Tomasz Snarski: Grzechem jest nie przyjechać na wileński festiwal do Gdańska

-

Do Gdańska zawsze warto przyjechać, bo to najwspanialsze miejsce na świecie, oczywiście równorzędnie z ukochanym Wilnem; a gdy już w jednym miejscu jest Wilno i Gdańsk, to grzechem jest nie przyjechać – nie tylko wówczas warto, ale trzeba. Jeśli dzięki festiwalowi wciąż nawiązują się nowe więzi, powstają rozmaite inicjatywy, a nade wszystko spotykają się ze sobą ludzie kochający Wilno z różnych środowisk, to wypada tylko życzyć, by Wilno w Gdańsku trwało zawsze, przyciągając zwłaszcza kolejne, młodsze pokolenia, które miasto nad Wilią będą znać już tylko z opowieści babć, dziadków, a nawet z rodzinnych archiwów. Jeśli jest jeszcze ktoś, kto nie zna Wilna, to winien koniecznie wziąć udział w naszym festiwalu. Jako dyrektor artystyczny zapewniam, że włożyłem całe moje gdańsko-wileńskie serce w przygotowanie festiwalu. Nie boję się o przyszłość festiwalu, bo wiem, że przecież powstał on z miłości gdańszczan do Wilna, a ta nigdy się nie wyczerpie, nie wypali i nie zdezaktualizuje – mówi w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim Tomasz Snarski, gdański prawnik, filozof, wykładowca i poeta.

Tomasz Snarski. Zdj. Justyna Wasiniewska

Tomasz Snarski urodził się w 1985 roku w Gdańsku. Jest absolwentem studiów prawniczych i filozoficznych na Uniwersytecie Gdańskim, uzyskał stopień doktora nauk prawnych. Od 2009 roku pracuje na macierzystej uczelni, wykładając m.in. prawo karne materialne. Od lat pisze także wiersze: w 2012 roku nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Gdańskiego ukazał się jego debiutancki tomik poezji pt. Przezpatrzenia (drugie wydanie w 2014 roku). W 2016 roku wydany został kolejny tomik pt. Werblista, wydany w Wilnie. W latach 2016–2019 był członkiem Rady Muzeum Stutthof w Sztutowie. Zasiadał także w Gdańskiej Radzie ds. Równego Traktowania przy prezydencie Gdańska. Autor kilkudziesięciu prac naukowych i publicystycznych, a także petycji skierowanej do Parlamentu Europejskiego w obronie praw mniejszości polskiej na Litwie. Publicysta portalu Więź.pl oraz członek zespołu Laboratorium „Więzi”. Współpracuje z Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki w Wilnie. Niedługo ukaże się jego książka Wróblewski poświęcona Bronisławowi Wróblewskiemu i jego filozofii prawa karnego.

Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Od marca mamy pandemię. Wydawało się, że festiwal „Wilno w Gdańsku” nie odbędzie się, podobnie jak „Maj nad Wilią”. Tymczasem organizujecie we wrześniu festiwal online, którego Ty zostałeś dyrektorem artystycznym…

Tomasz Snarski: Zacznijmy od tego, że przygotowania do każdego dużego festiwalu tak naprawdę rozpoczynają się po zakończeniu jego poprzedniej edycji. Nie inaczej było z festiwalem Wilno w Gdańsku. Przez około rok wraz ze współpracownikami pracowaliśmy nad odpowiednią formułą festiwalu, chcąc przede wszystkim zapewnić jego wysoki poziom merytoryczny. Niestety przyszedł koronawirus.

Wilno i Warszawa to miasta partnerskie, ale nie odbywają się w naszej stolicy wydarzenia związane z Litwą, podobnie jak w Wilnie nie bardzo znana jest Warszawa. Tymczasem Gdańsk jest również miastem partnerskim Wilna i tutaj współpraca jednak „zaskoczyła”. 

Wilno i Gdańsk to miasta, które łączą niezwykle silne więzi współpracy partnerskiej, ale też siła międzyludzkich relacji. Dość wspomnieć, że znaczna część mieszkańców grodu nad Motławą ma wileńskie korzenie. Co więcej – są one kultywowane, a tradycja przekazywana następnym pokoleniom. Historie tych miast mają też wiele analogii i na pewno możemy się od siebie wiele uczyć. Nie wyobrażam sobie, by kiedykolwiek w Gdańsku zabrakło Wilna, czy to w zbiorowej świadomości gdańszczan, czy w życiu kulturalnym.

Przeczytaj także:  Zbliża się festiwal „Wilno w Gdańsku”

Dlatego robiłeś wszystko, żeby jednak ten festiwal zorganizować.

Uczyniliśmy, co w naszej mocy, by festiwal mimo wszystko się odbył, chociaż wymagało to przeformułowania pierwotnych planów i wykorzystania formuły online. Dlatego zdecydowana większość spotkań autorskich czy rozmów z gośćmi z Wilna i Gdańska będzie transmitowana bądź emitowana w Internecie. Natomiast na Targu Węglowym odbędzie się tradycyjny Jarmark Wileński, z zachowaniem najwyższych możliwych zasad bezpieczeństwa. Ponadto formuła online, w przypadku części artystycznej, chociaż ma wiele wad, to ma tę zaletę, że w festiwalu można uczestniczyć z bliska i z daleka, będąc w Gdańsku, Wilnie czy w Warszawie. Paradoksalnie może to przyczynić się do większego zainteresowania wydarzeniem i udziału większej liczby uczestników.

Tematyka w tym roku będzie, jak zwykle zresztą, różnorodna. Odbędą się rozmowy o gdańsko-wileńskiej tożsamości, choćby takie jak spotkanie z rodziną Adamowiczów, Bożeną Kisiel czy Romualdem Mieczkowskim. Zaprezentowana zostanie poezja młodych z Wileńszczyzny, książka o Fabianiszkach czy wreszcie film Agaty Lewandowskiej „Pokolenie PLT”. Co Ty polecasz najbardziej?

Polecam każdy punkt programu. Udało nam się zaprosić wspaniałych gości,
z rozmaitych środowisk i reprezentujących różne dziedziny, zarówno Litwinów, jak i Polaków. Zaprezentujemy najnowsze książki wydane w Wilnie i o Wilnie, by wymienić m.in. „Były sobie Fabianiszki” Romualda Mieczkowskiego, ale nie tylko. Także najlepsze dzieła współczesnej literatury litewskiej: porozmawiamy na temat wydanej w tym roku w języku polskim powieści „Maranta” autorstwa Birutė Jonuškaitė. Sądzę, że nasza festiwalowa oferta może zainteresować każdego. Mamy spotkania literackie, prezentacje filmowe, muzykę i rozmowy z ludźmi, których wyjątkowych historii o wileńskich korzeniach naprawdę warto posłuchać. W sobotę odbędzie się też emisja rozmowy w języku angielskim na temat pięknie wydanego przewodnika architektonicznego po Wilnie: „Wilno. XX-XXI wiek. Przewodnik architektoniczny” – wyruszymy tym samym w podróż po mniej znanych, a niezwykle interesujących, miejscach stolicy Litwy. Naprawdę trudno mi zatem wyróżnić jedno wydarzenie.

Przeczytaj także:  Były sobie Fabianiszki? Recenzja książki Romualda Mieczkowskiego

Od lat jesteś związany jako wolontariusz z wileńskim hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki. Gdy dowiedziałem się, że jesteś dyrektorem artystycznym festiwalu, wiedziałem, że w Gdańsku nie może zabraknąć, nawet jeśli tylko „wirtualnie”, siostry Michaeli Rak…

Tak. Wyjątkowo chciałbym bliżej opowiedzieć o mojej rozmowie z siostrą Michaelą, która będzie wyemitowana w pierwszym dniu festiwalu. Dlaczego o tym wspominam? Bo wielu może wydawać się nieoczywistym, a nawet wątpliwym, połączenie festiwalu kulturalnego odbywającego się w Gdańsku i prezentacji działalności hospicyjnej z Wilna. Tymczasem nic bardziej mylnego. Hospicjum to przecież szeroko pojęta kultura życia i służby drugiemu człowiekowi, a stąd już bardzo blisko zarówno do wielu tematów obecnych w sztuce, jak również do na wskroś gdańskiego (i zarazem uniwersalnego) etosu solidarności. Poszukując współczesnych powiązań między Gdańskiem a Wilnem zrozumiałem, że najważniejsze wartości, które łączą te miasta, to idea miłosierdzia i solidarności. Gdańsk, jako miasto solidarności oraz Wilno, jako miasto miłosierdzia, mogą być przecież przykładami dla całej Europy, ale nade wszystko dla każdej i każdego z nas. Służąc innym przekraczamy nasze ograniczenia, przezwyciężamy konflikty i podziały, pokonujemy nasze słabości, wykraczamy poza siebie i własne ego. Czyż nie inaczej jest ze sztuką? Ona pozwala nam wyjść poza opłotki własnego świata, dostrzec perspektywę innego, poszerza nasze horyzonty myślenia i odczuwania. Dlatego pozornie odległe od siebie literatura, film, muzyka czy sztuki audiowizualne oraz misja hospicyjna, są tak naprawdę sobie bardzo bliskie. I tę bliskość pokażemy podczas naszego gdańskiego festiwalu. Tego dzisiaj świat dzisiaj bardzo potrzebuje – bliskości, czułości, poszukiwania tego, co łączy. To może być najpiękniejsze uniwersalne przesłanie gdańsko-wileńskiej tożsamości.

Oprócz tematów typowo wileńskich będzie czas na „smaczki gdańskie” takie jak np. Prezentacja carillonu mobilnego „Gdańsk” na Targu Węglowym. Czy carillony mogą przekonać do siebie wilniuków?

Carillony są wyjątkowym symbolem Gdańska. Ich koncerty, specjalnie przygotowane na potrzeby festiwalu, zostaną zaprezentowane przez naszych najlepszych gdańskich artystów. Ponadto do Gdańska przyjedzie carillonista wileński Gintaras Sodeika, który zagra na naszych gdańskich carillonach koncertowych – na wieży Kościoła św. Katarzyny oraz historycznego Ratusza Głównego Miasta Gdańska. Carillony koncertowe to instrumenty złożone z co najmniej 23 dzwonów wieżowych. Gdańsk jest jedynym miejscem w Polsce, w którym znajdują się takie carillony. Można powiedzieć, że dzielimy się z naszymi gośćmi z Wilna naszym najcenniejszym muzycznym skarbem, a w zamian gdańszczanie usłyszą na pewno wyjątkowe kompozycje, z wileńskim sercem.

Na festiwalu będą imprezy „dla ducha”, będzie także coś dla „ciała”, czyli jarmark wileński. Co zakupimy podczas niego? Czy będzie szansa, by spróbować wileńskiego chleba, sękacza czy smacznej, litewskiej wędliny?

Podczas Jarmarku Wileńskiego będzie szansa na spróbowanie wielu wspaniałości. W karczmie wileńskiej będzie można skosztować regionalnych potraw. Wiem, że wystawcy przywiozą różne specjały, w tym te znane, jak litewski chleb czy wędliny, ale też te mniej znane, jak kiszone warzywa. Ponadto będzie można nabyć rękodzieło artystyczne, unikalne wyroby, w tym między innymi z lnu, wełny, bursztynu. Każdy, kto szuka wyjątkowych rzeczy, znajdzie je podczas Jarmarku Wileńskiego w Gdańsku. Ponadto po prostu najważniejsza jest oczywiście możliwość poczucia wileńskiej obecności. Kupcy i rzemieślnicy wileńscy, podobnie jak artyści, przywożą ze sobą wileńską atmosferę, ludzie rozmawiają ze sobą, wymieniają spostrzeżeniami i doświadczeniami – i oto chodzi!

Przeczytaj także:  W poszukiwaniu smacznej Łotwy

Festiwal „Wilno w Gdańsku” odbywa się po raz siedemnasty. To już długa tradycja. Nie masz poczucia, że się wypaliliście? Czy jest wręcz przeciwnie, macie wciąż nowe pomysły?

Tradycja zawsze zobowiązuje, ale nie można być jej zakładnikiem. Swoją współpracę z festiwalem rozpocząłem w 2019 roku, gdy powierzono mi przygotowanie i prowadzenie spotkań autorskich oraz eksperckich, toteż mogę wypowiadać się na temat ubiegłorocznej i tegorocznej edycji. W tym roku, podobnie jak w ubiegłym, znaczną część festiwalu stanowią prezentacje literackie oraz dyskusje z zaproszonymi gośćmi. Zależy mi na tym, by Wilno w Gdańsku było inspirującym wydarzeniem, a rozmowa zawsze jest intelektualną przygodą otwartą dla każdego. Chcę nadto podkreślić, że od tego roku obok nazwy polskiej używamy litewskiej nazwy wydarzenia – „Vilnius Gdanske 2020”. Pokazujemy w ten sposób wielokulturowy charakter Gdańska i Wilna, który jest szansą i ogromnym potencjałem naszych miast. Cóż mogę dodać? Jeśli dzięki festiwalowi wciąż nawiązują się nowe więzi, powstają rozmaite inicjatywy, a nade wszystko spotykają się ze sobą ludzie kochający Wilno z różnych środowisk, to wypada tylko życzyć, by Wilno w Gdańsku trwało zawsze, przyciągając zwłaszcza kolejne, młodsze pokolenia, które miasto nad Wilią będą znać już tylko z opowieści babć, dziadków, a nawet z rodzinnych archiwów. Jeśli jest jeszcze ktoś, kto nie zna Wilna, to winien koniecznie wziąć udział w naszym festiwalu. Jako dyrektor artystyczny zapewniam, że włożyłem całe moje gdańsko-wileńskie serce w przygotowanie festiwalu. Nie boję się o przyszłość festiwalu, bo wiem, że przecież powstał on z miłości gdańszczan do Wilna, a ta nigdy się nie wyczerpie, nie wypali i nie zdezaktualizuje.

Ostatnie pytanie. W jednym zdaniu powiedz, dlaczego warto 4 września przyjechać do Trójmiasta?

Do Gdańska zawsze warto przyjechać, bo to najwspanialsze miejsce na świecie, oczywiście równorzędnie z ukochanym Wilnem; a gdy już w jednym miejscu jest Wilno i Gdańsk, to grzechem jest nie przyjechać – nie tylko wówczas warto, ale trzeba.

W 2010 r. współzałożyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet, a później jego redaktor, od lat zainteresowany Łotwą, redaktor strony facebookowej "Znad Daugawy", wcześniej pisał o krajach bałtyckich dla "Polityki Wschodniej", "Nowej Europy Wschodniej", Delfi, Wiadomości znad Wilii, "New Eastern Europe", Eastbook.eu, Baltica-Silesia. Stale współpracuje także z polską prasą na Wschodzie: "Znad Wilii", "Echa Polesia", "Polak na Łotwie". Najlepiej czuje się w Rydze i Windawie.

© Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy. Więcej informacji o prawach autorskich i zakup licencji.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Wpisz swoje imię tutaj