Meandry sztafety pamięci. Recenzja „Króla Warmii i Saturna” Joanny Wilengowskiej

Podczas spisu powszechnego w 2021 roku narodowość warmińską zadeklarowało sto osiemdziesiąt osób. To mniej więcej promil mieszkańców Olsztyna. Czy zatem Warmia to tylko wydmuszka widoczna w nazwie województwa? Książka Joanny Wilengowskiej udowadnia, że pod warstwami -izmów, powojennej urawniłowki i potransformacyjnej monetyzacji wszystkiego trwa opowieść o świecie, w którym, choć przetrącono mu kręgosłup i wypompowano krew, nadal tli się fascynujące, pełne kolorytu życie. „Król Warmii i Saturna” to intymna relacja z tego, czym była i jest kraina znana w innych częściach Polski jedynie z Kopernika i tzw. objawień gietrzwałdzkich.

|
|

Pozorna bezkształtność Wybierając literaturę z pogranicza rzeczywistości i fikcji, często kieruję się własnym, skrajnie subiektywnym stosunkiem do miejsc, o których opowiadają lub w których osadzona jest akcja. Najczęściej przyciągają mnie pozycje o miastach i regionach, w których mieszkałem lub do których szczególnie często podróżowałem, dzięki czemu nawiązałem z nimi nić emocji. Szczególnie hołubię te, które podarowały mi płaszczyznę do poznania ludzi kształtujących trajektorię moich doświadczeń, przeżyć i wyborów zostających na lata. Warmia w tym prywatnym świecie stanowi krainę obok, sąsiednie nie-Mazury, per analogiam do moich matczynych, iławskich nie-Mazur. Obszaru zupełnie już wyzutego z pamięci o Prusach Górnych, jednej z kilku swoich przedwojennych nazw. Każda z tych trzech krain ma podobną historię choroby, pustoszącej tę część Europy od połowy XIX wieku. Wojujący nacjonalizm przybrał tu formę forsownej germanizacji, która już pod koniec stulecia zaczęła zabierać im wielobarwność kulturową i językową. Plebiscyt 1920 roku tylko obnażył ignorancję i bezsilność polskich elit politycznych i kulturalnych, a następnie dał początek niemal dwudziestu latom strachów umiejętnie konstruowanych i reżyserowanych gdzie indziej. Wreszcie dopadło Warmię i jej sąsiadów brunatnienie, tylko częściowo narzucone z zewnątrz, które wymiotło stąd prawie wszystkich po siedmiu, a może i więcej, wiekach stopniowego nawarstwiania się ludzi, zwyczajów, słów i rzeczy. [caption id="attachment_27059"…

🔒Czytasz tylko 19% artykułu. Pozostałe 81% treści jest ukryte.
🔒

Treść dostępna dla prenumeratorów

Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

Zmieniamy się dla Ciebie. By korzystać z nowości prenumeruj nas. Czytaj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Kod promocyjny: PB2026
20% zniżki za zawsze!
Pakiety jednorazowe i cykliczne. Płacisz tylko za to co czytasz!
Dostęp jednorazowy 5 zł
Pakiet miesięczny 10 zł miesięcznie
Wybierz Szczegółowe porównanie
Twoja organizacja potrzebuje jednego lub wielu dostępów?
1 dostęp 200 zł
5 dostępów 675 zł
10 dostępów 1200 zł
Wybierz Szczegółowe porównanie

Dodaj Przegląd Bałtycki jako preferowane źródło w Google

Nasze treści będą częściej wyświetlać się w Twoich wynikach Google

Prenumeruj, aby utworzyć konto. Masz konto? Zaloguj się, aby skomentować.