W rozmowach o literaturze słychać niekiedy wypowiedziane znudzonym tonem słowa: „wszystko już było!”. Zniechęcenie, wynikające z przesytu informacji, każe szukać treści wyłącznie nowatorskich i oryginalnych, by oszczędzać energię i czas. Nierzadko kończy się to tylko kolejnymi godzinami bezowocnego, kompulsywnego przeglądania mediów społecznościowych, co wprawia w ruch błędne koło: znów to samo, wszystko już było, nie ma co czytać. Oczywiście, to nieprawda: nie wszystko było. Wystarczy choćby zapytać o opowieści prowadzone z perspektywy pomijanych dotąd w historii osób reprezentujących różnorakie mniejszości, albo o reinterpretacje utartych w kulturze schematów, z których wiele dopiero czeka na unicestwienie piórem. Jednocześnie, jeśli uznamy, że każda opowieść pojedynczego człowieka jest niepowtarzalna, ponieważ niepowtarzalna jest osobowość autorki czy autora, nagle każdy utwór literacki okaże się warty uwagi i świeży. Dotyczy to także opowiadań litewskiej prozaiczki Dainy Opolskaitė. Tom Piramidy dni, wydany przez Wydawnictwo Marpress w przekładzie Kamila Peceli, składa się z trzynastu opowiadań, które łączy temat stary jak świat: rodzina. Brak porozumienia między rodzicami, choroba dziecka, trudna relacja matki i córki, czy problemy związane z adopcją – Opolskaitė, przedstawiając migawki z życia bohaterek i bohaterów, sięga po odwieczne dylematy, ale ukazuje je na własny sposób: niepokojąco, tajemniczo, miejscami z domieszką symbolicznych elementów nadprzyrodzonych. O wyjątkowości tej prozy decyduje także język: czuły na psychologiczne niuanse i dążący do precyzji w opisie stanów ducha. Miejscami emocje postaci wydają się bardzo niejasne, jednak dobrze uzupełniają je plastyczne opisy otaczającego świata materialnego. O uczuciach bohaterek i bohaterów mówi tekstura pościeli czy podłóg, zapach roślin, chłód wiatru czy kolor tafli jeziora. Sugestywne oddziaływanie na zmysły to jeden z najważniejszych wyróżników opowiadań ze zbioru Piramidy dni. Historie w tomie Dainy Opolskaitė przesiąka niepokój. Przedstawione relacje rodzinne fundują bohaterkom i bohaterom sporą dawkę cierpienia, a często naznaczone są jakąś nieuświadamianą traumą, przenoszoną z pokolenia na pokolenie. Powtarzającym się wątkiem jest u Opolskaite tajemnica sprzed narodzin postaci, dotycząca dramatu jej czy jego rodziców: u dziecka nieświadomość tragedii z przeszłości owocuje w jego dorosłym życiu niejasnym lękiem. Niekiedy prowadzi to do zbrodni, jak w opowiadaniu Dług, w którym główny bohater pojmuje swoje obrzydzenie do partnerki w ciąży i lęk przed ojcostwem dopiero wtedy, gdy dowiaduje się o dylemacie własnych rodziców sprzed lat. Innym razem rozwiązanie bolesnej tajemnicy pozwala osiągnąć harmonię: gdy bohaterka opowiadania Madlena i ja poznaje prawdę o swoim biologicznym ojcu, z większą empatią zaczyna traktować matkę i ojczyma. Można odnieść wrażenie, że w opowiadaniach z tomu Piramidy dni główną przyczyną zła są relacje same…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!


