Ēriks Jēkabsons urodził się w 1965 r. w Rydze. Ukończył studia historyczne na Uniwersytecie Łotewskim, broniąc pracę magisterską pod tytułem „Walka Polski i Szwecji o Inflanty 1600–1629”. W 1990 r. został pracownikiem naukowym Instytutu Historii Akademii Nauk Łotwy, zaś trzy lata później Instytutu Historii Łotwy Uniwersytetu Łotewskiego. W 1995 r. obronił pracę doktorską pod tytułem „Stosunki łotewsko-polskie 1919–1920”. Współpracował także z Uniwersytetem Stradiņša w Rydze, a także Łotewskim Państwowym Archiwum Historycznym. Od 2006 r. jest profesorem Uniwersytetu Łotewskiego. Specjalizuje się w badaniu historii Łotwy okresu międzywojennego, ze szczególnym uwzględnieniem kwestii stosunków łotewsko-polsko-litewskich, historii mniejszości narodowych Łotwy, a także historii Europy Środkowo-Wschodniej. Jest autorem kilkunastu książek i kilkuset artykułów. Został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.
Tomasz Otocki, Przegląd Bałtycki: Chciałbym, żebyśmy nagrali wywiad o II wojnie światowej, ale musimy chyba zacząć co najmniej od 1938 roku, który był ważnym rokiem na europejskiej scenie politycznej. Rozstrzygnął się wtedy los Austrii, nastąpił rozbiór Czechosłowacji, a także wymuszenie przez Polskę stosunków dyplomatycznych na Litwie. Jak w tym wszystkim odnajdywała się Łotwa?
Ēriks Jēkabsons: Łotwa obserwuje to, co się dzieje w Austrii, ale przede wszystkim chce być neutralna, wobec tego co ma miejsce w Europie. Nie udało się bowiem w poprzednich latach zawrzeć żadnej umowy obronnej, obejmującej kraje bałtyckie czy region Europy Środkowo-Wschodniej. Owszem, w 1934 roku powstała Ententa Bałtycka, ale nie ma ona w ogóle charakteru wojskowego, to jest tylko współpraca dyplomatyczna. Na rok przed wybuchem II wojny światowej kraje bałtyckie zostają pozostawione same sobie, każdy z nich prowadzi własną politykę i ma nadzieję, że mocarstwa uszanują jego neutralność. Łotysze chcieli wierzyć, że jakoś uda im się przetrwać, że nie wybuchnie konflikt światowy. Mocarstwa zachodnie prowadziły bowiem politykę uspokajającą, „niech Hitler zabiera Austrię, Sudety, a my ocalimy pokój”. Łotwa nie była mocarstwem i jedyny sposób, w jaki mogła wpływać na politykę europejską, była Liga Narodów, która w 1938 roku już nie jest organizacją efektywną.
Jak już mówiłem, Łotwa obserwuje, to co się dzieje w marcu 1938 r., ale bardziej interesuje ją to, co się dzieje bliżej. Ryga ma nadzieję, że uda się wreszcie pogodzić Polskę i Litwę. Chce odegrać w tym swoją rolę. Ówczesny minister spraw zagranicznych Vilhelms Munters zaoferował nawet usługi pośredniczenia między Warszawą a Kownem. Łotwa jest szczera, już od 1919 r. jej politycy marzą o tym, żeby Polacy i Litwini się porozumieli, bo dzięki temu mogłaby się udać współpraca regionalna przeciwko dwóm mocarstwom: Niemcom i Związkowi Sowieckiemu. Stąd postawa Muntersa…
Treść dostępna dla prenumeratorów
Dołącz do naszej społeczności. Dzięki prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.

