Dzień Zwycięstwa jest elementem godnościowego buntu mniejszości rosyjskiej wobec władz nie do końca uważanych za swoje i sprzyjające. A może po prostu sposobem zamanifestowania swojej tożsamości. Skoro cerkiew prawosławna od dawna już nie łączy, a na co dzień niewiele jest powodów do dumy, to może połączy mit niegdysiejszej pobiedy? Pęknięcie, o którym piszę, widać najlepiej wśród polityków – największy konflikt w ostatnich latach toczono nie o euro, uchodźców czy program oszczędnościowy rządu Dombrovskisa, ale właśnie o politykę pamięci, o symbole, o przeszłość. Rzadko o rewolucję 1917 roku, częściej o kolaborację z władzami niemieckimi i sowieckimi w czasie II wojny światowej, najczęściej o okupację sowiecką Łotwy w 1940 roku. O to spierają się politycy, historycy i elektoraty. [irp posts="1106" name="Marsz weteranów…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!


