Arkadijus Vinokuras urodził się w 1952 r. w Kownie w rodzinie ocalałej z Holocaustu. Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych kształcił się w Szkole Pantomimy Modrisa Tenisonasa przy Teatrze Muzycznym w Kownie. W 1971 roku został aresztowany za współtworzenie panbałtyckiej antysowieckiej organizacji młodzieżowej. W 1973 r. ukończył eksperymentalny kurs pantomimy przy Moskiewskim Państwowym Instytucie Sztuk Teatralnych (GITIS). Po powrocie na Litwę Sowiecką pracował w szkole muzycznej im. J. Gruodžisa. W 1975 r. wyjechał do Izraela, jednak później przeprowadził się do Szwecji, gdzie pracował jako dziennikarz, działał także we wspólnocie litewskiej, informował społeczeństwo szwedzkie o sowieckiej okupacji krajów bałtyckich, był redaktorem odpowiedzialnym w sekcji litewskiej szwedzkiego radia, współpracował z Radiem Wolna Europa. W 1988 roku został wiceprzewodniczącym Bałtyckiej Grupy Helsińskiej. Po odzyskaniu przez Litwę niepodległości znów zamieszkał w kraju, gdzie do dziś działa jako pisarz, publicysta, aktor, reżyser, autorytet dla dużej części społeczeństwa. Sprawował funkcję doradcy premiera konserwatystów Andriusa Kubiliusa, jednak później zapisał się do Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej. Aktywnie komentuje sprawy związane z historią i teraźniejszością społeczności żydowskiej. Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Rozpoczęliśmy naszą rozmowę w jidysz. Proszę powiedzieć, jak to się stało, że Pan, osoba urodzona po wojnie, mówi w tym języku? Arkadijus Vinokuras: Nie mówię tak dobrze, ale jestem Żydem, jestem litwakiem. „Mir zenen litwisze jidn”. Moje korzenie na Litwie sięgają dwustu lat. Generalnie jest tak, że wszyscy tutejsi Żydzi mówią w jidysz. Moje pokolenie, sądzę, że następne także. Moi rodzice mówili w jidysz, bo nie chcieli, żeby dzieci słuchały, ale my nauczyliśmy się szybko tego języka. Pierwszym językiem w mojej rodzinie był jidysz. Ale mój ojciec znał język polski, on żył na Słobódce w Kownie, gdzie wszyscy Żydzi potrafili rozmawiać po polsku. Oczywiście rodzice mówili także po litewsku i po rosyjsku. Pana rodzina związana jest z Kownem? Tak, ja urodziłem się w Kownie, moi rodzice mieszkali także w Kownie. Sądzę jednak, że korzenie mojego ojca wiodą do Polski. On, podobnie jak jego ojciec i brat był blondynem. Kiedy mój ojciec wychodził z getta kowieńskiego, on zdjął gwiazdę Dawida, którą miał przyczepioną i wyglądał jak zwykły Litwin. W czasie II wojny światowej rodzina mojego ojca przebywała w getcie kowieńskim. Później on znalazł się w obozie koncentracyjnym Klooga w Estonii, następnie w Stutthof na Pomorzu, zaś ostatecznie trafił do Dachau, gdzie wyzwoliła go armia amerykańska. Z kolei rodzina matki uciekła w 1941 roku w głąb Związku Sowieckiego, do Azji. Niestety tutaj na Litwie w czasie okupacji niemieckiej zabito moją babcię,…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

