Opowieść rozpoczyna się od wielkiego pożaru Wilna w 1748 roku. Pożoga staje się pretekstem do pytań o naturę ludzką i nierówności społeczne, ale także do ukazania miasta odradzającego się (dosłownie) jak feniks z popiołów: połowa XVIII wieku to wszakże czas rozkwitu architektury barokowej, „szkoły wileńskiej”, której najsłynniejszy reprezentant, Jan Krzysztof Glaubitz, zaprojektował m.in. kościół św. Katarzyny, kościół św. Rafała, cerkiew św. Trójcy i klasztor bazylianów. Trudno nie rozpoznać charakterystycznych smukłych wież i ozdobnych kopuł, pośród których toczy się akcja powieści. Zresztą sam Jan Krzysztof Glaubitz gości na kartach książki i uchyla rąbka tajemnicy na temat swojego warsztatu. „Narwojsz (…) kiedy zeskoczył z konia, spotkał jeszcze jednego chrześcijanina, tylko luteranina, jednego z najbardziej szanowanych w mieście protestantów, Jana Krzysztofa Glaubitza, znawcę stiuków, kolumn i fasad oraz cenionego przez wszystkich architekta, potrafiącego staremu kościołowi nadać ...
Pozostało jeszcze 87% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


