Piszemy o krajach regionu Morza Bałtyckiego

Jak spór litewsko-polski i Bałtycka Ententa stały się narzędziem w rękach Sowietów

Litwa w okresie międzywojennym była entuzjastycznym młodym państwem, które znalazło się w niepewnej sytuacji międzynarodowej. Uwięziona pomiędzy dwiema ekspansjonistycznymi siłami, Niemcami i Związkiem Sowieckim, Litwa próbowała wzmocnić swoje bezpieczeństwo, ale główną przeszkodą był spór z Polską o Wilno. Pewien dyplomata próbował to zmienić, ale było już na to za późno.

Litewski Departament Bezpieczeństwa Państwowego w swoim dorocznym raporcie publicznym zidentyfikował szereg metod stosowanych przez Rosję w celu poszerzania swoich wpływów. Jednak w okresie międzywojennym, gdy Litwa była młodą republiką powstałą z ruin Imperium Rosyjskiego, głównym narzędziem Moskwy była nieufność Litwy wobec Polski, która okupowała jej historyczną stolicę, Wilno. Wrogość polsko-litewska była tym, co uniemożliwiło stworzenie związku krajów bałtyckich i Polski oraz co sprawiło, że Europa Zachodnia postrzegała Litwę jako marionetkę Związku Sowieckiego.

Znalazł się jednak jeden dyplomata, który przejrzał plany Berlina i Moskwy podtrzymania niezgody między Litwą i Polską. Nie mógł jednak zrobić w tej sprawie zbyt wiele.

Stasys Lozoraitis został ministrem spraw zagranicznych Litwy w czerwcu 1934 roku. We wrześniu Litwa zawarła w Genewie umowę o utworzeniu Bałtyckiej Ententy. W 1935 roku Lozoraitis zaprezentował Antanasowi Smetonie, ówczesnemu autorytarnemu prezydentowi Litwy, memorandum stwierdzające, że absolutnie niezbędne jest naprawienie stosunków z Polską. Zgodnie z tym „nowym kursem” niepodległość Litwy powinna być postawiona ponad sprawą Wilna. Nazistowski rząd w Berlinie wysyłał pewne niepokojące sygnały i Litwie groziła utrata portowej Kłajpedy z dominującą ludnością niemieckojęzyczną.

Niestety, Lozoraitisowi nie udało się zjednać sobie Kowna (ówczesnej stolicy Litwy) i Warszawy. 26 stycznia 1934 roku Polska zawarła traktat o nieagresji z nazistowskimi Niemcami, 25 lipca 1932 roku podpisała (i odnowiła dwa lata później) podobny pakt ze Związkiem Sowieckim. Warszawa uważała, że nie potrzebuje litewskiej przyjaźni, która wymagała spełnienia wielu warunków. Tymczasem Moskwa wykorzystywała Bałtycką Ententę, której pomogła w pierwszej kolejności powstać, dla własnych celów.

Bałtycka Ententa zaprojektowana przez Sowietów

Historyk Algimantas Kasparavičius z Instytutu Historii Litwy tłumaczy, że to właśnie Moskwa zachęcała do stworzenia Bałtyckiej Ententy w 1934 roku.

Paradoksalnie, gdy Związek Sowiecki przedstawił Litwie ultimatum w 1940 roku, które w rzeczywistości oznaczało okupację, jednym z zarzutów przeciwko Kownu było to, że zawiązało sojusz wojskowy z Łotwą i Estonią przeciwko Moskwie.

„Nasza historiografia przypisuje Lozoraitisowi stworzenie Bałtyckiej Ententy z naszymi północnymi sąsiadami, Łotwą i Estonią. Była to swego rodzaju polityczno-dyplomatyczna unia. Rzeczywiście, ta unia jest powodem, dla którego Lozoraitis jest tak ceniony przez naszych historyków. Ale sednem sprawy jest to, że Bałtycka Ententa, od początku negocjacji aż do zawarcia traktatu, w dużym stopniu odpowiadała projektowi Moskwy” – mówi Kasparavičius.

Według historyka, Sowieci byli mistrzami w rozpowszechnianiu pogłosek, przekonując Estonię i Łotwę do stworzenia ententy z Litwą. Początkowo żadne z państw nie chciało pozwolić na to, aby ten sojusz popsuł ich stosunki z Polską.

Co sprawiło, że Tallinn i Ryga zmieniły zdanie? Kasparavičius uważa, że kluczowym czynnikiem była plotka, pochodząca od Sowietów, że Warszawa prowadzi tajne negocjacje z ZSRS na temat niepodległości krajów bałtyckich.

Skoordynowane działania niemieckich i sowieckich dyplomatów

Kasparavičius zauważa, że próby stworzenia Bałtyckiej Ententy podejmowano już w latach 1919-1925, jednak bez rezultatu. Jedną z największych ambicji było utworzenie Wielkiej Bałtyckiej Ententy, która łączyłaby Finlandię, Estonię, Łotwę, Litwę i Polskę. „Tylko związek tych pięciu krajów byłby czymś na tyle znaczącym politycznie i militarnie by równoważyć ZSRS i Niemcy” – mówi historyk.

Niemcy i Sowieci robili jednak wszystko, by zapobiec realizacji tego projektu. Jednym ze sposobów było wspieranie Litwy, która nie mogła wejść w sojusz z Polską z powodu sporu terytorialnego – okupowała ona [Polska] jej historyczną stolicę Wilno od października 1920 roku.

Historyk Zenonas Butkus pisał o bliskiej współpracy pomiędzy niemieckimi a sowieckimi dyplomatami w sprawach państw bałtyckich. Były to nie tyle zwykłe dyplomatyczne kontakty, co dobrze skoordynowana polityka.

„Sednem tej polityki było powstrzymanie państw bałtyckich, jak również innych krajów leżących pomiędzy Niemcami i ZSRS przed wejściem w sojusz, trzymanie ich z dala od siebie i we wzajemnej izolacji, zapobieżenie prowadzeniu przez nie skoordynowanej polityki zagranicznej. Innymi słowy, zapewnienie że w Europie Środkowo-Wschodniej nie powstanie żaden blok polityczno-wojskowy, który w przyszłości mógłby przeszkodzić ekspansji Niemiec na Wschód i ekspansji Sowietów na Zachód.

W ich planach kraje bałtyckie miały się stać raczej mostem między nimi [Niemcami i ZSRS] niż barierą będącą pod wpływem Anglii i Francji. Zarówno ZSRS jak i Niemcy chciały utrzymać kraje bałtyckie w stanie stagnacji, nieprzygotowane do obrony własnej i do zapewnienia własnego bezpieczeństwa, jak gdyby w stanie zamrożenia, skąd można byłoby je wyciągać i dzielić je jak na zawołanie” – pisał Butkus w swoim eseju „Niemiecko-sowiecka współpraca dyplomatyczna w państwach bałtyckich 1920-1940”.

Nominacja po nieudanym zamachu

Kasparavičius zauważa, że po tym, gdy Lozoraitis został ministrem spraw zagranicznych, trzy kraje bałtyckie rozpoczęły negocjacje w sprawie Bałtyckiej Ententy bez Polski i Finlandii. Polska w tym czasie miała już pakt o nieagresji z Niemcami, podczas gdy Finlandia nie przejawiała wielkiego zainteresowania tego rodzaju sojuszem ponieważ w swoich poszukiwaniach tożsamości zwróciła się w stronę Skandynawii: była zainteresowana bliższymi związkami z Norwegią, Szwecją i Danią.

„Sowiecki wysłannik w Kownie, Michaił Karski udał się do premiera Juozasa Tūbelisa i prezydenta Smetony w celu przedyskutowania tej kwestii zanim nawet pojawił się Lozoraitis. Przedstawił on pomysł takiego sojuszu na spotkaniu z poprzednim ministrem spraw zagranicznych Dovasem Zauniusem. Tūbelis i Smetona, jak się zdaje, złożyli pewne obietnice Karskiemu, dając do zrozumienia, że taka Bałtycka Ententa bez udziału Polski będzie w interesie Litwy. Finlandia nawet nie była przedmiotem dyskusji, ponieważ nie była w żadnym stopniu zainteresowana projektem” – mówi historyk.

Według niego, oficjalna linia Rosji była taka, że polityczno-dyplomatyczna unia pomiędzy państwami bałtyckimi przydałby im znaczenia międzynarodowego i pomogłaby oprzeć się rosnącej dominacji Niemiec i Polski w regionie. Litwini zasadniczo uznali to za przekonujące: Polska sprawiała dla wielu wrażenie największego zagrożenia, podczas gdy Niemcy stanowiły zagrożenie dla niemieckojęzycznego regionu Kłajpedy.

„Ale tu pojawiła się przeszkoda. To poprzednik Lozoraitisa, minister spraw zagranicznych Zaunius. Zaczął on podejrzewać, o co rzeczywiście chodzi: przez piętnaście lat Moskwa sprzeciwiała się jakiejkolwiek unii, stosując szantaż i środki dyplomatyczne, by temu zapobiec, a teraz nagle zaczęła lobbować za sojuszem. Stąd jego podejrzenia. Zanim Zaunius zrezygnował ze stanowiska ministra spraw zagranicznych, otrzymał ofertę podróży do Moskwy w celu przedyskutowania sprawy bardziej szczegółowo, ale powiedział on, że pojedzie do Moskwy tylko w towarzystwie innych ministrów krajów bałtyckich. Nie było według niego sensu jeździć tam pojedynczo” – opowiada Kasparavičius.

Sowiecki przedstawiciel Karski zaczął skarżyć się prezydentowi Smetonie i premierowi Tūbelisowi, mówiąc że współpraca z Zauniusem jest niemożliwa, że jest on uparty i prowokujący. Sowiecki wysłannik sugerował, że na ministra należy wywrzeć presję a nawet zdymisjonować.

Nawet okoliczności były Sowietom na rękę. W czerwcu 1934 roku zwolennicy byłego premiera Augustinasa Voldemarasa zorganizowali nieudany zamach stanu przeciwko prezydentowi Smetonie, kierowany przez generała Petrasa Kubiliūnasa. Ten ostatni był dobrym znajomym Zauniusa. A co gorsza, Zaunius sam był uczniem Voldemarasa i pozostawał z nim w przyjaznych stosunkach. „Zamach stanu źle się mu przysłużył: jako przyjaciel organizatorów puczu był zmuszony do rezygnacji” – mówi Kasparavičius.

Litwa jako sowiecki agent w Bałtyckiej Entencie

Nowo mianowany minister spraw zagranicznych Lozoraitis wybrał Moskwę jako cel swojej pierwszej wizyty zagranicznej. Tam Maksim Litwinow, sowiecki komisarz ludowy spraw zagranicznych zapewnił nowego ministra, że – biorąc pod uwagę okoliczności – Bałtycka Ententa będzie w interesie Litwy i całego regionu.

Co więcej, Litwinow wydobył od Lozoraitisa obietnicę, że jak tylko Litwa wstąpi do Bałtyckiej Ententy, priorytetowo potraktuje „umowę dżentelmeńską” między Litwą a ZSRS, która podpisana została jako tajny załącznik do paktu o nieagresji z września 1926 roku.

Według „dżentelmeńskiej umowy” Litwa miała informować kierownictwo radzieckie o każdym aspekcie jej stosunków z państwami bałtyckimi, Polską, Niemcami i Europą Zachodnią.

„To w istocie oznaczało, że ​​Litwa miała działać jako sowiecki agent w Bałtyckiej Entencie. Rosjanie kontrolowali Litwę, a Litwa kontrolowała Bałtycką Ententę – wszystko wydaje się dosyć jasne” – podsumowuje sytuację Kasparavičius.

Plotki Moskwy

Były jeszcze inne niuanse przy tworzeniu Bałtyckiej Ententy. Związek trzech małych krajów został pozytywnie przyjęty przez niemal wszystkie państwa zachodnie, które już wcześniej traktowały Litwę, Łotwę i Estonię jako geopolityczną jedność. Sojusz był postrzegany jako krok w kierunku większej współpracy, a może nawet konfederacji.

Rosjanie jednocześnie prowadzili rozmowy z Francją na temat paktu o wzajemnej pomocy, który był o wiele bardziej istotny dla Związku Sowieckiego niż Bałtycka Ententa. Traktat z Francją został pomyślany jako kordon bezpieczeństwa wobec rosnących wpływów nazistowskich Niemiec. Paryż przez długi czas odmawiał uznania Związku Sowieckiego i spoglądał na niego podejrzliwie. Bałtycka Ententa, zdaniem Kasparavičiusa, dała Francji iluzję, że Moskwa zrezygnowała z geopolitycznych ambicji w północno-wschodniej części Morza Bałtyckiego.

Jednak trudno było Rosjanom przekonać Łotwę i Estonię do zawarcia unii, która wykluczałaby Polskę. Oba kraje miały granicę z ZSRS i postrzegały go jako główne zagrożenie dla ich istnienia. Podczas gdy Litwa była najbardziej nieufna wobec Polski, na Łotwie i w Estonii wydawała się ona niezbędna dla ich bezpieczeństwa.

„Więc jak przekonać Łotyszy i Estończyków, że potrzebują sojuszu z Litwą, nawet jeśli Polska go nie pochwala i nie chce go? Polska opierała się. Ale znaleziono rozwiązanie” – mówi Kasparavičius.

Zaczęto pod koniec 1933 roku rozprzestrzeniać wśród dyplomatów pogłoski, że Polska oferuje Moskwie porozumienie w sprawie zagwarantowania niezależności krajów bałtyckich.

„Wystarczy tylko pomyśleć – Łotysze, Estończycy i Litwini słyszą o jakichś rozmowach za ich plecami między Moskwą i Warszawą, które chcą, bez ich wiedzy, chronić ich niepodległość. Te pogłoski zaczęły krążyć zaraz po zawarciu polsko-niemieckiego paktu o nieagresji. To było jak grom z jasnego nieba dla całej Europy, ponieważ nikt nie wiedział, że Adolf Hitler i Józef Piłsudski negocjowali taki pakt: rozmowy były krótkie i tajne.

Pakt został podpisany 26 stycznia 1934 roku i ogłaszał pokój między dwoma krajami. W tym czasie wszyscy zaczęli zdawać sobie sprawę, że mieli do czynienia z nazizmem i faszyzmem. W umysłach wszystkich Polska stała się niemal sojusznikiem Niemiec. I to wszystko odbywało się w tajnych negocjacjach!

W takich okolicznościach wystarczą dwa-trzy tygodnie, by rozpowszechnić plotkę, że ten sam Piłsudski prowadzi rozmowy na wschodzie z Moskwą o ochronie suwerenności państw bałtyckich. Łotysze i Estończycy poczuli się nieswojo, Łotysze byli szczególnie zawiedzeni Polską, nawet zatrwożeni. W ten sposób został wbity klin między Łotwą i Estonią z jednej strony a Polską z drugiej strony” – zauważa Kasparavičius.

Porażka z Polską

Wkrótce po ustanowieniu Bałtyckiej Ententy, litewski minister spraw zagranicznych Lozoraitis przedstawił prezydentowi memorandum w sprawie stosunków litewsko-polskich. Kowno niezwykle potrzebowało kompromisu z Warszawą, ponieważ Niemcy nie kryli intencji odbicia Kłajpedy, a może nawet unicestwienia całego kraju. Prezydent Smetona upoważnił ministra do działania.

Historyk Kasparavičius jest dość krytyczny wobec memorandum, w którego wstępie stwierdzano, że nie będzie żadnej wojny w Europie w najbliższych dziesięcioleciach. Tymczasem inni historycy i politolodzy chwalą Lozoraitisa za dostrzeżenie znaczenia Polski w systemie bezpieczeństwa Litwy, za próbę wyzwolenia się z osi Berlin-Moskwa i szukania bliższych stosunków z państwami zachodnimi oraz Ligą Narodów.

„Największym błędem geopolitycznym Pierwszej Republiki [1918-1940] była próba wykorzystania Rosji Sowieckiej i Niemiec jako czynników geopolitycznych dla przeważenia Polski lub pomocy w sporze o Wilno. Paradoksalnie, nie wybraliśmy jako „arbitrów” w sprawie wileńskiej Brytyjczyków czy instytucje międzynarodowe (jakkolwiek słabe by nie były), ale siły, które były najbardziej zainteresowane w niedopuszczeniu do powstania pasa stabilnych i przyjaznych państw w Europie Środkowej. W ten sposób staliśmy się zakładnikami geopolitycznymi, mówiono o nas jako o »sowiecko-niemieckim dziecku«.

To jest geopolityczna lekcja, której musimy nauczyć się dzisiaj. Musimy szukać sposobów, jak zbudować silną geopolityczną basztę na zamku, jakim jest Unia Europejska, z innymi państwami bałtyckimi i środkowoeuropejskimi. Osłabiłoby to naszą zależność od geopolitycznych gier niektórych mocarstw” – mówi analityk Laurynas Kasčiūnas z Centrum Badań nad Europą Wschodnią.

Historyk i dyplomata Vytautas Žalys opowiada, że Lozoraitis interpretował sytuację geopolityczną Litwy w następujący sposób: „Mamy Kłajpedę, ale stoimy przed groźbą jej utraty; nie mamy Wilna ani żadnej nadziei na jego odzyskanie w najbliższym czasie. W związku z tym musimy zrobić wszystko, co tylko możliwe, aby chronić Kłajpedę, o ile nie naruszy to naszej pozycji prawnej w sprawie wileńskiej”.

Kasparavičius zauważa, że ​​memorandum Lozoraitisa zawierało dwie główne tezy: po pierwsze, Litwa musi naprawić swoje stosunki z Polską; po drugie, Litwa powinna wznowić stosunki dyplomatyczne z Warszawą, o ile ta zwróciłaby miasteczka Sejny i Druskieniki wraz z niewielkimi terenami wokół nich.

„Ale o Wilnie, według Lozoraitisa, nie ma mowy. Dla niego byłoby dobrze, gdyby litewskojęzyczni w Wilnie otrzymali jakiś rodzaj autonomii kulturowej w Polsce” – mówi Kasparavičius.

„Minister próbował zrealizować tę wizję. Spotkał się z polskim ministrem spraw zagranicznych Józefem Beckiem w Genewie, podczas sesji Ligi Narodów i przedstawił mu swoją ofertę, ale pułkownik Beck był twardy i nieugięty: żadnych ustępstw, żadnych Sejn, żadnych Druskienik – to były tylko złudzenia litewskiego ministra. Litwa musi albo przywrócić stosunki dyplomatyczne w istniejącej sytuacji, albo pozostawić sprawy takimi, jakie są” – podsumowuje sytuację Kasparavičius.

Lozoraitis próbował wciągnąć Brytyjczyków i Francuzów do negocjacji, ale bezskutecznie. Brytyjczycy rekomendowali wznowienie stosunków dyplomatycznych z Polską natychmiast, bez żadnych dodatkowych warunków, podczas gdy Francuzi mieli traktat o wzajemnej pomocy ze Związkiem Sowieckim i nie interesowali się sytuacją litewsko-polską. Ich propozycją było czekać i obserwować.

Sprawa została ostatecznie uregulowana w wyniku ultimatum w 1938 roku, które Warszawa przedstawiła Litwie. Rząd w Kownie, po krótkich deliberacjach, postanowił przyjąć żądania i przywrócić stosunki z Polską bez żadnych warunków.

„Dlaczego Litwa potrzebowała Sejn i Druskienik? Uważam że tak długo, jak negocjacje były tajne, wszystko było w porządku, ale kiedy plan musiał być przedstawiony opinii publicznej, to byłoby bardzo trudne do wyjaśnienia, dlaczego Litwa przywraca normalne stosunki dyplomatyczne, więzi gospodarcze, połączenia komunikacyjne, wymianę kulturalną z Polską, nie uzyskując niczego w zamian. Potrzebny był znak jakichś polskich ustępstw. Okazało się jednak, że polska elita nie była gotowa nawet do symbolicznego kompromisu jak Sejny i Druskienniki” – wyjaśnia Kasparavičius.

 

3 września w litewskim Sejmie odbyła się konferencja na temat polityki zagranicznej Litwy poświęcona pamięci Stasysa Lozoraitisa.

 

Tekst opublikowany dzięki uprzejmości portalu DELFI.LT. Tłumaczenie z języka angielskiego Dominik Wilczewski.

Polub nas na Facebooku!