Aušrinė Armonaitė Aušrinė Armonaitė ukończyła gimnazjum im. Michała Biržiški w Wilnie, następnie studiowała w Instytucie Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego. W 2006 r. przystąpiła do młodzieżówki nowopowstałego Ruchu Liberałów. W latach 2010-2011 stała na czele Wileńskiej Rady ds. Młodzieży, współpracowała także z Radą Europy. Od 2013 do 2015 r. pracowała jako analityk w Litewskiej Konfederacji Biznesu "ICC Lietuva". W 2015 r. wybrana na radną miasta Wilna, zaś jesienią 2016 r. na posłankę do Sejmu. Jest przewodniczącą grupy kobiet w parlamencie. Tomasz Otocki: Parę tygodni temu mieliśmy głosowanie w Sejmie nad wotum zaufania dla nowego rządu. Pani znalazła się wśród trzech osób, które głosowały przeciwko temu gabinetowi. Jakie były przyczyny takiego głosowania? Aušrinė Armonaitė: Byłoby więcej osób przeciwko temu rządowi, ale oni wybrali łagodniejszą pozycję, wstrzymali się od głosu, także moi koledzy z Ruchu Liberałów. My byliśmy ci odważni, którzy zdecydowali się powiedzieć wprost, że pomysły i priorytety tego rządu nie przekonują nas. Zresztą, właściwie to by trzeba powiedzieć, że nie ma priorytetów. Jeśli przeczytasz dokument rządowy, to okazuje się, że priorytetem jest wszystko. Opieka społeczna to priorytet, ochrona zdrowia – także priorytet, sprawy zagraniczne – również. Podobnie z inwestycjami, polityką prorodzinną. A więc jest dużo wielkich słów.
Kiedy studiowałam, analizowaliśmy programy poprzednich rządów, analizowaliśmy reformy. Wniosek jaki z tego płynie jest taki, że jeśli nie masz priorytetów, jednego, dwóch czy trzech, to bardzo ciężko jest iść na przód z reformami. Nagle zaczyna się brak wsparcia administracji, brak wsparcia polityków dla reform, są kłopoty z uzyskaniem konsensusu w ramach koalicji. I w konsekwencji nie dzieje się nic. To jest pierwszy powód, dla którego głosowała Pani przeciwko. Tak, kiedy przeczytałam program rządowy, to odniosłam wrażenie, że to jest zbiór wewnętrznie sprzecznych pobożnych życzeń. Druga rzecz, która nie spodobała mi się, to fakt, że wspomina się o wprowadzeniu nowych podatków. Wspomina się także o podatku progresywnym czy obniżkach podatków dla tych, którzy mieszkają w regionach, dla młodych, którzy kupują tam nieruchomości. Uważam, że jest to swego rodzaju dyskryminacja wobec osób, które mieszkają w dużych miastach. Trzecia sprawa to jest polityka europejska. Niektórzy twierdzą, że to dobrze, że nie przedstawiono jej jako osobnego rozdziału. Ale Unia Europejska jest częścią naszego codziennego życia. Znajdujemy się w środku kryzysu europejskiego: uchodźcy, Brexit, rosnący w siłę populizm. Brak zaufania do instytucji unijnych. Wolne podejmowanie decyzji. Obecna koalicja nie przedstawiła żadnej wizji Unii Europejskiej.…Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

