Jelena Naumowa: Ceramika łączy w sobie cztery żywioły

Do Narwy jechałam z konkretnym wyobrażeniem: na dworcu czeka na mnie Jelena Naumowa - niewysoka, pełna energii kobieta z krótko ściętymi włosami, ceramiczka z pasją. To ona ma mnie zabrać do swojego warsztatu, opowiedzieć o międzynarodowym projekcie Erasmus+ „CivicHeritage” („Dziedzictwo obywatelskie”), a także wprowadzić w świat ceramiki kultury narewskiej. Ledwo się witamy, Jelena już chce oprowadzić mnie po mieście. Uśmiecham się tylko, bo Narwę znam całkiem dobrze. Zamiast spaceru od razu ruszamy do dzielnicy Kreenholm, gdzie w jednym z dawnych, pofabrycznych budynków kryje się jej niewielka, ale zaskakująco przytulna pracownia.

|
Jelena Naumowa. Zdj. Natalia Sindetskaja.

Jelena Naumowa: Zawsze chcę pokazać ludziom, że Narwa to miasto z ogromną wartością, a nie jakiś depresyjny zakątek, jak bywa postrzegana z perspektywy stołecznego Tallinna. Owszem, podczas drugiej wojny światowej straciła swój historyczny wygląd, ale nie swój charakter. To miejsce ma w sobie coś magicznego. Po każdym ciosie podnosi się jak feniks. I robi to raz za razem!

Narwa  ma wyjątkowe położenie: niemal nad morzem, nierozerwalnie związana z rzeką Narwą. To prawdziwe miejsce mocy. Ludzie pojawili się tu już w epoce neolitu i od tamtej pory teren ten pozostaje nieprzerwanie zamieszkany. Na terenie dzisiejszego miasta i jego okolic archeolodzy odkryli ponad 60 dawnych osad i obozowisk. Ta ziemia ma wiele do powiedzenia zarówno mieszkańcom Narwy, jak i przyjezdnym. Trzeba tylko chcieć i umieć ją usłyszeć. A potem dzielić się zdobytą wiedzą.

Natalia Sindetskaja: Widzę, że jesteś wielką patriotką swojego miasta i w Twoim przypadku powiedzenie, że pod latarnią najciemniej, zupełnie się nie sprawdza.

Ależ skąd! Narwa nie jest moim miastem rodzinnym. Trafiłam tu z miłości, bo wyszłam za mąż. Wychowałam się i mieszkałam w Tallinnie, ale chyba tak miało być, że właśnie tutaj odnalazłam siebie. Dobrze mi tu.

Mam tu rodzinę, pracę, próbuję nowych rzeczy, rozwijam się, uczę się na każdym kroku. Może to zbyt mocne słowo, ale czuję, że ostatnio zaczęłam odkrywać swoją prawdziwą misję. Stało się to pięć lat temu, kiedy zaczęłam interesować się ceramiką.

Od najmłodszych lat przyciągało mnie rękodzieło. Próbowałam niemal wszystkiego: od robótek na drutach, przez barwny batik, po szklany fusing. Aż pewnego dnia moje spojrzenie zatrzymało się na glinie – niepozornej, a przecież wszechobecnej. Leżała pod moimi stopami, skrywając w sobie nieskończone możliwości, jakby czekała, aż odkryję jej magiczną moc.

Co takiego w ceramice Cię ujęło?

Nieoczekiwanie zdałam sobie sprawę, że ta sztuka łączy w sobie wszystkie cztery żywioły i jest jednym z najwcześniejszych materiałów przetwarzanych przez człowieka. To odkrycie mnie bardzo głęboko poruszyło. Nagle zaczęłam inaczej patrzeć na naszą niebieską glinę z wybrzeża, a wszystko jakby nabrało sensu.

Zadziwiająco zbiegło się to w czasie z wykopaliskami prowadzonymi w mieście. Archeolodzy wydobywali z ziemi liczne gliniane skorupy, ozdobione ornamentami z różnymi nacięciami i wgłębieniami. Każdy fragment wyglądał jak ślad czyjejś obecności, jak cichy głos sprzed tysięcy lat.

Wtedy dowiedziałam się, że tu, w dolinach rzek Narwy i Ługi, w naszym międzyrzeczu, istniała dawna i niepowtarzalna cywilizacja, sięgająca V tysiąclecia p.n.e., i że w tej samej glinie, którą dziś trzymam w dłoniach, jakby przechowywała ślady dawnych ludzi.

To właśnie w tej części wybrzeża Morza Bałtyckiego wykształciła się jedna z najstarszych kultur archeologicznych północno-wschodniej Europy, znana jako kultura narewska. Także ceramika z tego okresu, odkrywana tu przez archeologów, nosi tę samą nazwę.

Niestety wiedza o tym wspaniałym dziedzictwie pozostaje niemal ukryta i znana jedynie wąskiemu gronu specjalistów z Uniwersytetu w Tartu, na czele z Aivarem Kriiską, który kierował wykopaliskami. W miejscowym muzeum próżno szukać choćby wzmianki o ceramice kultury narewskiej, a mieszkańcy Narwy często nie mają najmniejszego pojęcia o tym niezwykłym zjawisku. To zdumiewające, jak coś tak starego, tak wyjątkowego, może pozostawać niemal zapomniane tu, gdzie powstało.

Ceramika kultury narewskiej stworzona podczas warsztatów prowadzonych przez Jelenę Naumową. Zdj. Natalia Sindetskaja.

Czym właściwie wyróżnia się ceramika kultury narewskiej?

Przede wszystkim wyróżniała ją surowość i bliskość natury. Tworzono ją ręcznie, bez użycia koła garncarskiego, z miejscowej gliny, często z domieszką materiałów organicznych, które nadawały jej charakterystyczną fakturę. Dominowały naczynia ostrodenne, wypalane w otwartym ogniu, którym obce było glazurowanie. Miały masywne, nieco chropowate formy. Sprawiały wrażenie, jakby bardziej wyrastały z ziemi, niż były wytwarzane przez człowieka. I właśnie w tej prostocie, w tej szczerej, nieokiełznanej formie kryje się niezwykłość ceramiki kultury narewskiej.

Ówczesny człowiek dopiero odkrywał zalety rodzącego się rolnictwa, z jego wyraźnymi cechami osiadłego trybu życia. Naczynia te w pełni odpowiadały potrzebom swoich czasów. Niestety nie udało się odnaleźć żadnego przedmiotu w całości. Jednak większość wydobytych z ziemi fragmentów wskazuje, że ich pojemność sięgała nawet 30 litrów.

Kultura narewska przetrwała mniej więcej do 1750 roku p.n.e., zanim ustąpiła pod naporem kultury ceramiki dołkowo-grzebykowej. Mimo to jej ślady przetrwały i rozproszyły się po całej Europie, co sugeruje istnienie dalekosiężnych kontaktów i wpływów. Fascynujące są na przykład odkrycia we Włoszech wyrobów z bursztynu, obrobionych w sposób przypisywany tej kulturze.

Przecież to prawdziwy fenomen! Postanowiłam, że o tym niezwykłym, ceramicznym fakcie muszą dowiedzieć się zwykli mieszkańcy naszego miasta. To przecież nasze lokalne dziedzictwo. Ono zasługuje na szacunek, pielęgnowanie i dumę. Nie możemy pozwolić, by odeszło w zapomnienie!

Ceramika kultury narewskiej tworzona podczas warsztatów prowadzonych przez Jelenę Naumową. Zdj. Natalia Sindetskaja.

I tu znów pojawia się szczęśliwy zbieg okoliczności w postaci projektu „Civic Heritage” realizowanego przez Centrum edukacji dorosłych „Vestifex” z Narwy?

Właśnie tak! Kiedy tylko otrzymałam propozycję uczestnictwa w tym europejskim przedsięwzięciu w ramach programu Erasmus+, od razu poczułam, że to strzał w dziesiątkę! Projekt o dziedzictwie trwa od 1 marca 2024 roku do 30 kwietnia 2026 roku, a jego głównym celem jest połączenie edukacji dorosłych z lokalną tożsamością i aktywnością obywatelską. Przecież dokładnie o tym marzyłam! To była dla mnie wyjątkowa szansa, dlatego zgodziłam się natychmiast – nie mogłam przegapić takiej okazji.

Razem z „Vestiflex” opracowałyśmy plan warsztatów, podczas których mieszkańcy Narwy i całego regionu Wschodniej Wironii mogli odkryć swój twórczy potencjał i zanurzyć się w świat oraz historię lokalnej ceramiki. W ciągu trzech zajęć, które odbyły się w marcu i kwietniu 2025 roku, uczestnicy poznawali cechy ceramiki kultury narewskiej oraz tworzyli własne prace – „guzik szczęścia” i kubek, łącząc tradycyjne i nowoczesne techniki ceramiczne.

Zainteresowanie naszymi warsztatami było tak ogromne, że po kilku miesiącach powtórzyłyśmy kurs, a chętnych wciąż nie brakuje. Dla mieszkańców Wschodniej Wironii było wiele zaskakujących odkryć: że kiedyś istniała kultura narewska, że miejscowa niebieska glina po wypaleniu w piecu zmienia się w terakotę, i wreszcie, że sama glina to jeszcze nie ceramika.

Ceramika kultury narewskiej tworzona podczas warsztatów prowadzonych przez Jelenę Naumową. Zdj. Natalia Sindetskaja.

Poza Estonią w projekcie biorą udział także Belgia, Włochy, Turcja, Hiszpania, Grecja i Litwa. Nie wiem dokładnie, jakie szkolenia odbywają się w tych krajach, ale jestem pewna, że projekty typu „Civic Heritage” naprawdę otwierają lokalnym mieszkańcom oczy na to, co mają tuż obok siebie i jakie skarby kryje ich własne otoczenie. A z kolei znać i rozumieć – to znaczy kochać i szanować własne dziedzictwo.

Więcej informacji o projekcie: civicheritage.eu.

Zapisz się na newsletter!

Na Twoją skrzynkę e-mailową będę trafiały informacje o nowych publikacjach oraz o promocjach.

Avatar photo

Urodziła się w Kiviõli we wschodniej Estonii, gdzie przed wojną przy rosyjskiej szkole były klasy z polskim językiem nauczania. Studiowała slawistykę na Uniwersytecie w Tartu w Estonii, wykłada język polski w Tallinnie. W Polsce kształciła się na Uniwersytecie Marii Skłodowskiej-Curie w Lublinie, na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie oraz Uniwersytecie Warszawskim. Pracuje na Uniwersytecie Tallińskim, jest lektorką i nauczycielką języka polskiego oraz pasjonatką polskości. Napisała wiele artykułów i prac o polskich śladach w Estonii i polsko-estońskich relacjach kulturalnych.