Ahto Lobjakas urodził się w 1970 r. w Tallinnie. Kształcił się na Uniwersytecie w Tartu, a także na Uniwersytecie w Lund i Oxfordzie, gdzie studiował nauki polityczne. W latach dziewięćdziesiątych pracował w Radiu Wolna Europa w Londynie, później zaś jako korespondent tego medium w Brukseli. W 2014 r. podjął pracę jako analityk w Estońskim Instytucie Polityki Zagranicznej. Jest zatrudniony także w mediach, gdzie prowadzi m.in. audycję „Achtung! Lobjakas”. Jest publicystą gazety „Postimees”. Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: We wrześniu Estonię odwiedził papież Franciszek. Największych echem pielgrzymka odbiła się chyba na Litwie, najbardziej katolickiej spośród trzech krajów bałtyckich. Łotwa już jest mieszana wyznaniowo, zaś Estonia ma tradycje luterańskie, choć jest dziś w zasadzie krajem agnostyków. Jakie znaczenie miała pielgrzymka papieska dla Estończyków? Ahto Lobjakas: Była bardziej wydarzeniem publicznym niż religijnym. Estonia, wraz z Łotwą i wschodnimi Niemcami należy do najmniej religijnych krajów nad Bałtykiem. Istnieje tutaj kościół katolicki, przywrócony po 1990 roku, ale o bardzo małym zasięgu. Zresztą papież został zaproszony nie tylko przez swój kościół, ale również biskupa Estońskiego Kościoła Ewangelicko-Luterańskiego, a także biskupa prawosławnego. Co ciekawe, obaj ci biskupi prezentują o wiele bardziej konserwatywne poglądy niż Franciszek choćby w kwestii homoseksualistów, aborcji czy imigracji. Zabawnie więc było widzieć ich w mediach podczas tej pielgrzymki z Franciszkiem, którego nauczania de facto nie akceptują.
Czy kościoły w Estonii odgrywają jakąś rolę polityczną? Sądzę, że tak. Na pewno bliska kościołowi jest partia „Ojczyzna” („Isamaa”), którą można określić jako chrześcijańsko-demokratyczną. Obecnie ona jest w bardzo złej sytuacji i nie wiadomo, czy przekroczy próg wyborczy w 2019 r. Ja myślę, że jednak wejdą do Riigikogu. Kościół zawsze jej pomagał, może nie jakoś bardzo, ale jednak. Wpływy kościoła luterańskiego w Estonii są bowiem o wiele większe niż można by wysnuć z frekwencji w kościołach. Ludzie chodzą do kościoła głównie na Boże Narodzenie czy na Wielkanoc, ale w wyborach często mają tendencje, by słuchać swoich duchownych. Jednak obecnie z racji bardzo konserwatywnych pozycji, bliską kościołowi partią zaczyna być EKRE. Nacjonaliści estońscy mają swoje lobby w kościele. Na miejscu umiarkowanej „Ojczyzny” niepokoiłbym się tym. A propos EKRE. Obecnie są na trzecim miejscu w sondażach, które dają im paręnaście procent, nawet do dwudziestu. Wcześniej Estonia, inaczej niż Łotwa, nie miała swojej nacjonalistycznej partii. „Ojczyzna” to byli raczej konserwatyści. Czy ten trend nacjonalistyczny przyszedł do Estonii ze Skandynawii, gdzie…Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

