Nasz kraj – okupowany przez Sowietów, a następnie nazistów – stracił ok. 230 tysięcy ludzi. Sowieci rozstrzelali, wywieźli na Syberię i represjonowali w inny sposób 25 tysięcy mieszkańców Litwy, naziści wymordowali ponad 200 tysięcy litewskich Żydów, ok. 5 tysięcy Polaków i Litwinów. Ponadto, na terytorium Litwy z powodu głodu, chorób i pracy niewolniczej zmarło nie mniej niż 170 tysięcy wziętych do niewoli sowieckich żołnierzy. Ostatnie dni sierpnia 1939 roku mieszkańcy Litwy i Polski spędzili jak co dzień. Dni były upalne, cieszyli się oni więc ciepłym, letnim słońcem: wypoczywali, kąpali się, pływali, gwarno wypełniali kawiarnie. Chociaż podpisany 23 sierpnia pakt o nieagresji między hitlerowskimi Niemcami i stalinowskim Związkiem Sowieckim wszystkich zaskoczył i nie zapowiadał niczego dobrego, to mimo wszystko wierzono – jak to ludzie mają w zwyczaju – że do najgorszego nie dojdzie.
Niemcy zaatakowali wczesnym rankiem: o godz. 4:40 nad ranem ich wojska przekroczyły w wielu miejscach długą na 1750 km granicę z Polską, Luftwaffe w ciągu kilku minut zrównała z ziemią miasteczko Wieluń, o 4:45 niemiecki okręt wojenny „Schleswig-Holstein”, stojący dotąd w Zatoce Gdańskiej w celach pokojowych, otworzył ogień w kierunku polskich umocnień na półwyspie Westerplatte, a w tym samym czasie niemiecka policja w Wolnym Mieście Gdańsk rozpoczęła szturm na Pocztę Polską. Rzecz jasna, napaść nie była dla Polaków niespodzianką, mimo to jednak oszałamiająca była siła ognia i stali. Poza tym, niemała część polskich wojsk wciąż jeszcze nie była w stanie zająć przewidzianych pozycji. W odpowiedzi na apele Francji i Wielkiej Brytanii (które dziś wydają się beznadziejnie naiwne), by nie zaostrzać sytuacji, Polacy przełożyli o jeden dzień powszechną mobilizację. Rozpoczęta inwazja zastała więc niektórych poborowych w drodze do punktów mobilizacyjnych. Niemal od pierwszego dnia wojny stało się jasne, że wojna toczy się dla Polaków niepomyślnie i że wkrótce, jak ujął to rezydujący wówczas w Kownie polski attaché wojskowy Leon Mitkiewicz, zacznie „grozić całkowitą katastrofą”. Polskiemu wojsku, słynącemu ze świetnie przygotowanej piechoty, kawalerii i ducha walki, zwyczajnie nie udało się powstrzymać ataku wielokrotnie bardziej silnego przeciwnika. Dobrze zaostrzony niemiecki nóż sprawnie przeciął polskie linie obrony. Krytyczne położenie Polski pogorszyło wkroczenie wojsk sowieckich. Nieco później, niż oczekiwali tego Niemcy, ale zgodnie z paktem Ribbentrop-Mołotow, 17 września oddziały Armii Czerwonej przekroczyły polską granicę i niemal bez oporu ruszyły w stronę linii demarkacyjnych z nazistowskimi Niemcami, wyznaczonych…Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

