie Radiofonii i Telewizji (NEPLP), czy media przypadkiem nie piszą zbyt pozytywnie o prajdzie. Poskutkowało, przestały.
Każde inne miasto w Europie wycisnęłoby prajd jak cytrynę – jest to w końcu okazja i do promocji miasta, i do zarobienia jeszcze paru euro. Ale nie na Łotwie! Można odnieść wrażenie, że Ryga starannie chce ukryć fakt, że odbywa się tutaj ta impreza. Wszyscy przecież żyją teraz nocą świętojańską, czyli Ligo. A to święto jest naprawdę ważne dla Łotyszy. Z drugiej strony – na ulicy Ģertrūdes, przy której się zatrzymuję, wciąż wiszą flagi przepasane kirem. To pamiątka po 17 czerwca, rocznicy sowieckiej okupacji Łotwy w 1940 roku. Tę datę do dziś się tutaj obchodzi. Czy w takim entourage wypada z radością udać się na prajd? Pod flagą z kirem... Nie bardzo.
Swoje kroki w sobotę rano kieruję do Domu Prajdu (Praida nams) przy ulicy Skolas. Odrapany budynek ze skrzypiącą podłogą, w środku urządzono kawiarenkę dla uczestników prajdu. Gdyby nie delikatna tęczowa naklejka na drzwiach tego drewnianego domu, ciężko by się było domyślić, że to główna kwatera prajdowiczów. W środku spotykam Annę, wolontariuszkę, która pomaga stowarzyszeniu "Mozaika" – największej organizacji LGBT na Łotwie i organizatorom czerwcowego Prajdu. - Mam bliskiego przyjaciela, który jest gejem i chcę go wspierać, dlatego tu jestem – deklaruje Anna, zapytana o motywy, dlaczego została wolontariuszką. Kolegów Anna ma różnych – niektórzy wspierają prawa homoseksualistów, niektórzy są bardzo przeciwko. Ciężko powiedzieć, których jest więcej. Większość kolegów, którzy są gejami, woli o tym publicznie nie mówić. - To ważne, by być tutaj, by mój kolega mógł się lepiej czuć – wyznaje Anna.
Artykuł 110
Po pożegnaniu Anny wdrapuję się na pierwsze piętro drewnianego prajdowego domu. Tam stowarzyszenie "Mozaika" urządziło wystawę poświęconą historii i współczesności LGBT na Łotwie. Z plansz na wystawie można się dowiedzieć, jakie są proporcje między osobami wspierającymi uchwalenie prawa o związkach partnerskich, a występującymi przeciwko, można poznać historię łotewskich przemarszów homoseksualistów, które rozpoczęły się w 2005 roku, jeszcze raz dowiedzieć się, jak wyglądała sprawa z ujawnieniem orientacji homoseksualnej przez ministra spraw zagranicznych Edgarsa Rinkēvičsa. Ciekawa…
Prenumeruj, wspieraj i czytaj bez ograniczeń!
Dołącz do naszej społeczności. Dzięki prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.
Patron
17 zł miesięcznie
- Dostęp do 1190+ tekstów Premium
- 100 Monet na start i 15 co miesiąc
- 5% stałej zniżki w sklepie
- Udział w dyskusjach i proponowanie tematów
- Wspierasz niezależne dziennikarstwo!
Przyjaciel
27 zł miesięcznie
- Dostęp do 1190+ tekstów Premium
- 200 Monet na start i 30 co miesiąc
- 10% stałej zniżki i bezpłatna dostawa w sklepie
- Udział w dyskusjach i proponowanie tematów
- Dzięki Tobie możemy się rozwijać!
Roczna
149 zł rocznie
- Dostęp do 1190+ tekstów Premium
- 100 Monet na start i co roku
- 5% zniżki w sklepie
- Udział w dyskusjach i proponowanie tematów
- Wspierasz niezależne dziennikarstwo!
Na zawsze
799 zł jednorazowo
- Dożywotni dostęp do wszystkich tekstów Premium
- 500 Monet na start
- 5% zniżki w sklepie
- Udział w dyskusjach i proponowanie tematów
- Dzięki Tobie możemy się rozwijać!
Twoja organizacja potrzebuje jednego lub wielu dostępów?
Poznaj ofertę dla firm i instytucjiCzytelnicy o Przeglądzie Bałtyckim
Z zainteresowaniem czytam Wasz portal - świetna robota!
Robicie dobrą robotę, tylko się nie zniechęcajcie!
Bardzo podoba mi się Wasza strona. Są na niej bardzo ciekawe artykuły o regionie, małych miastach i kulturze, którymi bardzo się interesuję. Pomaga mi ona również w nauce polskiego :) Dziękuję!
Przegląd Bałtycki jest super. Jedno z niewielu sensownych mediów o krajach nadbałtyckich.


