Andis Kudors urodził się w 1970 roku Łatgalii, jest absolwentem prawa międzynarodowego i ekonomii na Uniwersytecie Łotewskim w Rydze. W latach 2005-2011 studiował nauki polityczne na macierzystej uczelni. Specjalizuje się w relacjach łotewsko-rosyjskich i łotewsko-białoruskich. Od 2006 r. dyrektor wykonawczy Centrum Badań Polityki Wschodnioeuropejskiej (Austrumeiropas politikas pētījumu centrs, APPC). Jest członkiem Rady Polityki Zagranicznej przy łotewskim MSZ. W wyborach europejskich w 2019 r. bez powodzenia ubiegał się o mandat europosła z listy Nowej Partii Konserwatywnej.
Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: W październiku Ministerstwo Sprawiedliwości Łotwy zarejestrowało niezależną cerkiew prawosławną, odrębną od tradycyjnej, łotewskiej, która podlega pod Patriarchat Moskiewski. Czy Pan jako politolog zajmujący się Wschodem śledził te wydarzenia?
Andis Kudors: Tak i uważam za pozytywny fakt, że mamy alternatywę, że istnieje nie tylko jedna cerkiew prawosławna na Łotwie.
Tak jak w Estonii, gdzie od lat funkcjonują obok siebie cerkiew podległa pod Patriarchat Moskiewski i Patriarchat Konstantynopolski.
Sądzę, że rejestracja kolejnej cerkwi na Łotwie jesienią wskazuje, że w naszym kraju mamy do czynienia z podziałem w środowisku prawosławnym: jedni orientują się na Moskwę, drudzy – niekoniecznie. Uważam, że jeśli mamy na Łotwie podział między ludźmi, którzy dobrze czują się w tradycyjnej cerkwi, która podlega pod Patriarchat Moskiewski, a między tymi, którzy tego nie akceptują, to sądzę, że powstanie nowej organizacji należy ocenić pozytywnie. W końcu mamy demokrację, a także wolność religijną. Na to co się dzieje z cerkwią prawosławną na Łotwie patrzę zresztą z dwóch perspektyw: jedna dotyczy właśnie wolności religijnej, druga bezpieczeństwa narodowego. Gdy mowa o pierwszej perspektywie, to już powiedziałem: dobrze, że jest alternatywa. Gdy zaś mowa o drugiej, odwołam się do wizyty jednego z duchownych Patriarchatu Moskiewskiego, która miała miejsce na Łotwie w tym roku. Doszło wtedy do skandalu: reprezentanci naszej cerkwi prawosławnej wystąpili z wywiadem w mediach łotewskich, że nie do końca są zadowoleni z działalności tego księdza prawosławnego na Łotwie. Wysłali list do patriarchy Cyryla, do Moskwy, że nie akceptują jego działalności, zapytali także, czy władze cerkwi w Rosji są poinformowane o tym, co ten ksiądz robi na Łotwie. Oczywiście, władze cerkwi rosyjskiej o wszystkim wiedziały. Inna sprawa, którą uważam za ważną: mamy na Łotwie ustawę o stosunku państwa do cerkwi prawosławnej, która została uchwalona przez Sejm w 2008 roku. Niedawno, w tej kadencji, wprowadzono do niej pewne zmiany: głową cerkwi prawosławnej na Łotwie może być odtąd jedynie obywatel Republiki Łotewskiej, który żyje tutaj co najmniej od dziesięciu lat. To jest dobre dla autonomii naszej cerkwi. Okej,…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Dołącz do naszej społeczności. Dzięki Twojej prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.

