„Mamy do czynienia z wojną“. Litewskie strachy przed Rosją

Wielka polityka potrafi trafić w serce, naruszyć prywatne szczęście. Doświadczyła tego Anna Michaiłowa. Białorusinka mieszka od wielu lat w litewskiej stolicy, Wilnie, jest świetnie zintegrowana. Ta atrakcyjna młoda kobieta, z szerokim uśmiechem i falującymi włosami o ciemnym odcieniu blond, ma także prywatne, tak samo kruche, jak i silne więzi ze swoją ojczyzną z wyboru.

|

Wybranek Anny pracował w litewskiej policji. Po agresji rosyjskiego prezydenta Władimira Putina na Ukrainę zaczął się bać. O Litwę. Strach stawał się coraz mocniejszy. „Jeśli Rosjanie wejdą na Litwę, możesz po prostu wynieść się z powrotem na Białoruś” – powiedział Annie. Początkowo myślała, że to żart. Ale rychło zrobiło im się nie do śmiechu. Polityka poróżniła parę. Zakończyli swój związek. Przyklejony uśmiech znika Annie z twarzy, kiedy o tym opowiada. Podobnie jak dla tej młodej kobiety, tak i dla wielu ludzi na Litwie, strach przed rosyjską agresją jest znaczącą cezurą w ich życiu. I rzuca cień na mały kraj liczący 2,8 miliona ludności.

„Kiedy ktoś parę lat temu powiedziałby mi, że będę służyć w wojsku, do tego dobrowolnie – uznałbym go za wariata” – mówi Mantas Adomėnas kiwając głową. Widać, że 44-letni poseł do litewskiego parlamentu woli spędzać swój wolny czas w przytulnych restauracjach czy knajpach niż w czołgach i transporterach. „Przed rosyjską agresją na Krymie u nas było dużo oporu przeciwko zbrojeniom, wszystko, co miało coś wspólnego z armią, uchodziło za raczej nieistotne. Teraz sytuacja zmieniła się o 180 stopni, strach nas ogarnia” – mówi Adomėnas.

On sam wstąpił do dobrowolnego związku – początkowo przez trzy tygodnie uczył się obchodzenia z bronią, teraz na ćwiczeniach obecny jest jeden weekend w miesiącu. „Kiedy jedziemy ulicami naszymi czołgami, jesteśmy przyjaźnie pozdrawiani przez przechodniów, wcześniej byłoby to nie do pomyślenia” – mówi poseł i prosi, byśmy zmienili nasz język konwersacji z rosyjskiego na angielski. „Przepraszam, obecnie nie mówię często po rosyjsku, mam trudności!”.

W 2015 roku Litwa ponownie wprowadziła zniesiony w 2008 roku obowiązek wojskowy. „Do tej pory 7 tysięcy mężczyzn uzyskało podstawowe szkolenie: nikt nie musiał iść do wojska wbrew swojej woli, bo mieliśmy tylu ochotników, że nikomu nie narzucono obowiązkowo pójść w kamasze” – mówi dumnie Adomėnas.

Mniejszość rosyjska wierzy propagandzie

Także nastawienie wobec NATO zmieniło się kolosalnie, twierdzi parlamentarzysta. „Obecnie prawie wszystkim Litwinom ulżyło, że jesteśmy członkami sojuszu!”.

Prawie wszystkim Litwinom? Tutaj Adomėnas chyba trochę przesadza. Bo u mniejszości rosyjskiej w tym bałtyckim kraju wciąż jest wiele zastrzeżeń wobec NATO – i sympatii wobec Moskwy.

„Jak parę lat temu wyemigrowaliśmy z Moskwy do Litwy, wielu z tutejszych Rosjan patrzyło na nas jak na pomyleńców” – mówi Jelena, przedsiębiorczyni w całkiem młodym wieku, która prosi, by nie podawać jej nazwiska – ze strachu przed przejawami wrogości, przede wszystkim wobec jej syna: „oni wciąż oglądają kremlowską telewizję propagandową, uważają Rosję za…

🔒Widzisz tylko 26% tekstu. Cała historia jeszcze przed Tobą.
🔒

Treść dostępna dla prenumeratorów

Dołącz do naszej społeczności. Dzięki Twojej prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.

Pakiety jednorazowe i cykliczne. Płacisz tylko za to co czytasz!
Dostęp jednorazowy 5 zł
Pakiet miesięczny 10 zł miesięcznie
Wybierz Szczegółowe porównanie
Twoja organizacja potrzebuje jednego lub wielu dostępów?
1 dostęp 200 zł
5 dostępów 675 zł
10 dostępów 1200 zł
Poznaj ofertę dla firm i instytucji Szczegółowe porównanie

Dodaj Przegląd Bałtycki jako preferowane źródło w Google

Nasze treści będą częściej wyświetlać się w Twoich wynikach Google

Strona głównaPolityka„Mamy do czynienia z wojną“. Litewskie strachy przed Rosją
Prenumeruj, aby utworzyć konto. Masz konto? Zaloguj się, aby skomentować.
Subskrybuj
Powiadom o
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów