Nieznane rubieże. Recenzja książki „Wyspy odzyskane. Wolin i nieznany archipelag” Piotra Oleksego

-

Już od pierwszych stron książki Wyspy odzyskane. Wolin i nieznany archipelag autor wprowadza nas do swojego świata i prowadzi przez kolejne lata, dekady, osoby i wydarzenia. Pomaga czytelnikowi zrozumieć specyfikę archipelagu oraz przemiany, jakie zaszły na wyspach w ciągu ostatnich 80 lat. Pozwala zrozumieć, że ten pozornie nieznany archipelag nie jest aż tak obcy, jak zwykliśmy myśleć.

Mniej więcej rok temu idąc Krakowskim Przedmieściem przypadkiem trafiłam na wystawę zatytułowaną „Najdalsze Krańce Polski”. Autorzy postanowili poświęcić ją głównie Szczecinowi: historii „przywracania do macierzy” miasta, powojennemu formowaniu się administracji, strajkom. Moja szczecińska duma została z jednej strony połechtana, z drugiej obrażona. Połechtana, bo niewiele w „Centrali” (tak moja świętej pamięci Babcia mówiła na Polskę centralną) wie się i mówi o moim ukochanym mieście. Obrażona, bo przecież nie jest to najdalszy kraniec Polski! Jest jeszcze Świnoujście i cały archipelag wokół.

Świnoujście zawsze było dla mnie słowem-wytrychem. Kiedy w Bieszczadach moja odpowiedź na pytanie: „skąd jestem?” wprawiała rozmówców w zaskoczenie zmieszane z lekkim podziwem (tyle kilometrów, dalej się nie da!), zawsze skromnie odpowiadałam „Jest jeszcze Świnoujście”. Dość często (choć nie zawsze) mentalne mapy moich rozmówców już tam nie sięgały. Trudno się im dziwić. Świnoujście wraz z niezliczonymi zdawałoby się wyspami i wysepkami, rzekami i strumykami jest krainą zarówno tajemniczą, jak i niewypromowaną. Bo z czym tak naprawdę kojarzy się ten region? Morze, jakiś port, latarnia, kiedyś tam mieszkali Niemcy, teraz tłoczą się jedynie sezonowo. Niektórzy dorzucają jeszcze Festiwal Słowian i Wikingów w Wolinie i molo w Międzyzdrojach. Niezbyt wiele. Dlatego kiedy usłyszałam, że powstaje książka na temat „nieznanego archipelagu”, szczerze się ucieszyłam, że wreszcie ktoś zabrał się za odczarowywanie tego miejsca, objaśnienie czym tak właściwie są „wyspy odzyskane”, z całą ich pogmatwaną historią i strukturą społeczną.

Przeczytaj także:  Jesień w Międzyzdrojach
Przeczytaj także:  Historia i dziedzictwo gminy Międzyzdroje – potencjał społeczny i znaczenie promocyjne

Warto tu przybliżyć postać autora, Piotra Oleksego (ur. w 1986 roku), historyka i publicysty, nominowanego do nagrody „Ambasador Nowej Europy” w 2019 roku. Czytelnikom może być znany jako autor reportażu Naddniestrze. Terror tożsamości (Wyd. Czarne, 2018), w którym zajmuje się tożsamością mieszkańców tego nieuznawanego państwa. Nie posunę się do porównania społeczeństwa zamieszkującego Republikę Naddniestrzańską do mieszkańców zachodnich rubieży Rzeczypospolitej. Warto jednak zauważyć, że w obydwu przypadkach tożsamość narodowa i etniczna bywały (a czasem wciąż bywają) narzędziem politycznym i problematycznym konstruktem. Również w Wyspach odzyskanych widać, że jest to tematyka zajmująca autora. Sam, jak często podkreśla, pochodzi z Lubina na wyspie Wolin, zna ten rejon od podszewki. Piotr Oleksy łączy więc te cechy, które są niezbędne do poprowadzenia metaopowieści, jaką jest archipelag: praktyczną i książkową znajomość miejsca, wyrobiony warsztat historyka i reportera. Ponadto jest doświadczonym edukatorem, promotorem kultury i historii regionu, współautorem platformy Archipelag Pamięci (archipelag.edu.pl), zajmującej się powojenną historią wysp Wolin, Uznam i Karsibór.

Przeczytaj także:  Archipelag Pamięci – interaktywny szlak historyczny na polskich wyspach

Autor już od pierwszych stron wprowadza nas do swojego świata i prowadzi przez kolejne lata, dekady, osoby i wydarzenia. Z dbałością historyka i edukatora pomaga czytelnikowi zrozumieć specyfikę archipelagu oraz przemiany, jakie zaszły na wyspach w ciągu ostatnich 80 lat. Jest to opowieść skomplikowana, pełna absurdów i tarć międzyludzkich (zarówno międzyetnicznych, jak i na tle ideologicznym czy zwyczajnej niechęci). Opowieść o archipelagu autor rozpoczyna od jego geografii. Poza standardowym opisem labiryntu rzek i wysp, obszerny fragment poświęcony jest temu, jak specyfika regionu wpływa na codzienne życie mieszkańców (w tym samego autora). Jest to też wstęp do pytania, które będzie wracać do nas przez całą książkę: jak przyroda wpływa na życie człowieka? Jak wpływa na jego charakter i usposobienie? Nie jest to jedyne pytanie, które stawia i sobie, i nam jako czytelnikom autor. Kiedy zaczęła się historia tych wysp, które znamy teraz? Czy warto wracać do czasów przedwojennych, skoro przez dziesięciolecia odcinaliśmy się od czasów niemieckich? To trochę jak z postanowieniami noworocznymi – Nowy Rok, nowa ja… nowe Ziemie Odzyskane. Ale tak samo jak w przypadku postanowień noworocznych, jak bardzo byśmy się nie starali, musimy uporać się z duchami przeszłości i przepracować pewne kwestie.

Ciężko mówić o odzyskaniu ziem historycznie polskich, gdy osadnicy wprowadzają się do poniemieckich domów, śpią w pościeli pozostawionej przez poprzednich gospodarzy, a rybołówstwa uczą się od tych Niemców, którzy mniej lub bardziej dobrowolnie zostali na miejscu. Nie mówi się o tym w szkołach, ciężko szukać wzmianek w podręcznikach (nic więc dziwnego, że przez pierwsze 10 lat życia byłam pewna, że poniemiecki i przedpotopowy to synonimy, oznaczające coś bardzo starego). Ten moment przejścia jest punktem wyjścia dla snutej przez Oleksego opowieści. Stara się z mieszanki wspomnień i statystyk wyłuskać prawdę o 1946 roku. I nie ogranicza się tu jedynie do polskiego punktu widzenia. Wbrew komunistycznej propagandzie i mitom, najbardziej wzruszające wydają się wspomnienia nielicznych Niemców, będących łącznikami między przeszłością a przyszłością, żywiołem polskim a niemieckim. Oleksy rozprawia się też z propagandą mówiącą o niesieniu kultury i zaprowadzaniu porządku na Ziemiach Odzyskanych. Szaber, zdemoralizowani milicjanci i oficerowie, kradzieże i rozboje przez wiele lat były codziennością Pomorza Zachodniego, bez kozery nazywanego Dzikim Zachodem. Niektóre fragmenty książki Oleksego czytałoby się jak doskonały thriller. Czytałoby się, gdyby nie była to przerażająca prawda.

Przeczytaj także:  Rybołówstwo nad Zalewem Szczecińskim: Tylko dla chwatów, dla orłów

Archipelag to nie tylko powojenna zawierucha, zmiany granic, przesiedlenia i osadnicy. Głód, chłód i obietnice, że „tam domy stoją puste, tylko się wprowadzać”. Czas płynie, zmieniają się pokolenia, technologia idzie naprzód. I nie omija to wysp, które stają się z jednej strony krainą ciężko zarabiających na swój codzienny chleb rybaków, z drugiej – magnesem na tych wszystkich, którzy z jakiegoś powodu muszą uciec z uporządkowanej i nietolerującej swobody „Centrali”. Mamy więc też w Wyspach odzyskanych całą galerię nietuzinkowych postaci, takich jak bohater Października 1956, Lechosław Goździk, czy ojciec chrzestny polskiej prozy marynistycznej (i prawdziwy kolorowy ptak wśród rybaków Zalewu Szczecińskiego) – Czesław Schabowski. Ale to nie wszystko. W Wyspach odzyskanych znajdziemy też odpowiedzi na pytania o to, kim (lub czym) była Matka Odra i jak sprawiła, że Świnoujście po latach bycia miastem na marginesie stało się oknem na świat.

Oleksy zgrabnie przeplata wątki znane nam wszystkim, wyświechtane szanty i inne morskie opowieści z postaciami i wydarzeniami. Daje czytelnikowi punkt zaczepienia, skojarzenie, od którego możemy się odbić, zrozumieć, że ten pozornie nieznany archipelag nie jest aż tak obcy, jak zwykliśmy myśleć. Podczas lektury miałam wrażenie, że z każdą kolejną stroną świat, który przedstawia nam autor staje się coraz bliższy, momentami czułam się nawet swojsko, jakbym czytała o starych znajomych lub miejscu, w którym mieszka moja daleka, choć regularnie odwiedzana rodzina. Wyspy odzyskane pachną wodą. Opisy są tak realistyczne, tak szczegółowe, że nie mamy żadnych wątpliwości, że autor opisuje świat, do którego należy. Jest nieodrodnym synem swojej ziemi – nie boi się trudności i znoju (w podejmowaniu niełatwych tematów), jest surowy i sprawiedliwy w ocenie, choć można wyczuć, że o swoich sąsiadach mówi z nieskrywaną dumą i czułością. Jest opowiadaczem – książka, która wyszła spod jego pióra jest przeplatana anegdotami, dygresjami, wątki przeplatają się, mieszają, płyną.

Przeczytaj także:  Zalew Szczeciński i jego rybackie dziedzictwo od kuchni

Jednak ostatnia kropka nie została jeszcze postawiona. Przedstawiając współczesny archipelag, jego charakter i rolę, Oleksy ma świadomość, że ten stan rzeczy nie będzie trwać wiecznie. Mimo że (może podświadomie) cały czas stara się znaleźć coś stałego, jakiś constans, wokół którego można zbudować opowieść, to wie, że jedyną stałą jest zmiana. Czy warto sięgnąć po tę pozycję? Zdecydowanie. Jest to nie tylko opowieść o miejscu i ludziach, ale rzetelne studium przypadku, jakim są tytułowe Wyspy odzyskane – miejsce wyjątkowe pod każdym względem. A na czym polega ta wyjątkowość dowiemy się właśnie z książki Piotra Oleksego.

Piotr Oleksy, Wyspy odzyskane. Wolin i nieznany archipelag, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021

Absolwentka studiów wschodnich Studium Europy Wschodniej i studentka filologii bałtyckiej Uniwersytetu Warszawskiego. Zakochana w etymologii, litewskim folklorze i podróżach po Kaukazie. W wolnych chwilach ogląda dokumenty przyrodnicze, czyta reportaże i biega.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj