Rosja testuje jedność NATO i UE podejmując działania w regionie bałtyckim Zachód pogłębia różnice w regionie Europy Środkowo-Wschodniej kosztem ich zdolności do udziału w kształtowaniu polityki NATO i UE W interesie państw bałtyckim leży priorytetowe traktowanie artykułu 5. Paktu Północnoatlantyckiego Państwa bałtyckie przyjęły szereg strategii i podjęły zróżnicowane działania w celu umocnienia swojej pozycji w NATO Różne interesy państw regionu i Zachodu oraz różne interpretacje rosyjskiej polityki przekładają się na różne postawy w regionie Morza Bałtyckiego Geostrategiczna wartość obszaru trzech państw bałtyckich (Litwa, Łotwa, Estonia) zachowuje duże znaczenie, z co najmniej trzech powodów. Po pierwsze, terytoria od Niemna po Zatokę Fińską stanowią laboratorium tendencji aktualnie wygrywających bądź przechylających szalę w stolicach najważniejszych państw, decydujących o kształcie polityki światowej. Wszystkie trzy państwa, jako mikroobszary polityki międzynarodowej, obejmowane są wspólnym mianownikiem niby całość geopolityczna i tak traktowane przez zachodnich sojuszników. Pomimo znaczących różnic dzielących Litwę, Łotwę i Estonię świadomość wspólnego losu jest obecna. Stąd obszar państw bałtyckich stanowi dogodne miejsce wyjaśniania i przewidywania ewentualnych kolejnych poczynań w polityce Federacji Rosyjskiej, Sojuszu Północnoatlantyckiego czy Unii Europejskiej. Bliskość Rosji, liczne mniejszości rosyjskie w Łotwie i Estonii, wpływy zachowane z czasów przynależności trzech narodów do Związku Sowieckiego tworzą bogate instrumentarium giganta ze Wschodu.
Jednocześnie przynależność tych państw do instytucji międzynarodowych świata zachodniego stwarza pole do weryfikacji realnej wartości, żywotności i sensowności dalszego funkcjonowania (tak fragmentarycznie, jak i całościowo) tych instytucji. Ewentualna niezdolność do trwałego zabezpieczenia strategicznych interesów Litwy, Łotwy i Estonii zdelegitymizowałaby zasadność podtrzymywania przy życiu organizacji o nikłym potencjale militarnym i obronnym. Po drugie, relewantność omawianej przestrzeni bierze się z jej sondażowego charakteru. To tutaj państwa zachodnie mogą mierzyć aktualność rosyjskiego zagrożenia, które wykorzystując wrogie formy działania relatywizują formalne więzi trzech krajów z Brukselą czy Waszyngtonem. To tutaj Moskwa może testować granicę akceptowalnych przez Zachód praktyk podważających poczucie bezpieczeństwa mieszkańców regionu. Jeśli szukać gdzieś prawdziwego balansowania na granicy, równoważenia sił, to najlepiej w rachitycznym, wystawionym na największe ryzyko środowisku nadbałtyckim. To balansowanie na granicy należy rozumieć dwojako – w znaczeniu starcia interesów zasadniczo dwóch odmiennych podmiotów, ale również badania i wystawiania na próbę przychylności Bałtów i Estończyków względem UE i NATO w świetle wspólnych przedsięwzięć energetycznych Rosji i Niemiec. Także kraje bałtyckie, w obliczu zagrożenia, mogą raz jeszcze przekonać się, który z sojuszników zachowuje największą skłonność do okazywania solidarności i wzmacniania poczucia bezpieczeństwa regionu. Wreszcie po trzecie, relacje polsko-bałtyckie, a szczególnie polsko-litewskie są papierkiem lakmusowym strategicznej podmiotowości regionu. Jasne jest, że przy nie dających się znieść konfliktach na linii Warszawa-Wilno, budowanie szerszych ram dla wspólnych programów adresowanych w stronę Białorusi, Ukrainy, państw kaukaskich czy Mołdawii natrafią na duże przeszkody. Perspektywy ograniczania postimperialnych domen Rosji muszą brać pod uwagę rzeczywisty poziom kompatybilności trójki krajów bałtyckich z Polską i resztą Europy Środkowowschodniej. Przynajmniej bez umiarkowanej przychylności USA, Niemiec i innych ważniejszych graczy unijnych, wspólna polityka wschodnia regionu pozostanie w gąszczu teoretycznych dywagacji. Bez elementarnej spójności i zgodności woli politycznej aktualnie rządzących, regionalny potencjał obróci się wniwecz. Niską merytoryczną wartość wspólnych programów polityki wschodniej, ich powierzchownego, wegetatywnego funkcjonowania pokazały losy Partnerstwa Wschodniego (PW). Flagowy program szwedzkiej i polskiej dyplomacji został w ciszy złożony do grobu, właściwie bez większego zaskoczenia jego pomysłodawców. Partnerstwo Wschodnie – wobec niechęci jego adresatów, jak i wyraźnego sprzeciwu Rosji – okazało się nie mieć potencjału, by skłonić zachodnie państwa UE do przedstawienia perspektywy członkostwa krajom Europy Wschodniej. W obliczu powyższego, równie szczególnego znaczenia nabierają wewnętrzne możliwości państw bałtyckich do uodpornienia się na naciski wywierane przez stronę rosyjską. Kreml ma szerokie środki umożliwiające egzaminowanie realnej sprawności państwowych instytucji bezpieczeństwa, począwszy od „miękkiej” presji propagandowej, poprzez prowokacyjne akcje powietrzne, ćwiczenia wojskowe, skończywszy na porwaniach funkcjonariuszy służb specjalnych i…Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

