Słup, który zaznacza granicę między Polską, Kaliningradem i Litwą, jest zrobiony z czerwonego wypolerowanego granitu. Stoi w Żerdzinach, polskim biegunie zimna, na pasie granicznym, gdzie rozłożyła się czerwono-biała krowa z cielakiem i powoli przeżuwa trawę. Plansza objaśnia zwiedzającym powagę tej granicy: w niegroźny sposób na litewskim terytorium widoczne są piktogramy odcisku butów, na polskim obszarze także, co ma zobrazować wolność poruszania się między tymi dwoma krajami Unii Europejskiej. Na terytorium Rosji ten odcisk jest jednak tak samo przekreślony jak kamera. Pielęgnacja niemieckiego dziedzictwa Tutaj kończy się swoboda. By móc wejść na terytorium obwodu kaliningradzkiego, byłego obszaru królewieckiego, potrzeba wizy, której uzyskanie związane jest z biurokratycznym i finansowym wysiłkiem. Wysoki płot druciany z kamerami uniemożliwia przekroczenie chyłkiem zielonej granicy. Do połowy…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!


