To przecież żal mi tego ludu… Kościół św. Trójcy w Mikołajkach – Przyjechał Pan na Mazury, by pisać o Mazurach, których już tutaj nie ma – rozpoczyna rozmowę ze mną Irena Dzierwa, która parę razy w tygodniu urzęduje w kościele ewangelickim w Mikołajkach. Pilnuje świątyni, oprowadza, opowiada. Jest lokalną organistką, a jednocześnie córką pierwszego pastora polskiego w Mikołajkach, ks. Władysława Pilchowskiego, który pojawił się tutaj w 1946 roku. Przyjechał ze Śląska Cieszyńskiego. Od zera musiał zorganizować lokalną parafię luterańską. Człowiek o niezmiernie ciekawym życiorysie. Gimnazjum ukończył w Cieszynie, zaś studia – na Wydziale Teologii Ewangelickiej na Uniwersytecie im. Józefa Piłsudskiego. Po wojnie został skierowany na Mazury, początkowo do Pisza, skąd złożył sprawozdanie do zastępcy biskupa ks. Jana Szerudy: ,,A choć stan w tym powiecie jest zupełnie beznadziejny, to przecież żal mi tego ludu”. Empatia wobec Mazurów stanie się jego znakiem firmowym. Na własną prośbę trafia ...
Pozostało jeszcze 96% artykułu.
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!
Zyskaj dostęp do setek eksperckich artykułów poświęconych państwom regionu Morza Bałtyckiego.


