Estonia szuka przyjaciół

Program 100 przyjaciół nie dokonał przełomu kopernikańskiego w wiedzy młodych europejskich dziennikarzy o Estonii. Trudno w ciągu tygodnia dowiedzieć się o małym ambitnym kraju europejskim wszystkiego. Pewnie nie wszyscy młodzi dziennikarze, którzy w sierpniu odwiedzili Tallinn, będą regularnie pisać o Estonii, ale rozbudzono w nich zainteresowanie regionem Bałtyku. Jeśli w roku opublikują cztery-pięć materiałów o małej republice nadbałtyckiej, Estonia jest wygrana.

|
|

- Na stulecie polskiej wolności w 2018 roku dostaniemy pewnie wielką defiladę, parę przemówień wysokich figur i nic więcej – powiedział mój kolega, gdy rozmawialiśmy, jak kraje regionu Europy Środkowo-Wschodniej przygotowują się do rocznicy zdobycia niepodległości po Wielkiej Wojnie. Tak się składa, że w 1918 roku niezależność od możnych tego kontynentu uzyskała nie tylko Polska, Czechosłowacja czy Węgry, ale także cztery kraje bałtyckie: Litwa, Łotwa, Estonia i Finlandia. Ta trzecia, której niepodległość trafiła się nie tylko dzięki sprzyjającemu stanowi geopolitycznemu po klęsce Imperium Romanowów, ale także dzięki determinacji społeczeństwa, przygotowuje się do setnej rocznicy wolności, ale także pierwszej w swej historii prezydencji unijnej. I z tej okazji Estończycy postanowili zatroszczyć się o klub nowych przyjaciół. Głównie z Europy, choć nie tylko.

Setka dziennikarzy

Program, w którym miałem okazję uczestniczyć w pierwszej dekadzie sierpnia jako przedstawiciel Polski, nazywa się Wizyta Studyjna Młodych Dziennikarzy w Estonii "100 przyjaciół". W skrócie: "100 friends of Estonia". Kto i dlaczego to wszystko wymyślił? Kadri Linnas, urzędniczka Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które organizuje imprezę, kreśli w rozmowie z Przeglądem Bałtyckim krótką historię tego pomysłu: "idea rozwinęła się w związku z przygotowaniami do "EV 100", czyli setnej rocznicy Republiki Estońskiej, oraz prezydencji w Unii Europejskiej (obie przypadły na 2018 r.). Wiele krajów na świecie przygotowuje tego typy programy - to długoterminowa i systematyczna praca, by zapoznać młodych dziennikarzy z całego świata ze swoimi krajami. Najbliższy przykład to Finlandia, która ma podobny program od 1990 roku" - tyle Kadri Linnas, sympatyczna urzędnik estońskiego MSZ, która była z nami przez cały czas trwania programu i dopingowała, by wycisnąć z niego ile się da, by Estonia po tym tygodniu nie miała przed nami żadnych tajemnic.

Kto może pojechać

W programie wzięli udział głównie przedstawiciele krajów europejskich - to nieco zawęża perspektywę i sprawia, że grupa była nieco europocentryczna. Wśród moich kolegów znaleźli się m.in. Portugalka, Szwedka, Finka, Czeszka, a także przedstawiciele Włoch, Rosji, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Belgii czy Austrii. Ogółem 24 osoby.

Skąd taka europocentryczność programu? Po prostu młodych dziennikarzy nominują do wyjazdu lokalne ambasady estońskie. Tak się składa, że powstałe po 1990 roku państwo estońskie posiada swe placówki dyplomatyczne głównie w Europie i to jest pewien minus. Może Brazylijczycy, Indonezyjczycy czy Afrykanerzy mieliby swoje spojrzenie na Estonię, odmienne od naszego europejskiego? Ale trzeba przyznać, że przez cały czas trwania programu towarzyszyli nam przedstawiciele Indii, Kanady, Chin czy Japonii. Bo Estonia rozszerza swe zainteresowania międzynarodowe. W 1996 roku otwarta została ambasada w Tokio, w 2002 roku - w Pekinie, zaś całkiem niedawno, dwa lata temu, w New Delhi.

Ja na wyjazd zostałem zakwalifikowany już w kwietniu 2015 roku po odbyciu krótkiej rozmowy w siedzibie ambasady Estonii przy ul. Karwińskiej. Choć nie uważam już siebie za młodą osobę, to jak najbardziej od lat zajmuję się tematyką estońską, najpierw jako założyciel Programu Bałtyckiego Radia Wnet w 2010 roku, później jako wieloletni publicysta Nowej Europy Wschodniej, Wiadomości znad Wilii, Delfi, a ostatnio także - Przeglądu Bałtyckiego. Do Estonii pojechałem, choć nie pierwszy raz, z radością. Bo każda wizyta w Tallinnie to dla mnie oddech świeżym bałtyckim powietrzem i okazja do tego, by czegoś nowego dowiedzieć się o Estończykach. Nie czuję się takim Eesti-ekspertem jak mój kolega Kazimierz Popławski, ale Estonię lubię i cenię.

Czy trzeba być ekspertem

Po prawdzie wielka wiedza na temat państwa nad Zatoką Fińską w trakcie tego programu nie jest wymagana - chodzi o to, by zaczarować młodych dziennikarzy tym pięknym krajem, pokazać jego blaski, ciekawe strony, zabrać do uroczych zakątków, oczarować kuchnią i piękną nadmorską plażą. Zapoznać z wysokimi urzędnikami państwa estońskiego (w tym roku widzieliśmy się z minister spraw zagranicznych Mariną Kaljurand i premierem Taavim Rõivasem). Pokazać E-Estonię. Pobyć…

🔒Czytasz tylko 24% artykułu. Pozostałe 76% treści i zdjęcia są ukryte.
🔒

Treść dostępna dla prenumeratorów

Dołącz do naszej społeczności. Dzięki Twojej prenumeracie rozwijamy portal i publikujemy nowe artykuły.

Pakiety jednorazowe i cykliczne. Płacisz tylko za to co czytasz!
Dostęp jednorazowy 5 zł
Pakiet miesięczny 10 zł miesięcznie
Wybierz Szczegółowe porównanie
Twoja organizacja potrzebuje jednego lub wielu dostępów?
1 dostęp 200 zł
5 dostępów 675 zł
10 dostępów 1200 zł
Poznaj ofertę dla firm i instytucji Szczegółowe porównanie

Podobał Ci się ten artykuł? Przekaż napiwek!

Wybierz i przekaż wybraną liczbę Monet autorowi i redaktorom.

Wspierać możesz wielokrotnie!

Przekazany napiwek dzielony jest między osoby zaangażowane w powstanie tekstu, tj. autora (lub autorów) i współtwórców, po połowie.

Dodaj Przegląd Bałtycki jako preferowane źródło w Google

Nasze treści będą częściej wyświetlać się w Twoich wynikach Google

Strona głównaKulturaEstonia szuka przyjaciół
Prenumeruj, aby utworzyć konto. Masz konto? Zaloguj się, aby skomentować.
Subskrybuj
Powiadom o
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów