Brama do piekieł? Kto jedzie do Anklam, nie oczekuje niczego dobrego. A mimo to dworzec zaskakuje przybyszów. Alternatywne Centrum Młodzieżowe Dworzec Demokracji jest pierwszym, co widzi się tutaj po przyjeździe – jeszcze przed plakatem NPD na placu przed dworcem. Parę tygodni temu przybyło tu dwa tysiące ludzi na koncert przeciwko prawicowemu ekstremizmowi. Na scenie raper Marteria, zespół punkowy Feine Sahne Fischfilet i Campino z zespołu Toten Hosen. „Pokazać czerwoną kartkę nazistom” – ten postulat napisali młodzi z Dworca Demokracji na transparencie i umocowali go wysoko na szczycie budynku. Studentka Klara Fries, która współzakładała centrum przed trzema laty, stała ze łzami w oczach przy mikrofonie: „czegoś takiego Anklam jeszcze nie widziało!“. Parę dni później ludzie z Anklam poszli głosować. 26,2% zagłosowało na Alternatywę dla Niemiec, która wygrała z SPD i CDU, NPD wybrało 9,3%. Narodowcy opanowują miasto W latach dziewięćdziesiątych NPD, prawicowe związki i autonomiczni nacjonaliści zbudowali w mieście profesjonalne struktury. Tu znajduje się partyjna centralna zarządu krajowego NPD, narodowa biblioteka, sklep nazistowski i skrajnie prawicowa służba pielęgniarska. NPD udziela porad socjalnych dla beneficjantów Hartz IV, organizuje obozy dla młodzieży i święta dla dzieci i mimo silnej AfD jest tak mocno osadzona w mieście, że nie musi się nikogo obawiać. Od czasu przełomu, Anklam stracił jedną trzecią mieszkańców, zostało jeszcze około 13 tysięcy, 15 procent nie ma pracy. Młodzież, wiele kobiet wyjechało, dobrze wykształceni, mądrzy – a wraz z nimi społeczeństwo obywatelskie, które walczy o swoje prawa demokratyczne. Tylko spośród anklamskich abiturientów 95% opuszcza co roku miasto. Prawie nikt nie protestuje, gdy skrajna prawica ogłasza Anklam „narodowo wyzwoloną strefą”. W przerwach posiedzenia rady miejskiej, przedstawiciele NPD popijają kawkę z radnymi CDU. Policzek dla prawicy To, że znajduje się tutaj Dworzec Demokracji, jest prowokacją dla prawicy. „Regularnie przychodzą tu naziści. Patrzą, co się dzieje. Nie robią nic, nie mówią nic. Ale jest jasne, że nie powinniśmy zapominać, że uważają teren za swój rewir” – mówi Klara Fries. Ma 23 lata, jest szczupłą kobietą z blond dreadami i undercut. Bez studentki pedagogiki z Greifswaldu nie byłoby Dworca Demokratycznego. Trzy razy w tygodniu przejeżdża 40 kilometrów z Greifswaldu do Anklam, by społecznie budować płoty z dziećmi i młodzieżą, reperować rowery, gotować albo po prostu rozmawiać. Dokładnie jak dziesięciu innych młodych dorosłych, którzy się tutaj angażują i nie mieszkają w Anklam. „Wyrosłam na Pomorzu Przednim” – mówi Klara Fries. „O Anklam zawsze mówiło się, że miasto jest przegrane. Ja chcę się jakoś temu przeciwstawić”. Krótko…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Prenumeruj i wspieraj Przegląd Bałtycki!

