Daleka Narwa, czyli jak na wschodnim krańcu Europy spotkałam Polaków

Gdybym pisała dłuższy reportaż o Narwie, zaczęłabym od spotkania z panią Teresą, która w jednym z centrów handlowych regularnie podlewa podarowaną mu przez siebie roślinę. Rozwój zielonego sublokatora okazał się zbyt intensywny jak na jej mieszkanie i należało go umieścić w bardziej pojemnej przestrzeni. Stąd pomysł na taki niezwykły prezent dla gwarnego obiektu, w którym roślina może żyć, nie zwracając na siebie niczyjej uwagi. Odwiedzający to miejsce myślą tylko o zakupach. Wybór odpowiedniego towaru oraz rozważanie cen odbywa się po rosyjsku. Produkty noszą estońskie nazwy, choć zdarzają się tutaj także polskie napisy. To dosyć egzotyczne doświadczenie na samym końcu Unii Europejskiej, tuż przy granicy z Iwangorodem. W Narwie wystarczy przekroczyć rzekę, żeby znaleźć się na rosyjskiej ulicy.

|

Pani Teresa – drobna starsza kobieta w czarnym ubraniu zatrzymuje w supermarkecie księdza Grzegorza Senkowskiego i mnie. Przyszła tutaj po mszy po banany, a także, by odwiedzić swoją roślinę. My podjechaliśmy po pizzę, którą zjemy przed czekającą nas podróżą. Jeszcze nie wiem, gdzie dojedziemy, ksiądz zapewne ma już w głowie plan. Późnym wieczorem okaże się, że ta samochodowa wycieczka utwierdzi mnie w przekonaniu o konieczności opowiedzenia o tym miejscu. Rozmawiamy chwilę o twórczości pani Teresy. Po tragicznej śmierci syna zaczęła malować obrazy religijne. Uczyła się, patrząc na dzieła mistrzów. Jest Polką z parafii pod wezwaniem św. Antoniego w Narwie prowadzonej przez księdza Grzegorza. Msze w niewielkiej kaplicy odbywają się tutaj codziennie. Przychodzą osoby w różnym wieku. Przed nabożeństwem śpiewane są pieśni w języku polskim. Widok pani Julii - organistki i koordynatorki muzycznego wstępu sprawia, że wkraczam w jakiś porządek, w klarowność sacrum. Nawet gdy słyszę, że msza odbywa się tutaj po rosyjsku. Cieszy mnie, że rozumiem najważniejsze chyba zdanie z głoszonego także po rosyjsku kazania. Być może to, o co prosimy, okazuje się nie tym, czego potrzebujemy...

Nasza trasa biegnie przez region Idu-Virumaa, a więc Wschodniej Wironii, wzdłuż Zatoki Fińskiej, zahacza o Pühajõe, Toila, Monaster Zaśnięcia Matki Bożej w Kuremäe oraz o Sillamäe. W tej ostatniej miejscowości mieszka i pracuje mój przewodnik. Od strony zbudowanego w stylu stalinowskim ratusza ku morskiemu wybrzeżu biegnie reprezentacyjna promenada obsadzona drzewami oraz oświetlona szeregami latarń o kulistych kloszach. Idąc tą niedługą trasą trafiamy do kościoła, który niemal dotyka Bałtyku. Na krzyżu wieńczącym niewysoki, przypominający wieżę szczyt przysiada niekiedy mewa. Sillamäe było w erze sowieckiej miastem zamkniętym. Wzbogacano tutaj materiały nuklearne. Dziś odpady zostały przykryte sarkofagiem, którego skuteczność nie wydaje się być chyba stuprocentowa. Wnioski takie wyciągnęłam z artykułów naukowych znalezionych w sieci. Ksiądz Senkowski zdaje się być świadomy pewnej chybotliwości sytuacji. Przechodzi jednak ponad tym wszystkim do porządku, który nazwałabym odwagą pozbawioną złudzeń.

Do Narwy przyjechałam na dwa tygodnie, aby w ramach Narva Art Residency (NART) realizować swój antywojenny projekt, polegający na ukończeniu dwunastu tekstylnych rakiet, które zaczęłam szyć w Polsce. W pewnym momencie pobytu mam wrażenie, że nie zrealizuję planu z oczekiwanym przeze mnie samą rozmachem i zastanawiam się, w jaki sposób kontynuować rozpoczęte z dużym wysiłkiem przedsięwzięcie. To spotkanie z panią Teresą sprawia, że podejmuję decyzję o tym, aby zająć się obecnością Polaków w Estonii. A rakiety – poza jedną – zostaną w końcu w Narwie.

Z centrum miasta można dojechać autobusem…

🔒Widzisz tylko 33% tekstu. Cała historia jeszcze przed Tobą.

Prenumeruj, wspieraj i czytaj bez ograniczeń!

Dołącz do naszej społeczności. Dzięki prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.

Popularny

Patron

17 zł miesięcznie

  • Dostęp do 1188+ tekstów Premium
  • 100 Monet na start i 15 co miesiąc
  • 5% stałej zniżki w sklepie
  • Udział w dyskusjach i proponowanie tematów
  • Wspierasz niezależne dziennikarstwo!
Największe wsparcie

Przyjaciel

27 zł miesięcznie

  • Dostęp do 1188+ tekstów Premium
  • 200 Monet na start i 30 co miesiąc
  • 10% stałej zniżki i bezpłatna dostawa w sklepie
  • Udział w dyskusjach i proponowanie tematów
  • Dzięki Tobie możemy się rozwijać!
Najbardziej korzystny

Roczna

149 zł rocznie

  • Dostęp do 1188+ tekstów Premium
  • 100 Monet na start i co roku
  • 5% zniżki w sklepie
  • Udział w dyskusjach i proponowanie tematów
  • Wspierasz niezależne dziennikarstwo!

Na zawsze

799 zł jednorazowo

  • Dożywotni dostęp do wszystkich tekstów Premium
  • 500 Monet na start
  • 5% zniżki w sklepie
  • Udział w dyskusjach i proponowanie tematów
  • Dzięki Tobie możemy się rozwijać!
Szczegółowe porównanie wszystkich wariantów

Czytelnicy o Przeglądzie Bałtyckim

Robicie dobrą robotę, tylko się nie zniechęcajcie!

Ryszard, Świdnica

Dodaj Przegląd Bałtycki jako preferowane źródło w Google

Nasze treści będą częściej wyświetlać się w Twoich wynikach Google