Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Na rubieżach dawnej Rzeczypospolitej: dziedzictwo Platerów

Nie ma na Łotwie drugiego takiego miasta, które byłoby jak Krasław tak mocno związane z polskością i stanowiło doskonały przykład koegzystencji tak wielu narodów, wyznań i kultur. Pomimo 244 lat oderwania od Rzeczypospolitej, krasławscy Polacy dbają do dziś o ojczystą kulturę, język i pamięć o znamienitym rodzie Platerów.

Przeczytaj także:  Na rubieżach dawnej Rzeczypospolitej: południowa Pskowszczyzna
Przeczytaj także:  Ocalić kawałek polskich Inflant

Opuszczam Dyneburg, który wielu osobom, poniekąd słusznie, kojarzył się jeszcze całkiem niedawno głównie z pozostałościami po czasach carskich (twierdza dyneburska), wpływami sowieckimi i mocnym zrusyfikowaniem. Od Dyneburga do Krasławia dzieli mnie niecałe 45 kilometrów, które szybko pokonuję samochodem, by znaleźć się w zupełnie innej rzeczywistości. Wspominam niedawno przeczytany opis drogi sporządzony przez wybitnego historyka Gustawa Manteuffela: …w Inflantach Polskich nie brak malowniczych okolic. Szczególniéj odznacza się pod tym względem droga prowadząca z Dyneburga do Krasławia; wije się ona ciągle na prawym brzegu Dźwiny […] kręcąc się się bezustannie, przedstawia coraz nowe krajobrazy, których piękność tem więcéj zdumiewa wędrowca, że jéj się wcale nie spodziewał.

Przeczytaj także:  Witamy w łotewskim Detroit

Przyjeżdżam do miasteczka malowniczo położonego wśród pagórków i przy rzece Dźwinie. Szybko zaprzyjaźniam się z wieloma Polakami, a nieocenioną pomoc niesie mi pan Józef Dobkiewicz, pełniący tutaj na przestrzeni lat różne ważne funkcje, m.in. dyrektora domu kultury czy prezesa krasławskiego oddziału Związku Polaków na Łotwie, a którego sława dawno już przekroczyła granice miasteczka. Krasław zachwyca niesamowitym bogactwem swych dziejów. Na każdym kroku widoczne są ślady polskości i znamienitego rodu Platerów, a lokalną mozaikę doskonale uzupełniają elementy łotewskie i łatgalskie, rosyjskie i białoruskie oraz żydowskie, co odzwierciedla się chociażby w herbie miasta – łodzi z pięcioma wiosłami, symbolizującymi pięć narodów.

Krasław – siedziba rodu Platerów

Według Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich początki Krasławia sięgają połowy XVI wieku. Jego właściciele często się zmieniali – Brunnowowie, Wolffowie, Kossowie, Czapscy. W 1729 roku posiadłość kupili Platerowie, rezydujący dotąd w sąsiedniej Indrycy. Była to niemiecka rodzina, wywodząca się z Westfalii i zajmująca aż do XVI wieku różne godności w zakonie krzyżackim, a która z czasem przyjęła katolicyzm i się spolonizowała. Jan Ludwik Plater, starosta inflancki i dyneburski, szybko uczynił z Krasławia centrum polskości w Inflantach, a jego syn, Konstanty Ludwik, doprowadził do wielkiego rozkwitu. Od tego czasu polskość jest nieodzownie związana z tym miasteczkiem. W I połowie XIX wieku Krasław oddziaływał na cały powiat dyneburski, brasławski i dziśnieński, a rezydencje Platerów były ośrodkami życia towarzyskiego, kulturalnego i patriotycznego. Rodzina fundowała również liczne szkoły, szpitale i kościoły.

Wędrówkę śladami Platerów rozpoczynam od wzgórza zamkowego. Władze carskie, budując kolej witebsko-dyneburską w latach 60. XIX wieku, chciały przeprowadzić tędy kolej żelazną, ale Platerowie nie zgodzili się z powodu, jak wieść gminna niesie, nie tylko zbytniej bliskości od ich rezydencji, ale i sporych pokładów żelaza, które ponoć znajdowały się pod ziemią i prace budowlane odkryłyby ten skarb przed Rosjanami. Budowę zamku rozpoczęto w połowie XVIII wieku, a zakończono w 1791 roku, za czasów Augusta Hiacynta Platera, a w 1812 roku przebudowano go w stylu klasycystycznym. Po opuszczeniu przez Platerów pełnił różne funkcje – szkoły i szpitala, a obecnie czeka na sponsora, który wykupi i odrestauruje rezydencję (fot. 1, 2).

Dookoła zamku utworzono park, który rozciągał się na obszarze 22 hektarów i był utrzymany w stylu barokowym. Na terenie parku Platerowie wybudowali jeszcze kilka budynków – administracyjny, stajnię (obecnie mieści się tutaj Krasławskie Muzeum Historii i Sztuki) oraz dwupiętrową bibliotekę. Została ona wybudowana przez Konstantego Ludwika Platera również w stylu baroku, poniżej wzgórza, pośród lip, a zaprojektował ją znany włoski malarz Antonio Parocco. Zgromadzono w niej ponad 20 tys. woluminów, między innymi były tam cenne zbiory starych druków z XVI wieku oraz książki o treści teologicznej i filozoficznej. Raz w roku, w karnawale, w głównej sali biblioteki urządzano wielki bal, na który zjeżdżało ziemiaństwo z Inflant, Kurlandii, Litwy i Białej Rusi. W czasie I wojny światowej księgozbiory zostały niestety zrabowane i w większości wywiezione do Rosji.

Jak czytamy w książce Manteuffela o dziejach Inflant Polskich, Konstanty Plater uwiecznił swoją pamięć w Krasławiu także poprzez wystawienie w latach 1755-67 prawdziwie wspaniałego kościoła murowanego w stylu włoskim. Sejm Rzeczpospolitej w konstytucji z 1768 roku postanowił: Nowo erygowany kościół na katedrę biskupom y dyecezyi Inflantskiey w Krasławiu, wieczystych dobrach wielmożnego Platera, wojewody mścisławskiego, z funduszem dla 00. misjonarzów y seminaryum dyecezyalnym, na wieczne czasy aprobujemy y potwierdzamy. Miało tu być biskupstwo, jednak na przeszkodzie stanęły rozbiory Rzeczpospolitej. Kościół św. Ludwika nie został zamknięty nawet w czasach sowieckich, zachował się w nim obraz namalowany przez Jana Matejkę i jego uczniów, a piwnice skrywają krypty rodzinne Platerów (fot. 3, 4). Przy kościele działało niegdyś katolickie seminarium duchowne (lata 1757–1843), będące pierwszą uczelnią wyższą na ziemiach łatgalskich.

Mieszkańcy Krasławia zawdzięczają też Platerom pierwszy szpital. W 1789 roku hrabinia Augustyna Ogińska-Plater przekazała sumę 100 tys. zł na budowę szpitala i jego wyposażenie. Przewidziano wówczas oddzielne pomieszczenia dla chorych mężczyzn i kobiet, a pierwszym lekarzem został Żyd niemieckiego pochodzenia, Esajs Jakob Frank, który leczył rodzinę Platerów. Szpital ten był jedynym z pierwszych w osiemnastowiecznej Łatgalii. W pobliżu szpitala na początku XIX wieku otwarto też pierwszą aptekę. Augustowi Hieronimowi Hiacyntowi Platerowi, który przejął krasławskie włości w 1778 roku, mieszkańcy zawdzięczali z kolei pierwszy teatr. Na wzgórzu teatralnym systematyczne odbywały się pokazy teatralne, do której to tradycji władze współczenego Krasławia powróciły niedawno, organizując tutaj różnego rodzaju imprezy kulturalne. Z kolei Adam Plater (1790-1862) zasłynął jako badacz zagadnień archeologicznych, historii i przyrody, publikując swe prace naukowe w Petersburgu oraz piśmie „Rubon”. Napisał m.in. „Dźwiny i żyjących tam ryb hydrograficzny statystyczny opis” i „Hronologiczne dzieje Dynaburga”.

Rodzina Platerów znana była również z wielkiego patriotyzmu. Emilia Plater (pochodząca z liksnieńskiej linii Plater-Zyberk) w czasie powstania listopadowego zebrała oddział składający się z 280 strzelców, kilkuset chłopów-kosynierów i 60 kawalerzystów, a następnie ruszyła na Dyneburg. Z kolei Leon Plater wzniecił powstanie w Krasławiu w 1863 roku. Młody Leon z pięcioma swoimi uzbrojonymi kompanami – sługą, starostą, szlachcicem, stangretem i… kucharzem połączył się z oddziałem Bujnickiego i mieli napaść na transport broni. Oddział 50 powstańców jako punkt zborny obrał karczmę na obrzeżach Krasławia. Napad się udał, a broń przechwycono. Choć był to tylko mały epizod, wieść o tym wydarzeniu rozniosła się na całe Inflanty. Leon został jednak aresztowany i skazany przez Michaiła Murawjowa „Wieszatiela” na śmierć. Wyrok wykonano w twierdzy dyneburskiej, a na domniemanym miejscu kaźni w 2014 roku odsłonięto zniszczoną w latach 40. tablicę pamiątkową. W jej odsłonięciu brali udział prezydent Łotwy Andris Bērziņš, prezydent Bronisław Komorowski oraz posłanka do Parlamentu Europejskiego, Róża Thun, której matka pochodzi z Plater-Zyberków.

W krainie krasławskich legend i baśni

Pan Józef umawia mnie na spotkanie z panią Heleną Baranowską mieszkającą po drugiej strony Dźwiny, „przestrzegając” jednak, że jej opowieści nie zakończą się szybko. Dojeżdżam do chutoru położonego za Weckapławą, gdzie zostaję ugoszczony ekologicznym miodem z własnej pasieki i inymi specjałami z ogródka. Pani Helena sprawdza, czy na pewno włączyłem dyktafon, bierze głęboki wdech i rozpoczyna swą opowieść, przenosząc nas w najdawniejsze czasy Krasławia. Rozpoczyna od legendy o czarodziejskim kamieniu, nawiązującej do pobytu króla Augusta II Mocnego w Krasławiu (fot. 5-8):

Niedaleko Góry Zamkowej leży nieduży kamień. Dawno, dawno temu, w noc świętojańską, dokładnie o północy, pojawiły się tam dwie kobiety i usiadły na kamieniu odwrócone do siebie plecami. Jedna z nich była młoda i piękna, z długim warkoczem i patrzyła w stronę Krasławia. Druga, stara i garbata, z brodawką i ogromnym haczykowatym nosem patrzyła na dom wiedźm [będący na wzgórzu, gdzie obecnie stoi… zamek Platerów]. Kiedy wiele lat później do Krasławia przyjechał król polski August [II Mocny] opowiedziano mu legendę o wiedźmach i czarodziejskim kamieniu. Król rozkazał, ażeby z tej strony, gdzie siedziała piękna nieznajoma wyrzeźbić koronę. Jak powiedział, tak zostało zrobione. Jednak zjawy wiedźm pokazywały się cały czas. Kiedy kamień pokropiono wodą święconą, zjawy kobiet zniknęły. Kamień się zmniejszył, po dziś dzień leży jednak na skraju miasta. Tę część miasta, na cześć wizyty polskiego króla Augusta, zaczęto nazywać z czasem Augustówką.

Kamień do dzisiaj znajduje się przy głównej ulicy Ryskiej; jest na nim wyryta data i korona. W przerwie na łyk herbaty pani Helena wspomina przedwojenne dzieje Krasławia, by po chwili znowu przenieść nas w czasy Platerów, tym razem opowiadając legendę o górze pułkownika Karnickiego i kluczu miłości:

Młody polski oficer, Józef Karnicki, zakochał się w przepięknej córce hrabiego Platera. Niestety Józef pochodził ze zubożałego rodu szlacheckiego i dlatego został przez hrabiego odprawiony. Młodzi postanowili zatem potajemnie wziąć ślub i wyjechać. Plany ich jednak nie powiodły się. Postanowili, że jeżeli Plater ponownie nie wyrazi zgody, to wówczas z rozpaczy wspólnie popełnią samobójstwo. Umówili się, że dziewczyna stanie w oknie wieży, a przygotowując się do wyskoczenia przez okno, zapali świecę i wyskoczy z nią. Ale dziewczyna na polecenie hrabiego była śledzona i samobójstwo zostało udaremnione przez służących. Hrabiankę zabrano z wieży, a świecę straże zdmuchnęły. Młody oficer zrozumiał to jako sygnał do samobójstwa i zastrzelił się. Został pochowany dokładnie w tym samym miejscu, gdzie zginął, a na pomniku z żeliwnym krzyżem pojawił się napis „nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni”. Rankiem następnego dnia, po pogrzebie, mieszkańcy miasta zauważyli, że u podnóża góry bije źródełko z bajecznie krystaliczną wodą, która posiada lecznicze właściwości. Wieść głosi, że kto w noc świętojańską napije się tej wody razem z ukochaną osobą, będzie szczęśliwy i kochany do końca swoich dni.

Pamięć o górze Karnickiego przetrwała do dzisiaj i nierzadko nowożeńcy po ślubie odwiedzają to miejsce, by zrobić pamiątkowe zdjęcie. Najwięcej legend związanych było oczywiście z Platerami, jak chociażby o lochach zamku:

Dawno, dawno temu stary hrabia miał młodą i piękną żonę. Jednak ona nie kochała męża i zdradzała go. Dowiedziawszy się o tym, hrabia postanowił wybudować lochy, co też uczyniono. Szybko powstały w zamku niezliczone labirynty. W jednej ze ścian hrabia kazał żywcem zamurować niewierną żonę. Jej kochanek na próżno błądził w ciemnościach w poszukiwaniu mogiły swojej ukochanej. Zamiast grobu znalazł jednak zupełnie co innego – podziemne przejście do zamku.

Mijają kolejne minuty, a pani Helena z wprawą najlepszego gawędziarza opowiada dalej o tajnych, podziemnych lochach i przejściach z zamku Platerów do kościoła św. Ludwika i na drugi brzeg Dźwiny, o czekoladowej górce i jeziorze pierścień. Po kilku godzinach wracam do domu pana Józefa, który wraz z żoną Eryką częstują mnie smaczną kolacją i wyliczają, co jeszcze muszę obowiązkowo zobaczyć w Krasławiu.

Polacy Krasławia – od Platerów do współczesności

Choć niewątpliwie polskość Krasławia związana jest przede wszystkim z Platerami, to polskich elementów jest znacznie więcej. Dyrektor muzeum Edward Gekisz i kustosz Ałła Łomanowska pokazują mi nie tylko wnętrza zamku Platerów, niedostępne dla turystów (zachowały się w środku fragmenty naściennych fresków), ale i magazyny muzealne. Moją uwagę przykuł szczególnie słup graniczny z 1939 roku, na którym z jednej strony jest polski orzeł, a z drugiej strony herb Łotwy. Okres międzywojenny był czasem odbudowywania polskości w Krasławiu. Odwiedzam kolejnego swojego rozmówcę – panią Wandę Sosnowską. Jej ojciec, Lucjan Grzybowski, był pierwszym burmistrzem Krasławia w niepodległej Łotwie (1922-1926). Miasteczko liczyło wówczas 3562 mieszkańców, z czego Łotyszy (głównie Łatgalczyków) było 372, 1446 Żydów, 794 Białorusinów, 500 Polaków i 343 Rosjan (głównie starowierców). Jego urzędowanie przypadło na trudne czasy powojenne, kiedy Krasław był zrujnowany i wiele trzeba było odbudować. W 1923 roku Krasław odzyskał status miasta utracony za czasów carskich, otwarto szybko szkołę łotewską, polską, rosyjską i żydowską, zaczęto odbudowywać drogi, most i budynki użyteczności publicznej. Polacy ponownie mogli swobodnie kultywować swoją kulturę i język, chociaż zabrakło już Platerów. Opuścili oni swoje inflanckie posiadłości w 1917 roku, kiedy pojawiły się tam bolszewickie rady robotniczo-żołnierskie (zabili oni kilku Platerów), a prawnie utracili posiadłości w Krasławiu i okolicach w wyniku reformy agrarnej przeprowadzonej przez rząd łotewski w latach 1920-22.

Ważnym wydarzeniem dla mieszkańców była również walka o wyzwolenie Łatgalii spod okupacji sowieckiej. 7 stycznia 1920 roku Polacy we współpracy z Łotyszami oswobodzili Krasław. W walce o miasto poległo 87 polskich żołnierzy, których pochowano na cmentarzu katolickim, nazywanym tam „polskim”. Dopiero w 1928 roku postawiono na tymże cmentarzu pomnik (fot. 9), upamiętniający walki Polaków z 3. dywizji – 45 znanych nazwisk oraz 42 żołnierzy nieznanych nam z nazwiska. Czas prosperity trwał tylko przez dwie dekady. 14 czerwca 1941 roku, tuż przed wkroczeniem Niemców, Sowieci wywieźli na Syberię ostatnich Platerów, zamieszkujących różne zakątki Łotwy. Za okupacji niemieckiej wymordowano większość Żydów, a z kolei Sowieci po II wojnie światowej wyeliminowali wszystkie przejawy życia polityczno-społecznego mniejszości narodowych z wyjątkiem samych Rosjan. W 1947 roku zamknięto polską 7-letnią szkołę, w której uczyło się 150 uczniów.

Pomimo eliminacji rodu Platerów, rusyfikacji i szykan ciągnących się przez kilkadziesiąt lat, po odzyskaniu niepodległości przez Łotwę Polacy zaczęli systematycznie odbudowywać życie społeczno-kulturalne w Krasławiu. Jeszcze w grudniu 1988 roku utworzono tu oddział Związku Polaków Strumień, którego członkowie aktywnie uczestniczą w lokalnym życiu kulturalnym (fot. 10). Organizacją kierowali kolejno: Jerzy Kurcisz (1988-1995), Henryk Gałązka (1995-97), Eugenia Urbanowicz (1997-2007) i obecnie Józef Dobkiewicz. Jednym z najważniejszych aspektów polskiego odrodzenia było utworzenie polskiej szkoły w 1990 roku, której pierwszym dyrektorem została Eugenia Urbanowicz (kolejnymi byli Romuald Raginis, Regina Muraszkina i Czesława Kozłowska). W 2002 roku placówkę przeniesiono do nowego, lepiej przystosowanego do potrzeb uczniów budynku. Rząd polski przekazał na ten cel łącznie 2 mln zł. Szkoła otrzymała też imię Hrabiów Platerów (fot. 11). Uczniowie szkoły opiekują się m.in. tzw. polskim cmentarzem, znajdującym się po drugiej stronie ulicy. Obecnie największym problemem placówki jest niż demograficzny.

Krasław – mozaika narodowościowa i kulturowa

Fot. 11 Szkoła polska im. Hrabiów Platerów w Krasławiu (fot. Mirosław Jankowiak).

Fot. 11 Szkoła polska im. Hrabiów Platerów w Krasławiu (fot. Mirosław Jankowiak).

W dziejach niewielkiego Krasławia odzwierciedla się całe wielokulturowowe bogactwo dawnych Inflant Polskich. Z miastem związani byli nie tylko Polacy, w tym spolonizowani Platerowie, ale również wiele innych narodowości. Przede wszystkim są to Łotysze, a dokładniej Łatgalczycy zamieszkujący te ziemie już w głębokim średniowieczu, odróżniający się od tzw. „czystych” Łotyszy wyznaniem (są katolikami a nie luteranami), językiem (msze w Krasławiu odprawiane są m.in. po łatgalsku) i kulturą (np. wyrobem łatgaskiej, tzw. czarnej ceramiki). Typowi Łotysze (luteranie) pojawili się tu w większej liczbie dopiero pod koniec okresu międzywojennego, i stanowili zazwyczaj lokalną władzę i administrację. Dla nich wybudowano w 1938 roku luterańską kirchę (fot. 12), w której msze obecnie odprawiane są jednak sporadycznie. Nazwy okolicznych wsi zakończone na -iszki (np. Simukliszki) pokazują z kolei, że w przeszłości tereny te zamieszkiwali Litwini – zresztą w kościółku w Indrycy napisy na drodze krzyżowej są właśnie w języku litewskim. Ludnością mocno wrośniętą w koloryt miasta są Rosjanie-starowiercy, którzy przybyli tutaj po reformie Nikona w XVII wieku, uciekając przed represjami. Założyli własną społeczność i zbudowali molennę (fot. 13). Rosjanie-starowiercy zdecydowanie nie utożsamiają się z Rosjanami przybyłymi w XX wieku, a szczególnie po II wojnie światowej. Prawosławie jest jednak obecne w Łatgalii od okresu rozbiorów Rzeczpospolitej, a pierwsza świątynia dla Rosjan-prawosławnych została wybudowana przez władze carskie w Krasławiu w 1840 roku. Obecna cerkiew mieści się w dawnym budynku kościelnym, przekazanym przez katolików (fot. 14). Obecność Rosjan widoczna jest nie tylko poprzez prawosławie, ale również język (Krasław należał w czasach Łotewskiej SRR do najbardziej zrusyfikowanych miast Łotwy), zabudowę (sowieckie bloki zupełnie niewspółgrające z dawną, drewnianą architekturą) i pomniki upamiętniające wyzwolenie miasta przez Sowietów spod okupacji hitlerowskiej (fot. 15). Dużą rolę w mieście odgrywali do II wojny światowej Żydzi, którzy tradycyjnie zajmowali się handlem, mieli w okresie międzywojennym własną szkołę oraz barokową synagogę (jedną z najstarszych w Łatgalii, wybudowaną w 1764 roku), ufundowaną zresztą przez wspomnianego już Konstantego Platera, a zniszczoną w czasie II wojny światowej (fot. 16, 17). Po Żydach pozostało już tylko wspomienie, zarośnięty cmentarz i pomnik. Ludność białoruska z kolei nie pozostawiła po sobie w Krasławiu żadnych namacalnych śladów w architekturze, ale stanowi znaczący odsetek mieszkańców, a część z nich uczestniczy w życiu kulturalnym np. poprzez towarzystwo białoruskie „Kutok”.

Władze miasta dbają o podkreślanie wielokulturowego i wielonarodowego bogactwa, organizując różne imprezy, jak np. cykliczne „Święto ogórka”, na które zapraszają zespoły śpiewające po łotewsku, łatgalsku, litewsku, polsku, białorusku i rosyjsku. Zamek Platerów nieprzerwanie dominuje nad panoramą miasta, a kilka lat temu upamiętniono udział hr. Leona Broel-Platera i innych mieszkańców Krasławia w powstaniu styczniowym (fot. 18) stawiając u podnóża góry zamkowej kamień z tablicą. Nowym wyzwaniom może nie sprostać jednak polska szkoła nosząca imię tego znamienitego rodu, a której grozi zamknięcie z powodu zbyt małej liczby uczniów.

Chociaż Polacy nie stanowią już w Krasławiu zwartej społeczności komunikatywnej, coraz więcej osób posługuje się na co dzień językiem rosyjskim bądź łotewskim, a młodzież wyjeżdża do Rygi bądź zagranicę w poszukiwaniu pracy, to niewątpliwie miasto to jeszcze długo pozostanie najbardziej polskim spośród wszystkich miejscowości na Łotwie. Ogromną rolę odgrywa tutaj wciąż żywa pamieć o znamienitym rodzie Platerów.

Zdjęcie tytułowe: Mirosław Jankowiak.

  • Mariusz Swider

    Fragment mojej książki pt. „Jak podbilismy Rosję” dotyczący kilku Polaków z Inflantów Polskich: ” Polką była caryca Katarzyna I, żona Piotra Wielkiego, która po jego śmierci samowładnie rządziła krajem. Założyła słynną Rosyjską Akademię Nauk. Marta Skowrońska – bo o niej mowa – urodziła się na tzw. Polskich Inflantach w niezamożnej, wielodzietnej rodzinie. Rodzice wcześnie zmarli, a Martę (wraz z rodzeństwem) pod opiekę wzięła ciotka Anna Wesołowska. Wychowywała, karmiła, ale też edukowała, nauczyła dzieci czytać i pisać.

    W 1721 roku w Rydze Krystyna Skowrońska napisała list do swej siostry – carycy już wtedy, przebywającej tam z oficjalną wizytą – z prośbą o spotkanie. List był po polsku…

    ( Bo caryca Katarzyna I, czyli Marta Skowrońska, nie była analfabetką – jak się dość powszechnie w Rosji uważa, po prostu potrafiła czytać i pisać tylko w ojczystym polskim języku – a nie po rosyjsku.)

    Caryca spotkała się z siostrą i sowicie ją obdarowała.

    Spośród licznego rodzeństwa Katarzyna I regularne kontakty utrzymywała tylko z ukochanym bratem Karolem. Ściągnęła go do Petersburga i szczerze wspierała. Jego syn Marcin zrobił tu karierę, dosłużył w armii do stopnia generała, został hrabią (ros. „graf”) i senatorem. Córka Karola Anna wyszła za mąż za hrabiego Michaiła Woroncowa – przyszłego Wielkiego Kanclerza państwa rosyjskiego.

    Ciotka zmarła, gdy przyszła caryca miała 13 lat. Martę adoptował wtedy pastor, Niemiec z pochodzenia, który po kilku latach przeprowadził się wraz z rodziną do Rosji. Tam Marta Skowrońska rozpoczynała karierę od bycia praczką, by po kilkunastu latach zostać żoną cara Piotra Wielkiego. Ale to już historia na inną opowieść…

    (Mała dygresja na temat kariery pani Skowrońskiej. Otóż z tych samych terenów – niegdysiejszych tzw. Polskich Inflantów – czyli dzisiejszej Łotwy – wywodzi się łotewski były premier (a obecnie komisarz UE) Valdis Dombrovskis czyli Waldemar Dąbrowski. Polak zarówno po ojcu, jak i matce. A 27 stycznia 2017 roku pani premier Beata Szydło spotkała się z Mariuszem Kuczyńskim (Maris Kucinskis), aktualnym premierem rządu łotewskiego. Na Łotwie mieszka kilkadziesiąt tysięcy Polaków. Szczególnie w okolicach Dźwińska, czyli niem. Dyneburga, obecnie Daugavspils, które to miasto należało do Polski przez prawie ćwierć tysiąca lat – od 1559 roku aż po trzeci rozbiór naszego kraju. Polacy pozostali tam do dziś:

    19 czerwca 2010 roku papież Benedykt XVI powołał ks. doktora Zbigniewa Stankiewicza na zwierzchnika Kościoła Rzymsko-Katolickiego na Łotwie. Objął stanowisko Arcybiskupa Metropolity Ryskiego. Rodzice: ojciec Stanisław Stankiewicz (1912-2002), pochodził z majątku Dobroczyń k. Bukmujży (obecnie Ezernieki), powiat rzeżycki, z rodu sygnowanego herbem ,,Mogiła”; matka – Janina (ur.1915 r.), też szlachcianka z domu Juszkiewicz herbu ,,Ślepowron”, pochodzi z majątku Kropowce (parafia Pustynia, obecnie Robeżnieki) w powiecie krasławskim. Kilka kilometrów stąd znajduje się Kombul (łot. Kombuļi). To tutaj stał dwór Józefa Platera, w którym urodził się jego syn – Leon, bohaterski powstaniec styczniowy – stracony w twierdzy dynenburskiej dnia 9 czerwca 1863 roku.

    Ksiądz arcybiskup Stankiewicz może się poszczycić znajomością języków (prócz ojczystego polskiego): łotewskiego, rosyjskiego, włoskiego, angielskiego, łaciny, francuskiego i niemieckiego).

Polub nas na Facebooku!