Audronius Ažubalis. Zdj. Greece MFA / Flickr / CC. Audronius Ažubalis urodził się w 1958 roku, pochodzi z rodziny od pokoleń mieszkającej w Wilnie. W latach siedemdziesiątych angażował się w działalność opozycyjną, współpracował z Litewską Grupą Helsińską. W latach 1989-1990 był korespondentem tygodnika „Atgimimas” związanego z ruchem niepodległościowym „Sąjūdis”. W 1990 roku został rzecznikiem prasowym Vyutautasa Landsbergisa – przewodniczącego Rady Najwyżej Litwy. W 1996 roku po raz pierwszy wszedł w skład Sejmu z listy Związku Ojczyzny. W latach 1998–2000 kierował litewsko-brytyjską izbą handlową. Od 2008 do 2010 roku pełnił funkcję szefa Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu, zaś w latach 2010-2012 był ministrem spraw zagranicznych w rządzie Andriusa Kubiliusa. Od 2012 roku nieprzerwanie sprawuje mandat poselski z listy Związku Ojczyzny-Litewskich Chrześcijańskich Demokratów. Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Chciałem zacząć naszą rozmowę od manewrów wojskowych Zapad 2017, które właśnie się odbywają. W krajach bałtyckich wzbudziły sporo lęków, ale niedawno mieliśmy wypowiedź ministra obrony Raimundasa Karoblisa, że to wszystko jest przesada. Co Pan sądzi na ten temat? Audronius Ažubalis: Myślę, że to wszystko jest sofistyka. Co to znaczy, że coś jest przesadzone czy nie. Generalnie uznaję Zapad 2017 jako szczyt rosyjskiej militaryzacji skierowanej przeciwko Zachodowi. To wszystko idzie falami. Co to znaczy Zapad? To kontynuacja militaryzacji współczesnej Rosji. Jest to odpowiedź na to, co próbujemy teraz robić w NATO, by przesunąć żołnierzy na Wschód, do Polski i do krajów bałtyckich. Z kolei na Ukrainie toczy się regularna wojna. Najsłabszym punktem jest Białoruś. To niekończąca się historia, która zaczęła się po wojnie rosyjsko-gruzińskiej w 2008 roku. Rosja zdecydowała się wtedy zreformować swoją armię. Więc jeśli mówimy o wpływie Zapadu na kraje bałtyckie, to musimy cały czas być czujni, ale nie wpadać w panikę. Z drugiej strony kraje bałtyckie razem z Polską i Rumunią skutecznie przyciągnęły uwagę naszych partnerów w NATO, przekonując ich, że rosyjska ekspansja nie zatrzymała się po Ukrainie. Nie, oni idą dalej. Wydatki wojskowe wzrastają. Wydaje mi się, że krajom naszego regionu udało się przekonać Zachód, że powinniśmy być ostrożni mówiąc o Kremlu. Obudzili się Szwedzi, którzy prowadzili swoje manewry w Gotlandii, w których uczestniczyła także Litwa, Norwegowie czy Finowie. Oczywiście byłoby dla Litwy lepiej, gdyby rosyjskich manewrów nie było. Ale niestety jest inaczej. W ćwiczeniach Zapad uczestniczy Białoruś. Jak wyglądają stosunki białorusko-litewskie? Macie teraz duży problem z elektrownią w Ostrowcu. To jest hipokryzja obecnego i poprzedniego rządu. Z jednej strony krytykują Łukaszenkę, że jest dyktatorem, a na Białorusi nie…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

