Gdy trzyma się książkę w dłoni Czytelnik, który sięga po wspomnienia jakiejś znanej osoby, powinien pamiętać, że w tym gatunku literackim nie chodzi o obiektywną prezentację zdarzeń, lecz o autokreację. Świadome budowanie wizerunku to jeden z obowiązków zawodowych osób publicznych. Zwłaszcza praca polityka polega na przybieraniu takiej tożsamości, jakiej wymagają od niego jego wyborcy. Sannie Marin na pewno bardzo zależy na udanej autokreacji. Jest wciąż młoda i przed nią jeszcze długa międzynarodowa kariera. Cieszy się na świecie olbrzymią jak na Fina popularnością. W dodatku zagraniczna opinia publiczna kojarzy ją pozytywnie z równouprawnieniem, łamaniem stereotypów i profesjonalizmem. Taka persona miałaby dużo do stracenia przez nieprofesjonalny PR. Książka Marin ukazała się w wielkim wydawnictwie Macmillan Publishing. Polityczka napisała ją po angielsku z myślą o międzynarodowym gronie odbiorców. Praca nad tekstem na pewno nie była łatwym zadaniem, ponieważ autorka musiała przełożyć własne myśli na język obcy oraz spróbować przewidzieć, jakimi historiami najłatwiej dotrzeć do tak różnorodnej grupy czytelników o rozmaitych potrzebach. Z punktu widzenia odbiorcy nie jest to najlepsze rozwiązanie, ponieważ wymaga od autora upraszczania i równania do możliwości odbiorcy najmniej zaznajomionego z tematem. Innymi słowy, to co będzie nowe dla Amerykanina, może okazać się oczywiste dla Europejczyka. Być może książka byłaby głębsza…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

