Wybranek Anny pracował w litewskiej policji. Po agresji rosyjskiego prezydenta Władimira Putina na Ukrainę zaczął się bać. O Litwę. Strach stawał się coraz mocniejszy. „Jeśli Rosjanie wejdą na Litwę, możesz po prostu wynieść się z powrotem na Białoruś” – powiedział Annie. Początkowo myślała, że to żart. Ale rychło zrobiło im się nie do śmiechu. Polityka poróżniła parę. Zakończyli swój związek. Przyklejony uśmiech znika Annie z twarzy, kiedy o tym opowiada. Podobnie jak dla tej młodej kobiety, tak i dla wielu ludzi na Litwie, strach przed rosyjską agresją jest znaczącą cezurą w ich życiu. I rzuca cień na mały kraj liczący 2,8 miliona ludności.
„Kiedy ktoś parę lat temu powiedziałby mi, że będę służyć w wojsku, do tego dobrowolnie – uznałbym go za wariata” – mówi Mantas Adomėnas kiwając głową. Widać, że 44-letni poseł do litewskiego parlamentu woli spędzać swój wolny czas w przytulnych restauracjach czy knajpach niż w czołgach i transporterach. „Przed rosyjską agresją na Krymie u nas było dużo oporu przeciwko zbrojeniom, wszystko, co miało coś wspólnego z armią, uchodziło za raczej nieistotne. Teraz sytuacja zmieniła się o 180 stopni, strach nas ogarnia” – mówi Adomėnas.
On sam wstąpił do dobrowolnego związku – początkowo przez trzy tygodnie uczył się obchodzenia z bronią, teraz na ćwiczeniach obecny jest jeden weekend w miesiącu. „Kiedy jedziemy ulicami naszymi czołgami, jesteśmy przyjaźnie pozdrawiani przez przechodniów, wcześniej byłoby to nie do pomyślenia” – mówi poseł i prosi, byśmy zmienili nasz język konwersacji z rosyjskiego na angielski. „Przepraszam, obecnie nie mówię często po rosyjsku, mam trudności!”.
W 2015 roku Litwa ponownie wprowadziła zniesiony w 2008 roku obowiązek wojskowy. „Do tej pory 7 tysięcy mężczyzn uzyskało podstawowe szkolenie: nikt nie musiał iść do wojska wbrew swojej woli, bo mieliśmy tylu ochotników, że nikomu nie narzucono obowiązkowo pójść w kamasze” – mówi dumnie Adomėnas.
Mniejszość rosyjska wierzy propagandzie
Także nastawienie wobec NATO zmieniło się kolosalnie, twierdzi parlamentarzysta. „Obecnie prawie wszystkim Litwinom ulżyło, że jesteśmy członkami sojuszu!”.
Prawie wszystkim Litwinom? Tutaj Adomėnas chyba trochę przesadza. Bo u mniejszości rosyjskiej w tym bałtyckim kraju wciąż jest wiele zastrzeżeń wobec NATO – i sympatii wobec Moskwy.
„Jak parę lat temu wyemigrowaliśmy z Moskwy do Litwy, wielu z tutejszych Rosjan patrzyło na nas jak na pomyleńców” – mówi Jelena, przedsiębiorczyni w całkiem młodym wieku, która prosi, by nie podawać jej nazwiska – ze strachu przed przejawami wrogości, przede wszystkim wobec jej syna: „oni wciąż oglądają kremlowską telewizję propagandową, uważają Rosję za…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Dołącz do naszej społeczności. Dzięki Twojej prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.

